czwartek, 31 stycznia 2019

Odczarowywanie rowerka


O czym myślisz, gdy słyszysz słowo "nawyk"? Mnie kojarzy się ono ambiwalentnie. Nawyki mogą być dobre, jak na przykład zmywanie naczyń zaraz po ich ubrudzeniu, mogą być złe, jak choćby palenie, mogą być też kompletnie neutralne, ale drażniące dla postronnych osób, jak na przykład podśpiewywanie pod nosem ciągle tych samych melodii. Do którejkolwiek grupy jednak by się nie zaliczał, nawyku nie tak łatwo jest się pozbyć. Papierosy ciężko jest rzucić nie tylko ze względu na głód nikotyny, ale też (a może przede wszystkim) dlatego, że wchodzą w nawyk. Czekam na autobus? Fajka. Piję kawę? Fajka. Spotykam się ze znajomymi przy piwie? No, oczywiście, że fajka. I tak dalej. To ta ciemna strona nawyków. Jasna jest taka, że podobnie wchodzą nam w krew te lepsze z nich. Na tyle się do nich przyzwyczajamy, że czujemy się bez nich nieswojo.


Początek stycznia to czas, kiedy stali bywalcy siłowni z poirytowaniem przepychają się pomiędzy swoimi ulubionymi maszynami przez tłum nowo-przybyłych, podekscytowanych realizatorów noworocznych postanowień. Pod koniec tego miesiąca ruch na obiektach sportowych wraca jednak powoli do normy, a po postanowieniach pozostaje gorzkie wspomnienie. Może to dobry moment, by spróbować jeszcze raz, tym razem z drobnym wsparciem?

Cały sekret sukcesu polega na tym, by dana aktywność przekształciła się w nawyk. W moich najlepszych kondycyjnie czasach, biegałam nawet cztery razy w tygodniu. Nie pamiętam już, w jaki dokładnie sposób udało mi się to rozbujać, ale pamiętam uczucie, z jakim zakładałam buty do biegania. Po prostu musiałam to zrobić. Nie było, że boli, nie było, że kiepska pogoda, albo, że nie mam czasu. Tak ustawiałam sobie dzień, żeby upchnąć weń przynajmniej pół godziny biegu. I, o ile na początku bywało to frustrujące, o tyle potem stało się zupełnie naturalne. Bo stało się nawykiem.

Gosia, biegająca regularnie (i o prawie 6 lat młodsza, co też robi różnicę, no i tak, tak, jeszcze nie ruda).
Te mięśnie na udach!


Zdania psychologów, co do tego, ile czasu zajmuje wypracowanie nawyku, są podzielone, jest to zresztą dość mocno indywidualna kwestia. Należy jednak założyć, że trwa to co najmniej kilka tygodni. Chcąc wdrożyć w życie nowy nawyk, trzeba się zatem przez ten okres jakoś przemęczyć. Po to, by później móc się cieszyć zautomatyzowaniem danej czynności - np. uprawianiem określonego sportu. No i efektami z tego wynikającymi.

Tego roku wracam na Kazbek. Moim głównym problemem na tej górze przed dwoma laty była niewystarczająca aklimatyzacja, dlatego tym razem pojawię się w Gruzji na kilka dni przed wyprawą i zadbam o tę kwestię bardziej. Ale to nie wystarczy. Mam pełną świadomość, że z moją obecną kondycją o szczycie mogę zapomnieć. Atak szczytowy to wielogodzinna wyczerpująca tyrada pod górę, w dodatku po krótkim śnie. Nie jestem zdeterminowana, by stanąć na wierzchołku, ale by spróbować to zrobić i dać z siebie wszystko - już tak. Dlatego powoli biorę się za siebie. Wiosną wracam do biegania, a tymczasem odkurzyłam rower stacjonarny, który przez ostatnie pół roku służył mi za hipsterski wieszak. Nie jest łatwo odczarować tę jego rolę, a zamienić go na powrót w przyrząd do ćwiczeń. Dlatego też zainstalowałam na telefonie aplikację Naviko.

Aplikacja Naviko, jak sama jej nazwa wskazuje, ma na celu pomagać w kształtowaniu nawyków. Jej pobranie jest darmowe. Po instalacji, użytkownik sam wybiera, jaki nawyk chce wprowadzić w swoje życie, sam też ustala czas trwania zobowiązania. Cały myk polega na tym, że aplikacja będzie nam codziennie przypominać o wykonaniu czynności mającej stać się nawykiem (każdy dzień oznaczamy jako sukces bądź porażkę), oraz na tym, że... za codzienne wykonywanie tej czynności czeka nas nagroda. Nagroda od nas samych, ponieważ na początku zobowiązania deklarujemy określoną kwotę, którą decydujemy się wpłacić jako depozyt (sami decydujemy o jej wysokości). O tym, czy depozyt do nas wróci, decyduje fakt, czy przez cały kolejny tydzień wywiążemy się z narzuconego sobie zadania. Co dzieje się z pieniędzmi, których nie odzyskamy? O ich przeznaczeniu decydujemy sami. Mogą one wesprzeć twórców aplikacji i pozwolić im na dalsze jej rozwijanie. Mogą zostać przekazane organizacji charytatywnej (wspierane są losowo cztery organizacje: Fundacja Dzieciom "Zdążyć z pomocą", Fundacja "Rosa", Fundacja "Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy", Fundacja Studencka "Młodzi-Młodym"), jak też na organizację kontrowersyjną (tu wspierane są dwie: Kampania Przeciw Homofobii oraz Fundacja Lux Veritatis - nadawca telewizji Trwam). Przeglądając opinie o aplikacji natrafiłam na taką, która wychwalała ją pod niebiosa. Użytkownik bowiem zadeklarował, że jeśli nie zrealizuje zadania, to depozyt pójdzie dla tej ostatniej, czyli de facto dla Ojca Rydzyka - a dla niego to potężna motywacja, aby do tego nie dopuścić. ;)

Czy to działa? Cóż, styczeń był dla mnie miesiącem dość dużych zawirowań, zatem, poza pierwszymi kilkoma, ze smutkiem patrzyłam, jak aplikacja oznacza mi kolejne dni mianem porażki. Ale nic to! Hajsy wpłacone jako depozyt pójdą na dobry cel, a ja się nie poddaję. Wkrótce moje zobowiązanie wygaśnie, a ja ustawię sobie kolejne. Oczywiście pojawia się tu jeszcze jedna kwestia - aplikację można oszukiwać. No, można. Ale błagam, chyba jesteśmy dorośli? ;) To co, kto razem ze mną wyrabia sportowe nawyki?

5 komentarzy:

  1. Ja.
    Mój szczyt mniej szczytny, bo zaledwie ;) Gerlach... ale ja! I podobnie sie poczułam wedle połowy stycznia. Kobieto, 5 lat temu zasuwalaś półmaraton niewidząc w tym nic dziwnego a teraz nie chce Ci sie iść po jajka i wolisz siedziec głodna ( to ja do siebie). Wywlekłam stare buty, te w których tak pięknie kiedyś zasuwałam, wyszłam, pobieglam nawet ze 3km... i od dwóch tygodni walczę z choróbskiem ���� Ale zacnie mowisz... trzeba zacząć. Ja dodatkowo podpieram się tajemniczą pamięcią mięśniową. Wierzę, że one pamiętają jak biec

    OdpowiedzUsuń
  2. Też przymierzam się do Kazbeka, w drugiej połowie sierpnia, możliwe że się gdzieś miniemy, pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  3. Powodzenia w łapaniu nawyku. Mój od czerwca ma się dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rower stacjonarny zionie nudą i swoim bezsensem na kilometr... O ile na zwykłych rowerach jeżdżę cały rok, gdyby mi ktoś kazał spędzić cały dzień na stacjonarnym chyba bym zasnął...

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobry pomysł z tym wyrabianiem nawyku (choć nienowy :-). I każde wsparcie się przyda żeby zacząć (znowu) od zera. Trochę mnie jednak przeraziła idea aplikacji. Jak bardzo dałam się zwariować przez dzisiejszy świat? Żeby zrobić coś dla siebie, osiągnąć wyznaczony cel lub kogoś wesprzeć naprawdę niezbędne mi jest "sterowanie" z zewnątrz? Nie, nie neguję pomysłu na jakiekolwiek wspieranie motywacji. Przeraziła mnie po prostu myśl, że sama nie potrafię już niczego zrobić, wyznaczyć celu i nie stać mnie na wysiłek i konsekwencję... Paradoksalnie ta refleksja stała się inspiracją i motywacją. Skoro jest we mnie niezgoda na sterowanie i opór przeciwko poddawaniu się narzuconym przez kogoś rozwiązaniom to nie zostaje nic innego jak zrobić coś samemu. Może znowu nie dam rady. "Ale błagam, chyba jesteśmy dorośli? ;) "

    Pozdrawiam
    Natalia 50+
    PS
    Wyznaczony cel:
    Zdobyć pracę.
    Zdobyć kasę.
    Wyrobić kondycję.
    Przejść we wrześniu Dolinę Białej Wody...

    OdpowiedzUsuń