sobota, 14 grudnia 2013

Pewnego razu na Słowacji - Bystra Ławka [RELACJA]

Wyjazd w sierpniu 2012 roku był fajny, choć pełen kłód walających się pod nogami, choć pogoda nie była taką, o jakiej się marzy jadąc na pięć dni w Tatry, choć kwatera, na jaką wówczas trafiliśmy nie należała do tych, które bym komukolwiek mogła polecić (a z racji pogody i ograniczonych jak zwykle środków finansowych zmuszeni byliśmy trochę czasu na niej spędzać). Było fajnie, bo udało się nam wyjechać w odrobinę większym składzie niż zwykle i stanowiło to sympatyczną odmianę.

Pierwszego dnia odwiedziliśmy jaskinie Doliny Kościeliskiej (Mylną i Raptawicką) i w drodze powrotnej przemokliśmy do suchej nitki i zmarzli przeokrutnie. Dnia drugiego zaryzykowaliśmy wyjazd do Słowackiego Raju, co zaowocowało bardzo fajną wycieczką Przełomem Hornadu przy naprawdę niezłej pogodzie (wycieczką skończoną w samą porę - moment po dotarciu na parking rozpętała się burza). Dnia trzeciego była próba ataku na Giewont i odwrót, gdy tenże paskudnie zasnuł się chmurami. Czwartego - doczłapanie się ledwie do Piątki, tam schnięcie, walka o miejsce przy stoliku oraz o wydanie szarlotki i czegoś ciepłego do picia, po czym bodaj godzinne okupowanie owego stolika w oczekiwaniu aż ciała nacieszą się ciepłem i odważą się powrócić na panującą na dworze zawieruchę i wredotę. Aż wreszcie dzień piąty i zarazem ostatni tego pobytu. Nasze Tatry znów zachmurzone i niezachęcające, jedziemy więc na Słowację, bywa, że po drugiej stronie pogoda jest inna. I owszem - tam jakby coś widać, w dole słońce i ciepełko, wyżej są chmury, ale nie zapowiada się na całodzienną mokrą szarugę. Decydujemy się spróbować i wyruszamy na... Bystrą Ławkę :).

Wybieramy ten szlak, ponieważ wedle mapy czas przejścia jest niewielki (około 6 godzin łącznie z powrotem - w razie deszczu zawsze będziemy krócej moknąć), znaczenie ma też jego oczekiwana łatwość (część uczestników wyprawy ma niewielkie górskie doświadczenie i lekkiego stracha ;) ). Parkujemy samochód w Szczyrbskim Jeziorze - parking jest płatny i kosztuje niemało (5 euro, 5 i pół...? teraz już nie pamiętam), parkingów jest tam zresztą mnóstwo, ale wygląda na to, że wszystkie płatne. No i ruszamy. Najpierw przebijamy się przez miasteczko (a właściwie osadę), potem docieramy do żółtego szlaku, który pnie się leniwie najpierw wśród lasu, później zdaje się że wśród luźno rozrzuconej kosówki. Wokół nas tłum ludzi. Trochę nas to dziwi i martwi, bo idziemy jak w pielgrzymce. Okazuje się jednak, że większa część owego tłumu nie wybiera się na przełęcz, a za cel obiera jedynie podziwianie stosunkowo nieodległego wodospadu Skok.

Parę słów w kwestii formalnej. Bystra Ławka to przełęcz w grani pomiędzy Furkotem a Wielkim Soliskiem. Szlak na Bystrą Ławkę oznakowany jest kolorem żółtym i zalecane jest używanie go jako szlaku jednokierunkowego (co bynajmniej nie przeszkadza ludziom chodzić także w odwrotnym kierunku), należy go mianowicie pokonywać podchodząc Doliną Młynicką, a schodząc Furkotną (aczkolwiek nie jest zakazane przejście na odwrót). Początek szlaku mieści się, jak już wspomniałam, w Szczyrbskim Jeziorze.

Nieopodal wodospadu:



Wodospad Skok:

Tuż pod wodospadem szeroko rozlewają się jego wody, jest to bardzo urokliwe miejsce, gdzie można usiąść i odpocząć. Niestety także bardzo hałaśliwe, przynajmniej w czasie naszych tam odwiedzin. Szlak dalej wspina się nad wodospad, na wyższe piętro doliny. Na zdjęciu widać ciemne sylwetki ludzkie - tamtędy będziemy i my przechodzić. Jest tam, o ile dobrze pamiętam parę dość długich łańcuchów do przytrzymania się dla komfortu. Przy suchej skale przytrzymywanie się raczej nie jest konieczne. Zdjęcie przedstawia fragment przejścia nad wodospadem:


Tuż nad Skokiem jest jeziorko, tu widoczne już z drugiej strony:


Charakter szlaku mocno się zmienia, staje się kamienisty i nieco księżycowy. Idzie się lekko pod górę, bez trudności.

W Dolinie Młynickiej:




W pewnym momencie przystajemy przed wmurowaną w skałę tablicą:


W pierwszej chwili nie za bardzo kojarzymy, o co chodzi. Jednak jeśli w jednym momencie ginie tylu ratowników, mogły się zasadniczo zadziać dwie rzeczy - lawina lub katastrofa śmigłowca. Na lawinach się zbytnio nie znam, ale wątpię, by schodziły pod koniec czerwca. Coś kiedyś natomiast czytałam o rozbitym helikopterze w Słowackich Tatrach, tyle że nie pamiętałam i nie skojarzyłam, że to tu - nazwy dolin, których się nie zna, nie widziało na oczy i nie ma o nich większego pojęcia szybko ulatują z pamięci. A więc to tutaj. Nie zdawałam sobie sprawy, że rozmiar tej tragedii mógł być aż tak duży.

Dopiero będąc w domu doczytałam, że poza zmarłymi na pokładzie maszyny było jeszcze dwóch mężczyzn, którym udało się ocaleć. Śmigło, a w owych czasach używano w celach ratowniczych potężnej maszyny Mi-8, leciało owego czerwcowego dnia przed ponad trzydziestu laty na pomoc turystce. O ironio losu - lekko rannej. Helikopter był sprawny, wypadek wydarzył się, ponieważ przy zniżaniu się łopata zahaczyła o skały. Doszło do tragedii... Tyle dobrze, że nie ucierpiał nikt poza załogą śmigłowca. Sama poszkodowana turystka, do której zdążała pomoc - zdołała ostatecznie zejść do Szczyrbskiego Jeziora. Nie obwiniam bynajmniej tej dziewczyny o to, co się wydarzyło, każdy ma prawo prosić o pomoc, a decyzja o wylocie nie wyszła raczej na pewno od niej. Pytaniem bez odpowiedzi pozostanie jednak dla mnie, dlaczego do lekko rannej młodej kobiety "unieruchomionej" w łatwym terenie zmierzało z pomocą w helikopterze aż dziewięciu mężczyzn...

Ogarnia nas zaduma i trwamy w niej dłuższą chwilę. Gdy mamy już ruszyć dalej, pomiędzy kamieniami w oddaleniu kilku metrów od ścieżki zauważamy... coś. Coś, co wygląda jak pogięte kawałki metalu, jak szczątki rozbitego tu śmigłowca, ale trudno nam w to uwierzyć. Podchodzimy tam i jednak nie mamy wyjścia - wierzymy.



Nie wiem, jak to możliwe, żeby przez trzydzieściparę lat tuż obok popularnego szlaku turystycznego przeleżały szczątki maszyny, w której zginęło siedmiu ludzi, nie wiem, czyj to pomysł, aby ich stamtąd nie sprzątać, nie wiem, czy leżą tam przez zapomnienie i zaniedbanie, czy mają być czymś w rodzaju naturalnego pomnika, nie wiem, ale wrażenie robią ponure i dosyć piorunujące...


Parę fotek z wyższych partii Doliny Młynickiej:



Cel gdzieś tam w chmurze:


To już bardzo blisko przełęczy. Sama Bystra Ławka wyłania się nam bardzo powoli z gęstej chmury i co rusz zatrzymuje zatorami. Przejście przez przełęcz jest krótkie, niezbyt spektakularne i w sumie niewymagające, ale dobrze jest przytrzymać się łańcuchów, zwłaszcza, gdy się idzie od Doliny Furkotnej i "po łańcuchu" się schodzi, a nie wchodzi, no i zwłaszcza gdy jest się dzieckiem ;). A że wśród tłumku (chyba trafiliśmy na kulminację) trafiają się i dzieci i nieco przerażone niewiasty, korek gotowy.

Bystra Ławka:



Przejście pozostawia niedosyt, hop siup, trzy łańcuchy na krzyż i już jesteśmy po drugiej stronie. Chciałoby się więcej, no ale nic, niech będzie i to, też jest fajnie.

Już za przełęczą:


K. cieszy się górami, a ja robię to zdjęcie:


Jesteśmy teraz w Dolinie Furkotnej:


Tu troszkę kropi nas mżawka, ale, jak widać, zmierzamy ku błękitowi :). Istotnie, gdy już znajdujemy się nieco niżej cieszymy się dobrą pogodą. Bolą nas nogi, więc postanawiamy zajrzeć w okolice Chaty pod Soliskiem i zorientować się, ile kosztuje zjazd kolejką. Tak też robimy odbijając z żółtego szlaku na niebieski. Idzie się przyjemnie, wśród kosówek i wysokich górskich traw, tylko ten ból (cienias straszny wtedy byłam)...

Widok na Szczyrbskie Jezioro spod stacji kolejki:



Niestety - zjazd kosztuje 6 euro od osoby. Mamy jeszcze tyle waluty, ale heeelllooooł, wolimy zabrać ją do domu i wymienić z powrotem na złotówki niż wyłożyć tyle za parę minut zjazdu. Ból bólem, a sknerstwo sknerstwem, zaciskamy zęby i schodzimy.

A już w dole obracamy się przez ramię i z miłym dreszczem przypatrujemy przebytej dziś trasie:

:)


14 komentarzy:

  1. trudna zagadka;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech, 5 dni w Tatrach! Ja najdłużej byłam 2 :D Z racji, że mamy blisko, z reguły jeździmy na jednodniówki. Bardzo fajna wspominkowa relacja. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "trudna zagadka;)" - w sumie tak, jakoś mi się zdawało, że w Wysokich jest raptem ze 3 żółte szlaki... ale co tam, powiedzmy, że budowałam napięcie ;)

    Iza - wolałabym mieć blisko i uderzać na jedniodniówki wtedy, gdy pogoda, kiszenie się 5 dni, gdy na dworze ciągle siąpi i jest z 8 stopni i kombinowanie, co by tu porobić, żeby tego czasu nie zmarnować, ale i żeby nie nabawić się zapalenia płuc jest w sumie średnio fajne... Ale za to w tym roku w sierpniu pięciodniowy wyjazd udał się znakomicie, zaowocował kilkunastoma zdobytymi szczytami, cudownymi wspomnieniami i dziką satysfakcją :). Za miłe słowa dziękuję i też pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale to rozumiem, bo już raz miałem okazję spędzić pod Tatrami 2 tygodnie, podczas których przez większość czasu padał śnieg, deszcz, wiało i wszystko trzymało w chmurach.
      Zwiedziłem wszystkie jaskinie, Ścieżkę pod Reglami i jakieś łatwiejsze szczyty w Zachodnich, a nawet sporo muzeów i cmentarz w Zakopcu.
      Nie zapomnieliśmy odwiedzić także knajp na Krupówkach :-P Ale ile można...

      Usuń
  4. piszesz bardzo fajne notki, bardzo podoba mi się Twój styl pisania. na pewno opisy pomogą mi wybrać trasy wycieczek na następne wakacje:) aż chyba skuszę się na Rysy, i na jakąś wycieczkę w Tatry Słowackie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że moja pisanina nie idzie na marne, ale komuś się nawet do czegoś przydaje :)

      Usuń
  5. Zmroził mnie widok szczątków samolotu... także uważam że nie powinno go tam być. Lekkim piórem pisana relacja :)

    OdpowiedzUsuń
  6. oj i ja tu dotarlam szukajac jakiegos "łatwego" szlaku na który można się wybrać z dziećmi. Pytanie jak wygląda ten szlak na początku maja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku maja jest zamknięty, tak jak większość szlaków na Słowacji. Raczej na pewno fura śniegu i konieczność użycia sprzętu zimowego. Z dziećmi na pewno nie polecam. Chyba że spacer pod Skok i tyle.

      Usuń
  7. Byłam na tym szlaku w zeszłym roku, to była moja 2 wyprawa w Tatry i bardzo miło wspominam. Szlak dobry dla laika. ALE wraz z przewodnikiem w ręku szliśmy w przeciwną stronę niż Ty ;) i byliśmy święcie przekonani że idziemy dobrze. Wjechaliśmy wyciągiem do chaty pod soliskiem i niebieskim potem żółtym szlakiem na ławkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wtedy jak szłam, byłam święcie przekonana, że można tylko w jedną stronę, bo tak było napisane w przewodniku, który ja miałam. Potem mnie ktoś doinformował, że zniesiono ten przepis, ale pozostało zalecenie. Nie wiem, jak jest teraz, ale ludzie chodzą z obydwu stron. Także whatever. To nie Orla Perć. ;)

      Usuń
  8. Jak dobrze, że jest w necie Twój blog! Siedzę nad przewodnikiem, rozkminiam szlaki na tegoroczną wyprawę, wpadła mi w oko ta żółta trasa ale opisu brak...myślę sobie, zajrzę do Ciebie, kojarzę jakiś wpis o atrakcjach Doliny Młynickiej to chociaż trochę się dowiem a tu proszę - dokładny opis z super fotkami! :-) Zastanawiam się, czy jest jakiś polski szlak o porównywalnych z Bystrą Ławką trudnościach i ekspozycji? Np Szpiglasowa od strony Piątki? Świnica od Świnickiej Przełęczy? Pytam, bo będzie nam towarzyszyć ktoś, kto z łańcuchami obycia jeszcze nie ma i nie chcę się władować w kłopoty. Planując wycieczkę czułabym się znacznie pewniej mając jakiś punkt odniesienia do szlaku, na którym już byłam. Z góry dzięki za odpowiedź, pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szlaku przez Bystrą Ławkę trudność jest jedna - samo przejście przez przełęcz. Łańcuch z jednej strony, łańcuch z drugiej, tu i tu dość stromo, ale to bardzo krótki odcinek. Planuję niebawem posta o tym szlaku, mam dość szczegółowe zdjęcia. Do czego porównać... doprawdy nie wiem. Nie przychodzi mi do głowy nic podobnego po polskiej stronie.

      Usuń