czwartek, 4 października 2018

Wielka Wyrypa - ciąg dalszy nastąpił: Kończysta i Krywań

 
To jest kontynuacja relacji. Pierwszą część macie TUTAJ.

Noc jest czujna. Lubię biwakować, ciągnie mnie do tego, tęsknię za tym, brak mi tego w domu, ale z drugiej strony - marny to sen, czuwanie raczej. Budzę się co godzinę, bądź częściej, a jeszcze mi do tego niewygodnie. Wreszcie - trzecia, dzwoni budzik, może bym i jeszcze pospała, ale w sumie to ulga, że już rano. Bardzo wczesne rano. Mam taki pomysł, żeby na wschód zdążyć na Małą Wysoką. Jem, zbieram się, ruszam. Szlak przez Rohatkę niestety nie jest oczywisty i zgodnie z obawami - trochę się na nim gubię po ciemku, nie widzę nie tylko znaków, ale też Rohatki, więc kompletnie nie wiem, gdzie iść. Mam do wyboru - zejść niżej i szukać znów niebieskich oznakowań, albo poczekać na świt. Wybieram bramkę numer dwa. A ponieważ udaje mi się złapać internet, godzina oczekiwania mija mi szybko.

sobota, 29 września 2018

Kurtka Full Down Quechua - TEST

Kurtka puchowa to może nie obowiązkowy, ale bardzo praktyczny element wyposażenia turysty górskiego. Puchówka z prawdziwego puchu jest lekka (273 g w przypadku tego konkretnego modelu w rozmiarze M)  i świetnie się kompresuje, dzięki czemu spakować ją można do plecaka, na wszelki wypadek, nawet w cieplejsze dni. Ja którąś ze swoich puchówek biorę ze sobą praktycznie zawsze - nawet w środku lata odpoczynek na szczycie, czy biwak, mogą wiązać się ze zmarznięciem. Od około roku warstwą zabezpieczającą mnie przed tym jest kurtka Full Down z Decathlonu.

czwartek, 27 września 2018

Mały Lodowy Szczyt i początek Wielkiej Wyrypy

Nie miałam zamiaru jechać w Tatry. Musiałam pojechać do Krakowa, załatwić pewną sprawę (związaną z Sardynią, zainteresowanych odsyłam do kliknięcia w animowany baner po prawej stronie bloga). Z Krakowa już blisko w góry. Sprawdziłam prognozy. Bęc - wylądowałam w Tatrach, aby uszczknąć dla siebie coś z kilku bodaj najpiękniejszych dni tego roku tamże. Dobrze zrobiłam. :)

poniedziałek, 24 września 2018

Ale Taterki to ty szanuj!

"Najpiękniejsze miejsce na świecie" - czytasz może czasem pod kolejnym zdjęciem Tatr na kolejnej im poświęconej grupie na fejsie. "Pięknie, ale w Taterkach piękniej" - widzisz innym razem, w grupie bardziej ogólnogórskiej. Zewsząd dopadają Cię ochy i achy, których adresatem są właśnie Taterki. I krew Cię zalewa, bo, po pierwsze, sam dźwięk, czy widok tego dziwacznego zdrobnienia, świdruje Ci mózg, a po drugie, bo to nieprawda. Bo są na tym, niemałym przecież, świecie miejsca piękniejsze od Tatr, bo je widziałeś, na żywo czy choćby na zdjęciach, albo bo po prostu wątpisz, by takowych nie było. Nawet jeśli Tatry lubisz, to nie aż tak, coby się nimi zachłystywać i tracić kontakt z bazą.

czwartek, 13 września 2018

Dokańczanie dawnych spraw i wypieranie ze świadomości ulewy ;) czyli Liptowskie Mury

To jest jedna z tych historii zakorzenionych mocno w przeszłości. Liptowskie Mury wpadły mi w oko już w 2014 roku. Grań nie wygląda na trudną, łatwo się do niej dostać, a położenie piękne. No i wtedy to właśnie nawet dotknęłam Murów, ale szalona ekspedycja (to było właściwie pierwsze nieoficjalne spotkanie blogosfery górskiej ;) ) zakończyła się prędzej niż się zaczęła. Na Gładkiej Przełęczy, którą obraliśmy za początek paskudnie się zachmurzyło, a że prognozy były nieco straszące, to zeszliśmy grzecznie na dół. Znaczy nie do końca grzecznie, bo ścieżką, która nie jest szlakiem. A jak już byliśmy na tym dole, znaczy się w Piątce, to chmury sobie poszły i świeciło piękne słoneczko.