niedziela, 1 września 2013

Osterwa na lajcie

Mieliśmy parę równie fajnych pomysłów na dzień piąty - głównie Czerwoną Ławkę, a może Sławkowski, a może to, a może tamto. Jednak wieczorem po Rysach oczywiste już było, że nasze organizmy wyczerpały limit regenerowania się w ciągu paru godzin snu, mówią basta i chcą odpocząć. A jeśli już koniecznie zamierzamy i piątego dnia zawlec je gdzieś w góry, to mają to być góry niezbyt wysokie i łatwo dostępne. I koniec kropka.

Długośmy główkowali, co by tu na ten piąty dzień zapodać. Odpuścić szkoda, bo pogoda jak marzenie, czas jeszcze jest, a pieniądze przeznaczone na wyjazd właściwie już dawno stopniały, więc co za różnica. No ale tak - Sarnia już była, poza tym tłum, dzieci, tipsy, wrzaski, zostawmy sobie powrót tam na jakiś totalny kryzys, złą pogodę, albo gdy sami przykleimy tipsy. Jaskinie w Kościeliskiej?... ale byliśmy tam trzy razy, z czego ostatni rok temu, fajne są, ale ileż i jak często można. Rusinowa piękna, ale co - pójść tam i przeleżeć cały dzień, toż zadepcze nas jakaś kolonia. Wreszcie mam, jest, błysnęła żarówka nad moją kiwającą się ze zmęczenia głową - idźmy na Osterwę!


Kolejny dzień wita nas leniwie wstającym zza horyzontu słońcem, pianiem koguta i nieodmiennie piękną panoramą Bielskich widzianą z balkonu. Pogoda jest wciąż boska i wcale nie zamierza się psuć. Ruszamy na Słowację i znaną nam już dobrze trasą docieramy w okolice Szczyrbskiego Plesa. Zostawiamy auto na najdalej wysuniętym na północ, jak tylko się da parkingu i niebieskim szlakiem - asfaltem wyruszamy nad Popradzkie Pleso. Nie zamierzamy się dziś przemęczać. Nie spieszymy się, spacerujemy, rozmawiamy. Nad Stawem i tak zjawiamy się dość wcześnie rano. Jest pusto, cicho i naprawdę uroczo...






Tam, gdzie wskazuję ręką widać zygzak magistrali, który prowadzi na Przełęcz pod Osterwą. Widać w rzeczywistości, bo zdjęcie to akurat średnio wyszło w mocnym porannym świetle walącym prosto w obiektyw. 

No właśnie - na Osterwę wchodzi się słynną magistralą, choć jeśli trzymać się faktów, to magistrala wyprowadza nie na samą Osterwę, a na Przełęcz pod nią. Wierzchołek jest jednak oddalony od Przełęczy o jakąś... minutę podejścia :). Nie prowadzi na niego szlak, jednak zdaje się być oczywiste, że wszyscy, którzy znajdą się na Przełęczy i nigdzie się specjalnie nie spieszą - zajdą też na Osterwę. Że warto - o tym za moment.

Tymczasem spacerujemy wzdłuż stawu, usadawiamy się na ławeczce nieopodal strumienia i wyciągamy z plecaków am am. Woda szumi, słońce świeci, wokół nas góry, a kanapki są smaczne, nie może być lepiej. 



Osterwa z tej perspektywy wygląda groźnie, ale szlak turystyczny omija te mroczne ściany. Prowadzi na górę powoli i łagodnie, szerokimi zakosami. To rozwiązanie zdecydowanie mniej wyczerpujące niż "schody". Tyle, że w którymś momencie zaczyna się kręcić w głowie ;). Tup, tup, tup, zakręt, tup, tup, tup, zakręt, tup, tup...

Wleczemy się nieco, żeby się przypadkiem nie zmęczyć, ale w końcu przyspieszamy, bo nudno. Noooo doooobraaa...

Przełęcz pod Osterwą i szczyt Osterwy z "tuż pod" - widać wyraźnie, jak blisko od Przełęczy znajduje się wierzchołek.
Wchodzimy od razu na górę, usadawiamy się wygodnie, wyciągamy herbatę, aparat i nigdzie się przez najbliższą godzinę nie wybieramy. Dziś lenistwo, wylegiwanie się na szczycie, widoczki, zdjęcia. 

Najpierw szukamy Rysów. Panoramka u Nyki wydaje mi się jakaś krzywa, gadam sobie pod nosem: "aha, yhym, a no" i przypatruję się Rysom, które... oczywiście Rysami nie są. Te prawdziwe udaje się moim oczom zlokalizować dopiero po jakimś... kwadransie...?

Ale przecież są, widzę :). I jakoś tak mi ciepło na serduchu na myśl, że byłam tam dzień wcześniej.



Kawałek magistrali i widoczek:



A teraz na drugą stronę Przełęczy...




I na ogólnie pojętą Słowację...


A tu Szczyrbskie Jezioro z góry:


I jeszcze parę widoczków:






Wygrzewamy się na szczycie, wypoczywamy i chłoniemy góry w trochę inny, ale nie mniej przyjemny niż zwykle sposób. Później opuszczamy Osterwę tą samą drogą, wstępujemy na obiad już nie pamiętam, ale chyba nie do Schroniska, a do budynku obok, wertujemy leżące tam książki, zapoznajemy się z opowieścią o tym, jak to towarzysz Lenin zdobywał Rysy :D. W drodze powrotnej odwiedzamy Symboliczny Cmentarz. Ale o tym będzie osobny post, bo trochę zaszalałam z aparatem. 

Polecam Osterwę. Bardzo bardzo polecam. Na luźniejszy dzień, na łatwiejszą trasę, na wycieczkę z dziećmi, na wycieczkę z psem, na cudowny prawdziwie górski wypoczynek w pięknych okolicznościach przyrody :).

4 komentarze:

  1. Cześć! Komentarz- podejscie nr 2 :D
    Ile czasu wam zajęła ta trasa? Próbuję wymyśleć jakąś krótką trasę na 3 maja, tak żeby na noc wrócić do domu (okolice Lublina ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam, bo to ponad dwa lata temu było. Sama trasa jest krótka, ale zdajesz sobie sprawę, że to na Słowacji?

      Usuń
  2. " ale zdajesz sobie sprawę, że to na Słowacji? " - rozwaliło mnie to , piona! :D tak, zdaję sobie z tego sprawę :)
    będziemy tam swoim autem, więc podjechanie na Słowację nie będzie aż takim kłopotem. Bo z naszych (polskich w sensie) krótkich tras to jakoś tylko reglowe mi się na myśl nasuwają... Chcielibyśmy ogarnąć jakieś nowe, krótkie, ale i świetne widokowo miejsce, żeby na maxa wycisnąć weekend majowy w górach. A może masz jakis pomysł na ten ostatni dzień (chcielibyśmy koło północy być już w domu, 470 km) ? :>

    OdpowiedzUsuń
  3. ekstra jak dla mnie na wiosnę..bedzie już 10 miesięcy po wymianie bioderka..na takie trasy będzie w sam raz..

    OdpowiedzUsuń