poniedziałek, 30 grudnia 2019

Pokochaj podejściówki! - Garmont Sticky Cloud test

 

Buty były chyba pierwszą częścią mojego górskiego wyposażenia, jaką zakupiłam. Nie wiem, kiedy dokładnie to było, ale na tyle dawno, że nie pamiętam, kiedy zarzuciłam chodzenie po górach w butach miejskich (co na początku mojej górskiej "kariery" się przecież zdarzało). Moje pierwsze buty w góry? Trekkingowe, twarde, ciężkie no i oczywiście za kostkę. Oczywiście, bo w tamtych czasach takie miałam wyobrażenie o górskich butach - że za kostkę być muszą. To wyobrażenie pokutuje i dziś u wielu ludzi, z czym spotykam się obecnie w pracy, bo od niedawna pracuję w sklepie sportowym znanej sieci. Klienci rozglądają się za czymś dokładnie tym samym, za czym ja rozglądałam się niegdyś, a więc właśnie: twardym, ciężkim i koniecznie za kostkę, no bo TAK TRZEBA. Wtedy ja z zadziornym uśmiechem wskazuję na swoje stopy, na których w pracy mam zawsze swoje podejściówki Garmont, bo mi w nich przez osiem godzin latania po sklepie po prostu najwygodniej, i mówię, że cóż, wcale nie trzeba. Da się inaczej. Ja w tym właśnie, co mam na nogach, śmigam po Wysokich Tatrach.

poniedziałek, 11 listopada 2019

Kazbek, czyli o rzeczach wielkich

Fot. Aga Wielińska
Tym razem przylatuję do Gruzji na kilka dni przed rozpoczęciem właściwej wyprawy, chcąc się lepiej niż ostatnio (link do relacji sprzed dwóch lat TUTAJ) zaaklimatyzować. Pierwszego dnia, który i tak w większości przesypiam, odpoczywając po nocnym locie, Kazbek chowa się w chmurach. Ale już następnego ukazuje się w pełnej okazałości, rozpogodzony, majestatyczny, ogromny, piękny i cokolwiek straszny. Patrzę na ten absurdalnie wielki masyw, wyrastający tuż ponad maleńką mieściną i próbuję odgadnąć swój los. Czy tym razem wejdę? Co mówisz do mnie, góro? Czy będziesz dla mnie łaskawa? To pozostanie jednak zagadką nieomalże do ostatnich chwil, ostatnich kroków wzwyż.

czwartek, 26 września 2019

Lofoty - część trzecia: Helvetestinden, plaża Bunes i Tindstinden



To jest trzecia - już ostatnia - część relacji z wyjazdu na Lofoty. Część pierwszą znajdziecie TUTAJ, a drugą TUTAJ.

I znów trzeba zwinąć namiot. Powoli zaczyna mnie to męczyć, ale jakże będę tęsknić za tym w jakiś czas później w domu... Nie narzekam zatem. Maszerujemy z powrotem do Reine, znów pokonując dystans, który zrobiliśmy wczoraj szukając miejsca na nocleg. Z Reine odpływa łódka do Vindstad - cena za osobę to 250 NOK w obie strony (nie trzeba wracać tego samego dnia).

wtorek, 27 sierpnia 2019

Lofoty - część druga: plaża Kvalvika i Ryten


Poprzednią część relacji z Lofotów, którą macie TUTAJ, zakończyłam na szczycie Veinestinden, z którego to, jak tylko pozbieraliśmy z ziemi szczęki i zrobiliśmy jakieś tysiąc pińcet zdjęć na głowę, musieliśmy zejść. Zejście nie przedstawiało większych problemów, poza błotem, do którego na tym etapie wyjazdu zaczęliśmy się już przyzwyczajać. Poniżej miejsca, w którym zostawiliśmy namioty czekało nas też powtórne pokonanie stromych i gdzieniegdzie wilgotnych skalnych płyt - tam trzeba było zachować wzmożoną ostrożność.

sobota, 27 lipca 2019

Lofoty - część pierwsza: Munken, Å, Reine i Veinestinden

Mój dziadek, który, ujmując to eufemicznie, nie jest wielkim entuzjastą moich, czy to bliższych, czy dalszych, wyjazdów (nie ze złośliwości, tylko dlatego, że się martwi), dowiedziawszy się, że lecę do Norwegii zapytał, po co, skoro już tam byłam. Ano, byłam. Stawiając przed dwoma laty stopę na norweskiej ziemi (relacje TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ a TUTAJ tekst o prawie Allemannsretten, które pozwala na biwakowanie w tym kraju nieomalże wszędzie), nie wiedziałam jednak jeszcze nawet, że istnieją Lofoty, niewielki archipelag wysp, położony na północy tego kraju. Dowiedziałam się w jakiś czas potem, zobaczywszy w internecie zdjęcie przedstawiające górskie szczyty, wyrastające prosto z morza, ciasno ściśnięte na niedużych wyspach, otoczone fiordami i mnóstwem jezior. I natychmiast zapragnęłam tam pojechać.