czwartek, 6 grudnia 2018

Quo vadis Ruda?! - czyli dlaczego czasem wieje nudą


Wiecie, to że kiedyś polubiliście jakąś stronę na facebook'u nie zobowiązuje Was do lubienia jej po kres czasów i na wieki wieków. Sama czasem odlubiam coś, co mnie już nie ciekawi - a nie ciekawi mnie już z różnych powodów. Bywa, że nigdy mnie tak naprawdę nie ciekawiło, a polubiłam na próbę, szansę dałam, czy jak to tam inaczej nazwać. A bywa i tak, że kiedyś mnie ciekawiło, ale zmieniło formułę i w tej nowej, którą ma teraz, już mi nie odpowiada. Obserwuję czasem, właściwie dość często, niewielkie odpływy fanów mojego fanpage'a i projektuję wówczas swoje prywatne doznania na innych - może ktoś dał mi lajka, bo było fajne zdjęcie gór, a tu się potem okazuje, że poza zdjęciami gór, są też jakieś książki, jakieś słodkie selfiaki z rączuni albo z kijeczka, jakieś inne, niekoniecznie górskie podróże. Nie jego bajka - daje unlike'a (rym poniekąd zamierzony). Albo czytał mnie kiedyś z zapałem, ale ostatnio mniej się u mnie dzieje, piszę zbyt rzadko, zbyt słabo, czy coś tam innego mu się nie podoba. Też daje unlike'a. Spoko, wszyscy żyją, nikt nie płacze.

Ale od czasu do czasu trafi się ktoś, kto czuje nieodpartą potrzebę poinformowania autora fanpage'a, dlaczego właściwie ten fanpage odlubia. Rzecz dla mnie niezrozumiała, bo mnie nigdy nie przyszło do głowy napisać komuś, dlaczego przestaję go obserwować. Bo i niby po co miałabym to robić? Jedynym sensownym powodem wydaje mi się chęć wbicia szpili, bo napisanie komuś: "wiesz, czytałem cię, ale od dziś nie zamierzam, bo się zepsułeś" jest niczym innym niż wbiciem szpili. No, chyba, że ktoś myśli, że uprzejmie donosząc komuś, że się zepsuł, wyrządza dobry uczynek i sprowadza zbłąkaną blogerską duszę z powrotem na dobrą drogę. Serio?

Tak, zmieniłam się przez tych kilka lat prowadzenia bloga. Tak, blog zmienił się razem ze mną. Ale wiesz co...? Ty też się przez te lata zapewne zmieniłeś i aktywności przez Ciebie podejmowane też się pewnie nieco zmieniły. Dlatego wydaje mi się to absurdalne, że muszę to tłumaczyć, ale skoro już zaczęłam, to skończę.

Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana

Gdy zakładałam bloga, byłam trochę jeszcze nieopierzoną turystką, pełną ekscytacji, niekoniecznie zawsze zdrowej. Jednocześnie byłam dość buńczuczna, zaczepna i - w całej swojej niepewności górskich ruchów - jednak trochę zbyt pewna siebie. Z upływem lat pasja górska we mnie osiadła, okrzepła, utrwaliła się, uspokoiła. Nie wygasła, nie wyschła, nie znikła, po prostu przeszła przemianę, jednocześnie ustępując nieco miejsca innej - podróżom. Ja sama - choć bór szumiący mi świadkiem, że dostaję wysypki od powiedzenia o tym, że góry uczą pokory - jednak spokorniałam. Górsko, życiowo, wszelako. Może to już starość, może tylko etap, nie wiem. Oczywiście mogłabym dla własnego lepszego PR-u udawać, że nic się nie zmieniło i mam ślinotok na dźwięk słowa "Tatry", no ale...jakby...może jednak nie...?

Nie wszystko złoto, co się świeci

Doskonale wiem, kiedy tworzyłam najlepsze relacje z górskich wycieczek. Bez cienia wątpliwości mogę wymienić kilka z nich. Były to wycieczki spontaniczne, dość wycieńczające, nierzadko ryzykowne, a na pewno w jakimś sensie szalone. Tylko że wiesz co...?

Czas tych wycieczek był najgorszym czasem w moim życiu. Góry były ucieczką. Nie czułam się w nich dobrze. Nigdzie nie czułam się dobrze. W górach czułam się po prostu odrobinę mniej okropnie niż w domu, dlatego jechałam, kiedy mogłam - poczuć ulgę, choć trochę ulgi. Czasem było mi wszystko jedno, czy wrócę.

Troszeczkę chciałabym, żeby moje teksty były znów tak pełne emocji i tak cenione, jak wtedy. Ale jeśli miałabym za to oddać swoje dobre samopoczucie, bez mrugnięcia okiem mówię - nie ma takiej opcji. Wolę pisać mdło, nudno, nijak, ale czuć się dobrze i wieść szczęśliwe życie, niż być fatalną heroiną na skraju szaleństwa. Piszę o tym, co przeżywam. Szczęście bywa nudne, a na pewno nie klika się tak dobrze, jak jego przeciwieństwo, jakkolwiek by go nie nazwać. Trudno.

A tfu, pieniądze

Tak, zdarza mi się zarabiać na blogu, niewiele i z rzadka, ale się zdarza, częściej wpada jakiś barter. Nigdy tego nie wykluczałam i cieszy mnie większość propozycji współprac. Z niektórych korzystam. Nie, nie sprzedałam się. Wszystkie części ciała mam na swoim miejscu, z sumieniem też wszystko w porządku. Co to w ogóle znaczy się sprzedać? Bo jeśli ja miałabym odpowiedzieć, to chyba - wyprzeć się czegoś, co dotąd było ważne. A ja się niczego nie wypieram. Jeśli coś reklamuję, to jest to w jakiś sposób związane z tematyką bloga, nie zachwalam Wam robotów kuchennych czy soli do kąpieli. Poświęciłam temu blogowi setki, tysiące godzin, za które nikt mi nie płacił. W większości były to przyjemne godziny, ale nie zawsze. Czasem tworzę post, z którego pisania nie czuję większej osobistej satysfakcji - piszę go dla innych. Ogólnie ten blog tylko w połowie jest moim pamiętnikiem, w drugiej - jest poradnikiem. Nie oczekuję zapłaty od osób które korzystają z tych porad. Ale jeśli trafia się okazja zarobienia na blogu, to proste, że z niej korzystam. Ciekawa jestem, czy Ty byś nie skorzystał?

Tak, czy owak, ostatecznie jestem w stanie okazać jakiś cień zrozumienia komuś, kto nie lubi, no po prostu zdzierżyć nie może reklam na blogach (domyślam się, że wszędzie indziej jakoś je trawi, ale na blogu mu jakoś wyjątkowo śmierdzą). Ale, na jeża kolczastego, po jakiego grzyba mi o tym pisze? Wiesz, co myślę, jak piszesz mi, że nie podoba Ci się, że zarabiam? Ano myślę, że życzysz mi, żebym była biedna. Sądzisz, że zależy mi na czytelnikach, którzy tak mi życzą? Hehe.

Depresja. Po prostu.

Mam zdiagnozowaną chorobę organu, jakim jest mózg. O tym, jak wygląda życie z depresją przeczytać możesz w jednym z wielu tekstów na ten temat, a moim ulubionym, bo najtrafniej moim zdaniem oddającym ten stan - TUTAJ. Dobrze dobrane leki czynią cuda i pozwalają funkcjonować prawie normalnie, ale zanim doszłam do tego punktu, trochę czasu minęło. Całą poprzednią zimę przesiedziałam w domu, bo wyjście gdziekolwiek dalej od miejskich zabudowań przejmowało mnie lękiem i bliżej nieokreślonym poczuciem obrzydzenia. W każdym razie, to czasem naprawdę blokuje - nie tylko jeśli chodzi o podejmowanie aktywności fizycznej, ale też jakiejkolwiek innej. Więc bywa tak, że nie chce się ani chodzić po górach, ani o tym pisać. Bywa tak, że nie chce się absolutnie nic.

Lubię nie tylko góry

Lubię żyć, życie sprawia mi przyjemność. Nie tęsknię za górami tak, jak kiedyś, bo już nie potrzebuję tego poczucia ulgi i oderwania od rzeczywistości, jakie mi niegdyś dawały. Bo teraz lubię moją rzeczywistość. Z tego wynika rzadsze bycie w górach i podejmowanie zdecydowanie mniejszego ryzyka. I może nudne i mdłe teksty. Nie serwuję na ten moment ekstremum, wiem o tym, nie zamierzam serwować. Tyle ode mnie.

Co dalej?

Blog będzie istniał. Mam sporo pomysłów na teksty związane z górami, podróżami i wspinaczką. Mam materiały do kolejnych opisów szlaków. Będę też spisywać kolejne relacje z wyjazdów, oczywiście wtedy, gdy będę na nie jeździć. A będę jeździć w miarę swoich potrzeb i pragnień. A nie na siłę, żeby tylko mieć o czym pisać.

Podsumowanie

To naprawdę miłe, że ktoś mnie czyta. Cieszy mnie każdy nowy czytelnik, leciutko boli odejście każdego starego. Ale jeśli masz się tu męczyć, męczyć tak bardzo, że aż poczujesz potrzebę mi o tym opowiedzieć, no to heloł, coś tu jest nie tak. Po prostu pozostańmy przyjaciółmi, czy coś. Przeżyję, do wesela się zagoi. ;)
W sumie to ten wpis powstał dla tych, co się nie tyle wkurzali na mnie, że się zmieniłam, ale zastanawiali się, dlaczego tak się stało. To jeszcze milsze, od bycia czytanym - bycie obiektem czyichś rozterek. ;) Ściskam i lecę dalej robić swoje! (co i Wam polecam)


57 komentarzy:

  1. Przeczytałam do końca i powiem krótko. Po pierwsze to się ceni, że nie boisz się burzy " hejtow" ze strony czytelników. Dlaczego w sumie miałabyś zaspokoić potrzeby innych a nie swoje? Po drugie czułam się jakbyś pisała o mnie. Ludziom nigdy się nie dogodzi. To Ty musisz czuć się dobrze w swoim ciele bo nikt za Ciebie życia nie przeżyje. Ps. Miłego Wieczoru! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę się bałam, ale zamiast burzy hejtów, odbieram od wczoraj tylko kolejne miłe komentarze, a nawet prywatne wiadomości. :)

      Usuń
  2. Wprawdzie rozterek dotyczących tego co u Ciebie nie miałem :), ale po przeczytaniu tej notki uznałem, że to dobra okazja aby Ci powiedzieć - dziękuję Ci za dużą porcję wiedzy po którą sięgam ruszając w Tatry.
    Dziękuję za interesujące relacje (zapamiętałem np. Kazbegi) i dziękuję za to, że postanowiłaś otwarcie napisać również o swoich trudniejszych etapach.
    Trzymaj się ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gosiu jesteś "wielka" Dzięki za wszystko i życzę mnóstwo tego co Ci sprawia radość. Jest wiele osób, które są zwyczajnie wdzięczne za Twoje prace choć o tym nie mówią.
    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spodziewałam się tak ciepłego odbioru tego tekstu. Tym bardziej takie komentarze cieszą. :)

      Usuń
  4. Powiem Ci tak: większość ludzi chce żyć na ciągłym funie, szybko, wesoło i bez zobowiązań. I takiej rozrywki w internecie szukają. Przede wszystkim ma być fajnie, śmiesznie i na luzie.
    Później są zdziwieni, że ktoś ośmiela się im nie zapewniać takiej dozy zabawy, jakiej oczekują. Mnie to też strasznie wkurza. Podziwiam Twoją cierpliwość.
    Jesteś i tak bardzo odważna pisząc ten post :)
    Rób to, co kochasz, co daje Ci satysfakcję, siłę i chęć do życia.
    I na pohybel tym, co myślą, że ktoś prowadzi bloga tylko po to, żeby zapewniać mu darmową rozrywkę każdego wieczora.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest... A pisanie bloga na szczęście zalicza się u mnie do rzeczy, które kocham i które dają mi satysfakcję. :)

      Usuń
  5. To sie nazywa ewolucja profesjonalizmu!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Szacun mloda damo...Ja czytam dalej..

    OdpowiedzUsuń
  7. Pijesz też zapewne trochę do mnie, więc ciutkę ode mnie ;)
    1. W zalewie internetu jest cała masa stron, blogów a i ludzi, których mówiąc po fejsbukowemu odlajkowałem i szybko o nich zapomniałem. Jednak rzeczy czy ludzie, które nad wyraz mocno się ceni i jest się z nimi emocjonalnie związanym w pozytywnym zakresie, stają się niejako cząstką nas samych. I tak samo, jak w przypadku gdy ktoś chce poszerzyć w Tatrach nartostradę, zwiększyć przepustowość kolejki, postawić kolejny barak z hamburgerami w sercu Tatr, buntujemy się przeciwko temu, bo czujemy się z Tatrami emocjonalnie związani i są one niejako nasze. I tak samo, gdy pewna grupa ludzi chce całkowicie zawłaszczyć dla siebie całą Polskę, niszcząc przy okazji wiele dla nas cennych rzeczy, fundamentów - buntujemy się przeciwko temu, bo kochamy tej kraj i jesteśmy jego cząstką. Taki sam odruch miałem w przypadku Twojego bloga, bo nad wyraz go ceniłem i cenię zresztą nadal ;) Stąd pewne uwagi, czynione ode mnie, były powodowane odruchem obronnym. Broniłem cząstki swego świata. Nigdy moje uwagi nie były pisane aby Tobie dowalić, czy naprowadzać Cię na jedynie słuszną ścieżkę.
    Absolutnie nikomu nie odmawiam prawa do reklamy i zarabiania na tym co robi. Godzimy się w pewnym sensie na nią, bo wiemy, że jest ona często niezbędna, aby powstawało coś wartościowego. Aczkolwiek gdy staje się zbyt nachalna instalujemy przeróżne blokery i próbujemy z nią walczyć, bo ona zabiera NASZ czas (a czas to wiadomo - pieniądz). Dziwię się więc nieco, że dziwi Cie krytyka w tym temacie, bo to czytelnicy są pośrednio Twoim sponsorem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja, ani mój blog nie jesteśmy cząstką nikogo. To nie jest dobro wspólne, jak Tatry czy Polska. Blog jest dla ludzi, ale do nich nie należy. Rozumiem Twoją argumentację i przyjmuję wytłumaczenie, że nie chciałeś mi dowalić ani sprowadzać mnie na dobrą ścieżkę. Ale fakty są faktami - nie możesz traktować czyjegoś wytworu, jakby Ci się należał.

      Reklamy w kinie są nachalne a nikt chyba nie pisze na ten temat maili do aktorów. To raz. A dwa - ja krytykę bym zrozumiała i prawdopodobnie starała się przyjąć. To, czego nie rozumiem, to postawa: "ojejku, widzę u ciebie post sponsorowany, unlike, do widzenia", a dosłownie taki w wymowie komentarz skłonił mnie do opublikowania wczoraj tego tekstu. Przyznasz chyba, że ciężko to określić konstruktywną krytyką.

      Usuń
    2. Skoro panu powyżej władza zagarnia Polskę (czy raczej, jak raczył ująć "tenkraj") i marzy mu się, ŻEBY BYŁO TAK JAK BYŁO, jak to powiedziała pani Holland, to nie ma się co dziwić, że nawet blog powinien pozostac takim, jak się panu wymyśliło i polubiło jakiś czas temu.
      Argumenty są naprawdę beznadziejne, drogi panie:D
      Autor bloga nie jest pana własnością, który ma obowiązek umilać panu czas tylko dlatego, że dał pan lajka na fb.

      Usuń
    3. Widzę, że nadajemy na nieco innych falach. Spróbuje przez analogię do np klubu sportowego, gdzie każdy kibic jest niejako jego "współposiadaczem" - nie ma oczywiście żadnej mocy prawnej aby wymierzać kierunek działania takiego klubu, ale ma prawo do bardziej lub mniej konstruktywnej krytyki. Odbieranie takiej krytyki nie jest rzeczą ani łatwą ani przyjemną ale przynosi obopólne korzyści, stąd prezesi klubów organizują kibicom regularne takie spotkania.
      Blog bez odbiorcy, gazeta bez czytelników, kino bez widzów nie ma racji bytu. Są to rzeczy, które robi się dla ludzi. I jakkolwiek fajnie jest, gdy są oni liczni i ich przybywa, to trudno pogodzić się z ich kurczeniem i odchodzeniem a także nieraz całkowicie słuszną krytyką.
      BTW reklamy w kinie nie są nachalne, gdyby były w środku filmu jak w TV, myślę, że bardzo dużo osób by do kina nie chodziło. Jesteśmy w dzisiejszym świecie bardzo wrażliwi na poziom i intensywność reklamy. Gdy czujemy że jest zbyt nachalna, wścibska i natrętna dajemy temu odpowiedni wyraz. Tak było choćby w początkach internetu, gdzie Mr. Google zdominował rynek tylko dlatego, że jako jedyny nie wyświetlał żadnej reklamy na stronie wyszukiwarki, a dziś serwując nam ich całą masę, robi to w tak przemyślany sposób, że nie czujemy się nią przytłoczeni.
      Mam wrażenie, że zbyt osobiście traktujesz odlajkowania, choćby nawet było one z błahego powodu, bądź nawet bez powodu.

      PS. do Ani wyżej - do takiego stylu komentowania nie sposób się odnieść, zwłaszcza, że odnoszę wrażenie, że raczej zupełnie nie zrozumiałaś tego co napisałem...

      Usuń
    4. Doskonale rozumiem, co napisałeś.
      Co do analogii z klubem - żaden właściciel klubu nie zmusza kibiców do wierności aż do śmierci.
      Konstruktywna krytyka jest potrzebna, ale nie rozumiem trochę zdziwienia, że coś się zmienia, a tym bardziej nie rozumiem uwag dotyczących wstawiania reklam. Jak przypuszczam każdy bloger zaczynał od zera, poświęcił kilka/kilkanście miesięcy, aby stworzyć coś wartościowego, przebić się. Kiedy w końcu dostaje propozycję zarobienia pieniędzy, to czemu miałby nie skorzystać? To tak, jakby mieć pretensje do sportowca, że reklamuje napój, którego nie lubimy. Nie każdy wpis musi się nam podobać, nie każdy musimy czytać.
      Poza tym pisanie bloga polega, jak mi się wydaje na tym, że pisze się o tym, co się czuje, co siedzi nam w środku. Blog to nie poradnik ani przewodnik po górach, ale niejako zbiór przemyśleń danej osoby, a te mogą się zmieniać, ewoluować i trudno mieć komuś za złe, że pewne doświadczenia zmieniają jego postrzeganie świata czy sposób opisywania pewnych zdarzeń.
      Pozdrawiam, Ania.

      Usuń
    5. Kompletnie mnie nie dziwi, że coś się zmienia... Ba, znane są nam przypadku ludzi, którzy w 12h zmieniają się o 180 stopni ;) Ale mniejsza o to.
      Reklamy tak jak pisałem, to delikatna kwestia i trzeba je miarkować aby nie przesadzić i nie wylać dziecka z kąpielą (Czy ktoś potrafi dziś obejrzeć jakiś cały film na TV z 50minutowym blokiem reklam pośrodku???) Nikomu nie odmawiam do niej prawa, tym bardziej Gosi, gdzie jakiś super kokosów pewnie z tego nie ma. Ale był taki czas, że po prostu w moim odczuciu trochę przesadziła z samoreklamą - tzn. co otworzyłem komputer, to dostawałem nowe info, że mam przeczytać starą, już dawno napisaną relację... Ale każdy orze jak może. Było wiele użytecznych stron, z których musiałem przymusowo zrezygnować, gdyż reklama się po prostu z nich zaczęła wylewać. Nie chcę ażeby tak się stało z blogiem Gosi, bo jest on wyjątkowy i po prostu nie ma dla mnie konkurnecji do której można uciec. Moja krytyka a myślę, że i większości innych osób także, jest podyktowana tylko temu, ażeby było przynajmniej tak dobrze jak było. Na miejscu Gosi martwić być się zaczął dopiero jakby od-lubienia i spadek czytelników był połączony z brakiem jakiegokolwiek feedbacku.

      Usuń
    6. Z zachęcania do przeczytania starych relacji nie mam żadnych pieniędzy. :) Po prostu na fejsie mam mnóstwo obserwatorów, którzy nie śledzą mnie od początku, nie wszyscy więc znają moje stare relacje, dlatego czasem je odkopuję, zwłaszcza, gdy nie mam czasu napisać nic nowego.

      Dzięki za wyrażenie zdania w każdym razie. Tak kulturalnie to sobie można porozmawiać. :)

      Usuń
  8. Dear Ruda, jakbym czytała swoje myśli. Z tą pokorą również masz rację, one uczą życia, tak po prostu, pomagają odszukać to co zgubiłam, przypomnieć to, co zapomniałam. Zmieniałam się z Twoim blogiem. Masz rację, czas na nowe projekty. Najgorzej deptać w miejscu, a dróg i ścieżek jest duuużo. Moooc uścisków.

    OdpowiedzUsuń
  9. Po prostu pięknie, szczerze i prosto z mostu. Dalej będę czytał i czuł się jak bym sam chodził po szlaku i poza szlakiem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tylko się nie czuj, jakbyś miał depresję, nie polecam ;)

      Usuń
  10. Hmmm. Tak sobie myślę że jesteś w takim przejściowym trochę momencie. Niewygodnym, który trzeba przetrwać. Skończyły Ci się Polskie Tatry. Takie odnoszę wrażenie. Silnikiem napędowym, w mojej ocenie, były opisy szlaków po polskiej stronie Tatr. Masz, fajny, nienachalny sposób pisania. Lubię Cię czytać. Fakt, bardziej mnie kręciły starsze teksty, ale myślę że dlatego że szukałem w nich konkretnych odpowiedzi. To chyba jest klucz. Dam radę na OP? Dam radę zacząć wspinanie? Dzięki m.in. Tobie dałem. Na luzie. Ale Twoim blogiem kruszyłem mur niepewności. Czytałem Twoje wpisy i robiłem szlak po szlaku. Regularnie się wspinam. Jest wiele bardzo dobrych blogów tatrzańskich ale to Twój jest mi najbliższy. Najlepszy Twój wpis jak dla mnie dotyczył rozpoczęcia wspinania na panelu i obaw towarzyszących czasem gdy chcesz realizować marzenia ale boisz się czy dasz radę. Nie lubię tych twoich kijków i rejczel też nie lubię. Ale czy to ma jakieś większe znaczenie? Stworzyłaś produkt o określonej wartości. Jesteś już w innym miejscu niż byłaś kilka lat temu. Może pewna formuła się wyczerpuje, może przydałyby się jakieś korekty, nie wiem. Ty to rozkmiń. Robisz dobrą robotę. Nie każdy wpis czytam bo nie każdy mnie interesuje ale bądź pewna że jak się spotkamy gdzieś na szlaku to podziękuję Ci osobiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze mam o czym pisać, mam sporo zdjęć, które chcę wykorzystać do opisów szlaków - niekoniecznie z polskich Tatr, są jeszcze słowackie.

      Nie wszystko się musi podobać i być interesujące. :) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę i nie mogę się doczekać, zwłaszcza Tatr Słowackich. A reklamy nie przeszkadzają mi ani trochę. Mam wręcz nadzieję, że czerpiesz korzyści ze swojej pracy, bo to zwyczajnie Ci się należy. Głowa do góry i keep on truckin'!!! Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. Małgosiu, czytam zawsze z przyjemnością, kiedyś z zwiększą intensywnością, dziennie po pracy zaczynałam od odpalenia twojego bloga :, potem doszły do tego inne blogi inne strony górskie ale zaczynałam od twojego.., lubię Rejchel, troche reklamy mi nie przeszkadza, w górskiej prasie też jest reklama i nikt nie kwiczy... testy butów, puchówek zawsze się przydadzą w czymś w te góry trzeba chodzić, poza tym to co jest pasją może kiedyś być zawodem, rozwijaj się się jak chcesz i zarabiaj też:)

      Usuń
  11. Twój blog był pierwszym na jaki trafiłam w Internecie, dodatkowo bardzo pomógł mi przy poznawaniu Tatr i planowaniu pierwszych wycieczek. Niestety wiele osób nie potrafi wejść w rolę blogera i nie zdaje sobie sprawy z tego ile czasu potrzeba, aby wyskrobać jakiś wpis. A zarabianie na nim ? Jak w ogóle można tak postępować ? Też spotkałam się niejednokrotnie z takimi tekstami pod swoim adresem, wiem więc dokładnie o czym piszesz. Ja również piszę bloga bo sprawia mi to satysfakcję, ale przede wszystkim właśnie aby się uzewnętrznić. Blog jest moim drugim Światem gdzie jestem o wiele bardziej szczęśliwsza niż w otaczającej mnie rzeczywistości. Zaczynam również zmieniać nastawienie do pisania bloga. Chodzenie tylko po to aby mieć co napisać nie ma większego sensu. Chęć przebywania w górach musi płynąć prosto z naszego serca i z głowy. Inaczej nie sprawia to przyjemności. Działaj dalej Gosia i powodzenia :) Do zobaczenia na szlaku :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Odważny post, nie każdemu zbiera się na publiczne zwierzenia, ale przynajmniej wszystko stało się jasne dla tych, którzy Cię krytykowali. I szczerze – zaskoczyłaś mnie tym, że miałaś hejterów. Nie spodziewałam się na stronie stricte tematycznej, ale... w dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe.

    Też kiedyś szukałam ucieczki w górach. Teraz jest już dobrze.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykle nie nazwałabym tego hejtem. Ale jak ktoś mi rzuca prosto w ryj: "sprzedałaś się", to trochę się jednak czuję obrażona. Nie ma tego na szczęście dużo. A komentarze pod tym tekstem pokazują jasno, że więcej mam tych wyrozumiałych czytelników. :)

      Usuń
  13. Brawo Ty:)
    Żyję w związku z osobą z depresją ( niezła jazda).Wspólne wypady w góry pomagały, ale teraz już żona nie chce jeździć i już): Ciężko to wszystko zrozumieć, ale dzięki tym co to opisują można trochę więcej zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyś chciał o czymś pogadać w związku z tym tematem, to możesz do mnie pisać.

      Usuń
  14. Gosia, Ci starzy czytelnicy, wchodzą na stronę nie po to aby tylko poczytać o Tatrach (choć od tego zaczęli), tylko po prostu bardzo dobrze piszesz, czego przykładem jest ten post. Chcą z tobą odtwarzać emocje, sytuacje, zagrożenia, dzięki twoim postom czasami mogą zabłysnąć w towarzystwie. Utożsamiają si ę z Tobą.
    Jest zima, jebie lodem, jasne jest że przychodzą ponure myśli. Czekam na post, tak pod koniec Maja, o tym że białe placki w D5S są przepiękne.
    Trzymaj się i głowa do GÓRY.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja to zawsze przed "ruszeniem w nieznane" sprawdzam co Ruda o tym napisała... Czy da się to jakoś "ugryźć" czy lepiej odpuścić... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Gosiu!Twój Blog prowadzi mnie w Górach. To u Ciebie zdobywam wiedzę. To według Twoich rad rozpoczynałem w tym roku samodzielną wędrówkę po Tatrach.Między innymi dzięki Tobie zaczynam tworzyć coś z moimi górskimi wypocinami ;-). A Twoje teksty towarzyszyły mi w bardzo trudnych chwilach. W chwilach kiedy sam uciekałem w góry bo tam było trochę lepiej. Emocje trochę mniej paliły. Publiczne zwierzanie się wymaga siły. Jesteś super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze się cieszę, gdy ktoś pisze, że korzysta z moich tekstów, a tutaj jest taki wysyp pozytywnych komentarzy, że już nie wiem, co odpisywać ;) po prostu - bardzo bardzo mi miło!

      Usuń
  17. Trafiłam do Ciebie całkiem niedawno, ale po przeczytaniu Twoich tekstów postanowiłam zostać na dłużej, a także Cię wspierać w tym, co robisz - bo uważam, że robisz to bardzo dobrze. Bywały takie dni, kiedy pochłaniałam Twojego bloga godzinami, czytając relacje sprzed kilku lat. Twój blog już jest wartością samą w sobie. Być może trochę też utożsamiam się z Twoją historią, natomiast nie rozumiem tego nagłego hejtu i myślę, że zupełnie nie ma się czym przejmować. Nigdy wszystkim się nie dogodzi. Rób to, co uważasz za słuszne - ja wspieram dalej! Pozdrowienia i dzięki za szczerość - to zawsze się ceni ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten "hejt" to na szczęście pojedyncze przypadki i nie zawsze napisane w sposób, który boli. Ale tak, czy owak, postanowiłam odpowiedzieć. Nie spodziewałam się tak ciepłego odbioru tego tekstu. Dziękuję - za komentarz i za wsparcie!

      Usuń
  18. Ruda, Gośka, Gocha, Małgorzato! Spróbuj no tylko zwinąć tego bloga! To Ci dopiero krytykę wystosuję ;)
    Czytam Cię od lat kilku, regularnie w miarę, a pierwszy raz uznałem, że czas na komentarz. Tak o tylko. Żebyś wiedziała...poczuła...Że łi nid Ju Bejbe ;) I że siła nas!

    OdpowiedzUsuń
  19. Dzięki Gosiu za ten wpis. Gdzie byś nie poszła,ja tam zostaję przy Twoim blogu, bo lubię Cię czytać. Bo piszesz ciekawie, z polotem i bez nadęcia.
    Do zobaczenia na szlaku, Ruda :*

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam teksty tak szczere, jak Twój. Zmiana jest częścią życia, każdy w jakimś stopniu się zmienia. Najważniejsze, to żyć w zgodzie z samym sobą. Mnie też boli, jak ktoś odchodzi, ale no cóż... skupiam się na tych, którzy nadal chcą ze mną wędrować przez życie. Przecież życie jest tak różne, tak zmienne, to i blog jest tego odzwierciedleniem. Masz cudowne podejście, bardzo chętnie Ci potowarzyszę. Pozdrawiam serdecznie, tak trzymaj, bo mało kto potrafi żyć w zgodzie z samym sobą. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. świetnie napisane,za takie teksty Cię kocham:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ale koloru ( i tytułu ) nie zmienisz? Czytam dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ostatnio eksperymentowałam z czerwonym, ale to blisko rudego ;) nazwa zostaje!

      Usuń
  23. ja może nie jak wojtiis jestem za konstruktywną krytyką, co za wymianą poglądów na pewnym poziomie niekonieczne zbieżną z autorem bo ona wzbogaca; znacznie lepsze to od braku komentarzy czy non stop słodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, w razie chęci wyrażenia ewentualnych poglądów proszę śmiało pisać :) Nie toleruję tylko, jak ktoś mi zarzuca, że się sprzedałam, bo sorry, ale nie, blog jest dalej mój, piszę na nim co chcę i reklamuję, co uważam za słuszne. Praca to nie sprzedawanie się.

      Usuń
  24. Ruda, z Twoim blogiem jest jak z dobrym serialem. Gdy się kończy, nie wiadomo jak dalej żyć ;-) Ale blog to blog, a życie jest gdzie indziej. Olej malkontentów czy innych niepokalanych reklamą i wędruj swoją drogą. Pozdrawiam! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako miłośniczka seriali, stwierdzam oficjalnie, że to najlepszy komplement ever!

      Usuń
  25. Obserwuje Twojego już jakiś czas. Może powinienem skomentować, dać znać że jestem i czytam, wiem że to motywuje ale ja jakoś wolę wieczorem w domu, w ciszy i samotności.. W zasadzie mam podobnie jak nie tak samo więc rozumiem. Ze wszystkim w tekście. Jesteś wielka, serio. Masz jaja. Ewoluuj dalej, bądź sobą, tylko nie rób fryzury jak koleżanka kolorowa . 😉 Jedno życie Gosiu (sorry za spoufałość) . PS.:Próbowałem zahaczyć o kilka komentarzy, niestety zmiażdżyło mnie to srodze. Chyba wiesz o których mowa. pozdrawiam Adam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu akurat wszystkie komentarze są na poziomie :). Dziękuję za komentarz. A dredy... wygodne rozwiązanie, ale chyba jednak nie dla mnie. ;)

      Usuń
  26. Dzięki za ten wpis. Szczery, z serca, wyważony... Czytam Twojego bloga od dość dawna, anonimowo, bez polubienia. Ot, tak po prostu, czasem jak zatęsknię za górami, albo mi się bardzo nudzi w pracy, to sobie tu zaglądam. Był czas, że pochłaniałam Twoje wpisy zapominając o bożym świecie - tu zasługa Twojego lekkiego pióra, bo czyta się Cibie naprawdę dobrze. I jak tak teraz sobie myślę i analizuję, to Twój blog jest w zasadzie zapisem Twojej przemiany, dojrzewania, porządkowania życia. Da się zauważyć, że się uspokoiłaś, wyciszyłaś, nie lecisz na żywioł (co nie znaczy, że przestałaś być spontaniczna), układasz priorytety inaczej niż kiedyś. Fajne to, dojrzałe takie :) A tych, co Ci wymagania stawiają i wymówki robią żeś inna niż kiedyś, olej po prostu. Jak się nowsze wpisy nie podobają, niech czytają starsze :) PS I jeszcze coś. Mam do Ciebie sentyment, bośmy z tego samego, cudownego miasta na R. Inni się chwalą, że Cię na szlaku widzieli, a ja się mogę pochwalić, że widziałam Rudą w centrum handlowym, a w zasadzie na parkingu :) Może następnym razem odważę się dobre słowo w oczy powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziękuję za komentarz. :) Nie jestem rodowitą radomianką, ale mieszkam tu już osiem lat, więc w sumie czuję się jak u siebie. ;)

      Usuń