wtorek, 17 maja 2016

Piątek trzynastego, czyli o tym, dlaczego wystroiłam się jak Bijons


Moje podejście do Radomskiego Plebiscytu Blogowego było od samego początku lekko sceptyczne. Nie życzyłam (nie wróżyłam też) absolutnie, aby okazał się klapą, ani nie zamierzałam ominąć szerokim łukiem. Przeciwnie - nastawiałam się na udział.

Ot, po prostu - "wątpię, więc jestem". ;)

Radom jest miastem stosunkowo małym, a już na pewno mało aktywnym kulturowo. Bloga pisać może każdy i nie jest to jakoś szczególnie skomplikowane, więc zapytana przez dziennikarkę z Eski, czy nie zdziwiło mnie to, że mamy tu aż 30 blogerów (a nawet lekko ponad), w tonie sugerującym, że wszystkich to nie tyle dziwi, co prawie szokuje, odpowiedziałam, że... no cóż, właściwie, to ani trochę.

Nie wydaje mi się, aby 30 osób, które w pewnym momencie swojego życia zaczęły pisać to i owo w internecie, to było dużo na ponad 200-tysięczne miasto. Właściwie, to w dobie obecnego boomu na blogi, coraz większej świadomości opinii publicznej, że niektórzy z tego żyją, ogólnopolskich blogerskich spotkań i konferencji oraz prestiżowych dorocznych raportów Jasona Hunta - to bardzo dziwne, że w Radomiu bloguje tak mało ludzi. 


Tak, czy owak, spodziewając się owej niewielkiej liczby (jakieś pojęcie o niej już miałam, bo odbyły się wcześniej co najmniej 2 spotkania zrzeszające tutejszą blogosferę, funkcjonuje też grupa na fb), po prostu zastanawiałam się, czy to ma sens. Czy to warto zebrać niewielką w sumie grupę ludzi w jakimś eleganckim lokalu, ocenić ich (mega różniące się od siebie) blogi i obdzielić nagrodami.

Uznałam jednak, i nadal się tego wniosku trzymam, że ja tu nie jestem od szukania sensu. Że jak się kroi tego typu wydarzenie (i to, o matko z córką, najprawdziwiej w świecie w Radomiu się kroi!), to trza sobie kieckę kupić i po prostu skorzystać, a nie się zastanawiać.


I tak też zrobiłam. Bez podjary, bez zarwanych przez ekscytację nocy.

Kategorii łącznie było 11. 7 spośród nich, było kategoriami, do których dopasowywaliśmy się sami: lajfstajl, parenting, blog modowy, kosmetyczny, tematyczny, specjalistyczny i debiut 2015 (można było zgłosić się do trzech). 3 kolejne, to takie, w których pod uwagę brani byli wszyscy: ikona radomskiej blogosfery, bloger z pasją, tekst roku '15. Ostatnia kategoria była niespodzianką odkrytą na tydzień przed plebiscytem: blog publiczności.

Ta ostatnia wygrana nie zależała od żadnego z jurorów. Liczyły się wyłącznie kliknięte pod zdjęciem blogera plusy i lajki, do których mieliśmy zachęcić swoich czytelników.

I od tego może zacznę, gdyż idąc na galę, wiedziałam już, że idę na pewno po statuetkę "Blog Publiczności".

Teraz szczerze, z prawą łapą na lewym cycku - przez kilkadziesiąt godzin zastanawiałam się, czy w ogóle informować na fanpage'u swojego bloga o możliwości oddawania na mnie głosu. Dlaczego? Ano dlatego, że spodziewałam się, że wygram.

Tak tak, wiem, jak teraz brzmię, wiem, że mój z natury raczej garbaty nos w wyobrażeniu paru (wielu?) osób właśnie zagadkowo zadarł się ku górze. Ale co ja tu będę bujać? Liczyłam, że tysiąc głosów wpadnie. Wpadło ponad dwa razy więcej - no cóż, nie narzekam. Co to za zabawa, bić się o wygraną, która jest niemal tak pewna, jak ten amen w pacierzu? 


Już tłumaczę. Ten wieczór, kiedy poprosiłam o głosy, choć był to piątek, a w piątek aktywność na facebooku bywa marna... ten wieczór był jednym z najmilszych w historii mojego blogowania. Wsparcie było natychmiastowe, ogromne i jeszcze do tego podbudowane niespodziewaną masą komentarzy (od obcych ludzi!) pod postem, których ogólny przekaz był mniej więcej taki: "wygraj, bo zasłużyłaś". Autentycznie lekko szkliły mi się wtedy oczy i już chciałam mieć tę statuetkę! Nie dla kawałka szkła, nie dla lansiarskiej foty, nie dla swojego nazwiska w relacjach z wydarzenia. Chciałam ją po to, żeby mi przypominała te nabijające się w szalonym tempie plusy i te wszystkie, doceniające mnie słowa. 

No i przyszedł kolejny piątek, zrobiłam się na milion dolarów, co obejmowało nawet użycie tak śmiesznie nazywającej się substancji, jak "rajstopy w sprayu" i założenie szpilek po raz trzeci od dnia ich kupienia przed rokiem, po czym stawiłam się na miejscu wydarzenia. 

Było dość kameralnie. Wspomniana już około-trzydziestka blogerów, dziesięciu jurorów, reprezentanci sponsorów, kilkoro fotografów, reporterka z Eski, no i organizatorka wraz z pomocnikami (o niej kilka słów później). Bez zbędnych ceregieli, impreza rozpoczęła się krótkim powitaniem, a w chwilę później zostały przyznane pierwsze nagrody. Jurorami zostali lokalni aktywiści, dziennikarze, założyciele firm, ludzie kultury lub po prostu osoby zorientowane dobrze w ocenianej przez siebie kategorii.

Na pierwszy ogień poleciał lajfstajl (Mimo. ), parenting ( Freelance Mama ), moda ( Styllove ) i blog kosmetyczny ( Barbeo ).


Do lajfstajlu to nawet ja się zgłosiłam, ale to tak raczej dla podbicia frekwencji w kategorii, bo jasne było, że nie o to w blogach LS chodzi, o co chodzi u mnie ;).

Potem przerwa, czas na zrobienie sobie kawy i pożarcie koreczka, w porywach dwóch, ewentualnie piętnastu ;). Również na obfocenie się na ściance, ale tam mnie jakoś nie zaniosło.


Po przerwie nagrodę za debiut roku otrzymał Heweliusz.
A potem pożałowałam, że wypiłam kawę, bo ciśnienie mi przez to podskoczyło podwójnie.

Jasne, że podpatrywałam przed plebiscytem jurorów i obstawiałam, który z nich najprędzej będzie skłonny dać mi wyróżnienie. Spośród dwóch podobnych kategorii, siebie widziałam triumfującą jako blogerkę specjalistyczną, no bo tam oceniał facet,
zdaje się, że nawet podróżnik, reporter, fotograf, no ale przede wszystkim - facet. A umówmy się, że całodzienne rypanie po górach, spanie pod byle kamieniem i gotowanie sobie śniegu, to takie trochę harde hobby. Tymczasem wcześniej był ogłaszany zwycięzca w kategorii bloga tematycznego. Na scenę wyszła elegancka blondynka, właścicielka firmy tworzącej suplementy dla kobiet. I tak mówi i mówi o tych blogach, co to jej przyszło oceniać i jakoś tak zerka na mnie. Nieeee, sobie myślę, nieeeee, no chyba nieeee.

A w chwilę potem to ja tam stoję ze swoją pierwszą statuetką. Tak więc dziękuję Agnieszko - Twoje wyróżnienie było dla mnie zupełnie nieoczekiwane i tym bardziej mnie cieszy.

Specjalistycznej kategorii już zagarniać nie miałam ochoty, co za dużo, to niezdrowo. Na szczęście powędrowała do Freelance Mamy


Długo się jednak nie nasiedziałam za stołem, bo Jan Michalski, młody pisarz, jeszcze przed uzasadnieniem swojego wyboru, podał nazwę mojego bloga, który tym razem został nagrodzony za jeden konkretny tekst. Przyznaję się, że trochę liczyłam na tę wygraną, bo sama lubię tamto tekścidło bardzo i nieskromnie uważam, że wyszło mi naprawdę całkiem nieźle. ;)

Wygrana w tej kategorii, choć trochę spodziewana, niezmiernie cieszy, bo, o ile każdy bloger wybrał i zgłosił jakiś tekst, to konkurencja była spora.

Kolejna statuetka to znów blog wybierany spośród wszystkich zgłoszonych. Kategoria "Bloger z pasją", na środek wychodzi pan Szymon, no i mówi tak ładnie o tej pasji, a mnie się z każdym kolejnym zdaniem coraz bardziej zdaje, że mówi o mnie i moim blogu. Ale trzepię się mentalnie przez łeb. Tu każdy bloguje z pasji, sobie myślę. Ale człowiek ze sceny też coś na mnie zerka, tak jak bizneswomen przed kilkunastoma minutami i tak się cholera zastanawiam, czy to zerkanie znaczy to, co mi się wydaje że znaczy, tak się jakoś w tym zapętlam, że jak wychodzę po odbiór statuetki i chcę coś mądrego (już po raz trzeci!) wydukać, to startuję z: "Myślę, że z tą pasją to jest tak, jak pan powiedział..." i chcę powtórzyć, co powiedział, ale z tego wszystkiego kurde nie pamiętam. Miałam się nie jarać, ale w tym akurat momencie, emocje zdecydowanie wzięły górę. Górę. Hehe.


No. Jeszcze była czwarta statuetka - ta, co do której jurorowaliście Wy :).

Ikoną Radomskiej Blogosfery została zaś Freelance Mama


A potem był jeszcze tort, loteria i mały afterek.


Co do wrażeń ogólnych: no radość, oczywiście, że radość. To tylko Radom, wiem, grono konkurencji w sumie niewielkie, w dodatku w większości dość świeże, blogujące od niedawna. Ale nie ma co udawać, że się człowiek nie cieszy, jak słyszy na forum publicznym takie superlatywy o swoim blogu, jak jest doceniony przez kilka zupełnie niezależnych i zajmujących się różnymi rzeczami osób (i nie mających nic wspólnego z górami!). Pewnie, że się człowiek cieszy.

Ale i człowiekowi lekko głupio, jak staje przed salą pełną ludzi. Staje po raz czwarty, po raz czwarty mając okazję opowiedzieć głośno coś o sobie i swoim blogowaniu, wiedząc, że z każdą kolejną statuetką topnieją szanse innych na to, aby to oni tu stanęli i przedstawili siebie i swoje blogi.
 

W każdym razie, to, że taki plebiscyt w ogóle miał miejsce, to bardzo fajnie.

Może i Radom ma swoją chytrą babę, która jednak przepadła i nikt jej nigdy nie zidentyfikował (taka ciekawostka ;) ), już nie może, ale na pewno ma za krótki pas startowy na lotnisku, ale Radom ma też coś, a dokładniej to kogoś, kogo blogerzy innych miast powinni mu zazdrościć.

Honorata Dyjasek jest tą osobą. Cała ta gala, cały ten plebiscytowy fejm i zabawa - to jej pomysł, jej wysiłek i wykonanie, a trzeba zauważyć, że dziewczyna będąc organizatorką, zrzekła się udziału w konkursie, a sama też bloguje.





- Jak ty to zrobiłaś, że nazbierałaś tyle tych głosów? - spytała Ewelina, gdy Pod Fontannami sączyłam grzane piwo z malinami zamarynowanymi chyba niczym innym jak spirytusem

- Po prostu. Spośród prawie 9 tysięcy "lubiących" moją stronę na facebooku, zareagowała około jedna czwarta - odparłam rozgryzając "soczystą" malinkę

- Fajnych masz tych czytelników - podsumowała Honorata

- Mam BARDZO fajnych czytelników - podsumowałam ja




Nie od razu odkryłam, że da się zagłosować dwa, a nawet więcej razy z tego samego komputera. Powiadomiła mnie o tym któraś z czytelniczek w komentarzu. Potem spostrzegłam, że inni skwapliwie korzystają z tej wiedzy, więc na parę godzin przed zamknięciem głosowania, postanowiłam skorzystać i ja. Tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś miał zamiar wyciągnąć asa z rękawa w ostatnich miutach (a jak wspominałam na początku tego tekstu - wówczas już bardzo chciałam mieć tę statuetkę ;) ). To już jednak była garstka głosów, a wszystko zadecydowało się dużo wcześniej.

Tak, czy owak... jestem w tym miejscu sieci od prawie trzech lat. Nie piszę tak dużo i tak często, jak bym chciała, o wiele mniej i rzadziej, niż powinien pisać szanujący się bloger według Jasona Hunta ;). Bo prawie każdy mój post, to długie godziny pracy nad wyborem i obróbką zdjęć oraz sprawdzaniem informacji, które potem puszczam dalej. A ja przecież mam swój szkolny etat, mam korepetycje, treningi na ściance i czasem bieganie, psa mam, weekendy, podczas których ostatnio wypadam z miasta, jak wystrzelona z procy, bo muszę odpocząć, faceta, z którym czasem chcę po prostu pobyć i rodzinę, którą czasem odwiedzam. I jeszcze mam bałagan. I wieczne pretensje do siebie, że robię za mało.

Tymczasem blog jest taką moją drugą pracą, której często poświęcam całe popołudnia, którą zawsze mam gdzieś z tyłu głowy, do której zasiadam bardzo regularnie, choć niewiele udaje mi się w czasie takich krótkich nasiadówek zrobić.

Tak sobie to piszę, gdyby ktoś mi zazdrościł sukcesu, który spadł z nieba.

Raz, że sukces to taki mój bardzo wewnętrzny, prywatny, nijak się jak dotąd nie przekładający na jakiekolwiek materialne aspekty rzeczywistości.

Dwa, że nie spadł z nieba. To, że tak dużo dostaję od swoich czytelników wynika z faktu, że od trzech lat bardzo dużo im daję.

Na tym blogu znajduje się kilkadziesiąt merytorycznych artykułów dla osób rozpoczynających swoją przygodę z górami. Kilkadziesiąt relacji, pomocnych tym, którzy są na tej przygody trochę wyższym poziomie. Setki, a może już tysiące zdjęć, przybliżających piękne miejsca, do których warto się wybrać i obrazujących czyhające po drodze trudności. Na tym blogu są setki, a pewnie już tysiące godzin mojej pracy.

Wiesz, co z niej mam? Cztery szklane statuetki.

Więc, gdyby nie ogromna, napędzająca do działania radość i satysfakcja, wynikająca z moich blogowych interakcji z ludźmi, to w sumie...

Frajerka ze mnie, a nie kobieta sukcesu. ;)

Oficjalna strona plebiscytu, a na niej prezentacja sylwetek jurorów i wszystkich blogerów tutaj.

19 komentarzy:

  1. "No i przyszedł piątek, zrobiłam się na milion dolarów, co obejmowało nawet użycie tak śmiesznie nazywającej się substancji, jak "rajstopy w sprayu" i założenie szpilek po raz trzeci od dnia ich kupienia przed rokiem, po czym stawiłam się na miejscu wydarzenia" mój ulubiony fragment ��☺.

    OdpowiedzUsuń
  2. Domagam się zdjęcia z nogami!!!😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też!!!

      ale chyba mi nikt nie zrobił...

      Usuń
  3. Tez mi to przeszło przez myśl :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Małgosiu, brakuje jednak Twojego zdjęcia na ściance. Nie tej wspinaczkowej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś nie miałam odwagi tam stanąć i zasugerować fotografom, że oto mają mnie teraz uwieczniać... a selfie sticka nie posiadam :P

      Usuń
  5. Gratulacje jakniewiemco od Kielczanina dla Radomianki ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, zwłaszcza zważając na rzekomą antypatię naszych miast względem siebie ;)

      jakby co, to ja napływowa :)

      Usuń
  6. Ruda, nie skomentuję tego merytorycznie, bo tak naprawdę skupiłam się wyłącznie na stylu, w którym piszesz. Nie myliłam się, co do Ciebie - ruda z charakteru, ale inteligentna na miarę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na miarę koloru włosów czy charakteru? ;)

      Usuń
  7. Gratuluje, w pełni zasłużone 4 statuetki! :) i choć moja przygoda z górami dopiero się rozpoczyna, a twojego bloga odkrylam dopiero jakieś 10 dni temu(i przeczytałam już prawie wszystkie wpisy) to wiem że uwielbiam twoj styl pisania i w ogóle stałaś się moim guru jeśli chodzi o góry :) sciskam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluje nagród i cudownego bloga !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję i również gratuluję statuetki, no i bloga już legendarnego w Radomiu :)

      ja to Cię pamiętam z jakiejś gazetki, chyba "OK magazyn", sprzed paru lat :)

      Usuń
  9. Gratuluję, zdecydowanie należały ci się te trofea.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za gratulacje i za opinię :)

      Usuń
  10. blog to jak drugi etat, nie ma co się oszukiwać, i to z reguły taki niepłatny... Gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  11. Rajty w spray'u toś Pani poszalała. :D

    Jeszcze raz gratulacje, bo zasłużyłaś. Bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratki! Zdecydowanie należało się Tobie. Masz swoisty "babski" styl narracji. Brawo! Tak trzymać i powoli na szczyt.

    OdpowiedzUsuń