wtorek, 21 grudnia 2021

Walka w błocie - Garmont Vetta GTX test (no i jesienne Bieszczady)

Jesienne Bieszczady chodziły mi po głowie od dwóch lat, ale jakoś się nie składało. Brakowało też motywacji, żeby wybrać się tam samej. Tym razem miałam towarzysza, który góry te zna i bardzo lubi, a którego wystarczyło tam zawieźć, żeby on ogarnął resztę. Łącznie z puszczaniem mi w samochodzie tej całej bieszczadzkiej poezji śpiewanej, która normalnie wywołuje we mnie gęsią skórkę, a gdy rozbrzmiała w głośnikach na początku tamtejszych serpentyn nawet (krótkotrwale jednak) przypasowała mi do klimatu.

środa, 8 grudnia 2021

W Janosikowej krainie - kilka dni na Małej Fatrze

Nie trafiłabym na Małą Fatrę, przynajmniej jeszcze nie teraz, gdyby nie znajomość z Marcinem. Pisaliśmy początkowo przez neta, a że miał jakieś zdjęcia z gór, to - chcąc podtrzymać rozmowę - zapytałam grzecznie, co to za góry. No i to była Mała Fatra właśnie. Od pierwszego spotkania słuchałam o tej Małej Fatrze i o tym, jak zabrakło mu dwudziestu minut, żeby wejść na Wielki Krywań, kiedy przyszła burza (do tego jeszcze w tej relacji wrócimy ;). W lipcu mieliśmy się wybrać w Tatry, w których Marcin - który historię chodzenia po górach ma bogatą, ale zupełnie różną od mojej - był raz, z dziesięć lat temu. Nie pykło przez pogodę. W sierpniu zgodziłam się na Fatrę, bo jego ciągnęło, a ja stwierdziłam, że czemu nie.

środa, 3 listopada 2021

Czy teraz już mogę mieć zawał? Czyli Jagnięcy Szczyt Koperszadzką Granią.

Nie pamiętam już, czy najpierw zobaczyłam tę grań i zastanowiłam się, czy dałoby się nią wejść na wierzchołek, czy też natknęłam się gdzieś na jakąś relację z wejścia nią i dopiero wtedy pokojarzyłam nazwę z obrazem zachowanym w pamięci i na zdjęciach. Raczej to drugie. W każdym razie patrzyłam na Jagnięcy Szczyt z perspektywy Szerokiej Przełęczy Bielskiej (jak i okolicznych pagórków) już co najmniej trzy razy i nie pamiętam, czy za drugim, ale za trzecim to już na pewno - przyglądałam się łagodnie opadającemu ramieniu Koperszadzkiej Grani z zamiarem zwiedzenia go w jakiejś tam, bliższej czy dalszej, przyszłości.

niedziela, 24 stycznia 2021

Baby na Babiej, czyli prawdziwy sylwester marzeń

 

Zacznijmy od tego, że nie przepadam za sylwestrami. Może dlatego, że tak się jakoś zdarzają zawsze na samym początku zimy (nie lubię), dokładnie w tym momencie, w którym pompowany już od końcówki lata świąteczny balonik (presji świąt też niespecjalnie ulegam, no ale fakt, że to całe zamieszanie dookoła się zagęszcza sprawia, że czas jakoś tak szybciej leci) może nie tyle z hukiem pęka, co z sykiem kapcanieje. A po sylwestrze nieuchronnie nadciąga styczeń, a styczeń to jest proszę państwa w moim prywatnym świecie czyste zło, gorsze nawet od listopada. No i ten społeczny wymóg, żeby coś w tego sylwestra robić. Bo, umówmy się, większość ludzi coś tam robi, zamiast po prostu położyć się spać, to jednak czeka na tę północ, chociażby oglądając serial. Albo grając w grę. Wymyśliłam sobie onegdaj pewien sposób na celebrowanie tej szczególnej nocy i swego czasu cztery sylwestry po kolei spędziłam w górach (najpierw to był tylko spacer nad Morskie Oko, potem picie w Pięciu Stawach po konkretnej wyrypie, a potem to już trochę bardziej po bandzie, bo spanko na Krzyżnem i na Jarząbczym). Ale wyszło tak, jak wychodzi często z wieloma nawykami - raz dałam sobie spokój i pooooszłoooo. Dokładnie, to w kierunku oglądania filmów poszło.

wtorek, 15 grudnia 2020

Prezent dla górskiej łajzy z niebieskiego sklepu :)

 

Jak część z Was już zapewne wie (w każdym razie ja się z tym nie kryję), od jakiegoś czasu pracuję w pewnym popularnym sklepie z artykułami sportowymi i outdoorowymi :). Ten tekst powstaje w ramach mojej pracy i - tak, oczywiście - jest reklamą (nie bez korzyści dla mnie). Myślę jednak, że komuś może się przydać taka lista prezentowych podpowiedzi na ostatnią chwilę przed świętami. :) Wszystkich pozostałych nie zmuszam do czytania poniższego tekstu, ani tym bardziej klikania w linki, czy składania zamówień.