wtorek, 28 listopada 2017

A może Beskid Żywiecki?

Poznaliście mnie jako tatrofila. Na wszystko miałam jedną odpowiedź - na weekend, na wakacje, na odpoczynek i na przeciwieństwo odpoczynku. Bez względu na porę roku, czasem też bez względu na pogodę, czy w ogóle bez względu na wszystko, zawsze ciągnęło mnie w Tatry. Nigdzie indziej, tylko właśnie tam. Ale to się powoli zmienia. Minionej zimy kilka swoich wolnych dni poświęciłam Bieszczadom, latem wydałam kupę kasy na trekking po norweskich szlakach, zaniosło mnie nawet do Gruzji. Polubiłam odkrywanie nowych miejsc.

Dlatego, gdy zostałam poproszona o rozważenie przyjazdu w region pogranicza polsko-słowackiego, nie powiedziałam nie. Powiedziałam, że obecnie niestety nie mam takiej możliwości, bo w swojej pracy termin urlopu mam narzucony z góry. Natomiast zgodziłam się co nieco o tym regionie dowiedzieć, żeby zastanowić się nad obraniem go za cel swojego wyjazdu w przyszłości. Research wypadł pozytywnie - jak najbardziej uważam, że pogranicze odwiedzić warto i w dogodniejszym czasie chętnie sama to nadrobię. A dlaczego warto - wyjaśniam poniżej.

Wpis powstał w ramach współpracy:


Główną atrakcją pogranicza polsko-słowackiego są znajdujące się tam góry, czyli Beskid Żywiecki, drugie pod względem wysokości pasmo górskie w Polsce (po Tatrach rzecz jasna). Od Tatr jednak sporo niższe - najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego, Babia Góra (właściwie: Diablak) liczy sobie 1725 metrów n.p.m. Poza wysokością, różni te góry też oczywiście charakter - szczyty Beskidu są raczej kopulaste, choć ich zbocza bywają urwiste, a niektóre wierzchołki skaliste. Gdzieniegdzie występują gołoborza.


Beskid Żywiecki, to góry udostępnione dla turystyki, a zatem góry, po których się chodzi. Nie tylko chodzi zresztą, bo niektórymi trasami można też jeździć konno czy na rowerze, a zimą oczywiście na nartach. Bogata siatka szlaków przewiduje też drogi dostosowane do poruszania się osób niepełnosprawnych. Ze względu na łagodny charakter tych gór, tutejsze szlaki nie są trudne technicznie (choć mogą okazać się wymagające kondycyjnie i niebezpieczne w przypadku złej pogody), więc są odpowiednie również do rodzinnego eksplorowania w towarzystwie dzieci. Jak w każdym regionie atrakcyjnym turystycznie, także i na górzystym pograniczu polsko-słowackim nie brakuje ciekawych ofert spędzenia czasu. Zimą funkcjonują stoki i wyciągi narciarskie, organizowane są kuligi, latem pobawić się można na przykład w geocaching.


To ostatnie, to w istocie takie nowoczesne poszukiwanie skarbów, które połączyć można ze zwiedzaniem, czy - jak w przypadku Beskidu - z chodzeniem po górach. Do zabawy potrzebne jest urządzenie GPS i rejestracja na odpowiednim portalu, gdzie znaleźć można bazę współrzędnych, naprowadzających nas na skrytki. Skrytka, jak sama nazwa wskazuje, to miejsce ukrycia "skarbu", który zwykle jest po prostu wodoodpornym pojemnikiem z notesem w środku (czasem na odkrywcę czekają też niespodzianki, pozostawione przez poprzednika). Ogólnie idea kojarzy mi się trochę z puszkami szczytowymi spotykanymi na najwyższych tatrzańskich szczytach. O samej zabawie nigdy wcześniej nie słyszałam, nieco szokuje mnie więc fakt, że w Polsce jest... około 40 tysięcy takich skrytek i grubo ponad 100 tysięcy aktywnych poszukiwaczy! Całkiem sporo takich "skarbów" jest do znalezienia właśnie w Beskidzie Żywieckim. Więcej na temat geocachingu przeczytacie TUTAJ.

Jeśli chodzi o rower, górskie szlaki Żywiecczyzny są raczej dzikie i dobre dla prawdziwych pasjonatów jazdy na dwóch kółkach, napędzanych siłą własnych odnóż. Dzikie w rozumieniu, że nie należy się spodziewać ścieżek rowerowych wyłożonych tartanem ;). To po prostu najczęściej są piesze szlaki, z których mogą korzystać również rowerzyści. Nie jest więc najłatwiej - ale niektórzy rowerowi pasjonaci tak właśnie lubią. Warto jeszcze wspomnieć w tym aspekcie o Bystrzyckiej Magistrali Rowerowej. Ponad dwudziestokilometrowa droga prowadzi z Krasna do Nowej Bystrzycy. Wytyczona jest na fragmencie trasy niegdysiejszej Kisucko-Orawskiej Kolejki Leśnej. Zimą droga ta przystosowywana jest ratrakami do użytkowania przez narciarzy biegowych. Kolejną interesującą trasą rowerową jest ta poprowadzona wokół Zalewu Nowa Bystrzyca - podobno zachwyca swoją urodą.


Żywiecczyzna to jednak region obfitujący nie tylko w te atrakcje, które sami sobie zorganizujemy. Na turystów czeka na przykład Geopark Glinka. Powstanie mieszczącego się w Ujsołach kompleksu turystycznego zapoczątkowała... olbrzymia dziura w ziemi, jaka pozostała po działającym tam dawniej kamieniołomie. Obecnie funkcjonuje tam park linowy z tyrolką, zewnętrzna ścianka wspinaczkowa, plac zabaw i kąpieliska. Jest to miejsce rozrywki stworzone z myślą nie tylko o dzieciach. Trasy parku linowego są zróżnicowane pod względem trudności, a kilka z nich jest przeznaczonych wyłącznie dla dorosłych. Również drogi poprowadzone na ściance wspinaczkowej nie są wyłącznie łatwe, a wspinać się na nich można zarówno z górną, jak i dolną asekuracją.


Innym ciekawym miejscem na mapie pogranicza jest górski park botaniczny Leśny Gród. Umiejscowiony jest on nieopodal szlaku na Halę Boraczą, a obejrzeć tam można (od maja do października) wiele rodzimych, jak i egzotycznych roślin, m.in. bambusy, klony palmowe, czy sosny japońskie. W Leśnym Grodzie żyją też zwierzęta, takie jak np. owce, pszczoły i ptactwo domowe. Ogród otwarty jest zarówno na indywidualnych gości, jak i zorganizowane grupy - na przykład szkolne.


Jako jedno z najbardziej przyjaznych turystom miejsc wymienia się też Bulwary nad Sołą w Węgierskiej Górce. To miejsce dla osób szczególnie szukających odpoczynku i relaksu. Zapewnić je pomagają tutejsze spacerowe ścieżki, basen i plac zabaw. W miejscowości znajduje się też amfiteatr, a najbardziej znanym elementem krajobrazu jest zawieszony nad Sołą most, pełen kłódek zostawianych tam przez zakochane pary i podświetlany nocą.


Mnie jednak góry zawsze najbardziej konotować w głowie będą po prostu z chodzeniem, wędrowaniem, osiąganiem szczytów. Do najpopularniejszych tamtejszych szlaków należą: Hala Lipowska i Hala Rysianka, Babia Góra, Słowianka, Wielka Racza, Pilsko. Przyznam, że wiele z tych nazw kojarzę, chociażby z instagramowych hashtagów. Ale to wciąż jeszcze nie ta popularność, która charakteryzuje Dolinę Kościeliską czy Giewont. Tylko czy to źle...? Nie sądzę. Po zapoznaniu się z kilkoma relacjami i artykułami, rejon Beskidu Żywieckiego jawi mi się jako ostoja ciszy. Może nie takiej totalnej i kłującej w uszy, ale to raczej wciąż jeszcze góry nieodkryte przez turystykę masową. A dla gór nie ma lepszej reklamy niż gwarancja spokoju i odpoczynku od codziennego zgiełku.


To oczywiście tylko trochę teorii, która jednak dobrze mi zrobiła. Z zupełnie nieznanego pasma "gdzieś tam w lesie, na zachód od Tatr", Beskid Żywiecki przeobraził się w mojej świadomości w ciekawe i warte odwiedzenia miejsce. Zresztą, pewnie wielu z Was tam było, więc chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach. :)

A jeżeli, Beskid Żywiecki zaciekawił Was tak, jak mnie, warto śledzić na facebook'u fanpage poświęcony temu regionowi, o TUTAJ.

(Zdjęcia użyte w tekście nie są mojego autorstwa)



1 komentarz:

  1. Jeżeli wybierzesz się w Beskidy, z całego serca polecam noclegi u pani Doroty Miśkowiec w Zawoji. Dom położony na końcu wsi, kilkadziesiąt metrów od wejścia na szlaki http://www.miskowiec.infoturystyka.pl/. Po raz pierwszy Beskidy miałam okazję odwiedzić w odsłonie jesienno - zimowej, na przełomie października i listopada tego roku. Weszliśmy na Diablak, skąd za sprawą znakomitej widoczności rozciągała się widok na panoramę Tatr :)baaardzo wiało, było mroźno, ale to nie odstraszyło turystów, mijaliśmy na szlaku wiele grup i pojedyncze osoby. Na mniej popularnym szlaku przy wejściu na Mędralową nie spotkaliśmy nikogo oprócz saren :)

    OdpowiedzUsuń