niedziela, 1 czerwca 2014

Słowackie Tatry Wysokie - szlaki łatwe (ale już nieco bardziej wymagające)

Po poście wprowadzającym w tematykę turystyki tatrzańskiej po słowackiej stronie (TYM poście) oraz po zaprezentowaniu listy iście spacerowych szlaków tamże (TUTAJ) przyszedł czas na obiecany następny tekst. A zatem - postaram się wymienić i w skrócie opisać kilka szlaków łatwych, "dla każdego", pozbawionych ekspozycji i trudności technicznych, ale już na tyle odległych i wymagających kondycyjnie, że pod spacer zakwalifikować je ciężko. A zatem:

(kolejność zupełnie przypadkowa)

* Osterwa

Znad Popradzkiego Stawu (do którego też uprzednio oczywiście trzeba dojść) około półtorej godziny mozolnego podejścia na szczyt. Poruszamy się szlakiem czerwonym (jest to fragment magistrali), który oficjalnie wyprowadza jedynie na Przełęcz pod Osterwą. Jednak sam jej czubek znajduje się od Przełęczy naprawdę rzut beretem (jakieś 3 minuty podejścia) i chyba jest oczywiste, że wszyscy, którzy odwiedzają Przełęcz stawiają nogę także i na szczycie, choć szlak tam nie dociera. Na pewno warto, bo widoki z Osterwy są wyborne (z Przełęczy pod Osterwą zdecydowanie mniej). Szlak od stawu łatwy, wyłącznie na nóżkach. Prowadzi zakosami - to znaczy tworzy zygzak. Tup tup tup, zakręt, tup tup tup, zakręt. Nudne to dosyć, ale cóż, nie zawsze musi być emocjonująco. Po szczytowaniu można zejść tą samą drogą lub udać się dalej na wędrówkę magistralą. Zdjęć nie wklejam, bo napisałam swego czasu relację z Osterwy :).

* Szeroka Przełęcz Bielska

Szlak na Przełęcz jest jedynym istniejącym obecnie szlakiem w Tatrach Bielskich i choćby z tego względu warto ją odwiedzić. Ale nie tylko. Jest to miejsce mym subiektywnym zdaniem przepiękne, położone u stóp ciekawie się stąd prezentującej Płaczliwej Skały i obdarzone bardzo szeroką i bogatą, odbierającą oddech panoramą. Widoczne są stąd przede wszystkim majestatyczne Wysokie z Jagnięcym, Durnym, Łomnicą na czele, jak również te nieco odleglejsze skaliste czubki, widać też niemały kawał pagórkowatych Zachodnich. Cudo, perełka, a wszystko to dostępne jedynie za cenę około 3-godzinnego podejścia ze Zdziaru. Nie ma się co bać wykrzyknika na mapie - oznacza miejsce z łańcuchem, a jest nim prawie pozioma skałka wystająca z ziemi. Relacja tu  (relacja dotyczy także wejścia na Jagnięcy, bo byłam tam tego samego dnia). A tu artykuł o Tatrach Bielskich, w nim natomiast szczegółowy opis szlaku.

* Rysy

Najwyższy szczyt Polski, najwyższy szczyt w Tatrach dostępny znakowanym szlakiem, dwuipółtysięcznik - brzmi dumnie. Brzmi poważnie. Brzmi trudno. Na Rysy, jak wiadomo, prowadzą dwa szlaki (oba czerwone), jeden z Polski, jeden ze Słowacji. Ten po polskiej stronie faktycznie stanowi wycieczkę wysokogórską, z łańcuchami, koniecznością użycia rąk, gdzieniegdzie ekspozycją. Ten słowacki - jest od "naszego" bardzo odmienny! Najpierw docieramy do Popradzkiego Stawu (można asfaltem). Stamtąd kawałek niebieskim szlakiem delikatnie pod górę najpierw lasem, później wśród kosówek do rozwidlenia szlaków (niebieski wiedzie dalej na Koprowy). Następnie szlakiem czerwonym  początkowo dalej kosodrzewinowym tunelem, a potem już po surowym skalistym terenie. Płasko, bez użycia rąk, aby uniknąć stromizny szlak przez pewien czas wiedzie zakosami. Nad Żabimi Mięguszowieckimi Stawami dość księżycowo, ale ładnie. Po pewnym czasie dochodzimy do "wykrzyknika", jest to miejsce na długo przed właściwym podejściem nad szczyt, jeszcze poniżej schroniska. Parę metrów skałki, po której idzie się poziomo i raczej bez problemów (przepaści brak). Przejście ubezpieczone jest łańcuchem - przy dobrej pogodzie raczej niepotrzebnym, chociaż ludzie lubią się do niego przyklejać. Potem jeszcze trochę schodków i jesteśmy prawie przy Chacie pod Rysami. Od parkingu za nami już jakieś 4 godziny drogi (w zależności od naszego tempa), na szczyt kolejna godzina. Najpierw powoli pod górę na widoczną ze Schroniska Przełęcz Waga (odradzam wchodzenie na często tam zalegający płat śniegu...) . A potem po ułożonej z głazów ścieżce na Rysy. Podejście bez trudności i bez przepaści. Wrażenie robi sam szczyt, tam nagle pojawia się "lufa" i nogi mogą zadygotać ;). Zejście raczej tą samą drogą, chyba że niestraszne nam polskie łańcuchy. Wycieczka łatwa, ładna i warta wysiłku, ale długa i męcząca. Relacji mojej brak, bo już parę lat minęło od kiedy tamtędy wędrowałam, ale może pokuszę się kiedyś o osobny post z paroma zdjęciami.



* Łomnicki Staw 

To takie miejsce, które powinno być urocze - lustro wody położone u stóp wyrastającej nad nim ogromniastej ściany Łomnicy. Tym przeświadczeniem kierowałam się rypiąc tam w pewien wyjątkowo upalny dzień i płacąc absurdalnie wysoką kwotę za wodę z lodówki na dawnej stacji pośredniej kolejki - "Start". Urocze niestety było kiedyś, obecnie reprezentuje dosyć nędzny obraz tego, co pozostaje z piękna Tatr, gdy się je nieco zbyt mocno wyeksploatuje. Może być jednak obrane za cel łatwej wycieczki, zatem opisuję. Szlak zielony wychodzi z miejscowości Tatrzańska Łomnica. Pnie się monotonnie i męcząco łatwym terenem, przecina nartostradę, prowadzi pod kursującymi wagonikami kolejki. Widoki raczej marne, pod górę widać tylko zbocze, w dole zabudowania miasteczka. I hmmm... szlak niesamowicie zaśmiecony pozostałościami po starej kolejce. Wszędzie leżą jakieś rury, parometrowe kawałki plastiku, zwoje kabli. Makabra. Do tego porozstawiane wokół pracujące ciężkie maszyny i piły, brrr. Nic to, myśleliśmy sobie, jakoś to przetrzymamy, a w górze będzie ładnie. E tam. Łomnica owszem niczego sobie, ale otoczenie... kable (także pod wodą), beton, słupy i wysychające jeziorko, ponieważ roboty przy budowie kolejki i stacji naruszyły stabilność dnia i od tamtej pory wody uciekają (bywa, że staw prawie całkiem wysycha, a nie jest to tam zjawiskiem pierwotnym i naturalnym - stanowi wynik ingerencji człowieka). Nie siedzieliśmy tam wówczas zbyt długo i zjechaliśmy w dół kolejką, aby oszczędzić sobie nerwów związanych ze schodzeniem po śmieciach.



* Rakuski Przechód

Od Łomnickiego Stawu odchodzi w prawo czerwone znakowanie magistrali wyprowadzające bez trudności (ale dość mozolnie pod górę) na Rakuski Przechód (tuż obok znajduje się bodaj wierzchołek Rakuskiej Czuby wprawdzie niedostępny szlakiem, ale ponoć wszyscy tam wchodzą... no ja się akurat zagapiłam i nie weszłam). Rakuski Przechód to przełęcz w grani Małego Kieżmarskiego Szczytu. Przy dobrej pogodzie miejsce to zachwyca pięknymi widokami na położony w dole Zielony Staw Kieżmarski oraz wyrastające nad nim szczyty. Ja widziałam akurat tylko staw, resztę przysłoniły chmury. Można oczywiście wrócić tą samą drogą, ale ja polecam zejście do Doliny Kieżmarskiej, nad Zielony Staw właśnie. Generalnie łatwe, choć nieco strome. Jest tam jeden problematyczny kawałek po skałce, z tego, co pamiętam to dość kruchej. Przez kilkanaście metrów jest lekko trudno, ale wisi łańcuch toteż można się uczepić. Znad Zielonego Stawu powrót do cywilizacji na przykład żółtym szlakiem.



* Polski Grzebień

Bardzo bogata widokowo przełęcz w niedalekim sąsiedztwie Gerlacha. Dojście nań możliwe na dwa sposoby: z Doliny Białej Wody oraz z Doliny Wielickiej (trzecią opcją jest dojście na Grzebień przez Rohatkę, ale to już nieco trudniejsza wycieczka). Doliną Białej Wody dłuuuga, niespecjalnie ciekawa droga przez las. Ciekawsza i niecodziennie piękna robi się od progu Doliny Litworowej. Szlak bez niespodzianek.


Od strony Doliny Wielickiej natomiast - najpierw trzeba jakoś doczłapać do Wielickiego Stawu, stamtąd bez trudności w wyższe partie doliny (po prawo widać stamtąd Grzebień - stoi tam charakterystyczny drogowskaz z rozgałęzionego konara). Wreszcie ostateczne podejście na przełęcz trochę po skałach gdzieniegdzie ułatwione łańcuchami i klamrami. Pomimo wiszenia tam żelastwa, które mogłoby sugerować trudności szlak uważam jednak za łatwy, tych miejsc, gdzie trzeba się przytrzymywać jest zresztą bardzo mało. Osobom szczególnie wrażliwym na punkcie górskiej biżuterii może odradzam... chociaż... no łatwo, naprawdę łatwo. Z przełęczy można pójść na pobliski szczyt Małej Wysokiej, choć to zaliczyłabym już do odrobinkę trudniejszych wyczynów. Moja relacja tu.

* Bystra Ławka 

Trasa przez tę przełęcz ma tę zaletę, że jest stosunkowo krótka, a przy tym całkiem ciekawa. W kulminacyjnym momencie (przejście przez przełęcz) jest wprawdzie kilka przydających się łańcuchów, ale to naprawdę tylko chwilka, brak znaczących przepaści wokół, myślę, że coś całkiem dobrego na początek. Zalecany kierunek (właśnie po to, by uniknąć ścisku i wymijania się na łańcuchach): Dolina Młynicka - Bystra Ławka - Dolina Furkotna. Najpierw ze Szczyrbskiego Jeziora spacer pod wodospad, pod górę, ale na lajcie. Potem już nieco emocjonujące, ale w gruncie rzeczy łatwe wejście nad wodospad i marsz wyższymi partiami doliny. Trudności dopiero na samej przełęczy, ale trudności zaznaczam - niewielkie. Powrót przez Dolinę Furkotną bez niespodzianek. Relacyjka tutaj.

* Skrajne Solisko

Szczyt leżący pomiędzy dwiema wymienionymi wyżej Dolinami (Młynicką i Furkotną), dostępny szlakiem od Chaty pod Soliskiem (jest tam też stacja kolejki) w zdaje się, że godzinę. Nie byłam, ale coś tam o nim czytałam, przyglądałam mu się też nieco i myślę, że mogę napisać, iż wydaje się łatwy.

* Sławkowski Szczyt


To kawał góry jest, ale wejście nań raczej zalicza się do nieskomplikowanych. Chociaż... zimą ja na wierzchołek nie dotarłam. Mogę tylko stwierdzić, że do miejsca, do którego doszłam trudności nie zarejestrowałam i nie wydaje mi się, aby w dalszym przebiegu szlaku miały jakieś w warunkach letnich być.O tym, jak było i dlaczego nie wylazłam na górę poczytać można (a przy okazji ogarnąć parę zdjęć) TU.

* Lodowa Przełęcz

Od strony Doliny Jaworowej szlak nie sprawiający żadnych trudności, poza tą, że pod koniec żwirowaty. Natomiast niesamowicie długi. Opis i dużo zdjęć TUTAJ.


Od strony Doliny Pięciu Stawów Spiskich cel również odległy i kawał wycieczki. Nie szłam, widziałam co nieco z góry. Szlak w kiepskim stanie, krucho. Ale bez większych trudności. 

* Dolina Pięciu Stawów Spiskich


Na tyle wysoko położona (ponad 2 tysiaki, helooooł!), że sama w sobie uchodzić może za dość ambitny i ciekawy cel. Zmęczycie się w każdym razie na pewno.

Opisałam dojście do niej wprawdzie jako propozycję wycieczki zimowej, ale myślę, że można TEN WPIS wykorzystać również szykując się na letnie warunki.

* Koprowy Wierch (lub sama Koprowa Przełęcz)

Górka łatwa, jedno troszeńkę straszące ekspozycją miejsce. Widokowa bardzo. W razie niechęci do szczytowania, świetnym celem będzie już sama przełęcz. Opis szlaku TUTAJ.




Pozostałe szlaki w słowackich Wysokich określiłabym jako nieco lub sporo trudniejsze, (pamiętajcie, że odczucia są zawsze subiektywne. Nie zostaje ich już zbyt wiele: Krywań, Mała Wysoka, Jagnięcy Szczyt, Czerwona Ławka, Rohatka. Coś pominęłam?

Aha, w słowackich Tatrach zima przychodzi wcześnie i trwa dłużej niż chociażby w polskich, a w czasie jej trwania człowiek bardziej szkodzi przyrodzie niż latem. Nie no, serio. W okresie 1 listopada - 15 czerwca większość słowackich wyżej położonych szlaków jest zamknięta, co oznacza, że poruszanie się nimi jest nielegalne. Oficjalny powód to ochrona przyrody właśnie. Tia.

6 komentarzy:

  1. W moim odczuciu wejście na Koprowy nie przewyższa trudnościami np takie Małej Wysokiej, jedyne co, to kondycja (czy też jej niedostatek) może tam stanowić jakiś grubszy problem. Zdrowiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą, ale trzeba też mieć "obeznanie" z górami. Ja np. chodze po Tatrach, ale nie czuję się na siłach np, pójść na Orlą, przeraża mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sławkowski szczyt - latem szlak technicznie nie jest trudny, ot idzie się mozolnie 4h do góry, a potem 4h w dół, w okolicy wierzchołka niewygodne piargi. Żadnych łańcuchów czy ekspozycji.

    Sławkowski potrafi jednak dać w kość z dwóch prozaicznych powodów, których na pierwszy rzut oka nie widać - 1. po wyjściu z lasu nie ma ani jednego osłoniętego miejsca i 2. ani jednego źródła wody. 8-9h wędrówka w upalny dzień, bez ochrony głowy przed słońcem i bez odpowiednich zapasów płynów może się skończyć bardzo źle. 3l napojów to absolutne minimum na tą trasę latem. Burza pod wierzchołkiem w tym odkrytym terenie też do przyjemności nie należy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki Gosia! Jutro jedziemy na kilka dni do Tatrzańskiej Łomnicy i już godzinę czytam Ci bloga :D. Pytanko - co byś polecała na półdniówkę z miasteczka TŁ. Będziemy tam jutro ok. 13.00 i - o ile będzie pogoda - szkoda tej ddrugiej połowy dnia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość szlaków na Słowacji do 15 czerwca jest zamknięta... Więc nie bardzo wiem, co podpowiedzieć. Spacer magistralą może?

      Usuń
  5. Cześć, czy nocowałaś na Słowacji? Rozważam to, ale kompletnie nie wiem, które miejscowości są przystępne pod tym względem. Dodam, że jestem turystką z kotem, więc namioty, schroniska itd. to nie dla nas ;) Bardziej chodzi mi o fajną miejscowość typu Kościelisko, z której będę miała fajne szlaki dla średniozaawansowanych. Jeśli tylko coś Ci przychodzi do głowy, będę wdzięczna za podpowiedź. A może inni czytelnicy coś wiedzą? ;) Pozdrawiam, Ania!

    OdpowiedzUsuń