poniedziałek, 19 czerwca 2017

Nocleg w schronisku - jak (i na co) się przygotować?

Gdziekolwiek wyjeżdżamy, jedną z pierwszych spraw do załatwienia stanowi zwykle zarezerwowanie jakiegoś noclegu. Planowanie wyjazdu w Tatry dla wielu osób też się tak zaczyna. A więc najpierw klepnięcie kwatery, zapewne zaliczka, a potem pozostaje już tylko modlić się o pogodę. Można też kolejność odwrócić, przyjechać spontanicznie i zagadać do jednej z dziesiątek osób kręcących się wokół dworca i siedzących wzdłuż wjazdu do miasta z kartonową tabliczką "pokoje". A można jeszcze inaczej, jeszcze spontaniczniej, jeszcze bardziej na żywioł. Wziąć ze sobą matę, śpiwór oraz spory zapas cierpliwości do rasy ludzkiej, nie rezerwować nic i próbować spać na glebie w którymś ze schronisk.

O korzystaniu ze schronisk już co nieco pisałam. A konkretniej porównywałam pod kilkoma względami spanie w schronisku ze spaniem na kwaterze (KLIK). Nie wyczerpałam tam jednak tematu schroniskowych nocy, bo to zresztą temat dość obszerny. Listę niewątpliwych zalet wybierania górskich schronów na miejsce nocnego odpoczynku, otwiera ta, że leżą one w samym środku gór, dzięki czemu długą wycieczkę można rozłożyć na dwa dni, albo wybrać się w góry na jeszcze więcej, przemieszczając się od schroniska do schroniska. Ale nocowanie w schronisku, przynajmniej w jednym z tych tatrzańskich, bo innych raczej nie znam, to też już wchodzenie na pewien poziom survivalu, który nie każdemu odpowiada i którego nie każdy się spodziewa.

Zawsze chciałam zacząć spać w schronach, ale zeszło mi z tym jakoś strasznie długo. Gdy się wreszcie zdecydowałam, wiązało się to z olbrzymim stresem. Po pierwsze, bo bałam się, czy w ogóle dostanę nocleg (no i nie dostałam, ale o dostawaniu noclegu będzie parę słów później), a po drugie, trzecie i wtóre, martwiłam się po prostu wszystkim, co związane ze spaniem w warunkach znacznie odbiegających od pokoiku z łazienką w zakopiańskiej kwaterze. Inna sprawa, że ja w ogóle jestem taką trochę społeczną sierotą i wszelkie nowe sytuacje, które wymagają przemieszczania się wśród ludzi wywołują we mnie niemały stres (w tym roku będę po raz pierwszy w życiu na lotnisku, nie wyobrażacie sobie, co to dla mnie znaczy). Ale nawet odbiegając od tej mojej ułomności, wydaje mi się, że nie tylko we mnie pojawiły się pewne obawy i niepewność przed pierwszą próbą nocowania w schronisku. Właściwie, to na pewno nie tylko we mnie, bo post ten powstaje jako odpowiedź na wiadomość, jaka wpadła mi na skrzynkę parę dni temu - gdyż stwierdziłam, że będzie na tyle obszerna, że lepiej od razu wrzucić ją na bloga. Może więc nie tylko ja i autorka wiadomości nie wiemy z początku, co i jak w tych schroniskach i komuś jeszcze przyda się garść informacji i porad.

No to dostanę ten nocleg, czy nie?

Już sama ich nazwa sugeruje, że schroniska z założenia miały być po prostu schronieniem. Nie bufetem z szarlotką, nie mekką imprezowiczów i nie komfortowym hotelem, ale schronieniem dla tych, co z gór schodzą, przez góry idą, albo chcą w górach parę dni posiedzieć. Za czasów mniejszego ruchu turystycznego, tak to pewnie wyglądało, że dla każdego, kto szukał, jakieś łóżko się zawsze znalazło. Obecnie, cóż, łóżko w schronisku to dobro z wyższej półki, którego w sezonie mało kto ma szansę posmakować.

Liczba łóżek w schronisku, w zależności od wielkości budynku, oscyluje najczęściej wokół kilku dziesiątek. W Pięciu Stawach miejsc jest 67, w Murowańcu na Hali Gąsienicowej 116, na Kondratowej jedynie 20, w Moku 36 miejsc w nowym schronisku i 43 w starym, Roztoka - 75 miejsc, Ornak w Kościeliskiej - 49, Chochołowska - 121. Tymczasem amatorów nocowania bywa czasem nawet cztery razy więcej. To jeszcze zresztą zależy, gdzie. Ornak czy Chochołowska nie są aż tak oblegane jak Piątka, Murowaniec, czy Moko, chociaż i w Chochołowskiej, przy ich rekordowej liczbie łóżek, widziałam kiedyś podłogę obficie zasłaną śpiworami z zawartością. Było ciasnawo, ale nic to w porównaniu do tego, co dzieje się czasem (czy raczej często) w Pięciu Stawach. A dzieje się tak, że masz wrażenie, że już choćby szpilki się do środka nie wciśnie, tymczasem wciąż z góry powracają na nocleg ludzie, a z dołu podchodzą nowi. I jakoś tam włażą, choć nie przypominają szpilek. Osobiście próbowałam tam kiedyś przez chwilę spać na schodach, a już z powodzeniem spałam w odległości jakichś czterdziestu centymetrów od kałuży wymiocin (nie żeby moich), a innym razem w wejściu pod męski prysznic. Jedna z tych historii (ta pierwsza) dość obszernie opisana TUTAJ. Druga miała miejsce w sylwestra, sylwester w Piątce to w ogóle impreza-legenda i tekstu o nim nie mogło na tym blogu zabraknąć - KLIK.

Wracając jednak do tematów łóżkowych - aby mieć pewność, że noc spędzisz na powiedzmy około dwóch metrach kwadratowych materaca, które będziesz miał tylko dla siebie, a nie będziesz musiał zamiast tego szukać dla siebie po całym schronie choć skrawka płaskiej powierzchni, nie bacząc już nawet na to, czy w sąsiedztwie jest kosz ze śmieciami, głośna impreza czy czyjeś buty, no to musisz sobie łóżko zarezerwować. Nic prostszego - wydawałoby się. Nic trudniejszego - pokazuje czasem życie. Celem dokonania rezerwacji, odnajdujemy w internecie stronę interesującego nas schroniska, na niej - numer kontaktowy i po prostu dzwonimy z zapytaniem, czy na interesujący nas termin, da się jeszcze coś zaklepać. Przy czym, jeśli ten termin to jutro czy pojutrze, na cuda raczej nie liczymy, aleeee... Próbować warto, a nuż ktoś w ostatniej chwili odwołał rezerwację, albo ostało się jakieś wolne miejsce. Zwykle jednak łóżkowe luksusy porezerwowane są na dłuuuuuugie miesiące wcześniej, zwłaszcza jeśli mówimy o sezonie, albo jakimś świątecznym czy długo-weekendowym terminie, bo w bardziej martwych okresach (choć takich w Tatrach ostatnio prawie nie ma), w schronach jest oczywiście luźniej. Przy czym łatwiej będzie latem dorwać miejsce w Chochołowskiej albo Ornaku niż jesienią w Piątce.

Czyli generalnie wygląda to tak, że jeżeli nie zrobiłeś wcześniej rezerwacji to na łóżkowe przyjemności się raczej nie nastawiaj, ALE! Ale może się zdarzyć, że łóżka jeszcze będą. Rzadko, bo rzadko, ale mnie się raz przy sobocie (pogodnej! ale nie w wakacje) zdarzyło spać w Piątce w łóżku. A innym razem, nie mając ani jednej rezerwacji, w sezonie tuż-po-świątecznym przesiedziałam w Murowańcu parę dni, dostając z dnia na dzień miejsce w którymś z pokoi, bo ktoś nie dotarł, pomimo zaliczki. Co więc robimy, zaraz po przekroczeniu progu schroniska, jeśli zależy nam na łóżku? Gnamy do recepcji i o to łóżko pytamy, pić piwo będziemy później.

Oczywiście możesz i Ty być cwany i dokonać rezerwacji rok przed planowanym urlopem. Ja tak nie umiem, mnie aż coś swędzi w mózgu, jak pomyślę, że miałabym zaplanować wycieczkę tatrzańską z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, u mnie takie rzeczy wychodzą w ostatniej chwili. A w ostatniej chwili pozostaje liczenie na łut szczęścia albo...

Polowanie na glebę

W większości schronisk tatrzańskich funkcjonuje zwyczaj spania na podłodze. Nie wiem, na ile wynika to ze świadomości, że podaż miejsc noclegowych nijak się ma do popytu na nie, na ile z chęci uszanowania tradycji i udzielania schronienia każdemu, kto o nie prosi, a na ile po prostu z finansowej kalkulacji, nie wiem i wała mnie to obchodzi. Opcję spania na podłodze błogosławię, bo czasem to jedyna możliwość, żeby się kimnąć w schroniskowym ciepełku. A że robi się z tego nieraz patologia, to już inna historia. A fakt istnienia tej patologii sprawia, że rozumiem i akceptuję, że gdzieś podłogi nie udostępniają...

Schroniskową podłogę zwie się glebą. W fachowej nomenklaturze natomiast jest to "nocleg awaryjny" i do tego jeszcze wrócę. Żeby spać na glebie i choć trochę się wyspać, przydaje się mata/materac, no i koc/śpiwór. Niektóre schroniska zastrzegają, że musisz mieć własne, inne informują o tym, że udostępniają matę i koc (albo tylko koc) w cenie noclegu (bo za glebę też się oczywiście płaci, każdy, kto śpi w schronisku musi się zameldować - potrzebny dowód! - i zapłacić za nocleg). Na zdrowy rozum jednak da się wywnioskować, że tych koców może zabraknąć, dodatkowo co kto tam sobie lubi, ale ja zawsze mam lekki problem z przykryciem się jednym z koców, których w sezonie raczej nie pierze się codziennie. Znaczy przykrywam się, bo co innego zrobić jak zimno, ale nie bez pewnej dozy wstrętu. Także w sumie lepiej zawsze mieć coś swojego.

No dobrze, ale czy zawsze możemy mieć pewność, że dostaniemy ten kawałek podłogi do spania? Niestety - nie. Po pierwsze, nie wszystkie schroniska w ogóle pozwalają spać na glebie. W Murowańcu ta możliwość została zablokowana już wiele lat temu. Oficjalne info na stronie: "Przypominamy, że Schronisko „Murowaniec”, ze względu na ograniczające przepisy przeciwpożarowe, nie udziela noclegów na podłodze." Z tychże samych względów, przez chwilę gleba nie funkcjonowała w Chochołowskiej. Obecnie funkcjonuje znów, ale w ograniczonej liczbie miejsc: "Ze względu na przepisy Państwowej Straży Pożarnej jesteśmy zmuszeni ograniczyć liczbę noclegów zastępczych (na podłodze) do 20 miejsc". W pozostałych polskich schronach tatrzańskich gleba zasadniczo jest, ale przy nawet najlepszej woli włodarzy, nie pomieści wszystkich.

Przy czym problem z tym, że spać chcieliby, zdawałoby się, wszyscy, występuje głównie w Piątce i Morskim Oku, bo to stąd startuje najwięcej ciekawych szlaków. I tam nawet kąta przy koszu na śmieci nie można być pewnym.

Odnośnie zasad przydzielania gleby... są one różne. Zwykle podłogę można dostać tylko w przypadku, gdy nie ma już dostępnych łóżek. Jeśli są, to recepcja nie sprzeda podłogi, a jak chcesz spać, musisz zapłacić za łóżko (troszkę więcej niż za podłogę). W Morskim podłogę dla siebie trzeba w miarę wcześnie zaklepać, bo oni tam sobie policzyli, ile mniej więcej osób mieści się na werandzie (tylko na niej pozwalają spać na glebie w budynku nowego schroniska, resztę zamykają), oraz w korytarzach i jadalni starego schronu i więcej miejsc nie sprzedają. Czyli docieramy do Moka, po czym idziemy klepać nocleg, nawet ten na podłodze, piwo później. Weranda jest opróżniana ze stołów po 21, potem pani z obsługi zamiata, a gdy da znać, że już można, następuje gromkie "urrrrrraaaa!" i kolejne karimaty plaskają o podłogę, a zaraz potem o karimaty plaskają ciała ich właścicieli. Tak było, true story.

Weranda schroniska nad Morskim Okiem
W Piątce - zupełnie na odwrót. W Piątce bowiem wiedzą, że wieczorem nastanie armagedon, bo tam zawsze zwala się masa ludzi już po zmroku, albo tuż przed nim, wygodnego i bezpiecznego asfaltu do schodzenia nim po ciemku zaś brak, więc każdego, kto o podłogę pyta wcześniej - odsyłają na dół. Póki widno i bezpiecznie.

Tam podłoga traktowana jest zgodnie z definicją, jako nocleg awaryjny. Jeśli o nią poprosisz na trzy godziny przed zmrokiem, to nikt Ci jej nie sprzeda. Tajemnicą poliszynela jest, że jeśli jednak podłogi bardzo pragniesz, to możesz zająć ją sobie już wtedy (a więc - najpierw zajmujemy, zapłacić i zameldować się idziemy bliżej zmierzchu). Jak? Najlepiej własnym ciałem, bo jeśli zostawisz "tylko" rozłożoną karimatę i śpiwór, to ktoś je może przepchnąć w inne miejsce według własnej wizji. Bywa więc, że na pięciostawiańskich korytarzach na piętrze, już od wczesnych godzin popołudniowych koczują turyści, trzymając sobie co lepsze podłogowe kąski na noc. No dobra, tylko kto dociera do schronu we wczesnych godzinach popołudniowych? Czy dotarcie tam później przekreśla szanse na glebę? Nie, ale skazuje na polowanie na nią w stołówce, gdzie dopiero w ostatniej chwili okazuje się, czy wszyscy się zmieszczą, albo w innych dziwnych miejscach, gdzie przez całą noc ktoś się będzie kręcił (np. w korytarzu przy łazienkach, w holu tuż przy wejściu, w kuchni turystycznej...). Może się okazać, że nie znajdziemy dla siebie miejsca, gdzie nawet w pozycji embrionalnej moglibyśmy się na parę godzin położyć.

Latem mnóstwo ludzi śpi na zewnątrz pięciostawiańskiego schroniska. Już pal licho, że przed wejściem, ale też w kosówkach, na zewnętrznych stołach i na płaskich brzegach pobliskich stawów. Niby nie wolno, ale nikt tam nie robi z tego zagadnienia. W miarę ciepłą, bezwietrzną, pogodną noc można pewnie przetrzymać w byle jakim śpiworze, jakiekolwiek odstępstwo od wyżej opisanej pogody to może być jednak za dużo dla kogoś, kto planował jednak spać pod dachem.

W schronie dla nas miejsca nie starczyło,
za plecami Fucego pluszcze staw - jeden z Pięciu ;)
A więc odpowiedź na pytanie, czy na pewno będziesz mieć gdzie spać, w przypadku Piątki i Moka brzmi niestety: nie. Zwykle się udaje, ale może być różnie. Jest ryzyko, jest zabawa, albo spanie albo jawa.

Warunki w schroniskach

Poprzednie akapity raczej dały już pewne wyobrażenie o tym, że w szczycie sezonu w schroniskach bywa ciężko. Przede wszystkim, spanie w schronisku, nawet w zarezerwowanym rok wcześniej łóżku, oznacza godzenie się na przebywanie w większej grupie ludzi. Pokoje dwuosobowe są nieliczne i drogie, a wyszarpane fuksem miejsca zawsze trafiają się w salach z większą liczbą łóżek. Normą są pokoje ośmio-, dziesięcio- czy dwunastoosobowe. A zatem - śpimy wśród obcych ludzi, wąchamy ich skarpety, słyszymy ich chrapanie i pierdzenie i mamy pełną świadomość, że to działa w dwie strony.

We wszystkich polskich schroniskach są normalnie działające toalety i prysznice (na Słowacji niekoniecznie, o czym później). Skorzystanie z dobrodziejstw bieżącej wody bywa jednak okupione staniem w naprawdę długiej kolejce (tu znów króluje Piątka).

Pobyt w schronisku wiąże się z możliwością skorzystania z oferty kuchni, która niestety zwykle jest dość droga. Dla dusigroszy (takich jak ja) funkcjonują w schronach kuchnie turystyczne. Taka "kuchnia" to zwykle tylko zlew, gdzie można sobie umyć kubek, a do tego warnik, z którego można sobie nalać wrzątku. Jeśli warnik dopiero został uzupełniony wodą i musi się zagotować, a my potrzebujemy wrzątku już, teraz, natychmiast, to czasem można poprosić o niego w zwykłej kuchni. W Murowańcu podają.

Na wrzątku już można sobie coś tam "upichcić", czy to zupkę chińską, czy owsiankę. Generalnie warto mieć swój kubek (metalowy, nie ceramiczny) i łyżkę (np. plastikową) oraz zapas kawy, herbaty, jedzenia w proszku. O jedzonku, jakie warto zabrać w góry, a przynajmniej jakie sama zabieram, pisałam TUTAJ.

Jeżeli nastawiamy się na korzystanie z kuchni czy bufetu, to trzeba pamiętać, że nie działają one 24 godziny na dobę, nie dostaniemy więc jajecznicy o piątej rano. Dokładne godziny pracy kuchni "wiszą" zwykle na stronie internetowej. Aha - w niektórych (większości?) schronach nie sprzedają fajek. Kiedyś obiła mi się o uszy jakaś historia, jak ktoś z Piątki szedł przez Świstówkę do Morskiego Oka tylko po papierosy. Głęboko wierzę, że to mogło się wydarzyć naprawdę.

Dostęp do prądu zwykle jest w schroniskach ograniczony. W pokojach gniazdek nie ma (mogę się mylić, ale wydaje mi się, że w żadnym schronie). Kontaktów trzeba szukać po korytarzach, łazienkach, albo w kuchni turystycznej. W niektórych schroniskach do gniazdek są celowo wpięte listwy, żeby więcej osób mogło skorzystać z nich na raz. A i tak, na wolny kontakt najczęściej trzeba polować. Oczywiście, żeby telefon się porządnie naładował, czasem trzeba go zostawić na dłużej poza zasięgiem wzroku. Do schronisk złodzieje raczej nie przychodzą, ale... warto pomyśleć o inwestycji w powerbank. Jeśli gniazdka nie możemy zlokalizować nigdzie, można poprosić obsługę o podpięcie urządzenia do prądu w ich pomieszczeniach - tak robiłam w Ornaku.

Kiepsko bywa w schroniskach z zasięgiem - jak to w górskich dolinach. Ale telefon naładowany warto mieć na górskiej wycieczce na wszelki wypadek.

Co by tu jeszcze o warunkach...? O kocach już wspominałam, to jeszcze pościel. Czasem pościel jest wliczona w cenę łóżka, a czasem trzeba sobie za nią dopłacić. A nawet, jak jest wliczona w cenę, to czasem trzeba po nią pójść do recepcji i sobie przynieść, o czym warto wiedzieć, żeby nie spać pod nieobleczoną kołdrą. Tak, dobrze zgadujesz - wspominam o tym, bo sama raz tak spałam.

Cisza nocna

Część osób wybierających nocleg w schronisku, decyduje się na to dlatego, żeby nazajutrz ruszyć w góry. Tak, czy owak, zasadniczo przyjmuje się, że w nocy ludzie potrzebują spać, dlatego w schroniskach - przynajmniej teoretycznie - w godzinach od 22 do 6 obowiązuje cisza nocna.

W Murowańcu o 21 zamykają stołówkę - później towarzystwo rozchodzi się po swoich pokojach. W Ornaku o 22 gaśnie światło, więc każdy, kto jest tego świadom, stara się przed nastaniem ciemności przynajmniej mieć za sobą prysznic, z którego raczej ciężko korzystać z czołówką. A po prysznicu, to już jakoś tak ciągnie do betów. W Piątce o 22... nawet jeśli ktoś spać chce, to nie bardzo może, bo zwykle trwa w najlepsze impreza.

Piątka - tu zdarzyć się może wszystko ;)
Noclegi w schroniskach mają oczywiście swój specyficzny klimat. Jesteś na urlopie, poznajesz nowych ludzi, jakieś piwko, jakaś gitara, aż czasem szkoda iść spać. Wszystko to zrozumiałe, dlatego przymykam oko na to, że ktoś gdzieś tam szepcze albo gada półgłosem. Ale darcia ryja w schronisku pojąć nie mogę, a w Piątce jest ono na porządku... nocnym i wiem to nie tylko z własnych doświadczeń.

Druga rzecz to ta, że nie każdy przed ciszą nocną zdąży się ogarnąć. Czasem więc, jeszcze długo po jej wybiciu, plącze się ktoś po korytarzu, bo a to idzie pod prysznic, a to szykuje kanapki na jutro, a to ostatnia fajka przed snem i tak dalej. Jak się śpi na podłodze, to nie raz i nie dwa razy taki ktoś na to i owo nadepcze, no ale co zrobić. Jeszcze gorzej jest rano. Pierwsze budziki rozdzwaniają się długo przed piątą, a potem następuje przygotowywanie się do wyjścia. To jeszcze nic, najgorzej jak ktoś wśród rozłożonych po podłodze śpiworów szuka towarzysza i niechcący zacznie budzić nie ten śpiwór co trzeba - na przykład Twój... No ale to już takie uroki spania w schronie.

A co ze Słowacją?

Skupiłam się na schronach po polskiej stronie, bo tak po prostu było mi łatwiej zgeneralizować pewne fakty. Ale też dlatego, że polskie schroniska tatrzańskie znam - w każdym spałam przynajmniej raz. Po słowackiej stronie korzystałam tylko z niektórych. Tyle co mogę powiedzieć, to że prysznic nie jest tam oczywistością, gleba też nie zawsze. Z kuchnią turystyczną można się czasem spotkać - w Zbójnickiej zamiast warnika była zwykła kuchenka i garnuszki, ale już w Ternince wrzątek dostępny tylko za grubą mamonę. Jest makabrycznie drogo (bo w euro) i chyba nie przepadają za Polakami.



Ciężko sobie zdawać sprawę, jak w schronisku jest, jeśli się nigdy w nim nie spało. Stąd rodzą się obawy - i słuszne i niesłuszne, zależy jak na to spojrzeć. Jeśli umiemy się wyspać byle gdzie i w byle jakiej pozycji, albo nie przeszkadza nam brak snu, a nad wszystko inne stawiamy specyficzny schroniskowy klimat - będziemy wniebowzięci. Jeśli jednak na nocleg potrzebujemy komfortu, wygody, ciszy, odrobiny prywatności - nie dla nas schroniska, przynajmniej nie w sezonie.

Opowiedziałam o swoich doświadczeniach i spostrzeżeniach schroniskowych. Liczę na to, że w komentarzach pojawią się Wasze. :)


18 komentarzy:

  1. A ta impreza w piątce to tak cały rok? :D bo ja nie imprezowa

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do prądu - gniazdka w pokojach są w Chochołowskiej i w Roztoce. Pokoje dwuosobowe to też nie taka rzadkość (znowu Chochołowska i Roztoka - mają ich tam naprawdę sporo) i nie są aż takie drogie (kosztują tyle samo co np. 4-ka w Piątce). Warunki w kuchniach turystycznych... na przykład w Roztoce są zupełnie inne niż opisujesz (w zasadzie w pełni wyposażona kuchnia z lodówką, kuchenką itp).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Chochołowskiej jest/był automat z różnymi końcówkami ,do ładowania telefonu.

      Usuń
    2. Taki automat z końcówkami do różnych telefonów był/jest też w Piątce i w Muro, tyle że w żadnym z nich dawno już nie działa...

      O kuchni w Roztoce zapomniałam wspomnieć - faktycznie tam jest pełen wypas. Co do pokoi - też zaktualizuję tekst.

      Usuń
  3. Oj Roztoka to od standardu reszty schronów odstaje - kuchnia, ceny, czystość, wystrój, nastrój - są lepsze niż wiele zakopiańskich kwater. Karpia co chwilę strzelałam ze zdziwienia (poprzedni nocleg był w Murowańcu:). Roztoka wymiata komfortem. Ornak też lepszy niż niejedna kwatera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby jeszcze tylko pani Zosia hałaśliwie nie przeprowadzała swoich znajomych przez korytarz w środku nocy... obudziła mnie kiedyś i już nie zasnęłam, a to bodaj trzecia godzina była, nie umiem jej tego zapomnieć ;)

      Usuń
  4. Ostatnio miałam okazje pierwszy raz spać w schronisku, co prawda nie w Tatrach ale w Karkonoszach i nie przy okazji długiego weekendu a zwykły piątek/sobota i byłam bardzo zawiedziona, nie tyle warunkami (nie liczyłam nawet na ciepłą wodę, a była!) ale ludźmi, poruszeniem, rozmowami, trzaskaniem drzwiami przez całą noc, mam lekki sen, nie miałam zatyczek i szczerze powiedziawszy w zasadzie cała noc z głowy. Dlatego mając teraz w głowie jakiś dłuższy wypad w Tatry, waham się czy lepszym pomysłem nie jest nocleg koło schroniska w śpiworze, a jak nie to jak zawsze będzie wędrówka z samego dołu...ale chociaż po przespanej nocy ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem stara - pamiętam spanie w Murowańcu na glebie ;P Kiedyś było też schronisko w Zakopanem, ale nie wiem, może przerobili na aquapark czy coś ;) / dzierzba

    OdpowiedzUsuń
  6. W zeszłym roku miałam okazję wędrować po Tatrzańskich schroniskach i po wielu godzinach wędrówki po górach nie przeszkadzało mi nic, żadne hałasy. W Murowańca spałam w sali 12 osobowej gdzie ludzie aby wyjść na szlak wstawali o 4 rano bo później zapowiadali deszcze, ja również. Przez niepewną pogodę była możliwość przedłużenia noclegu. Podłogi niestety nie ma, wszystkich wyganiają po 21-szej. Co do 5-tki to nie ma takiej opcji podłoga była ale a i klimat dużo ciekawszy niż w Murowańcu. W tym roku ponownie wybieram się na wędrówkę po schroniskach, do zobaczenia na szlaku.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki wielkie za ten tekst! Rozwial kilka wątpliwości. "Zawsze chciałam zacząć spać w schronach, ale zeszło mi z tym jakoś strasznie długo" - mam to samo, z tym że ja wciąż jeszcze nie mogę zacząć :) Na pierwszy ogień prawdopodobnie pójdzie piątka. Nasuwa mi się jedno pytanie: czy nocleg na zewnątrz schroniska też jest traktowany jak normalna gleba? W sensie, że trzeba za to zapłacić? Jeśli najpierw zapłacę a potem się nie zmieszczę w schronie, to trudno, ale jeśli dotrę do schroniska na tyle późno, że środek będzie już zawalony ludźmi to mogę od razu się rozłożyć gdzieś tam pod kosowka bez martwienia się opłatą? /Magda

    OdpowiedzUsuń
  8. jakieś 33 lata temu śnieżyca zablokowała podwójną ilość ludzi w schronisku pod Łabskim Szczytem /Karkonosze/ -gleba była zaścielona ciałami gęsto, także pod prysznicami i w toalecie, a łóżka w związku z tym były wykorzystywane również podwójnie - w moich "Głowach" zalegały więc duże "szkity" / stopy/ kolegi. Ewa

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeżdżąc w Tatry NIGDY nie rezerwuję noclegu. Zawsze udaje mi się załapać na nocleg przynajmniej na glebie.
    Moje uwagi są takie:
    - jeśli gdzieś zamierzacie się pojawić 2 razy, to przy pierwszej wizycie zapytajcie o luzujące się miejsca. Często udawało mi się zarezerwować łóżko w D5 np. na "za dwa dni" bo akurat przecudnej urody dziewczyna w recepcji dowiedziała się, że coś się luzuje a ja się ładnie uśmiechnąłem (a uzębienie mam kompletne).
    - uwaga z noclegiem na zewnątrz: Tatry to nie działeczka cioci Krysi! W nocy wilgotno, albo i pada i do tego zimno jak cholera. Przeciętny śpiwór jest obliczony na temperaturę nocną w granicach +8 a w górach niespodziewany przymrozek w sierpniu to nic nietypowego. Spędziłem 3 noce pod namiotem w okolicach MOka i wierzcie mi że sweter założony pod polar do śpiworku to czasem zdecydowanie za mało.

    P.S. Pamiętajcie o niedźwiedziach :) które w nocy potrafią się zbliżyć nawet do MOka szukając kąsków w śmieciach. Doświadczyłem tego i w Moku i na Ornaku.

    Pozdrawiam
    Pszczoła

    OdpowiedzUsuń
  10. I dlatego Tatry mnie zmęczyły. Jeśli można wyjechać o 18, a w południe być na szlaku w Austrii, gdzie w schroniskach pusto, a Alpenverein daje niekiedy (bo nie w każdym) 50% zniżki....
    Tyle, że Tatry są piękne jak mało co. Rozwiązanie - takie jak w połowie postów na tym blogu: spać poza schroniskiem, w lekkim namiocie.
    Absolutnie nie chińskie badziewie za 50 zł , np.
    http://allegro.pl/namiot-turystyczny-moskitiera-2x1-5m-3os-50-i6769594847.html
    Nadaje się tylko do ogródka dla dzieci (nawet rozmiar nie trzyma).
    Prędzej już to 1 kg
    http://allegro.pl/namiot-turystyczny-plazowy-minilite-2-os-high-peak-i6848210834.html
    Albo to: http://allegro.pl/namiot-militaria-kamuflaz-iglu-standard-2-mil-tec-i6777768911.html

    W górach kluczowa jest woda. Ostatnio pojawiły się filtry sawyer mini sp128


    Kupiłem, w domu działa, jutro sprawdzę w Tatrach...

    https://www.youtube.com/watch?v=_aMom2UcVGs

    Jedna uwaga, której nie ma w filmie, a jest w instrukcji ang.: filtr należy przepłukiwać często i SILNIE. Słaby strumień ze strzykawki powoduje, że robią się "ścieżki najmniejszego oporu" w budzie, a reszta zostaje w filtrze (filtr składa się z wielu cienkich rurek o małej średnicy.

    Co doładowania smartfona. Ja mam starą nokię nie-smartfoma, która trzyma tydzień. A smartfon można wyłączać i włączać, gdy jest potrzeba. Nawet tylko ustawienie trybu samolotowego sprawia, że bateria trzyma tydzień (nie nawiązuje kontaktu z siecią).
    Best regards - Fil Gor

    OdpowiedzUsuń
  11. hej,czytam Twojego bloga od 2 lat,uwielbiam Twój sposób pisania o górach i wszystkim co z nimi związane,ten jak i wszystkie poprzednie poradniki i opisy na tym blogu jest świetny i bardzo konkretny(tzn dokładnie na temat i bardzo fajnie się go czyta,po prostu jak wciągająca książka)moja przygoda z górami zaczęła się dopiero 3 lata temu,jak raz pojechałem tak wpadłem i pokochałem być w tych naszych Tatrach,a przez to wpadłem też na tego bloga i szkoda że ostatnio tak rzadko piszesz:(

    OdpowiedzUsuń
  12. Moje wrażenia ze schronisk (tych w których nocowałem).
    Żarska Chata – warunki przyzwoite, schronisko odświeżone, nocleg można dostać bez problemu nawet we wrześniowy weekend, jedzenie – nędzny wybór, dwa rodzaje kotletów zesmażone, jakieś frytki i nędzna surówka, jak ktoś chce się najeść to musi się udać do wylotu doliny – tam są dobre restauracje.
    Śląski Dom – luksusowy hotel, do dziś pamiętam ten błogostan jaki odczułem kładąc się na miękkim łóżku w świeżej pościeli po całodziennym chodzeniu, no i ten prysznic; jedzenie – chyba muszą zmienić kucharza, niby duży wybór ale potrawy jakieś bez smaku, w październiku już nie było lodów w ofercie (skandal ).
    Popradzkie Pleso – nie nocowałem, ale chciałbym nadmienić, że mają najlepszą kuchnię ze wszystkich słowackich schronisk, o każdej porze duży wybór i smaczne
    Chata Teryho – nocować warto tylko dla samej specyfiki miejsca (że tak wysoko i że dookoła góry). Miejsce w pokoju rezerwowałem już dwa miesiące wcześniej. Łóżka trzypiętrowe. Wychodzisz w nocy z pokoju wszyscy pokotem śpią na podłodze wszędzie gdzie się da. Większość po kilku piwach, więc chrapanie rozlega się dookoła zagłuszając szum wiatru za oknem. Możliwości umycia się praktycznie nie ma. Jest umywalka, wodą sączy się z kranu cienkim strumieniem spływając do wiaderka, po czym zostaje użyta do spłukiwania kibla. Jedzenie – najgorsze śniadanie jakie jadłem w życiu, słowackie parówki – niejadalne.
    Chata Plesniviec – pozytywne zaskoczenie. Mało ludzi, cisza, spokój, pięknie położenie, szerokie prycze (spokojnie mogą zmieścić się dwie osoby). Jeżeli chcecie zjeść obiad, trzeba wcześniej zamówić. My, chociaż mieliśmy zarezerwowane miejsca, to jak przyszliśmy wieczorem mogliśmy tylko zjeść gotowaną kiełbasę i zupę. Obiad typu kotlet, ziemniaki i surówka musieliśmy zamówić na drugi dzień.
    Murowaniec – najlepsze żarcie w całych Tatrach i nie tylko. Duży wybór, smacznie, tylko ta cena. Warunki do spania ok. W zimie ciepłe kołdry. Toalety i prysznice w porządku i co najważniejsze, jest ich tyle, że nie trzeba stać w kolejkach. Bardzo fajne schronisko.
    Morskie Oko – zdarzyło mi się spać na początku czerwca z niedzieli na poniedziałek z dziećmi. Pustki. Wieczorem cały staw dla nas, rano taka samo. Coś niesamowitego. Spaliśmy nie w głównym budynku tylko w budynku z tyłu. Warunki całkiem dobre, umywalka w pokoju, na korytarzu książki do poczytania. Minus - jeden kibel (albo dwa) na wszystkie pokoje w tym budynku. Jedzenie – można nie mieć okazji żeby spróbować. Godziny otwarcia ewidentnie nastawione na wycieczki masowe. Rano i wieczorem wszystko zamknięte. Za to w dzień ludzki armagedon, a jedna osoba z obsługi stoi przy toalecie i kasuje za wstęp parę złotych.
    Roztoka – ma coś w sobie takiego, że jest najfajniejsze ze wszystkich schronisk. To coś to chyba pozytywne podejście do turysty czyli klienta. Czysto, bufet czynny od 6.30 do późna wieczór, łazienka odlotowa (to w zasadzie pokój kąpielowy), pokoje też ok. No i właściciele bardzo przyjaźni. Samo położenie trochę na uboczu powoduje, że jest kameralnie.
    Pięć Stawów – niby ok. ale ta masówka, te poranne kolejki do kibla, te zaścielone ludzkimi ciałami korytarze w nocy, te imprezy, jak ktoś tego nie lubi to radzę unikać.
    Ornak – schronisko, gdzie jesteś kompletnie odcięty od świata (brak zasięgu, brak internetu) to może doskwierać, tak poza tym wszystko jest ok.
    Chochołowska – mógłby być większy wybór jedzenia. Kiedyś przychodziły tam grupy na noc celem niby noclegu na podłodze a w rzeczywistości zrobienia sobie imprezy. Teraz to się skończyło.
    Generalna moja uwaga jest taka. Wszystko byłoby ok jakby ludzie zachowywali się tak aby nie być uciążliwym dla innych. Niestety, zawsze trafi się jakiś cham (czasem w ilości hurtowej), który się schla i np. zacznie koledze opowiadać różne historie bluzgając przy tym niemiłosiernie tak aby przy okazji wszyscy słyszeli albo zrobi sobie imprezę w pokoju w której chcąc nie chcąc muszą brać udział także inni.
    Dlatego nie ryzykuję. Zawsze rezerwuję pokoje z dużym wyprzedzeniem, tak aby w pokoju nocowali wyłącznie ci którzy się znają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przydatne informacje odnośnie schronisk. Będę mieć na uwadze.

      Usuń