czwartek, 31 lipca 2014

Fenomenalne Rysy

W czasie sezonu wiecznie zatłoczone, popularne bardziej niż inne tatrzańskie szczyty, generujące zatem i więcej wypadków. Fenomen tej popularności tkwi, rzecz oczywista w wysokości. I w wynikającej z tej wysokości sławie.

Sąsiad z naprzeciwka, koleżanka z pracy zajmująca biurko obok, dentysta - oni wszyscy nie będą wiedzieli, co to takiego Kozi Wierch czy Zawrat, a już tym bardziej Ornak lub Czerwone Wierchy. Świnicę gotowi zaś pomylić ze Śnieżką przypominającą stertę kamulców.

Nie wyrażą więc pełnego podziwu dla naszych możliwości i odwagi westchnięcia, nie pokręcą głową z niedowierzaniem, nie zrobią wielkich oczu. Co najwyżej powiedzą: "Aha" i dorzucą: "A nad Morskim Okiem byłeś? Bo ja to kiedyś byłem, ładnie tam, tylko daleko się idzie".

Co innego takie Rysy. Każdy wie, co to Rysy. Może nie wie, jak wyglądają, ale wie, że są najwyższe. Wejść na Rysy, to już coś. Wejść na Rysy, to trzeba być dobrym dzikiem. Jak powiemy po powrocie z urlopu, że byliśmy na Rysach, to szczęki aż zadzwonią o podłogę, zagrzmi chóralne: "Łaaaaaałłłł!", no ogólnie plus sto dwadzieścia do lansu.

Splendor normalnie, tak dużo splendoru. Nic w tym złego może zresztą nie ma, dopóki cała wyobraźnia turysty nie skupia się tylko na czekającej go glorii, a zostaje jej jeszcze trochę na przewidzenie możliwych trudności szlaku, na który się wybiera.

A może nie idzie dla sławy i chwały. Może idzie dla siebie. Bo od podstawówki, gdy na sprawdzianie podał prawidłową wysokość najwyższego punktu Polski uwidziało mu się, że kiedyś tam wejdzie. Może robi Koronę Gór Polski i do kompletu zostały mu Rysy. Może taki już jest boski, że całe życie robi koronę wszystkiego, co jest NAJ i nie czuje potrzeby się rozdrabniać.

W sumie wszystko jest spoko do pewnego momentu. Motywacje do chodzenia po górach są różne, jeden lubi widoki, inny adrenalinę, jeden ceni górską ciszę i dyskrecję, a drugi na bieżąco wrzuca zdjęcia w internet, jednemu wystarczy własna satysfakcja, a drugi szuka podziwu w oczach innych. Cudze zachowania mogą nam się podobać lub nie, co zwykle zależy od tego, jak bardzo są zbliżone lub oddalone od naszych. A jednak, gdy słyszymy, że ktoś przyjechawszy po raz pierwszy w życiu w Tatry, za swój pierwszy cel obrał Rysy (i to od Morskiego Oka), to mało to ma wspólnego z podobaniem lub nie podobaniem się. Po prostu włos się na głowie jeży.

Największym jeziorem Polski są Śniardwy. A jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, żeby dla relaksu w ramach wakacji na Mazurach przepływać je wpław. Najgłębszym jest Hańcza. A nie obiło mi się nigdy o uszy, aby turyści amatorzy przyjeżdżali nad nie sobie ponurkować. Dlaczego? Ano, pewnie dlatego, że to niebezpieczne i ryzykowne. Co więc każe ludziom myśleć, że wchodzenie na najwyższą górę jest dla nich bezpieczne?!

Zrozummy się dobrze. Ja nie bojkotuję Rysów. To spoko góra, prowadzą na nią fajne szlaki, ze szczytu są piękne widoki. Polecam każdemu górołazowi, ale - w odpowiednim momencie. Gdy uczymy się czegokolwiek, próbujemy opanować jakąkolwiek nową umiejętność, logicznym wydaje się zaczynanie od rzeczy prostych, a dopiero po ich wyćwiczeniu przechodzenie do trudniejszych. To jak przechodzenie na kolejny level w grze. Gdy odpowiednio wyćwiczysz się w rzeczach łatwiejszych, także te trudniejsze nie będą sprawiać Ci problemu. Zdobędziesz też ważną wiedzę i doświadczenie. Zmierzam do tego, że turystyki górskiej też się trzeba nauczyć, że w tej dziedzinie też warto zacząć od tego, co łatwe, a potem stopniowo wyznaczać sobie trudniejsze zadania. To nie zwiedzanie kościołów, czy muzeów, albo spacery nad brzegiem morza. Turystyka górska jest rodzajem aktywności wymagającym przygotowania, spełnienia wielu warunków, w celu zapewnienia relatywnego bezpieczeństwa.

Kluczem do puenty tego wywodu jest stwierdzenie, z którym myślę, że każdy się zgodzi, iż Rysy najłatwiejsze NIE SĄ. Że wejście na ów szczyt nie jest tą czynnością, od której wyćwiczenia należy zaczynać naukę. Że Rysy stoją gdzieś wyżej na drabinie umiejętności. Bo to szlak długi i stromy, bo łatwo się na nim zgubić, bo w Rysie lubi długo zalegać śnieg - piekielnie niebezpieczny, gdy pokonujemy go bez odpowiedniego sprzętu. Zresztą, od groma jest w Tatrach szlaków łatwiejszych i odpowiedniejszych na początek.

Startowanie na Rysy w ramach pierwszej (lub jednej z pierwszych) tatrzańskiej wycieczki jest więc oczywistym porywaniem się z motyką na słońce. A żeby to lepiej zobrazować: to trochę tak, jakby ktoś w miesiąc po rozpoczęciu biegania wystartował w maratonie. Może i to drugie jest bardziej nierzeczywiste - nie da się przebiec maratonu bez odpowiedniego przygotowania, a na Rysy wejść się jednak da. Za to jedno i drugie to pomysły tak samo nierozsądne. Żeby nie powiedzieć dosadnie, że po prostu skrajnie głupie.

Wiem o tym ja, wiesz o tym może i Ty. A ludzie dalej bezmyślnie lezą. Co zatem zrobić? Wiele nie zdziałamy, to pewne. O tym, że w Afryce jest głód też wiemy i figę możemy w tej kwestii nazmieniać, podobnie jak kolejne uśmiechnięte miss świata. Pewnie nie zaszkodzi o tym pisać, a nuż dotrze tam, gdzie trzeba, a nuż przeczyta ten, co powinien i weźmie pod rozwagę. Można zwracać uwagę bezpośrednio na szlaku, a nuż nie dostaniemy za nią w zęby. Można krytykować klepiąc komentarze w internecie, choć to akurat sensu dla mnie wielkiego nie ma. Jak Tobie się coś uwidzi, uprzesz się na coś, marzysz o czymś, planujesz od dawna i nagle natrafiasz na mur krytyki - bynajmniej nie konstruktywnej a pełnej inwektyw, to bierzesz sobie tę krytykę do serca? Czy próbujesz ją sobie upchnąć głęboko w nosie razem z jej autorami, którzy, jak to się teraz modnie mawia, jawią Ci się jako hejterzy? Ktoś, kto usrał się na Rysy natrafiając niechcący na wiadro pomyj wylane na takich jak on, raczej nie podda tego wiadra pod rzeczową refleksję. Prędzej nabuzuje się i coś odszczeka, albo w duchu tylko dopowie: "A sami jesteście debile, pewnie nigdy nigdzie nie weszliście, siedzicie na kanapie i trzęsiecie portkami na samą myśl o Rysach, a teraz z powodu bólu dupy próbujecie zniechęcać innych".

Żadna siła nie odwiedzie prawdopodobnie wszystkich turystów od genialnego-inaczej pomysłu obierania Rysów za swój pierwszy tatrzański cel. Sęk w tym, że żadna siła się na to porywać nie musi. Obowiązek odpowiedniego przygotowania się do górskiej wycieczki spoczywa nie na kim innym, jak tylko na samym turyście. Nikt za turystą nie będzie biegał z ulotkami, transparentami i ogólnie rozumianą edukacją. Turysta idzie na własną odpowiedzialność. Jak sobie zrobi kuku, to to będzie jego kuku, a nie kuku TOPR-u, TPN-u, moje, czy Twoje. Jeśli obawiamy się strącenia przez takiego lecącego turystę, to po prostu odpuśćmy sobie Rysy wiosną i wczesnym latem, gdy co rusz ktoś z nich spada. Gdzie indziej nie ma aż takiego parcia, a i możliwości strącenia jest jakby mniej.

Generalnie chodzi mi o to, że chyba nie ma sensu za bardzo przejmować się cudzymi problemami, w tym cudzym brakiem rozsądku i wynikającym czasem z niego cudzym kuku. Skupmy się może raczej na sobie, swojej wiedzy, umiejętnościach, przygotowaniu, świećmy przykładem, służmy dobrą radą. A pienić, to się nie ma po co.

Że TOPR ma więcej pracy? Z całym, ogromnym szacunkiem dla ratowników, ale TOPR po to powstał i po to jest. Gdy prowadzisz samochód, to myślisz o tym, że jeśli popełnisz tragiczny w skutkach błąd, to policja będzie miała więcej pracy? Gdy słyszysz w telewizji informację, że siedmioro nastolatków, w tym dwoje w bagażniku, rozsmarowało się na drzewie, to przechodzi Ci przez myśl użalanie się nad tymi, którzy te dzieciaki będą z drzewa zeskrobywać? Taka praca. Każdy zawód czasem bywa wstrętny, czasem niewdzięczny, czasem niebezpieczny. Jednocześnie każdy człowiek sobie poniekąd sam wybiera swoją pracę, razem ze wszelkimi jej blaskami i cieniami. Ratownicy wybrali służbę w TOPR-ze, chwała im za to i cześć. Dostają za to pieniądze, nie robią tego za darmo. Gdyby jakimś cudem wypadki w Tatrach przestały się przydarzać, to ci ludzie najzwyczajniej w świecie zostaliby bez pracy. Turysta powinien dbać o swoje bezpieczeństwo przede wszystkim w swoim własnym interesie.


Podsumowując:

- Rysy zdobywane od polskiej strony nie są dobrym pomysłem na pierwszą wycieczkę w Tatrach.

- Informacje na temat tego, co jest dobrym pomysłem na pierwszą wycieczkę można znaleźć bez większego problemu w necie (również na tym blogu), ewentualnie popytać ludzi na forach i grupach tematycznych.

- Jeśli ktoś jednak czuje, że musi iść na Rysy już, teraz, natychmiast - niech idzie od Słowacji, bo to faktycznie trasa łatwa (ale równie długa i wyczerpująca fizycznie, jak ta po polskiej stronie).

- A w ogóle to jest mnóstwo innych fantastycznych gór w Tatrach i nasz dentysta czy fryzjerka nie muszą ich kojarzyć, abyśmy mogli cieszyć się z ich zdobycia.

- Od samego nazwania kogoś idiotą nikt jeszcze nie zmądrzał. Jeśli więc chcemy nieść kaganek oświaty, ratować Ryso-uparciuchów przed samozagładą, róbmy to w sposób ucywilizowany i jakoś tak z głową.

- Nikt nie spada nam na złość, po to, żeby zachwiać naszą wiarę we względne bezpieczeństwo gór. Nie mamy więc powodu do reagowania złością. Ci nieszczęśnicy płacą za swoje błędy najwyższą cenę. Nie ma potrzeby zatem okrzykiwać ich dodatkowo idiotami roku.

- Pamiętajmy o tym, że wypadki przydarzają się też turystom doświadczonym, odpowiednio wyposażonym i przygotowanym. I to wcale nierzadko. Błędem jest natychmiastowe ocenianie osoby, która uległa wypadkowi jako nieprzygotowanej, znajdującej się na szlaku przypadkowo czy głupiej. O nieszczęście w górach nie jest trudno i nie życzę Ci, abyś się o tym kiedykolwiek przekonał na własnej skórze. Jak mawiał Kłapouchy: "wypadek to bardzo dziwna rzecz, nigdy go nie ma, dopóki się nie wydarzy".

Na koniec fotka poglądowa:



Góra na środku zdjęcia to Rysy. Przez lwią część jej wysokości przebiega stromy, wyraźny żleb. To takie wgłębienie, Rysa. Po lewej stronie od Rysy widać znaczną wypukłość - to grzęda. Grzędą właśnie prowadzi szlak. Wiele upadków kończy się w Rysie, która, gdy jest zaśnieżona (a przez ogromną część roku jest) stanowi wielgachną ślizgawkę z wylotem na piargi. Ale także wolna od pokrywy śnieżnej bywa zabójcza. Nie demonizuję Rysów. To góra dla ludzi. Zwykłych ludzi. Tylko takich trochę już oblatanych w turystyce górskiej, potrafiących zgodnie z rzeczywistością ocenić własne możliwości (co nie jest możliwe pierwszego dnia pobytu w Tatrach). Umiejących skorzystać w prawidłowy i stosunkowo bezpieczny sposób z atrakcji, jakie ten szlak zapewnia.

4 komentarze:

  1. Kiedyś na jakimś blogu wyczytałam post o niby pozytywnie zakręconym facecie, co jego życiowym celem jest "wypiętrzenie" polskich Rysów, by miały 2500m n.p.m po przez wnoszenie kamieni na górę - to jest właśnie dla mnie jeden z przykładów głupoty. Chyba nikt nie chciałby dostać kamieniem w głowę idąc i tak tym trudnym szlakiem, prawda? Totalny dla mnie debilizm. Wiadomo, że samoistnego spadania kamienia/kamieni nie raz się doświadczyło, ale przez takie chore "akcje" to tylko zwiększanie ryzyka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Również nie popieram pomysłu Rysów jako pierwszej tatrzańskiej wędrówki. Pamiętam, kiedy ja zaczynałam górskie przygody to Rysy malowały mi się jako trudny i dostojny szczyt, póki co nie dla mnie. Wędrowałam zatem przez inne tatrzańskie zakamarki (a ich przecież nie mało!) i dojrzewałam do tego, aby w końcu pójść na Rysy. I chyba właśnie to "dojrzewanie" było najfajniejsze. Długo czekałam na ten moment, aż w końcu stanęłam na tym wierzchołku. Satysfakcja dużo większa a i głowa spokojniejsza, bo wiedziałam, czego się mogę spodziewać na szlaku. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No ale zawsze tak jest, że to co najbardziej znane przyciąga. Bo można się tym pochwalić przed znajomymi. Bo właśnie jak powie się, że w wakacje byłem na Rysach/Giewoncie/Kasprowym/Orlej, to od razu uznanie w oczach jest :-P
    A przy Rysach jest jeszcze ta wspomniana magia wysokości - wyżej w Polsce być nie można ;-)
    Więc tłumów się nie zmieni, niestety. Ale jak chcą iść, niech idą. Każdy ma wybór.

    OdpowiedzUsuń
  4. Marzenia marzeniami, ale trzeba mieć trochę oleju w głowie. Mi też marzy się pójście na Rysy, ale jako młoda i niedoświadczona osoba nie porwę się z motyką na słońce. Zaczęłam od prostych szlaków tu MO, jakieś dolinki potem dolina pięciu stawów. W te wakacje planuje Czerwone Wierchy. A kiedy Rysy? Nie wiem, może jak nabiorę większej wprawy w chodzeniu po górach ;)

    OdpowiedzUsuń