O mnie


Przez prawie 16 lat swojego życia nie miałam absolutnie nic wspólnego z górami. W mojej rodzinie nie było tradycji wyjazdów w góry, również poza rodziną nie znałam nikogo, dla kogo góry wpisywałyby się w styl życia. Obiło mi się coś o uszy, że są szaleńcy, co po górach mniejszych lub większych chodzą, czy nawet się wspinają, ale kompletnie nie kumałam, po co to robią. I nie zastanawiałam się nad tym zbyt często.

Wszystko się zmieniło, gdy w czasie wycieczki szkolnej spojrzałam najpierw, jeszcze zza szyb autokaru, na Giewont, a potem na wyrastające ponad Morskim Okiem Mięguszowieckie Szczyty.

Przepadłam.

Z racji swej niepełnoletności, z początku musiałam zadowalać się kolejnymi wycieczkami szkolnymi, aczkolwiek nie trwało to długo. Wkrótce stanęłam przed możliwością samodzielnych wyjazdów w Tatry i przed... kompletną niewiedzą, jak się za to właściwie zabrać. Co innego bowiem iść za prowadzącym wycieczkę przewodnikiem, ogarniającym całokształt sytuacji, a co innego zaplanować ją samemu.

Przedeptywałam więc doliny i banalne przełęcze, w dżinsach i jakichś przypadkowych butach, raz przyodziawszy nawet foliowy płaszczyk od deszczu. Przewodnik Nyki znałam prawie na pamięć, ale i tak bałam się wyjść poza łatwe szlaki, najczęściej znane z dawnych wycieczek. Czytałam wszystko, co na temat Tatr udało mi się znaleźć w raczkującym jeszcze polskim internecie, a udawało mi się znaleźć bardzo niewiele. Byłam stałą bywalczynią forów, z których nauczyłam się głównie, żeby nie zadawać głupich pytań, a jeszcze lepiej - nie zadawać żadnych pytań. Jeśli więc czasem bywam opryskliwa - z całą odpowiedzialnością zwalam to na surowy wychów na forum TG. :D

Ze trzy sezony mi zeszły na takim dreptaniu, nim wreszcie się przełamałam i odważyłam pójść na... Szpiglas. Cały czas stopniując sobie trudności, odważałam się przemierzać coraz trudniejsze szlaki.

Aczkolwiek działo się to wszystko powoli, gdyż spędzałam w Tatrach ledwie kilka letnich dni w roku. W rok po Szpiglasie przyszedł więc czas na Kościelec i Świnicę, kolejnego roku - Granaty, później - Rysy ze Słowacji (akurat łatwe, ale wtedy nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać). Kolejny przełom na miarę Szpiglasu przyszedł w cztery lata później, kiedy odwiedziłam Zawrat i Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Kolejnego roku przeszłam już Orlą Perć.

Przez cały ten czas mojego początkowego górskiego rozwoju towarzyszył mi strach, że nie dam rady. Oczywiście strach w górach jest czymś naturalnym i poniekąd pożądanym, ale ten konkretny jego rodzaj był taką bardziej tremą.

Nigdy nie uważałam siebie samej za osobę szczególnie sprawną fizycznie, czy odważną. Nie miałam ku temu najmniejszych podstaw. Zajęć wychowania fizycznego od pierwszej klasy podstawówki szczerze nienawidziłam (pozdrawiam pani Agnieszko, nigdy o pani nie zapomnę). Siedmioletnie dziecko bardzo szybko skłonne jest uwierzyć w to, że jest słabsze i gorsze od innych, a potem niesie to ze sobą do dorosłości, albo i dłużej. Toteż jasne dla mnie było, że gdzieś czeka na mnie mój limit, że na którymś ze szlaków jest takie miejsce, które mnie złamie i przypomni, że do rzeczy wielkich, to ja się nie nadaję.

Nie czekał. Nie było takiego miejsca.

Góry stały się moją siłą. Tych kilka dni, kiedy przesuwałam swoje dotychczasowe granice, dawało mi energię i było źródłem mojej autosatysfakcji przez cały kolejny rok.

Ponieważ skompletowałam większość tatrzańskich szlaków, w tym prawie wszystkie najtrudniejsze, wyrzuciłam swój domniemany limit gdzieś indziej. Że na przykład taka zima - nigdy nie pójdę w góry zimą, nie nadaję się. Albo wspinaczka - na pewno nigdy nie będę się wspinać.

W pół roku po przejściu Orlej Perci, odbyłam swoją pierwszą poważniejszą zimową wycieczkę, kolejnych kilka miesięcy później odważyłam się zejść ze szlaku, a w chwilę potem zaczęłam się regularnie wspinać na sztucznym panelu, co w kolejnym sezonie zaowocowało wspinaczką w Tatrach, nie tylko zresztą letnią, ale i zimową.

Nie mam na celu przechwalania się, a jeśli tak to odbierasz, to raczej zmykaj z tego bloga, bo tu co drugi post to takie właśnie przechwalanie się.

Uwidaczniam pewien proces, zaskakujący dla mnie samej. Proces przesuwania się tego mojego limitu, który - jak byłam przekonana - miał czyhać na mnie na jednym z wcale nie najtrudniejszych szlaków. Teraz już wiem, że nie znam granic swoich możliwości. Gdy patrzę na siebie oczami początkującej turystki, przedeptującej doliny, którą kiedyś byłam, to imponuję sama sobie. Choć nie powinno mnie to tak dziwić, bo przecież już dawno przyjęłam dla siebie za sztandarowy cytat górski te słowa Jacka Telera:

wobec potęgi gór prościej odkrywa się siebie,
a przynajmniej to, że większość granic i lęków
to tylko ułomność naszego umysłu,
poza którą zaczyna się wolność


Nie jestem nikim szczególnym. Nie mam wybitnych talentów, dużych pieniędzy, ani znajomości. Jestem dziewczynką, która prosiła koleżankę o podrabianie zwolnień z w-fu, bo bała się, a nade wszystko wstydziła, że znów jej nie wyjdzie, nauczyciel w zawoalowany sposób nazwie ją łamagą, a inne dziewczynki drwiąco się uśmiechną. Dziewczynką, która nigdy nie nauczyła się poprawnie serwować piłki z dołu, która zawsze do drużyny była brana jako jedna z ostatnich. Dorosłą kobietą o całej gamie problemów osobistych. Ale mam moje góry, w których zawsze odważałam się robić krok do przodu, otwierać na nowych ludzi i nowe, często od nich wychodzące doświadczenia. Polecam.




Dawno temu, w okresie wczesnej dorosłości, mnie i mojemu ówczesnemu chłopakowi zamarzył się Kościelec. Coś ma w sobie ta góra, że wielu ją właśnie wybiera na jeden z pierwszych wymarzonych celów. Mój chłopak napisał prywatną wiadomość do jednego z forumowiczów, który, jak wynikało z dyskusji, był na Kościelcu i miał jakieś pojęcie o chodzeniu po górach. W odpowiedzi otrzymaliśmy zdjęcie z wyrysowaną w paincie trasą, wraz z zaznaczeniem na niej trudniejszych miejsc, chyba nawet ze zbliżeniem na nie, do tego dokładny opis i na koniec słowo zachęty. Nie poszliśmy wtedy na tę górę, ja wlazłam tam bodaj trzy lata później, już z innym chłopakiem, ale... to było tak bardzo miłe, że ten obcy ktoś z internetu nam tak rzeczowo i szczegółowo odpisał. Czułam do niego ogromną wdzięczność i aż było mi żal, że nie ma kogoś, kto założyłby stronę i na nią wrzucał takie właśnie zdjęcia przedstawiające przebieg szlaku z najtrudniejszymi miejscami, a przy tym zamieszczał opis, ale nie przewodnikowy z fachową nomenklaturą, tylko taki zrozumiały i na luzie. I gdyby jeszcze potrafił podpowiedzieć, czy dam radę, czy nie, zachęcić, albo w razie potrzeby odradzić.


To było chyba w 2006 roku. W roku 2013, nabrawszy już pewnego doświadczenia w tatrzańskich wędrówkach, nieśmiało założyłam bloga, aby dzielić się z innymi górołazami na podobnym, co i mój, poziomie wrażeniami i zdjęciami ze szlaków. Blog nazywał się "Tatry dla średniozaawansowanych", a ja liczyłam na grupę... hmmm może stu odbiorców.

Ponieważ od tamtej pory nie tylko zasięg bloga, ale i stopień mojego zaawansowania, lekko wymknęły mi się spod kontroli, a dodatkowo w międzyczasie zaczęłam farbować się na rudo - blog zmienił nazwę na taką, jaką nosi obecnie. :)

Prowadzenie bloga w olbrzymi sposób wpłynęło na moje życie, nie tylko rozwijając mnie górsko, ale i stawiając na mojej drodze wielu ludzi, z których poznania bardzo się cieszę. Okazało się też, że poza chodzeniem po górach, całkiem nieźle wychodzi mi pisanie o nich, co stało się moim kolejnym pasjonującym hobby.

Już samo docieranie do tysięcy odbiorców jest czymś fantastycznym, ale nic nie daje takiego kopa jak feedback. Jeśli więc zechciałeś doczytać niniejszy tekst aż do tego momentu, zechciej też przeczytać i wziąć sobie do serca moją prośbę:

Odezwij się do mnie czasem. Nie musisz mnie chwalić, ani mi dziękować, wystarczy, jeśli od czasu do czasu dasz znać, że czytasz, wyrazisz swoje zdanie w komentarzu pod tekstem (te na facebooku działają równie motywująco, ale szybko giną w natłoku kolejnych postów). Będzie mi bardzo miło.

Pozdrawiam,
Gosia

81 komentarzy:

  1. Gosiaczku ja jestem czytam wszystko i Bogu dziękuję że jesteś i dzielisz się ze mną swoim doświadczeniem bo jak nie wiem czy się pchać na ten Kościelec który też mnie kusi nie wiedzieć dlaczego to Ciebie spytam a Ty tak szybko odpiszesz. Mam nadzieję Cię kiedyś spotkać na szlaku-pozdrawiam a ja też nienawidziłam w-f a Góry kocham.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też czytam....Czasem zostawiam slad. Ale czytam zawsze. Z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gosia.. fajne to "O mnie" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, bardzo ładnie piszesz. Pozdrawiam Serdecznie

      Usuń
  4. Super blog i wpisy na FC, piszesz tak naprawdę o moich marzeniach, które wolniej się spełniają. Dzięki i przypadkiem nie przestawaj pisać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kościelec to także moja pierwsza Góra. W latach "90 byłem na nim p raz pierwszy. I zawsze jest moim punktem odniesienia w Tatrach. Dobrze piszesz o górach. >>Królewski orle, zniż swój lot, obniż swój lot choć trochę i daj mi garstkę twoich piór, i porwij mnie ze sobą, i weź mnie, wznieś na górski grzbiet, gdyż zginę pośród równin!<< Kostats Kristallis. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej :-) Z chęcią czytam każdy twój post i po prostu Cię podziwiam jako osoba początkująca - doliny już znam, wybieram się dopiero gdzieś wyżej. I aż nie mogę uwierzyć jak nas dużo łączy. Zwłaszcza w-fistka z podstawówki. Przez nią też trochę straciłam wiarę w siebie i było całkiem podobnie jak z Tobą. Nawet nie wiesz jak ja się cieszę, że o tym napisałaś, dodałaś mi przez to taką siłę do walki o swoje górskie marzenia... Dziękuję i serdecznie pozdrawiam!!! Pisz tak dalej i sprawiaj ludziom radość! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co jest nie tak z tymi w-fistkami z podstawówki? ja również taką miałam...do tej pory pamiętam jej drwiny z tego, jak skaczę (a raczej nie skaczę) przez kozła :) a co do bloga to nie będę oryginalna i powiem, że masz świetny styl pisania i mogłabyś z powodzeniem napisać książkę :) ja pierwszy raz zetknęłam się z Tatrami mając 9 lat i odrazu przypadły mi do gustu i tak już jest od 18 lat :) choć miałam 10-letnią przerwę, ponieważ nie było z kim przez te 10 lat jeździć...ja również byłam (jestem) dziewczynką a później kobietą z problemami i wypady w Tatry i zdobyte szczyty są jedną z tych rzeczy, które dodają mi energii i emocji. Na razie oswajam się powoli z Tatrami Wysokimi i swoim lękiem przestrzeni- udało mi się zdobyć Świnicę od strony Kasprowego (choć raz się wycofałam, właśnie z powodu tej blokady, ale nie odpuściłam i już miesiąc później udało się mimo wielkiego stresu :)), Zawrat od HG, Szpiglasowy i Kościelec. I mam nadzieję kontynuować swoje plany wspinaczkowe :) Pozdrawiam

      Usuń
  7. Czytamy, oczywiście że czytamy i cieszymy się że w taki sposób przybliżasz nam Tatry i jednocześnie zawsze podkreślasz że trzeba mieć na uwadze własne doświadczenie i umiejętności oraz pamiętać o tym że góry to góry :-) dzięki bardzo

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytam zawsze! Twoje posty pozwalają mi znowu przenieść się w piękny, tatrzański świat podczas długiego oczekiwania na kolejny wyjazd :D

    OdpowiedzUsuń
  9. hehe, ja tam nie mam kłopotów z udzielaniem feedbacku i komentowania postów, choć u Ciebie akurat z reguły wszystko mi się podoba :-)PS. daj jakieś zdjęcie na FB z włosami innymi niż rude ( zgaduję, że blond). Oprócz tego, że motywujesz do chodzenia po górach to mnie dodatkowo do pisania ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wrzucałam kiedyś na fp siebie w wersji "blondynka z wyboru", poszukaj ;)

      naturalne mam brąz/ciemny blond

      Usuń
    2. Pamiętam wyszczekaną dziewczynę z FTG ;) Trafiłam teraz tu przypadkiem - 1 wyjazd w Tatry zimą. Pozdrawiam i gratuluję postępów. Ja ciągle z kijkami na etapie pierwszym :D Gocha

      Usuń
  10. Czytam czytam i pozdrawiam ! Super dziewczyna z Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zawsze zaczynam od Twoich postów Gosiu,fascynuje mnie Twoje wędrowanie ,podziwianie i kochanie naszych Tatr,też chodzę,wędruję i wspinam się bo kocham Tatry,ich piękno,urodę i krasę...

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam... :-) Dziś trafiłam na Twojego bloga (w poszukiwaniu opisu słowackiego szlaku na Rysy ;-))
    Jestem zachwycona! Czytam, czytam, oglądam, oglądam... i naczytać i naoglądać się nie mogę...:-) ja podobnie, jak Ty Gosiu (mam nadzieję, że mogę się zwracać imiennie:-)) zakochałam się w Tatrach na szkolnej, licealnej wycieczce... zakochałam się w ich potędze, tajemniczości, pięknie...próbuję zdobywać różne szlaki... zaczynałam od dolinek, powoli wchodzę coraz wyżej, wyżej...poznaję Tatry z coraz to innej perspektywy... i coraz bardziej je kocham, i coraz bardziej za nimi tęsknię... nie czuję się jeszcze gotowa do wyprawy na niektóre szlaki, ale mam nadzieję, że kiedyś będę mogła zobaczyć to - co Ty Gosiu już widziałaś.. a Twój blog mi w tym na pewno pomoże, bo od dziś będę jego stałą czytelniczką... :-)
    pozdrawiam gorąco! i dziękuję że jesteś... :-) edyta...

    OdpowiedzUsuń
  13. Gdybym trafiła tu wcześniej, już od dawna chodziłabym po górach... A tak idę dopiero za dwa tygodnie. Zawsze mi się wydawało, że samemu się nie da, a Ty mówisz, że się da. No to wierzę ;) I te trasy dla początkujących i nieco zagubionych. Rewelacja! Już nie muszę czekać, aż ktoś się zlituje i zabierze w Tatry sierotkę. Dziękuję za inspirację :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetna strona popularyzująca Tatry dla "ceprów" z przymusu.
    Ja już tak 42 latka śmigam po tych naszych taterkach, co roku przynajmniej dwa tygodnie, w celu naładowania akumulatorów i zastanowienia się co jest ważne w życiu.
    Tak trzymaj
    ps. może coś wpiszę ( z racji doświadczenia) o konkretnym szlaku

    OdpowiedzUsuń
  15. Witaj Gosiu!

    W sumie nie udzielam się na blogach jako komentator, a raczej je tylko przeglądam będąc anonimowym widzem. Jednak ze względu na wspólnie dzieloną przez nas pasje jaką są góry oraz wspinaczka, jeżeli pozwolisz będę miał do Ciebie jedno małe pytanie. Czy dla Ciebie chodzenie poza szlakowe jest czymś złym, karygodnym? Odnoszenie się z tym w różnego typu sposób jest oznaką cwaniactwa, bądź popisu przed znajomymi (np. wrzucanie panoram z grani na facebooka – to tylko przykład)? Niestety bardzo negatywne oceny często wysłuchuję od moich znajomych z którymi chodziłem, chodzę po górach i nie wiem czy ja źle robię czy oni są w jakiś sposób przeczuleni.

    Uważają oni, że jeżeli chodzę po ściance i trenuję w pewien sposób wspinaczkę , a nie mam karty taternika (ukończonego kursu taternickiego) jest czymś niewyobrażalnym, aby chodzić poza szlakiem. Wchodzić na szczyty, ścianki, które dla zwykłego człowieka nie są dostępne. Przecież to nie tylko przywilej taterników chyba, ale również ludzi, którzy maja pewne pojęcie o tym prawda i przede wszystkim to kochają?!. Moja osoba nie odnosi się z tym w jakiś szczególny sposób.
    Fakt, że wrzucę zdjęcie na facebooka z podpisem „Trwam w tym co kocham” to również karygodne, bo nakłaniam innych do chodzenia tam gdzie nie wolno, mimo że nie podpisuję „ „ na grani Mięguszy” czy „takie tam poza szlakiem” „. Może nie posiadam zdrowego rozsądku i czasem ryzykuję życiem, ale aby Oni nie przesadzają? Przepraszam za tak długi komentarz, a zarazem dziękuję, że mogłem się z Tobą podzielić swoimi krótkimi przemyśleniami... Pozdrawiam ciepło Włóczykij i trwaj Gosiu w tym co kochasz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecnie nie ma czegoś takiego, jak karta taternika. Aby iść na drogę wspinaczkową musisz się wpisać do księgi wyjść w najbliższym schronisku i posiadać odpowiednie umiejętności i sprzęt. Nie musisz mieć ukończonego kursu.

      Grań Mięguszy jest więc w pełni legalna, o ile wpisałeś się do KW.

      Więcej o tatrzańskich przepisach pisałam w poście o Wielkiej Koronie Tatr, odszukaj go, jeśli masz ochotę poczytać :).

      Co innego jednak wspinaczka, a co innego łatwe pozaszlaki... to już legalne nie jest.

      Co do mojego zdania - myślę, że na blogu znajdziesz wszystkie interesujące Cię odpowiedzi ;). Gdyby jednak nie, to odezwij się na mail. Pozdrawiam!

      Usuń
  16. Fajnie Ci wyszedł ten tekst, prosto z serducha :) Naprawdę dobrze, że piszesz i dzielisz się doświadczeniem. Ludzie tacy jak ja i mój partner, którym próżno szukać wśród przyjaciół i znajomych, tych pałających górską pasją, mają dzięki Tobie miejsce w sieci, w którym zawsze znajdą coś wartościowego, Tatry na wyciągnięcie ręki i dawkę inspiracji. Poza tym fajnie patrzeć jak się górsko rozwijasz. Powodzenia!

    PS. Nauczycielkę od WF-u, która upierała się, że "symuluję" złamanie ręki podczas skoku w dal, pamiętam do dziś...To zła kobieta była! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Piękny opis, wieczorem prześledzę cały Twój blog :)

    OdpowiedzUsuń
  18. No i przeczytałem

    OdpowiedzUsuń
  19. Czesc Gosiu dziekuje za bloga czytam wszystkie wpisy ja tez chodze po gorach najczesciej sama a Twoje wskazowki sa bezcenne ps.ja tez nienawidzilam wf i jestem typowa lamaga ale to wlasnie nauczycielka wf ktora byla jednoczesnie przewodnikiem gorskim zarazila mnie miloscia do gor pozdrawiam i do zobaczenia na szlaku

    OdpowiedzUsuń
  20. Chcę wybrać się w tym roku na granaty. W roku ubiegłym byłam za Zawracie i Świnicy (oddzielnie) obie trasy z Kuźnic. Zawrat nie sprawił, żadnych specjalnych trudności poza jednym miejscem, gdzie trudno było się minąć. Świnica trudniejsza, ale najbardziej przeszkadzała mi ilość ludzi na szczycie. Krzyżne 2 lata temu, trasa piękna, łatwa tylko nieco długa przejście z Kuźnic do Palenicy.Tak jak wspomniałam w tym roku chcę wybrać się na granaty i z racji tego ,że nie lubię iść i wracać tą samą drogą to zadni i pośredni. Proszę o poradę , w którą stronę jest łatwiej skoro już byłaś 3 razy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na blogu jest cały artykuł o Granatach, poszukaj.
      łatwiej jest iść od Skrajnego w kierunku Zadniego.

      Usuń
  21. Jestem, czytam i podziwiam :) nie mam w zwyczaju pozostawiać śladów po sobie, ale Twój blog jest niesamowity za co Ci dziękuję.
    P.s.- za 3 dni wybieram się w Tatry, jednym z moich planów jest właśnie Kościelec ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Hej; w końcu zebrałam się, żeby odwiedzić Twoją stronę.. i cieszę się bardzo. Może dzięki temu zmobilizuję się w końcu do spełniania swoich marzeń o górach... Tatry od zawsze kuszą mnie i " wołają". Byłam kilka razy z rodzinką ( dziećmi), kilka razy bez dzieci, ale zawsze czułam wielki niedosyt i tęsknotę, aby wejść dalej, wyżej...( i być tam jak najdłużej). Może wreszcie się zmobilizuję.... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Witam!
    Pamiętasz swojego czasu zorganizowałaś quiz, gdzie do wyboru były kubki, zdjęcia , marszruta jaką możesz polecić itp. Ja prosiłem o coś banalnego nic wielkiego mianowicie na tekst , napisany na T-shirt. Niestety nawet nie odpowiedziałaś mi co o tym sądzisz! Krytykuje bo uważam że może być konstruktywna! Ale kim ja jestem jednym z kilkunastu tysięcy czytelników, w górach zdjęcie sobie ze mną nie zrobisz, nie jestem celebrytą lecz też kocham góry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był czas, kiedy prowadziłam kilka, a nawet kilkanaście rozmów jednocześnie. Kiedy po paru dniach przypomniało mi się, że Ci nie odpisałam i chciałam to zrobić - gdzieś ta wiadomość przepadła. Nie mogę jej znaleźć i teraz, chociaż wyszukuję po nazwisku. Myślałam w sumie, że usunąłeś konto z fb i wraz z nim znikła wiadomość.

      To nie był quiz, a zbiórka na portalu Polak Potrafi. Niedawno się zakończyła, czekam na pojawienie się pieniędzy na koncie, a wtedy zajmę się nagrodami. Były nimi magnesy i kubki, które teraz oczywiście będę musiała zamówić,a następnie rozesłać. Wiem, że wiele osób miałoby pewnie wiele różnych pomysłów na nagrody, Ty wymyśliłeś T-shirt, a wcześniej zdjęcie w ramce, ktoś inny chciałby może przypinkę do plecaka albo coś jeszcze innego, ja to rozumiem, ale dla mnie to trochę nie do ogarnięcia...

      Jeśli chcesz koszulkę, to zapraszam na http://rudakoza.cupsell.pl/ - tam są koszulki wymyślone przeze mnie.

      Jeszcze nikt mnie nie prosił o zrobienie sobie z nim zdjęcia. Jakby co, będziesz pierwszy. A mnie będzie wyłącznie miło.

      Usuń
  24. Znaczy się że trzeba cierpliwie czekać na kubeczek, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasa już jest, zatem lada moment zamawiam :)

      Usuń
  25. Witam
    trafiłem tu przypadkiem szukając opisu szlaku. wysokich parti górskich nie chodzę brak formy całkowity :-( ale blog świetny fajnie opisane.No i Rusinowa polana kiedy niema ludków o poranku ech muszę jeszcze tam zawitać, choć miejsce które ostatnio mi przypadło i tam wracam w sierpniu to Chata pri Zelenom plese w Dolinie Zielonej Kieżmarskiej pozdrawiam serdecznie robert

    OdpowiedzUsuń
  26. W takim razie zostawiam ślad... :)
    Czytam już Twoje posty od dwóch lat, ale nigdy nie zajrzałam do opisu o Tobie. Dzisiaj- przed jutrzejszym wyjściem w góry- jeszcze na chwilę zerknęłam i bardzo mnie zmotywowałaś tym, że nie jesteś od młodości typem "sportswomen", że Twoje życie nie było wiecznie "fit" i że też- tak jak ja- nie lubiłaś wf-u... Może poniekąd znalazłam jakieś swoje odbicie..?
    Czyli mimo tego, że nie trenuję niczego codziennie, a w góry wypadam raz w sezonie nie jestem skazana na porażkę.
    Dziękuję za wszystkie posty, które bardzo przyjemnie się czyta.
    Pozdrawiam, Ania ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Czyta Cię wiele osób, rób to co kochasz, rób to dla siebie, ale przede wszystkim dla nas:)
    Pozdrawiam Mariusz z Jaworzna

    OdpowiedzUsuń
  28. Wspaniały blog, m.in.na podstawie opisów szlaków planuję sobie mój najbliższy wyjazd w Tatry.
    Dziękuje za pomocne rady, napisane w prosty i zrozumiały sposób :)

    Pozdrawiam,
    Asia z Warszawy

    OdpowiedzUsuń
  29. Cześć,
    Bardzo fajnie czyta się Twoje teksty /nie wstawiasz emotków, więc też ich nie wstawię/.
    Wydaje mi się, że nieco rozumiem Twoje podejście do Tatr - sam zaczynałem w wieku ok 14 lat (wieki temu) i ciągle mi mało! I szczerze zazdroszczę i podziwiam Twoje offroady, koleby, zimówki itp. Proszę jednak, uważaj na tę pasję - łatwo można się przecenić a chciałoby się czytać Twój blog bez nagłego końca..
    Życząc dobrej pogody i Towarzystwa
    - pozdrawiam
    Krzysiek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za troskę. Chcę napisać, że teraz już naprawdę uważam, naprawdę ważę każdy krok w trudniejszym terenie. Nie zawsze tak było, a i szarżować mi się zdarzało... Ale już chyba odrobinkę zmądrzałam ;). W każdym razie - wypadek zdarzyć się może, nawet zupełnie bez mojej winy i zawsze mam tego świadomość.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  30. Doczytałam do końca z wielką przyjemnością. Daje do myślenia, mnie osobiście bardzo też wzrusza... Dziękuję
    Pozdrawiam serdecznie
    Ania z Bydgoszczy

    OdpowiedzUsuń
  31. Planuję właśnie wypad w góry i przeszukując Internet trafiłam na Twojego bloga. Czytam go od dwóch dni. Wręcz pochłaniam! Cudowny! Cenne źródło wiedzy i dobrze się czyta. Zyskałaś kolejną fankę. Idę czytać dalej ;)
    Pozdrawiam,
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  32. Witam,
    szukając opisów szlaków, całkiem niedawno trafiłam na Twój blog. Cudownie piszesz, czytałam, czytałam i czytałam. Planując wyjazd skorzystałam z Twoich opisów. Za kilka godzin wsiadam w pociąg i jutro znów idę w moje góry... pozdrawiam,
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  33. Hej!
    Czytam Twojego bloga już od jakiegoś czasu. Teraz trafiłam na ten tekst. I hmmm... jestem teraz chyba dokładnie na tym Twoim pierwszym etapie - bo bardzo bym chciała, a równocześnie boję się postawić nogę na chociaż trochę trudniejszym szlaku. Rok temu we wrześniu byłam w Tatrach no i właśnie... chyba się zakochałam ;) Czekałam na kolejne wakacje, żeby móc jechać, czytam cały czas mnóstwo stron górskich i opisów szlaków... Po prostu siedzę w tatrzańskim internecie ;) Ale ruszyć gdzieś dalej, to już strach. Do tego stopnia, że zrezygnowałam kilka tygodni temu właśnie ze Szpiglasu. Miałam iść, byłam strasznie tą wyprawą podjarana, ale już w Piątce powiedziałam siostrze, z którą się wybrałam, że się boję, nie dam rady, że wolę iść przez Świstówkę. I koniec, blokada psychiczna, nie idę. Teraz oczywiście strasznie sobie pluję w brodę. Mam nadzieję, że wreszcie się choć trochę przełamię. Szlaków do "przedreptania" wciąż mam mnóstwo, a jednak... tyle pięknych miejsc czeka też gdzieś wyżej. No i ledwo z Tatr wróciłam, a znów mnie tam ciągnie ;)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  34. Witaj :) od pewnego czasu śledzę Twoje wpisy, sięgnęłam też do archiwum :) bardzo podoba mi się Twój blog, do tego masz taką lekkość pióra :) jak tylko przeczytałam stronę 'o mnie', pomyślałam - to tak jak ja! Ja również tak zaczynałam - najpierw Giewont i dolinki, potem podczas jednego urlopu zaliczylam Szpiglas, Kościelec i Zawrat z HG. W następnym roku Świnica -Zawrat, Kozi Wierch, Granaty, teraz Kozia Przełęcz i Chłopek a za rok planuje OP :) pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy z niecierpliwością :)
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  35. No Kobieto, wbiłaś gwóźdź do....no właśnie, utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że czas zabrać moją 7-letnią córkę na jej pierwsze wyprawy dla początkujących. Zatem własnie zarezerwowałam noclegi w Brzegach by za kilka dni choć przez kilka dni pokazać jej piękne polskie szlaki. Pisz bo potrafisz zmotywować do spełniania marzeń pewnie wielu z nas czytających Twoje słowa, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  36. A moje "chodzenie" po górach zaczęło się właśnie od śledzenia m.in. Twojego bloga, jeszcze wtedy "Tatry dla Średniozaawansowanych" i to był pierwszy rok, w którym wspólnie z mężem pojechaliśmy w Tatry (nie licząc jednego weekendu majowego w okresie narzeczeństwa ;) A jutro zaczynamy kolejny trzeci wspólny urlop w Tatrach, a ja znów siedzę i czytam Twojego bloga, nastrajam się :) (zresztą już od jakichś 2 tygodni ;)) i już nie mogę przestać myśleć o tym co za chwilę przed nami, plany są już od dawna, oby tylko pogoda dopisała :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Ja też muszę się podzielić swoją pierwszą wyprawą w góry, która była całkowicie oparta o Pani bloga od zakupów po wybór tras. Szukając niezbędnych mi informacji natknęłam się na ten blog i od razu uznałam,że jest najlepszy i zawiera wszystko w tzw. pigułce. Dodam, że Pani rady i bdb opracowanie tras zapewniły rewelacyjne przeżycia a widoki na zawsze pozostaną w serach mojej rodziny. Trasy dla początkujących zmiksowałam tak by w ciągu 5 dni nacieszyć się Tatrami. Najważniejsze, że dzieciaki dały radę chociaż pierwszego dnia córeczkę 5lat- również Gosiaczka z Gęsiej Sz. trzeba było miejscami wspomóc własnymi rękami:), ale za to drugiego pokazała klasę pokonując Świstówkę. Synowie 11 lat niczym górskie kozice pokonywali szalki i zdobywali swoje pierwsze szczyty a wraz z nimi ja i mąż. Pieczątki w książeczkach przybite. Dzieci stwierdziły, że więcej nie chcą jechać nad morze,wolą jaskinie i podziwiać stawy. Rozpierała mnie radość i duma,a to wszystko dzięki Pani blogowi. Za rok kolejne trasy z Pani listy. Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  38. Świetny blog, czegoś takiego szukałam! Dzięki niemu wiem już lepiej gdzie się nie pchać z moim lękiem ekspozycji;) No i ubawiłam się przy czytaniu. Pozdrawiam ròwieśniczkę i życzę samych udanych wędrówek!
    Dagmara

    OdpowiedzUsuń
  39. Trafiłam tu przypadkiem (jak pewnie większość) - zachwyciłam się nie tylko bardzo rzeczowymi i pomocnymi radami ale również "lekkością pióra". Zachęciłam do czytania Twojego bloga syna i razem z nim wyruszyłam w Tatry. Dla niego było to nowe doświadczenie (pełen zachwyt), dla mnie - cudowny powrót po 15 latach (ponowny zachwyt). Fajnie jest spotkać ludzi, którzy robią to, co kochają.

    OdpowiedzUsuń
  40. Wspaniały ten Twój blog :D uwielbiam czytać to co piszesz :D

    OdpowiedzUsuń
  41. Cześć.

    Kocham góry, mam 42 lata i lęk wysokości no,a ekspozycja mnie "zabija" :). Szczerze zazdroszczę tej wolności w górach :). Czytam bloga od dłuższego czasu i w wyobraźni chodzę razem z Tobą po Tatrach, bo Twoje opowieści na to pozwalają ! Powodzenia. Jacek

    OdpowiedzUsuń
  42. Hej, Mam 22 lata i dopiero zaczynam raczkować po górach, mimo to odważyłam się wejść na Szpiglas dzięki Twojemu opisowi i odkryłam że wcale się nie boje, o braku lęku wysokości wiedziałam ale o tym że z osoby potykającej się na prostym chodniku zmieniam się w zgrabną istotę na szlaku to już nie, a to był mój lęk, że się potknę i zrobię krzywdę sobie lub jeszcze gorzej komuś.Dodatkowo wyciągnęłam tam swojego chłopaka który jest typem "nie chce mi się" a po osiągnięciu szczytu powiedział, że chce więcej. A wszytko dzięki Tobie, Twoim opisom i dobrym radą. Dziękuję i życzę Ci więcej Gór i Więcej. Pozdrawiam, Zuza

    OdpowiedzUsuń
  43. Oooo, pozdrawiam, myślałam, że niewielu w górach takich migających się od wuefu. A jednak, jesteśmy przynajmniej dwie :) To krzepi :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Oooo, pozdrawiam, myślałam, że niewielu w górach takich migających się od wuefu. A jednak, jesteśmy przynajmniej dwie :) To krzepi :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Lubię ludzi autentycznych. A Ty jesteś bardzo autentyczna. I ja tu zostanę.

    OdpowiedzUsuń
  46. Gosiu, chciałam Ci podziękować za tego bloga! Ja też zapałałam miłością do gór jeszcze w szkole i ciężko było mi znaleźć towarzysza wędrówek. Dopiero z moim narzeczonym zaczęłam zagłębiać się w tatrzańskie wędrówki, a właśnie Twój blog nam to ułatwił! Bardzo podoba mi się sposób w jaki piszesz, w żadnym wypadku nie jesteś wyniosła, a początkujących traktujesz z szacunkiem! Pozdrawiam i mam nadzieję, że kiedyś miniemy się na szlaku :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Gosiu, odnajduję w Tobie bardzo wiele z siebie samej: i w zakresie życiowych doświadczeń, i pewnie trochę typu osobowości, i sposobu myślenia(różnica jest taka, że ja nie pójdę w góry zimą i nie będę się wspinać:):)) Jestem pod wrażeniem drogi jaką przebyłaś od spacerów po dolinach do etapu, na którym jesteś teraz:), tego, jak pięknie piszesz (a bardzo sobie cenię piękne pisanie i mówienie), no i Twoich rewelacyjnych zdjęć. Pozdrawiam, Justyna

    OdpowiedzUsuń
  48. Trafiłem tu przypadkiem ale okazuje się szczęśliwym bo takiej lektury internety nie zafundowały mi już dawno. :)
    Pasja przelana na klawiaturę i ekran wyziera z każdego postu, opisu, zdjęcia. Znakomicie się to czyta i nie pozostaje mi nic innego jak tylko pogratulować stylu, pomysłu i barwnego języka.
    Z górami związałem się dość dawno zarówno z naszymi jak i słowackimi bo już w zeszłym wieku. Niestety nie co roku gna mnie w tamte rejony. Twoje opisy pozwoliły mi przypomnieć sobie miejsca w których byłem, a także podsunęły pomysły na odwiedzenie tych, których nie dane mi było obejrzeć. Tym samym zyskałaś kolejnego odbiorcę, który nie omieszka od czasu do czasu zajrzeć z dobrym słowem. Pozdrawiam serdecznie. :)
    Martin

    OdpowiedzUsuń
  49. trafiłam na Twojego bloga szukając informacji na temat zimowych szlakach dla początkujących. Jak sama wiesz, trzeba troszkę odwagi,żeby zacząć chodzić po górach zimą. Twój wpis zmotywował mnie do tego jeszcze bardziej. Zaczynam przygodę z Twoim blogiem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  50. A teraz i ja dołączam do grona czytających! Jeszcze mam (dorosłe) naście, ale w mojej rodzinie nie dosyć że od 6 roku życia stawało się na nartach (miałam górali w rodzinie) to jeszcze latem się jeździ i się chodzi. Dopiero tak naprawdę...4 lata temu poczułam poważną miłość do gór w letniej odsłonie (wolałam plażę i wodę), a w zeszłym roku przeszłam z ponad 10kg na plecach swoje pierwsze prawie 100 km w Karkonoszach i przepadłam i chcę więcej.
    Skrycie marzę o zdobyciu szczytu w Tatrach, bo mimo że tam zawsze jeżdżę zimą to latem zaliczyłam tylko dolinki, bardziej ze względu na strach przed tłumami niż strach przed wysokością.
    A jeszcze bardziej marzę o tym by zamieszkać w górskim klimacie, ale to odległe plany.
    Niemniej, cudowny blog, czytam każdą relację wieczorami i śmieję się do ekranu, oglądam zdjęcia i czytam o takich wyprawach jakie ja sobie sama też w głowie po cichu wymarzam :)

    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  51. Witaj Gosiu,
    podoba mi się to, w jaki sposób piszesz.
    Na razie nie przeczytałam zbyt wiele, ale wrócę tu za jakiś czas, po powrocie z długiej podróży.
    Tatrzańskie ambicje mam znacznie mniejsze niż Ty, bo nie znoszę mocno eksponowanych szlaków (nie ufam swojemu poczuciu równowagi)i trzymam się z daleka od przepaści. Ale wszelkie góry od lat uwielbiam i gdziekolwiek w świecie jestem trekking jest bardzo ważnym elementem moich wyjazdów.
    Ale ja wszystko zaczynałam znacznie później niż Ty - i chodzenie po górach, i zimowe wyjścia, a także pisanie bloga. I teraz "muszę się śpieszyć", bo czas mi się kurczy ;)Jestem ze 2 razy starsza niż Ty :)
    Życzę Ci wciąż nowych marzeń i wspaniałych dróg do ich spełnienia!

    OdpowiedzUsuń
  52. Jak większość trafiłam na Twój blog przypadkiem. Szukam informacji o szlakach, na które mogę zabrać trzech Panów mojego życia( 8 lat, 11 i 42). Wypad w góry z dziećmi to nie bułka z masłem. Każdą wyprawę trzeba dokładnie przemyśleć. Twój blog dał mi odpowiedź na wiele pytań, pomógł przemyśleć wiele kwestii. Świetnie napisany, lekko, na luzie i te wspaniałe zdjęcia.Górami zaraziłam się dawno, myślałam, że po latach mi przejdzie, ale gdzie tam, zaraziłam jeszcze swoją rodzinę. Twój blog mnie wciągnął i oczarował. Często na niego wchodzę i planuję rodzinne i dwuosobowe górskie wyprawy. W lipcu wyruszamy znowu, po rocznej przerwie. Twój blog jest tym, czego szukałam, będę często na niego wpadać. Pozdrawiam gorąco i życzę wielu wspaniałych wypraw. Ita.

    OdpowiedzUsuń
  53. Jeździłam w Tatry z rodzicami jako dziecko i nastolatka, potem na obozy studenckie, w Tatrach poznaliśmy się z mężem. Bardzo tęsknię za tym miejscem, bo obecnie, mając dwóch małych smyków, siłą rzeczy trzeba było wysokogórskich wypraw zaniechać. Ale nie mogę się doczekać, aż troche podrosną i będziemy mogli stopniowo wprowadzać ich w ten niezwykły świat i zarażać pasją do gór :-) Bardzo dobrze czyta się Twój blog, można przed ekranem komputera mieć namiastkę górskich wrażeń i podziwiać piękno Tatr chociaż na zdjęciach. Ojojoj jak mi tęskno! Serdecznie pozdrawiam I życzę wszystkiego dobrego, Karolina.

    OdpowiedzUsuń
  54. Wpadłem na Twojego bloga już jakiś czas temu i... nie mogę się oderwać ;) Dobrze, że są jeszcze tacy wariaci (w pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście ;) ) zakręceni na punkcie gór i jeszcze potrafią tak fajnie o nich pisać ;) Twój blog to dla mnie taki kawałek gór na nizinach - łatwiej przeczekać do następnego wyjazdu. Pozdrawiam, Łukasz

    OdpowiedzUsuń
  55. Witam blog jest cudowny nie potrafię pisać tak jak Ty dlatego po dziękuję tylko za to że jesteś i mogę razem z moimi córkami czytać Twoje wpisy. Do Zakopanego wybieramy się w sierpniu i wpis o szlakach dla początkujących jest super myślę ze odpowiedni dla nas dziękuję jeszcze raz

    OdpowiedzUsuń
  56. Bardzo dziękuję za tego bloga. Pomógł mi podjąć decyzję co do tegorocznego urlopu. Super, że jest ktoś, komu się chce robić coś tak przydatnego, szczególnie dla początkujących i chcących zobaczyć i poznać nasze góry. Jeszcze raz ukłon w Twoją stronę.

    OdpowiedzUsuń
  57. Oj, aż ciarki mnie przeszły po plecach czytając te fragmenty o lekcjach wu-efu! Moja szkolna młodość na lekcjach wychowania fizycznego stanęła mi przed oczami!... Jak ja nienawidziłam siatkówki! I tych śmierdzących szatni, i tych brudnych piłek do kosza... I te komentarze, i te przyczepione łatki, których oderwać było nie sposób... Bo nawet gdy pewnego dnia w szkolnych piwnicach ;) całkiem spodobał mi się tenis stołowy - przy ograniczonej ilości miejsc przy stole tenisowym paletkę dostała dziewczyna, która "jest lepsza"... i już. I cześć. I żegnaj sportowa kariero, umarłaś w zarodku.

    Późno zatem odkryłam dobrodziejstwa wysiłku fizycznego... I radość z biegania! A w góry ciągnęło mnie bardzo nie dla zmęczenia i wyrabiania kondycji, nie dla "pokonywania siebie", ale dla widoków. Wrażeń. Doznań. KLIMATU. Ach! i znam tez dobrze tę tęsknotę, gdy na początku, w młodości około dwudziestoletniej jeździ się w góry rzadko - bo nie ma z kim, bo strach samemu, bo niektóre szlaki i warunki "to chyba nie dla mnie"... "a co, jeśli wszyscy na tym rajdzie będą mieć lepszą kondycję ode mnie? i zostanę z tyłu?...". Zostałam z tyłu nie raz - i co z tego?

    Wczoraj kupiłam najnowszy kwietniowy numer Magazynu Turystyki Górskiej "n.p.m.". A w nim... mój własny artykuł o wejściu na Pico, najwyższy szczyt Portugalii. Właśnie popełniłam wpis o refleksjach z tym związanych: http://fotografia-prania.blogspot.com/2017/04/szczyt-siarka-pachnacy-czyli-debiut-w.html i wniosek jest taki: dobrze jest spełniać marzenia! A górskie marzenia - to chyba jedne z najlepszych z możliwych... ;)

    Piękny ten blog, choć dopiero tu zajrzałam, już wiem - że robisz mnóstwo dobrych rzeczy, pomagając ludziom rozwijać górską pasję. Super, gratuluję :)

    Zapraszam też do mnie na górskie przechadzki ;) --> http://fotografia-prania.blogspot.com/search/label/g%C3%B3ry

    OdpowiedzUsuń
  58. Hej Ruda! Fajnie piszesz, przeczytałem z wielką frajdą. Spróbuję zainfekować tą Twoją pasją do górskich wędrówek moją córkę, bo lepsze to niż wszystkie smart(?)fony tego świata. Kościelec to jak na razie moja pierwsza i jedyna poważna przygoda w Tatrach, do końca życia nie zapomnę te ciary, jakie my towarzyszyły gdym z niego schodził. Adrenalina w najczystszej postaci. Pozdrawiam i dziękuję. Ivo

    OdpowiedzUsuń
  59. Moje początki były podobne, dużo czytania i dreptania po reglach i dolinkach. Na forach też strach był pytać się o cokolwiek. Dziś bez gór już się nie da :)
    Pozdrawiam
    Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
  60. Rafał Opowicz7 maja 2017 12:38

    Schodziliśmy z dziećmi Sudety i zachciało nam się czegoś więcej. Czytam to co piszesz i gratuluję. Bardzo fajnie zrobione opisy tras. Duża ilość fotografii bardzo pomaga ocenić co wybrać na początek jednocześnie obrazuje skalę trudności. Do zobaczenia na szlaku.

    OdpowiedzUsuń
  61. Rewelacja: język lekki, tematyka z górnej półki - wróżę karierę literacką.
    Trochę żal za minionymi latami - łaziłem jako student, głównie samotnie. Teraz mam 65 i dorosłe dzieci, które gonią za kasą, a góralska muzyka wywołuje u nich odruch wymiotny - nie potrafiłem ich zarazić ani łażeniem po górach ani żaglami - jeszcze we wnuku nadzieja, ale na razie ma 3 lata. Powodzenia - pozdrawiam.

    Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  62. Witaj! Jestem pełna podziwu dla Twojej pasji. Twój blog stał się inspiracją dla zbliżających się wakacji i świadomego przeżywania czasu w górach. Życzę wytrwałości w dążeniu do celów.

    Pozdrawiam-Renata

    OdpowiedzUsuń
  63. Trafiłam do Ciebie dzisiaj, zupełnie przypadkiem, praktycznie na chwilkę! Szukając inspiracji w temacie weekendu w Tatrach spodziewałam się od Googli kilku drobnych rad, a Ty nie dość, że poklepałaś mnie po plecach to jeszcze dałaś mi gotowy plan! Uwielbiam mieć plan! :) już samo Ruda z wyboru brzmiało jak plan! Kliknęłam - nie żałuję, spędziłam tu kilka bardzo przyjemnych godzin i na tym nie kończę! Zmotywowałaś mnie swoją determinacją i jednocześnie rozczuliłaś - łzy płyną mi po policzkach, mam na twarzy przyklejonego banana i bateryjki w tyłku, które nie mogą doczekać się nadchodzącego piątku. Dziękuje Ci! <3

    OdpowiedzUsuń
  64. Witaj :) planuję swój pierwszy wyjazd w Tatry i bardzo się cieszę, że trafiłam na Twój blog. Jest niesamowity i motywujący. Odliczam dni do wyjazdu z coraz większą niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  65. Dziękuję. Mam 50 (grubo)plus i dopiero od kilku lat jeżdżę w Tatry, nie licząc wycieczek szkolnych. Góry działają na mnie podobnie, dają mentalnego kopa na cały rok. Nie jestem super-kondycyjna, ale uparta i bardzo skoncentrowana, Nie zdobędę już OP, ale za mną Świnica, Tatry Zachodnie i wszystkie łatwe a piękne. Za 2 tygodnie ruszam, czytam wszystkie Twoje posty i staram się "nie zwariować", bo motylki w brzuchu od samej lektury. Raz jeszcze dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  66. Hej! :) Trafiłam tutaj dzisiaj przypadkowo... I bardzo się cieszę! Ten blog bardzo mnie zainspirował, żeby poznawać góry i mam nadzieję, że uda mi się je odwiedzić jeszcze w tym roku :) góry - coś pięknego,niesamowitego, dające możliwość poszerzenia swoich horyzontów...

    OdpowiedzUsuń
  67. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  68. Zgadzam się z Tobą w 100% - Góry dają siłę! Dlatego od 10 lat, co roku, muszę się w nich "naładować" :-)
    I pisz dalej!

    OdpowiedzUsuń
  69. Najlepszy blog na jaki mogłam trafić przed swoim pierwszym " samotnym" wyjazdem w Tatry. Mnóstwo cennych wskazówek, jestem przekonana, że inspirujesz wiele osób- trzymaj tak dalej. Nie mogę oderwać się od Twoich postów;).

    OdpowiedzUsuń
  70. Znałam Twojego bloga od dłuższego czasu. Tzn. wiedziałam o jego istnieniu, ale jakoś nie było mi po drodze z czytaniem Twoich wpisów. Gór nauczyła mnie moja cudowna Mama, więc większość problemów z jakimi borykają się początkujący Górołazi mnie nie dotyczy. Ale ostatnio znalazłam w Twoich wpisach coś dla mnie ;) Kazbek! Wielkie dzięki za tę relację. Dzięki niej wiem już trochę więcej jak się zabrać do tego wyjazdu i pewnie zgłoszę się do Mountain Freaks'ów :) Do zobaczenia na szlaku!

    OdpowiedzUsuń
  71. Jestem zafascynowana Twoim blogiem i dzięki Tobie inaczej patrze na Góry.
    Czekam na więcej z niecierpliwością. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  72. Jestem tu pierwszy raz, na pewno nie ostatni. Zdjęcia piękne, opisy rzetelne. Tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń