piątek, 9 października 2015

Maszeruj albo giń! Dolina Wyklęta tfu! Jaworowa i szlak na Lodową Przełęcz

O słowackich szlakach tatrzańskich krążą czasem plotki, jakoby były one puste i ciche, odludne i intymne, pozwalające na przemierzanie dolin i wzniesień w poczuciu obcowania wyłącznie z górską naturą i majestatem. Tere fere.

Fakt, różnice pomiędzy natężeniem ruchu turystycznego w Polsce i na Słowacji występują. Występować muszą - Słowaków jest jakieś 5 milionów, nas nieomal 40.

A Tatr przypadło więcej jakoś tak Słowacji akurat. Za Wikipedią: "Powierzchnia Tatr wynosi 785 km², z tego około 175 km² (22,3%) leży w granicach Polski, a ok. 610 km² (77,7%) na terytorium Słowacji." Badum tsss.

Nie żebym miała z tym jakiś ból dupy, bynajmniej. Granice są otwarte, nie raz i nie dwa grasowałam w pełni swobodnie po Tatrach Słowackich. A że dalej? A gdyby przesunąć granice naszego kraju i objąć nimi całe Tatry, to niby nagle zrobiłoby się bliżej? A to, że choć odrobinę tam mniej tłoczno, to tylko in plus przecież.

Ale ale. Kto się w sezonie przeszedł na Krywań czy Jagnięcy, albo na Rysy od Popradzkiego Stawu, ten wie, jaką bzdurą jest owa mityczna intymność i odludność słowackich szlaków. Kolejek jak do wejścia na Giewont (i zejścia zeń! sic!!!) wprawdzie nie ma, ale o sam na sam z górami trudno.

Są jednak wyjątki. I może to ich sława, przekłada się na ten rozpowszechniany nieraz mit o słowacko-tatrzańskich pustkach i ciszach.

Dziś będzie o takim wyjątku właśnie. Dolina Jaworowa proszę szanownych Państwa.


Wejście do niej znajduje się w Tatrzańskiej Jaworzynie. I absolutnie nie rzuca się w oczy. Wręcz trzeba wiedzieć, gdzie szukać. Do początku szlaku prowadzi dróżka położona pomiędzy niezbyt gęstymi zabudowaniami. Rozpoczynająca się na prawo od budynku poczty i jakieś, och pamięci moja, przybądź - ze 150 metrów od niego może?

Sam szlak, gdy już pozwoli się odnaleźć, niczym z początku nie zachęca: szeroka droga przez las, gdzieniegdzie tylko prześwituje zza drzew, stąd bardzo spiczasta, sylwetka Murania. Po jakichś dwudziestu minutach miarowego dreptania, szlak dociera w okolice Polany pod Muraniem, skąd rozpościera się, przy dobrej pogodzie, ciekawy widok na spory kawałek Tatr.

W tamtym też miejscu na lewo odbija szlak, którym można się udać na wędrówkę Doliną Zadnich Koperszadów. Jaworowa zaś ciągnie się dalej, stopniowo przybliżając ku skalnym kolosom.


Prawda, że stąd wyglądają na bardzo odległe? Nie oszukują. Są w cholerę odległe, o czym zaraz przekonasz się zuchwały Turysto, porywający się na przejście Doliny Jaworowej. Przekonasz się zaraz, przekonywać się będziesz za dwie godziny i za jakieś cztery, choć już będziesz zupełnie przekonany, to boleśnie będziesz przekonywał się nadal.

Na horyzoncie Lodowy.
Obejdziemy go bokiem, więc przed nami kawał drogi.

Szlakiem przez Dolinę Jaworową dostać się możemy w jedno tylko miejsce - na Lodową Przełęcz. Cel to interesujący, z tego choćby powodu, że przełęcz owa jest najwyżej położoną tatrzańską przełęczą dostępną szlakiem turystycznym. Z tego również, że rozpościerający się z niej widok na pobliski Jaworowy Mur jest dość imponujący. Jest to też jednak cel straszliwie odległy. Wycieczka na Lodową Przełęcz i z powrotem do Tatrzańskiej Jaworzyny prawdopodobnie może przyprawić o szaleństwo. Nie, nie prawdopodobnie. Niechybnie o nie przyprawia. Dużo bardziej "opłaca się" pójść dalej, czyli zejść z Lodowej Przełęczy na stronę Doliny Pięciu Stawów Spiskich i stamtąd dotrzeć na dół do Starego Smokovca (tu najczęściej rodzi się problem związany z transportem, zwłaszcza jeśli zostawiliśmy auto w Jaworzynie), albo na przykład zanocować w Terince i nazajutrz przejść się dajmy na to Czerwoną Ławką. Cokolwiek, byle nie wracać tą samą drogą, bo Jaworowa doprawdy straszy swą długością.

Zmierzam do puenty, że wszystko wymienione powyżej składa się na okoliczność, że Jaworową prawie nikt nie chodzi. Bo jest długa, bo prowadzi w jedno tylko miejsce (szlakowo), bo się "nie opłaca". Na otarcie łez spowodowanych tymi minusami, wyrasta nam z nich wielgachny plus - Dolina Jaworowa jest dość dzika. Osaczająca swoją ciszą i pustką. Taka... powiedzmy... pierwotna.

Do rzeczy. Za rozstajem dróg, szlak prowadzi to przez rozległe polany to przez las, a dalej głównie przez las, ustępujący z czasem kosodrzewinie. Las latem bardzo piękny. Ścieżka jest przyjemna, typowo dolinna, całkiem wygodna. No. I tak przez jakieś 3 godziny.




Las się gdzieś tam, może jakoś pomiędzy drugą a trzecią godziną marszu, wreszcie kończy. Z początku odległy o całe lata świetlne Lodowy mijamy jakoś bokiem a przed sobą mamy fantastyczny Jaworowy Mur. Ten z kolei akurat wydaje się być blisko. Oszukuje sukinkot. Od momentu, gdy wydaje się być na wyciągnięcie ręki, do momentu gdy istotnie osiągamy jego podnóża i zaczynamy iść wzdłuż niego, zamiast naprzeciw, cholernie dużo hektolitrów wody przepływa w tutejszym strumieniu.


Pięknie jest bardzo. Olbrzymia skalna ściana tworzy zakątek naprawdę ciekawy i urokliwy. Zwłaszcza w połączeniu z soczystą lipcową zielenią. Tyle że... dotarłszy tam, ja osobiście miałam rezerwy siły i cierpliwości na mocnym wyczerpaniu. Może to to, że mój plecak ważył z tyle, co mój pies, a mój pies jest labradorem, może to, że upał, może na lekko i przy znośniejszej temperaturze byłoby mi lepiej. Doceniałam rewelacyjność otoczenia, trzaskałam zdjęcia jak głupia, ale chciałam uciec stamtąd, wydostać się czym prędzej. Zobaczyć coś innego. Niech już będzie mniej piękne, ale niech będzie inne od tego, na co się gapię od paru godzin!


Szlak, jak już wspomniałam, osiągnąwszy podnóża Jaworowego Muru zakręca. I zaczyna piąć się w górę. Przełęczy z początku nie widać, do niej jeszcze cały kawał.





Najpierw wśród roślinności, następnie krajobrazem księżycowym. Gdy już wyłania się Lodowa Przełęcz, jasne staje się, że szlak niczym ciekawym nie zaskoczy. A sama przełęcz absolutnie nie wygląda na najwyższą ze szlakowo dostępnych. Bycze, łagodne siodło. Z prowadzącymi na nie po paskudnym gruzie zakosami. Ajajajajajajajjj...

Nie to nie Lodowa Przełęcz
Niestety.

TO jest Lodowa Przełęcz.
Tak, ta wielka, na którą trzeba wyleźć po gruzie.




I to by było na tyle z takich w miarę merytorycznych rzeczy, jakie mam do powiedzenia o szlaku wiodącym Doliną Jaworową. O szlaku na Lodową Przełęcz od strony Spiskiej Piątki wiem niestety blade nic, gdyż poniosło mnie wtedy na pobliską bez-szlakową grań i szlaku owego ostatecznie nie zwiedziłam. Cyknęłam tylko parę zdjęć z góry:



I widoki z Lodowej Przełęczy:




Do Jaworowej robiłam kilka podejść. Niegdyś już szłam na Lodową Przełęcz, ale chmurno i mglisto było wtedy i nie było widać szczytów na horyzoncie, brakowało więc jakichkolwiek punktów orientacyjnych, aby stwierdzić, w którym miejscu doliny się jest i ile jej jeszcze zostało. Przez to naprawdę zdawała się nie mieć końca. A poza tym - pustka plus mgła nie za dobrze działały mi na psychę. Po jakichś dwóch godzinach pokonywania błotnistego lasu i braku w międzyczasie jakichkolwiek znaków na niebie bądź ziemi, że gdzieś tu są góry, nastąpił odwrót. Potem przespacerowałam się wczesną wiosną do Polany pod Muraniem i z oniemieniem odnotowałam rozciągający się stamtąd bogaty widok. Raz jeszcze odwiedziłam to miejsce, zmierzając na spacer po Zadnich Koperszadach. No i wreszcie przyszedł dzień, w którym przemaszerowałam Jaworową w całości.

To dziwna Dolina jest, skrajne uczucia wywołuje. Zupełnie nie wiem, czy ją polecać. Tak - jest arcypiękna! Nie - zgłupieć tam można! A zdecydujcie sobie sami, co ja Wam będę...



20 komentarzy:

  1. też mi wszyscy wmawiali,że na Słowacji nie ma ludzi! tymczasem rok temu ( i to jesienią) przekonałam się,że tłum idzie jak np na Murowaniec :-D tydzień temu na Koprowy była wręcz kolejka ;-)
    a co do doliny - nie zachęciłaś, oj nie....ja zresztą jestem niecierpliwa, szybko mi się nudzi, dlatego nie widzę sensu tyle iść ( juz lepiej na Lodową Przełęcz ze Smokovca podejść), no chyba żeby ćwiczyć kondycję :-D Sama bym tam na pewno nie szła....wtedy jeszcze nudniej, plus mam obawy,że tam może być dużo niedźwiedzi ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niedźwiedzi też się bałam za pierwszym razem, może i są, ale nie pokazywały się przez te kilka godzin :P

      Usuń
    2. Jeśli wejdziesz na szlak o 4 rano to z każdej strony słychać ryczenie;) Trzeba sobie wmawiać, że to jelenie;p Swoją drogą ze smokowca na pewno będziesz iść dłużej...

      Usuń
    3. jesienią to naprawdę mogą być jelenie :)

      Usuń
    4. Ja idąc na Lodowy ww dolinką oprócz stada kóz, żywej duszy nie minąłem. Co więcej schodziłem na drugą stronę i żeby nie Terry-ego chata to naprawdę nikogo nie spotkałbym...
      Te pustki na szlakach wcale nie są aż tak przesadzone. Są miejsca jak nasz giewont, że stoi kolejka jak w biedronce. Ale jeśli połączysz dolinę bez schroniska z "po sezonie" to aż się gęba cieszy jak po 9 godzinach wreszcie masz ją do kogo otworzyć. Wtedy to nudne po polskiej stronie "dzień dobry" robi się przyjemne:)

      Usuń
  2. Jak dla mnie to szlak w sam raz, chciałbym go zrobić w przyszłym roku. Widoki nieziemskie a srogiej lufy brak, znaczy się będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystko się zgadza, w takim razie Tobie polecam :)

      Usuń
  3. Gosiu a ja mam takie pytanie, może na na 100% związane z tematem ale blisko. Otóż na mojej nowej mapie Tatr Słowackich, jest zaznaczony czerwony szlak prowadzący z Lodowej Przełęczy na Mały Lodowy Szczyt. Jednakże wsdzystkie internety mówią, że szlaku tam niet. To jak to w końcu jest, może jako o wiele bardziej zaawansowana znawczyni Tatr ode mnie wiesdz coś na ten temat?

    PS. Wpis jak zwykle bardzo fajny, z poczuciem humoru i konkretny.Czekam co nowego wymodzisz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szlaku nie ma. Miał być, ale na Słowacji dużo miało już być, a nie ma. Słyszałam właśnie, że jakieś wydawnictwo się pospieszyło i dało szlak na mapę. Via ferrata to miała być.

      Nie ma na pewno, bo szłam kawałek tą granią właśnie i dziko tam zupełnie. I raczej się nie zanosi.

      Usuń
    2. Szedłem Jaworową w czerwcowe dni... szlak do Terry'ego Chaty dał nam 9 godzin doznań "w akcji górskiej"... Początkowo w pięknym słońcu, potem im wyżej tym bardziej gęstniała mgła... na Lodowej Przełęczy było widać tylko na zachód a więc jakby do tyłu... Zejście na stronę Spiskich Ples we mgle lecz niżej w dolinie było już cudnie...

      Usuń
  4. Hej, mam takie drobne pytanie.
    Czy te zdjęcia faktycznie zostały zrobione 9 października??
    1 października "robiliśmy" lodowy przez sobkową grań. Śniegu było za kostki, wszystko oblodzone, -5 stopni i takie chmury, że widoczność spadła do 50 metrów. Nie mogę przeżyć, że tydzień później mieliście tak sucho i bezchmurnie:)
    Na hali gąsienicowej nie miałem pewności i nie chciałem z siebie robić głupiego....
    Teraz widzę że jednak na siebie wpadliśmy. 4 października robiłem grań fajek na granaty, a Wy zawrat.
    Pozdrawiam Bartek;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieeee no skąd... Ja nigdy nie piszę posta tego samego dnia, kiedy odbywam wycieczkę, zwykle po prostu zbieram wrażenia i materiał zdjęciowy i co mi się tam potem w jesienne wieczory przypomni, to opowiadam. Zresztą gdzieś tam nawet napisałam, że to lipcowa zieleń ;).

      Usuń
    2. Bardzo fajnie się chodzi Jaworową w zimie - nie było totalnie nikogo poza mną (grudzień 2014)

      Usuń
  5. Warto przy okazji wspomnieć tzw. tajemnicę Lodowej Przełęczy zwanej także Tragedią Lodowej przełęczy lub tragedią doliny Jaworowej. Myślę, że opowiedzenie tej historii towarzyszom wędrówki np. w czasie podchodzenia w mgle lub przy złej pogodzie znacząco "poprawi" humory.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szłam kiedyś na Lodową Przełęcz od strony Stawów Spiskich i schodziłam do Doliny Jaworowej i szczerze nie polecam pójścia tam jak jest brzydka pogoda. Gdy dochodziłam do Terinki to pojawiła się mrzawka, ale szliśmy dalej na Lodową Przełęcz, trudno się nie idzie, jest ścieżka z sypkich kamieni, ale dzięki schodą z drewna idzie się dobrze, a pod samą Przełęczą jest trochę łańcuchów, ale nie ma żadnych problemów z wejściem. Co do Doliny Jaworowej to nie mam miłych wspomnień, ponieważ przez całą drogę padało i to tak mocno, że gdy dochodziło się do rzeki to wylewała ona na ściężkę, która zamieniła się w rzekę ;/ dookoła była mgla i nic nie było widać, jedynie parę metrów przed siebie było widać gdzie trzeba iść, a tak to cisza i spokój i miało się wrażenie, że zaraz coś może wyskoczyć za drzewa, psychika robiła swoje, tym bardziej, że nie miało się pojęcia jak długo się będzie szło, a dla mnie to była wieczność, zraziło mnie to na dobre i raczej już tam nie pójdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W podobną mgłę trafiłam tam po raz pierwszy i też się mega bałam, że zaraz mi coś z lasu wyskoczy na ścieżkę. Po ponad dwóch godzinach tego bania się, zawróciłam.

      Usuń
  7. Dziękuję za opis i pożyteczne uwagi. W tym roku wybieramy się na Siodełko(Lodową Przełęcz)ponieważ w lipcu szliśmy od Rozstai pod Muraniem w lewo (Niebieski Szlak)doszliśmy do polany(nie wiem)za drewnianymi Niedźwiedziami i też wracaliśmy ponieważ deszcz nas zmusił a widoki zerowe. Natomiast we wrześniu poszliśmy bez przygotowania (za późno wyruszyliśmy) od rozstai pod Muraniem w prawo (zielony szlak)na Siodełko nie wiedząc co i gdzie to jest. Widoki nas urzekły ale po 3-3,5 godz. zawróciliśmy ze względu na godzinę(późną) i wtedy podjęliśmy (żona)decyzję, że w tym roku tam pójdziemy o ile zdrowie i Bozia pozwoli. Wyobraź sobie że też pomyślałem nie wracać lecz wrócić przez "Piątkę" tym bardziej że już w Tierynce byliśmy w 2012 r. a po drugie jest bliżej i nie będzie tak monotonnie jak opisujesz. Ważne żeby pogoda dopisała i by było co fotografować, jedyny problem jak dotrzeć do Jaworzyny po auto, które tam zostawimy? Myślę że właściciel pensjonatu w którym mieszkamy (a będzie to 9-ty raz)w Nowej Leśnej "U Eduarda" przyjedzie do Smokowca i nas tam zawiezie. Przeżyjemy - zobaczymy. Jeszcze raz dziękuję za informację jedynie brakuje mi w Twoich fotkach opisu szczytów bo ja dużo wstawiam na "Google +" i staram się opisywać fotki. Pozdrawiam i życzę dużo ciekawych wypadów w góry oraz dużo "szczytowania" co za tym idzie cudownych wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
  8. Proponuję kółeczko tak by wyjść z rana z Jaworzyny Tatrzańskiej na Pod Muraniem - Kopske Sedlo - Biele Pleso - Chata pri Zelenym Plesie - Velka Svistowka - Skalnate Pleso - Chata Zamkowskiego - Teryho Chata - Lodowa Przełęcz i Jaworzyna Tatrzańska :) Długo się zastanawiałem czy takie przejście jest w ogóle możliwe w jeden dzień i wyszło że tak - endomondo pokazało 42 km a zegarek 13 godzin. Przy pięknej pogodzie zrobiłem to z synem 1 czerwca. Zachęcam. Kilka zdjęć na https://www.facebook.com/ireneusz.podzorski/media_set?set=a.1043140182393310.1073741874.100000920146697&type=3

    pozdrawiam Irek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1 sierpnia oczywiście... Irek

      Usuń
  9. Kiedy już dojdzie się do górnej części doliny w okolicach Żabiego Stawu, spomiędzy skał wychodzi kozica, która z kilku metrów odległości pozwala na kilkuminutową sesję zdjęciową :-) Przynajmniej tak było, jak ja szedłem...
    To w tej okolicy rozegrała się kiedyś najbardziej zagadkowa tragedia tatrzańska:
    http://www.gory-szlaki.pl/tatrzaskie-ciekawostki/tajemnicadolinyjaworowej

    OdpowiedzUsuń