sobota, 6 stycznia 2018

Huhuha zima nie taka zła...? 10 powodów, dla których warto się wybrać w góry zimą


Gdy zaczynam pisać ten post, kończy się właśnie najkrótszy dzień w roku. Noc zapanowała nad dniem najostateczniej, jak tylko mogła - przynajmniej na tej szerokości geograficznej. Zaczęła się zima, dopiero teraz tak naprawdę, choć zdążyliśmy się już swoje namarznąć. Dla mnie istotniejsze jest to, że wreszcie oficjalnie skończyła się złota polska depresja, czyli jesień i już można - nie będąc przy tym skończonym głupkiem - powoli wyglądać wiosny. ;)

Do zimnych pór roku nie żywię zbyt wielu dobrych uczuć. Ja to lubię jak można otworzyć okno - to mój prywatny wyznacznik komfortu termicznego na zewnątrz. I swoją drogą coś, co uwielbiam - wsłuchiwanie się w życie tętniące za oknem: skrzypienie huśtawek, urywki rozmów, odległe szczekanie psów, huk miejskiego zgiełku, a jak czasem uda mi się usłyszeć słowika lub choćby kosa, to już w ogóle się rozpływam. Kiedy jest ciepło, chłonięcie świata wszystkimi zmysłami jest dla mnie ogromną, czasem wręcz ekstatyczną przyjemnością. Niestety, wystarczy, że temperatura spadnie poniżej dziesięciu stopni i świat poza własnymi czterema ścianami zaczyna mi się jawić jako miejsce cokolwiek wrogie, a moja miłość do niego transformuje niespodzianie w uczucia z przeciwnego bieguna. Równie silne i też nieomal ekstatyczne.

Z zimą w mieście się już raczej nie polubię, zima w górach ma jednak swoje plusy - i czasem rozchodzi się dokładnie o to, żeby te plusy przesłoniły nam minusy! I żeby czasem ruszyć tyłek z domu, chociaż jedyne ciepło o tej porze roku znaleźć można pod kołdrą - i to dopiero wtedy, jak się pod nią najpierw dłuższy czas poleży.

Oto zatem lista powodów, dla których wyjście na szlak zimą:
a) nie jest takie złe
b) jest całkiem spoko
c) jest nawet lepsze niż latem
(niepotrzebne skreślić)

1. Upał? Co to takiego?

Upał w mieście bywa nieznośny, ale istnieje szereg sposobów, aby sobie z nim poradzić: szybki prysznic, zimne piwko, ewentualnie spacer do najbliższej galerii handlowej - bo tam działa klimatyzacja (no nie mówcie, że nigdy tego nie próbowaliście!). Na górskiej trasie wszystko powyższe odpada, a do ogólnego poczucia dyskomfortu z faktu smażenia się żywcem, dochodzą realne zagrożenia - odwodnienia , poparzeń i udaru słonecznego. Zimą? Z wymienionych wyżej, pozostaje tylko ryzyko poparzeń - górskie słonko opala tak samo skutecznie zimą, jak i latem, więc warto potraktować buźkę odpowiednim kremem. Problem upału natomiast nie występuje. Bez kropli potu przy ostrym tyraniu do góry się wprawdzie nie obędzie, ale umówmy się - to nie to samo, co latem przy słupku rtęci rozpędzającym się w okolice trzydziestki. Na koniec dnia nie kleisz się, nie wracasz pokryty skorupą kurzu, nie śmierdzisz...albo przynajmniej śmierdzisz mniej. A przy tym nie musisz nosić na plecach horrendalnego zapasu płynów.

Tegoroczne oszukiwanie zimy i przy okazji test spodni Simond (LINK)
w Dolinie Roztoki, a na szyi nie piersiówka tylko pokrowiec termiczny ;) (LINK)
fot. Bartek

2. Sajonara deszczu!

Znam ludzi, co lubią, jak w górach wieje. Znam ludzi, co uwielbiają jak jest mgła, w głębokim poważaniu mając widoki. Ale nie znam chyba nikogo, kto lubi, jak go na szlaku łapie deszcz.

Jak spodnie nagle zamieniają się w przyklejoną do ciała mokrą szmatę, nie dającą już żadnego ciepła, czy ochrony przed wiatrem. Jak przez skarpetki woda podstępnie przesiąka do świetnie zaimpregnowanych z zewnątrz butów. Jak cholera wie, gdzie przełożyć telefon, bo nagle w każdej kieszeni pluska dorodna kałuża, a na otwieranie plecaka to doprawdy nie jest najlepszy moment. Jak kamienie pod nogami robią się śliskie, a ziemia rozmięka w cudnej urody błotko...

Gdyby ktoś jednak lubił - deszczowych dni latem nie brakuje. Kto nie lubi - może ich unikać, ale i tak nie każdy deszcz raczy jednoznacznie zapowiedzieć swoje nadejście meteorologom. No i burze - latem występują nie tylko te, które przemieszczają się wraz z frontem atmosferycznym, ale też konwekcyjne, których przewidzieć się w zasadzie nie da (choć  należy zakładać, że w gorący dzień raczej się pojawią popołudniową porą).

Zimą ten problem odpada. Zimowe burze to anomalie, a jeśli coś pada, to raczej śnieg niż deszcz (mówimy o zimie w górach). Padający intensywnie śnieg jest w górach osobnym zagrożeniem, ale zimowa pogoda lepiej daje się przewidywać. Jak ma być lampa, to raczej będzie.


3. Nocne włóczęgi

Zimą przychodzi nam funkcjonować po zmroku przez wiele godzin dziennie. Wielu z nas wstaje do pracy, gdy jest ciemno i wychodzi z niej - gdy też już jest ciemno. Noc pożera świat na długie godziny, tylko na chwilę codziennie wypuszczając go ze swoich objęć. To oczywiście utrudnia planowanie wycieczek - zimą za dnia niewiele zdążymy przejść. Ale pozostaje noc...

Wędrowanie nocą po górach na zdrowy rozum nie wydaje się może najrozsądniejsze. Góry i za dnia nie należą do najbezpieczniejszych terenów, a nocą wszelkie ich zagrożenia mogą się tylko potęgować... Tak podpowiada rozsądek, ale nie musi mieć racji. Jeśli jesteśmy odpowiednio przygotowani, noc na szlaku nie powinna stanowić dla nas większego problemu niż dzień na szlaku.

Jeśli chcemy zaplanować wędrówkę, z którą zdecydowanie nie wyrobimy się w ciągu zimowego dnia, nie zaszkodzi jej pierwszy, dolinny etap odbyć pod osłoną nocy. Podobnie powrót - zejście z zawikłanego graniowego terenu po ciemku może okazać się niebezpieczne, ale zejście doliną, wyraźną, udeptaną i oznakowaną ścieżką przy świetle latarek, niczym się prawie nie różni od wędrowania przy świetle dnia. Noc generuje pewne zagrożenia - pomoc w razie potrzeby nie dotrze tak szybko, jak za dnia, baterie w latarce mogą się wyczerpać, temperatura spada. Ale noc pogodna przy dobrych warunkach, to dla wielu osób świetna sceneria do górskich wędrówek. Nocą góry też są na swój sposób piękne, a wycieczki zyskują nowy wymiar - ta cisza, dzikość, odosobnienie! To zimą łatwiej o złapanie zachodu czy wschodu słońca, bo występują one o dogodniejszych godzinach, a kontrastując żywymi kolorami z ośnieżonymi szczytami gór prezentują się obłędnie.

A w przeciwieństwie do lata, zimą (od początku grudnia do końca lutego) po Tatrach można legalnie chodzić w nocy.

4. It's piękne, it's bjutiful

Nawet jako wielbicielka ciepła i zieleni, muszę przyznać, że góry w białej szacie prezentują się wyjątkowo. Jest coś bajkowego w tej zimowej górskiej scenerii. Zimowa monochromatyczność sprawdza się w górach bardzo, śnieg tworzy co rusz jakieś nowe formacje, w zależności od tego, jak zawieje wiatr, zasypuje i wygładza nierówności, bo to, by gdzieś indziej urwać się nagle potężnym nawisem. Zima górom pasuje do ich urody i jak bardzo bym nie miała dosyć "tego białego gówna", to nie umiem skłamać na ten temat.

Widok z Koziego Wierchu - zima we wczesnym stadium, co widać po stawach :)
Przy tym wszystkim - tu nie ma piachu, którym czym prędzej posypuje się miejskie chodniki, gdy zdarzy się (w ostatnich latach coraz rzadziej), że przysypie je śnieg, tu nie ma śmieci, pstrzących biały krajobraz, tu nie ma smogu. Zima jest po prostu zimą, białą i miłą oku.

5. Gdzie się podzialiii wszyscy turyściiii...?

Lubisz chodzić po górach, ale przeszkadzają Ci tłumy na szlakach? Jest parę sposobów na to, by ich unikać - zerknij TUTAJ. Jednym z tych sposobów, jest wybranie się w góry zimą. To nie tak, że zimą ludzi nie ma w górach wcale - na dolinnych i najbardziej popularnych szlakach jest ich całe zatrzęsienie (vide Morskie Oko), ale ogółem jest ich mniej i rzadziej zapuszczają się w wyższe partie. Zamiast kilkuset osób, na wielu szlakach w ciągu dnia spotkasz maksymalnie kilkanaście.

Zimowe Bieszczady

6. Stary niedźwiedź mocno śpi

Młody zresztą też. Boisz się miśków? Zimą ich raczej nie spotkasz. Możliwość spotkania niedźwiedzia to nie jest do końca racjonalny powód unikania górskich wycieczek - wszak rokrocznie w górskich lasach misie koegzystują sobie z turystami i doświadczenie pokazuje, że nikomu się krzywda nie dzieje. Ale natrafienie na niemałych rozmiarów drapieżnika do przyjemności chyba jednak nie należy, więc nie dziwne, że większość z nas, pomimo, że po górach uparcie chodzi, to się tego spotkania podskórnie boi. Zimą misiaczki śpią, więc ten lęk odpada i, nie wiem jak inni, ale ja akurat czuję pewną ulgę, idąc przez górski las zimą.

Nie tylko niedźwiedzi nie spotkamy zimą na szlaku. Nie będzie też... much i muszek. Kogo kiedykolwiek dopadła ich chmara w Tatrach Zachodnich, ten wie, że z muchami żartów nie ma, i że - w przeciwieństwie do niedźwiedzi - te małe france nie mają dla turystów żadnej litości.

7. Plus dziesięć do lansu

Zimą po górach chodzić jest nieco trudniej. Nie zawsze i nie wszędzie, ale można zgeneralizować, że turystyka górska zimowa jest o wiele bardziej skomplikowana od letniej. Dlatego też nie każdy miłośnik gór się na nią porywa. Stosunkowo niewielu jest śmiałków, którzy doświadczają zimowych szczytowań, o wiele mniej niż tych, którzy chcieliby, ale się boją. To jest, nie oszukujmy się, szerokie pole do popisu, jeśli chodzi o górski lans. Kolorowe ciuchy z membranami na zdjęciach tak ładnie odcinają się od bieli śniegu, raki dodają stylizacji grozy, a czekan, przedmiot już zupełnie zagadkowy i tajemniczy, stanowi swoistą wisienkę na torcie i nie pozwala mieć wątpliwości, z jak wysokim levelem hardkoru mamy tutaj do czynienia. Koledzy z pracy w poniedziałek patrzą na nas trochę jak na przybyszy z obcej planety, gdy w ramach odpowiedzi na pytanie o to, jak spędziliśmy weekend, pokazujemy im tego typu foteczkę. Oczywiście nie brakuje reakcji pełnych wątpliwości co do kondycji naszego instynktu samozachowawczego, ale zawsze przez te zarzuty i troski przebija (już my to wiemy!) jakiś tam podziw.

Co nie?

8. Dostępność miejsc niedostępnych latem

Zimą w Tatrach nie wszędzie chodzi się dokładnie po letnich szlakach. Istnieją zimowe warianty, obejścia, spowodowane tym, że przebieg letniego szlaku jest zbytnio lawiniasty lub stanowi niepotrzebną gimnastykę, podczas gdy można się władować po prostu do żlebu obok. I tak na przykład zimą inaczej idzie się na Rysy, czy Zawrat - żlebami biegnącymi obok szlaków, które latem są zbyt kruche, żeby się w nie zapuszczać. Inaczej prowadzi droga do Doliny Pięciu Stawów Polskich (jeśli ciekawi Cię ten temat - przeklikaj się do TEGO wpisu). Istnieje zimowe obejście drogi z Murowańca nad Czarny Staw Gąsienicowy, które jest nie tylko bezpieczniejsze, ale też ciekawe widokowo (fenomenalnie widać stamtąd Kościelec). Zimą, gdy już stawy solidnie zamarzną, można sobie po nich pospacerować, co daje naprawdę nowe spojrzenie nawet na najbardziej opatrzone już otoczenie. Ale też zimą na przykład jest bardzo popularne i nikomu nie przeszkadza wchodzenie na niższy wierzchołek Świnicy - bo jest łatwiejszy i o wiele bezpieczniejszy do zdobycia o tej porze roku (latem kręcą się tam głównie wspinacze).

To nie jest może jakaś wielka zaleta zimy, bo czy podchodzenie na Rysy żlebem zamiast grzędą jest wielką atrakcją, to kwestia sporna. Ale zima rzeczywiście pozwala spojrzeć na Tatry z nieco innej perspektywy.

9.Alternatywne formy schodzenia

Gdy zdobywasz szczyt pełnią lata, a w każdym razie wtedy, gdy nie spowija go gruba warstwa śniegu, oczywistym jest, że aby dostać się ponownie w doliny, musisz z niego, krok za krokiem, zejść. Zimą - niekoniecznie! Chodzenie po górach można połączyć z jazdą na nartach. W wielu miejscach można też przyspieszyć wędrówkę, zjeżdżając na własnych czterech literach - to jednak, podobnie jak jazdę na nartach, warto najpierw poćwiczyć na niewielkich górkach. (dupozjazdy uskuteczniamy bez raków na butach i z czekanem w ręku!)


10. W górach zima JEST

Ostatnie zimy coraz częściej wyglądają tak, że jeśli chcemy pochodzić w śniegu, doświadczyć mrozu, popatrzeć na świat w zimowym wydaniu, to musimy pojechać w góry, bo gdzie indziej tego po prostu nie ma. Kto stęskniony zimy - niech zatem szuka jej w górach. Wysokie szczyty (nie tylko tatrzańskie) na razie bronią się jako bastion zimy, i śniegu jest w nich raz więcej, raz mniej, ale ten śnieg jest - w okresie od listopada do marca raczej stale.

Dolina Białej Wody

No więc szanowni towarzysze, nie da się ukryć, że zima może ma jakieś tam i swoje plusy. Może nawet da się lubić. W ferworze jej zachwalania i korzystania z jej uroków, nie zapominajmy jednak o wielu zagrożeniach, jakie ze sobą niesie: lawiny, możliwość upadku (chodzenie po górach zimą najczęściej wymaga używania sprzętu, takiego jak raki i czekan!), większe niż latem ryzyko pobłądzeń, ryzyko wyczerpania i wychłodzenia organizmu... Po prostu o tym pamiętajcie i uważajcie na siebie.

O tym, jak się ubrać na zimową wędrówkę pisałam w TYM tekście. A TUTAJ czekają na Was propozycje łatwych i względnie bezpiecznych szlaków na zimę w polskich Tatrach.


Lubicie zimę? Jeśli tak, to z jakich powodów? Bo mnie chyba jednak łatwiej pisałoby się tekst o zaletach lata. ;)





15 komentarzy:

  1. Ostatnio, śnieg do kolan widziałam w 2006r. Strasznie mi się za nim ckni. Lubię zimowy "zapach" powietrza, drzewa przykryte czapi,skrzący się śnieg.Pewnie jest to związane ze wspomnieniami z dzieciństwa, kiedy to wracało się ze zamarzniętymi spodniami, sinymi palcami i czerwonymi pultynami. Fajnie było... A śnieg w górach widziałam w październiku. Pięknie było...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zimą super widać ukształtowanie terenu w miejscach gdzie pagóry są mocno zalesione :) Jak opadną liście, i drzewa kontrastują z biela śniegu. Nagle jest jakaś taka większa głębia. Mnie to na przykład bardzo się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja za parę dni wyruszam w góry. Ale raczej będę to delikatne spacerki i bezpieczne podziwianie widoków, ale już nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
  4. skrobniesz kiedyś posta o trasach zimowych dla trochę-bardziej-zaawansowanych-niż-w-poście-który-już-na-tym-blogu-jest? :p nie jakoś bardzo, ale jednak chcących wejść już na jakiś szczyt :)
    aha, zapomniałabym! to pytanie nurtuje mnie od kiedy przeczytałam urywki wypowiedzi, i wywnioskowałam - Ruda, czy Ty jesteś nauczycielką?! :D jakiego przedmiotu?
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie planuję takiego posta, bo dalej już wszystko jest podobnie trudne i niebezpieczne i wymaga w sumie dużego zaawansowania, albo przynajmniej gotowości na najgorsze. ;) Zimą nie ma tego etapu pośredniego za bardzo. Przy dobrych warunkach Zachodnie są całkiem przyjazne. Popularny zimą jest Kozi Wierch, Zadni Granat, Kościelec. Ale to nie są "trochę trudniejsze" szlaki od tych, które są wymienione w tekście o szlakach łatwych.

      Yup, pracuję w świetlicy szkolnej.

      Usuń
  5. i te dupoloty w drodze na dół :D

    OdpowiedzUsuń
  6. O zdecydowanie mniejsze zapotrzebowanie na wodę jest plusem. Latem często okazywało się, że jednak mam za mało.

    Co do śniegu, jeden raz zdarzyło mi się, że nie przewidziałam załamania pogody. Miała być lampa, a nadeszła grafitowa chmura i nic już nie było widać.
    Zgodzę się, że śnieg jest dużo mniej upierdliwy od deszczu.

    Zima w górach jest nieskazitelnie czysta, warto było to zaznaczyć.

    Zauważyłam, że fotki zimowe robią duże wrażenie. Tako fotki z drabinami. Mimo iż góra nie miała jakiegoś szczególnie ogromnego levelu, to jednak... DRABINA w skale ;)

    Dupozjazdy... Kocham Twoje słownictwo XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomniałam o tej nieskazitelności - że nikt nie sypie piaskiem, nie ma smogu itd. A dupozjazdy to niestety nie jest nazwa wymyślona przeze mnie. :)

      Usuń
    2. Zapomniałaś opisać żółte śniegi tuż przy szlakach ;>

      Usuń
  7. Zimowe obejście drogi z Murowańca nad Czarny Staw Gąsiennicowy? ..tyle razy tam byłem zimą i zawsze tym samym szlakiem napisz proszę coś więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ścieżka odbija w lewo w las, jakieś 10 minut od schroniska (około! dawno tam nie byłam, więc dokładnie nie pamiętam, ale to raczej początek szlaku). Od kiedy wiem o jej istnieniu, raczej ją tam widuję wydeptaną. Ale gdyby nie była wydeptana, to sama bym nie wiedziała, pomiędzy które drzewa skręcić...

      Usuń
    2. Dzięki za wskazówki, niebawem tam zawitam i wytropię to miejsce obym się wstrzelił w tzw. okno pogodowe a Twoje posty wymiatają czytając je to jakbym tam był. Pozdrawiam Piotr.

      Usuń
  8. No nie spodziewałam się, że nie lubisz zimna! Czytając Twoje posty o zimowych wędrówkach i noclegach (!) sądziłam, że niskie temperatury to dla Ciebie bułka z masłem.
    Ja w mieście zimową porę przeczekuję jak najmniej wychodząc na zewnątrz, brrr. Miałam co prawda malutką chęć wybrać się zimą w góry, ale ten mróz! I można zamarznąć gdzieś po drodze! ;) Ja już jesienią marznę na postojach, więc zimowa wycieczka wydawała mi się zupełnie nierealna... a tu proszę :) Normalnie kiedyś wezmę i chyba pójdę w ten śnieg :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nienawidzę zimna, a nie tylko nie lubię...

      Usuń
  9. Widoki przepiękne, ale to zimno... :(

    OdpowiedzUsuń