poniedziałek, 17 marca 2014

Morze chmur pod Kasprowym Wierchem 24.02.14 - najpiękniejszy z poniedziałków!

Kiedy ostatnim razem zawitaliśmy w Tatrach nie byliśmy specjalnie zachwyceni pogodą. Po dniu spędzonym w chmurnych Pieninach dojechaliśmy do Brzegów próżno wypatrując ukochanych słowackich szczytów na znanym nam już horyzoncie. Następny dzień nie zapowiadał się o wiele lepiej, dlatego wyspaliśmy się i na spokojnie ruszyliśmy na Kopieniec, wciąż mając resztki nadziei, że się przetrze. Było sucho, bezwietrznie i dosyć ciepło, tyle że ponad nami kłębiły się szare chmury skutecznie zasłaniając oczekiwane przez nas widoki. To takie trochę frustrujące, być w Tatrach, czuć bliską obecność tych wielgaśnych skalnych ścian, za którymi się tak tęskniło, a nie móc na nie choćby popatrzeć, już o chodzeniu w tych chmurach w ogóle nie wspominając.

Z Kopieńca mieliśmy w planach zrobić pętlę przez Nosal, ale doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu się plątać po takich wybrzuszeniach terenu samych w sobie mało interesujących, skoro nic absolutnie nie widać. Tylko co tu robić?

Dobrodziejstwa techniki pozwalają mi na szczycie Kopieńca powoli, ale jednak, załadować w komórce stronę z kamerami Topru. No i już wiemy, co robić. Chmury tworzą w zasadzie cienką warstwę, wyżej, już mniej więcej na wysokości półtora tysiąca metrów - świeci słońce. Z Kasprowego piękne widoki! Błękitne niebo, strzeliste szczyty na jego tle, chmury gromadzące się po słowackiej stronie grani. Iść na Kaspro trochę się boimy ze względu na to, że przez chmurzyska trzeba się jednak jakoś przebić, a łatwo się domyślić, że zapewne ograniczają one dość mocno widoczność, obawiamy się także nagłych spotkań z rozpędzonymi narciarzami. Schodzimy z Kopieńca w dół do auta, kierujemy się do Zakopanego, tam idziemy na spokojnie coś zjeść, postanawiając wjechać na Kasprowy Wierch kolejką najpóźniej jak się da, aby załapać się na pierwsze refleksy zachodu słońca. W międzyczasie sprawdzam w necie cenę kolejki i szukam informacji, do której kursuje - w lutym bilet w obie strony można zakupić do godziny 15-tej, kosztuje 55 zł. Zerkam nerwowo na jeszcze jedną kamerkę - tę zamontowaną w Kuźnicach i skierowaną na miejsce, które kojarzymy głównie z czymś w rodzaju ludzkiej stonogi, czyli kolejką do kolejki. Jest pusto, przemyka kilka osób, ale kolejki do kas brak. Środek między innymi warszawskich ferii, w Zakopanem tłok, w dolinach buro i nudno, tam w górze jak w raju, a prawie nikt nie wybiera się, żeby to zobaczyć. Cóż, ludzie po prostu nie wiedzą, że wyżej pogoda może być lepsza i że tak łatwo da się to sprawdzić. Tym lepiej dla nas.

O 14.50 wsiadamy do wagonika. Pogoda w dole wciąż pozostawia bardzo wiele do życzenia i wpędza w stany depresyjne. Kolejka rusza i początkowo obraz za oknem tylko się pogarsza - powoli wlatujemy w gęstą, szarą chmurę. Ale zza niej stopniowo zaczyna przebijać błękit i nagle cały ten krupnik zostaje pod nami, a my jesteśmy w innym świecie. Wysiadamy już w jakiejś sennej lub bajecznej scenerii. Och, no byłam na Kasprowym już nie raz i w lampę i w ciapliwą pogodę, podziwiałam nie raz tamtejsze widoki, ale opuszczałam go zawsze mając wszystkie części ciała na swoim miejscu. Teraz natomiast to, co widzę urywa mi głowę, du*ę i sama nie wiem, co jeszcze. Od budynku kolejki kierujemy się natychmiast w kierunku wierzchołka, żeby zobaczyć też Zachodnie i grań Suchych Czub, przez którą już przelewają się nagromadzone przez cały dzień chmury. Serce wyrywa mi się z piersi, brakuje oddechu i prawie płaczę z zachwytu. Jest tak pięknie, że aż boli.


Gdy już trochę się otrząsamy, wyciągamy aparat i próbujemy to jakoś uwiecznić, bo jeszcze to wszystko weźmie się i zniknie, bo jeszcze ktoś nas uszczypnie i obudzimy się w markotnym Zakopanem nad kuflem letniego piwa.



A potem wygrzebujemy w śniegu ławeczkę, wykładamy ją płachtą i ciuchami i się na niej byczymy odurzeni tym, co wokół. Bosko nam tam było, takich chwil się nie zapomina. Przyjemność tym większa, że niespodziewana, rano nie przyszłoby nam do głowy, że będziemy doświadczać czegoś takiego za parę godzin.

A gdy już mieliśmy schodzić powoli w dół by załadować się z powrotem do kolejki zaczęła nachodzić na nas chmurka...



W końcu naszła już na tyle skutecznie, że schodziliśmy z wierzchołka mocno po omacku. Z przydługim postojem po drodze bo na ścieżce zaczął zawracać ratrak, a szczerze wątpię, aby operator miał jakiekolwiek szanse nas widzieć. A potem w dół, a potem na kwaterę, a potem na chwilkę tylko spać, a potem nocą w góry ;).

Aha, a parę godzin wcześniej na Kopieńcu było tak: LINK (a parę godzin później na Kozim Wierchu tak: LINK ;) ).

9 komentarzy:

  1. przepiękne fotografie! i to przelewające się morze chmur - bajka! pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacyjne zdjęcia i warunki! Pozytywnie zazdroszczę :)
    http://2.bp.blogspot.com/-aNToPO28clo/UyXgLdYsXGI/AAAAAAAABlE/xA_54Yc0RPo/s1600/kasprowy+chmury+6.jpg - nawet tatrzańska Niagara się uformowała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale się Wam udało :) Przepiękny widok na chmury przetaczające się przez grań. I do tego jeszcze zachód słońca... Cudo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Warun genialny!! Można tylko zazdrościć, bo te przelewające się chmury wyglądają świetnie. Udał się Wam ten wyjazd :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdjęcia są niesamowite więc wyobrażam sobie jakie uczucia przepełniają człowieka, gdy widzi to własnymi oczami, tam, na miejscu. Pewnie niewiele brakuje do tego by ze szczęścia oszaleć i zostać zwieziony kolejką w dół w kaftanie bezpieczeństwa. ;)

    Najwazniejsza kwestia jednak brzmi następująco: czy znalezienie się w takiej scenerii można sobie jakoś zaplanować? To znaczy czy są takie parametry pogody (temperatura, wiatr, podstawa chmur), które gdy tylko na stosownej stonie www zobaczymy, to będzie wiadomo że jak się pojedzie to tak jak byśmy mieli bilet do kina - obejrzymy ten film. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ale to bardzo bym chciała takie cuda zobaczyć

    OdpowiedzUsuń