czwartek, 26 września 2019

Lofoty - część trzecia: Helvetestinden, plaża Bunes i Tindstinden



To jest trzecia - już ostatnia - część relacji z wyjazdu na Lofoty. Część pierwszą znajdziecie TUTAJ, a drugą TUTAJ.

I znów trzeba zwinąć namiot. Powoli zaczyna mnie to męczyć, ale jakże będę tęsknić za tym w jakiś czas później w domu... Nie narzekam zatem. Maszerujemy z powrotem do Reine, znów pokonując dystans, który zrobiliśmy wczoraj szukając miejsca na nocleg. Z Reine odpływa łódka do Vindstad - cena za osobę to 250 NOK w obie strony (nie trzeba wracać tego samego dnia).

wtorek, 27 sierpnia 2019

Lofoty - część druga: plaża Kvalvika i Ryten


Poprzednią część relacji z Lofotów, którą macie TUTAJ, zakończyłam na szczycie Veinestinden, z którego to, jak tylko pozbieraliśmy z ziemi szczęki i zrobiliśmy jakieś tysiąc pińcet zdjęć na głowę, musieliśmy zejść. Zejście nie przedstawiało większych problemów, poza błotem, do którego na tym etapie wyjazdu zaczęliśmy się już przyzwyczajać. Poniżej miejsca, w którym zostawiliśmy namioty czekało nas też powtórne pokonanie stromych i gdzieniegdzie wilgotnych skalnych płyt - tam trzeba było zachować wzmożoną ostrożność.

sobota, 27 lipca 2019

Lofoty - część pierwsza: Munken, Å, Reine i Veinestinden

Mój dziadek, który, ujmując to eufemicznie, nie jest wielkim entuzjastą moich, czy to bliższych, czy dalszych, wyjazdów (nie ze złośliwości, tylko dlatego, że się martwi), dowiedziawszy się, że lecę do Norwegii zapytał, po co, skoro już tam byłam. Ano, byłam. Stawiając przed dwoma laty stopę na norweskiej ziemi (relacje TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ a TUTAJ tekst o prawie Allemannsretten, które pozwala na biwakowanie w tym kraju nieomalże wszędzie), nie wiedziałam jednak jeszcze nawet, że istnieją Lofoty, niewielki archipelag wysp, położony na północy tego kraju. Dowiedziałam się w jakiś czas potem, zobaczywszy w internecie zdjęcie przedstawiające górskie szczyty, wyrastające prosto z morza, ciasno ściśnięte na niedużych wyspach, otoczone fiordami i mnóstwem jezior. I natychmiast zapragnęłam tam pojechać.

sobota, 13 lipca 2019

Staroleśny pokaż rogi, albo wpuść nas w swoje progi


Daaaaawno już nie zafundowałam sobie takiego wyskoku w Tatry - wyjazd nocą, jednodniowa akcja, powrót. Całodzienna senność i zmęczenie przypomniały mi zresztą, dlaczego. Wiek już trochę nie ten, po trzydziestce wolę jednak pospać. ;) No, ale, czasem jeszcze można się porwać na jakiś spontan. Nie wypalił większy wyjazd i nie za bardzo wiem, co ze sobą zrobić. Oficjalnego, wiosennego focha na Tatry już odwołałam, raczyły bowiem w końcu stopnieć. Korona już kolejny rok przypomina o sobie i domaga się dokończenia. Niby nie mam jakiegoś wielkiego ciśnienia, ale skoro zostały mi już tylko dwa szczyty, to pomysł, aby wybrać się na któryś z nich nasuwa się jakoś tak sam z siebie.

wtorek, 9 lipca 2019

O gospodarzu, który najlepsze wino zostawia na koniec, czyli via ferraty w Austrii



Skłamałabym pisząc, że ferraty były jakimś moim wielkim marzeniem. A jednak chodziły mi po głowie, właściwie od kiedy dowiedziałam się, że coś takiego istnieje, a zatem od kilku już lat. Nie planowałam żadnej konkretnej, nie szukałam informacji, nie obmyślałam wyjazdu, ale powiedziałam sobie, że jak trafi się okazja - to z niej skorzystam.

No i się trafiła. Odezwała się do mnie Pola ze szkoły wspinania Climb2change (TUTAJ macie ich stronę internetową, gdzie możecie sprawdzić ich ofertę - jeśli się na coś zdecydujecie, to nie zapomnijcie zaznaczyć w formularzu, że wiecie o niej ode mnie ;) ). Zaproponowała wspólny wyjazd do Austrii w rejon Hollental i Rax. Słowo się rzekło - ferraty, here I come!