wtorek, 1 października 2013

Kto rano wstaje...

... ten chodzi niewyspany. Nie no, żarcik taki. Kto rano wstaje będąc w górach i mając farta do dobrej pogody, ten ma ładne widoki. I ciszę i spokój. I nawet caluteńką Rusinkę tylko dla siebie. I jeszcze ma zawał za każdym razem, gdy coś zaszeleści w lesie obok szlaku.

Nie ma tylko gorącego oscypka, bo jeszcze zamknięte.

(Mmmm oscyyyypeeek.... )

Tym razem byliśmy pozbawieni jakiegokolwiek wyboru. Brzask poranka oznaczał raczej przymusową pobudkę, bo tak to bywa, gdy się nocuje w samochodzie zaparkowanym na poboczu. Po kawie i śniadaniu w Mc Donaldzie jedziemy na parking na Wierch Porońcu - jeszcze pusty, ale zostawiamy samochód i ruszamy na spacer. Dochodzi godzina 6. Góry cudnie senne...


W Tatrach zwykle bywam w środku lata i wprawdzie zrywam się na nogi jeszcze nocą - jednak świt, latem przecież bardzo wczesny, zwykle przegapiam grzebiąc się jeszcze na kwaterze albo dojeżdżając na miejsce. Tym razem mam go przed sobą w pełnej okazałości. I jest w dechę. Jeszcze trochę mi żal, że ominie nas tym razem Kozia Przełęcz... ale ciekłe złoto przelewa się z nieba tuż pod nasze nogi, zapala trawy, oblewa góry i topi resztki żalu...










 Polana naprawdę pusta i cała nasza:
Później jeszcze spacer na Wiktorówki. A potem powrót do domu. I tęsknota, tęsknota, tęsknota.

9 komentarzy:

  1. Francuzi mają takie przysłowie: lepiej tęsknić, niż nie tęsknić wcale. Gdyby tak mieć góry na co dzień, mogłoby to doprowadzić nawet do rozwodu! ;P

    Zdjęcie piąte od dołu całkiem jakby amerykańskie. Gdyby jeszcze obciąć drzewo po lewej, tym traktem spokojnie mógłby odjechać Clint Eastwood ku zachodzącemu słońcu.

    Co to za szczyty? Nie byłem tam jeszcze...

    atopos

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś w tym jest. Rozwala mnie, gdy pytam ludzi, u których się zatrzymujemy, czy chodzą po górach, a oni odpowiadają coś w stylu "eeee nieeee, no kiedyś na Giewoncie byłem", albo "ładne te góry, ale jakoś nigdy nie ma czasu, praca i w ogóle...". Nie ogarniam!

    Pierwsze po prawo są Rysy. A dalej to już pewności nie mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do opisu szczytów, to najbardziej po prawej zza zbocza wyłania się kawałek Mięguszowieckiego Szczytu Czarnego (chyba tego) i teraz na lewo od niego Wołowy Grzbiet, Rysy, Ciężki Szczyt, Wysoka, teraz dziura i pojawia się Ganek, Rumanowy Szczyt, Młynarz, Kończysta, Zmarzły Szczyt i Kaczy Szczyt tuż przy choince.

      Usuń
    2. Dobrze wiedzieć :)
      Ja nie mam głowy do tak zaawansowanej topografii...

      Usuń
  3. Albo inaczej: w góry uciekamy od dolin życia. Bo w górach łatwiej. Tak sobie myślimy, że tam wreszcie nad czymś panujemy, że tam możemy zwyciężać. Tymczasem góry są jak rodzice, a my - ich zbuntowane dzieci. Zbuntowane ale wciąż na ich łasce.

    I tyle tych refleksji, bo kolega o podejrzanie wypielęgnowanych dłoniach obok zaczyna na mnie pozierać tęsknym wzrokiem. ;)

    atopos

    OdpowiedzUsuń
  4. "Bo w górach łatwiej. Tak sobie myślimy, że tam wreszcie nad czymś panujemy, że tam możemy zwyciężać."

    Coś mi się zdaje, że trafiłeś w samo sedno.

    " kolega o podejrzanie wypielęgnowanych dłoniach obok zaczyna na mnie pozierać tęsknym wzrokiem"

    ??? !

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, z tym kolegą to taki żarcik. Że niby tego rodzaju refleksje to mało męska rzecz. ;)

    atopos

    OdpowiedzUsuń
  6. mnie się zdjęcia bardzo podobają, bez wlewania, są śliczne... a ja jeszcze nie byłam na Rusinowej... chyba wiem, jak i gdzie przywitamy góry następnym razem!

    OdpowiedzUsuń