sobota, 27 lipca 2019

Lofoty - część pierwsza: Munken, Å, Reine i Veinestinden

Mój dziadek, który, ujmując to eufemicznie, nie jest wielkim entuzjastą moich, czy to bliższych, czy dalszych, wyjazdów (nie ze złośliwości, tylko dlatego, że się martwi), dowiedziawszy się, że lecę do Norwegii zapytał, po co, skoro już tam byłam. Ano, byłam. Stawiając przed dwoma laty stopę na norweskiej ziemi (relacje TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ a TUTAJ tekst o prawie Allemannsretten, które pozwala na biwakowanie w tym kraju nieomalże wszędzie), nie wiedziałam jednak jeszcze nawet, że istnieją Lofoty, niewielki archipelag wysp, położony na północy tego kraju. Dowiedziałam się w jakiś czas potem, zobaczywszy w internecie zdjęcie przedstawiające górskie szczyty, wyrastające prosto z morza, ciasno ściśnięte na niedużych wyspach, otoczone fiordami i mnóstwem jezior. I natychmiast zapragnęłam tam pojechać.

sobota, 13 lipca 2019

Staroleśny pokaż rogi, albo wpuść nas w swoje progi


Daaaaawno już nie zafundowałam sobie takiego wyskoku w Tatry - wyjazd nocą, jednodniowa akcja, powrót. Całodzienna senność i zmęczenie przypomniały mi zresztą, dlaczego. Wiek już trochę nie ten, po trzydziestce wolę jednak pospać. ;) No, ale, czasem jeszcze można się porwać na jakiś spontan. Nie wypalił większy wyjazd i nie za bardzo wiem, co ze sobą zrobić. Oficjalnego, wiosennego focha na Tatry już odwołałam, raczyły bowiem w końcu stopnieć. Korona już kolejny rok przypomina o sobie i domaga się dokończenia. Niby nie mam jakiegoś wielkiego ciśnienia, ale skoro zostały mi już tylko dwa szczyty, to pomysł, aby wybrać się na któryś z nich nasuwa się jakoś tak sam z siebie.

wtorek, 9 lipca 2019

O gospodarzu, który najlepsze wino zostawia na koniec, czyli via ferraty w Austrii



Skłamałabym pisząc, że ferraty były jakimś moim wielkim marzeniem. A jednak chodziły mi po głowie, właściwie od kiedy dowiedziałam się, że coś takiego istnieje, a zatem od kilku już lat. Nie planowałam żadnej konkretnej, nie szukałam informacji, nie obmyślałam wyjazdu, ale powiedziałam sobie, że jak trafi się okazja - to z niej skorzystam.

No i się trafiła. Odezwała się do mnie Pola ze szkoły wspinania Climb2change (TUTAJ macie ich stronę internetową, gdzie możecie sprawdzić ich ofertę - jeśli się na coś zdecydujecie, to nie zapomnijcie zaznaczyć w formularzu, że wiecie o niej ode mnie ;) ). Zaproponowała wspólny wyjazd do Austrii w rejon Hollental i Rax. Słowo się rzekło - ferraty, here I come!

środa, 19 czerwca 2019

Ulubione miejsca na Jurze + test: buty MERRELL MOAB 2 MID GTX


Jura Krakowsko-Częstochowska to taka moja mała miłość... od zdecydowanie drugiego wejrzenia. Może nawet trzeciego. Za pierwszym razem wylądowałam na Jurze zawodowo - jako opiekunka dzieci na kolonii. Liźnięcie regionu zaowocowało spędzeniem tam długiego weekendu, bodaj cztery lata później. No i jakoś nie zaiskrzyło, nudziło mi się tam trochę i nawet sądziłam, że więcej na Jurę nie wrócę. A potem zaczęłam się wspinać... i dałam Jurze drugą szansę. A może to Jura dała ją mnie...?

niedziela, 21 kwietnia 2019

Fioletowo mi, czyli krokusy w Dolinie Chochołowskiej

Przy robieniu tego zdjęcia nie ucierpiał żaden krokus! :)
Stało się. Kupiłam bilety na autobus, spakowałam plecak i pojechałam w Tatry wyłącznie po to, by zobaczyć (i sowicie obfotografować) krokusy w Dolinie Chochołowskiej. Parę lat temu to byłoby nie do pomyślenia. Krokusy, owszem, chodziły mi po głowie, ale jeśli już - to w towarzystwie jakiegoś Kominiarskiego, Mnichów Chochołowskich, albo chociażby Grzesia, żeby móc uczciwie powiedzieć, że się w góry poszło.