czwartek, 13 marca 2014

Musnąć Orlą Perć - Granaty

Masyw Granatów góruje dumnie ponad Halą Gąsienicową, wzbija się niebotycznie znad Czarnego Stawu. Zamyka część Orlej Perci widzianej z Hali, Orla bowiem za Granatami nieco zakręca i chowa się za Żółtą Turnią. Od strony Pięciu Stawów Granaty już nieco "giną w tłumie", ale nic to. Piękne i wyniosłe to szczyty.



 Granaty ponad Buczynową Dolinką widziane z Piątki

Granatów jest trzy - patrząc od lewej z Hali lub znad Czarnego Stawu Gąsienicowego pierwszy jest Skrajny, w środku (jak nazwa wskazuje) Pośredni, a jakby nieco z tyłu chowa się Zadni. Zadni Granat choć zawsze wydaje mi się być najniższym - jest w rzeczywistości najwyższy. Jednak różnice pomiędzy wysokością wierzchołków nie są znaczne: Zadni ma 6 metrów "przewagi" nad Pośrednim, a ten z kolei 9 nad Skrajnym.

Zadni Granat (2240 m n.p.m.),
Pośredni Granat (2234 m),
Skrajny Granat (2225 m)


Hala Gąsienicowa

 zzoomowane Granaty widziane znad Czarnego Stawu Gąsienicowego
Granaty da się ugryźć turystycznie z dołu (czyli nie z żadnej ze stron Orlej Perci) na dwa sposoby:
- szlakiem zielonym znad Czarnego Stawu Gąsienicowego na Zadni Granat, stamtąd granią przez Pośredni do Skrajnego i w dół żółtym
- szlakiem żółtym znad Czarnego Stawu Gąsienicowego na Skrajny Granat, stamtąd granią przez Pośredni na Zadni i w dół zielonym - i to jest zwykle bardziej polecana opcja dla idących tam po raz pierwszy i ociupinkę zalęknionych.

Granaty widziane z Orlej Perci (okolice trawersu Orlej Baszty) -
- na pierwszym planie (najbardziej po prawo) Skrajny, 
z tyłu widać chyba także oba pozostałe, ale nie udało mi się tego zweryfikować

Wycieczka na Granaty bywa polecana jako dobra trasa na zapoznanie się ze specyfiką szlaku, jakim jest Orla Perć (bowiem przez czubki Granatów przebiega właśnie czerwone malowanie znaczące Orlą). Według mnie, jest to istotnie dobry pomysł, z paru powodów:

- Same Granaty stanowią maleńki fragment OP, przechodzi się je szybko i jeśli nie podoba nam się to, co tam zastajemy, to w każdej chwili możemy zawrócić (w odróżnieniu od odcinka Zawrat-Kozi Wierch, który jest jednokierunkowy, albo od odcinka Krzyżne-Skrajny Granat, który choć dwukierunkowy, ale jest dosyć długi bez szlaku zejściowego gdzieś po drodze)

- Granaty należą do odcinka Orlej Perci uznawanego za najłatwiejszy (umownie wyróżnia się 3 części: 1) Zawrat-Kozi Wierch; 2) Kozi Wierch-Skrajny Granat; 3) Skrajny Granat-Krzyżne)

- Wędrując wierzchołkami Granatów mamy do czynienia z relatywnie niewielkimi trudnościami ale znajdującymi się bardzo wysoko i wystawionymi na sporą ekspozycję - możemy więc przekonać się co do własnej reakcji na poruszanie się w wysokogórskim i przepaścistym - ale dosyć łatwym - terenie. Jeśli okaże się, że wypełnienie naszych kończyn nie zamienia nam się nagle w watę i nie kręci nam się w głowie - to oznacza, że pewnie damy sobie radę i z czymś nieco trudniejszym.

- To bardzo ciekawa i obfitująca w piękne widoki wycieczka.

widok z okolic Zadniego Granatu

Szlaki dojściowe/zejściowe:

* żółty na Skrajny Granat - znad Czarnego Stawu Gąsienicowego początkowo niebieskim wzdłuż brzegu, następnie już żółtym pod górę wśród kosodrzewiny (która gdzieś tam wyżej oczywiście się kończy).

początek żółtego szlaku (ujęcie panoramiczne)
Najpierw po prostu mozolnie po skalnych stopniach, potem nieco stromo, na końcu dość ciekawie. Po drodze jeden łańcuch - przy suchej skale niespecjalnie potrzebny (choć raz na jakiś czas zdarza się, że ktoś stamtąd leci...). Końcówka, jak już napisałam, nieco ciekawa, przydają się łapki.

Fragment z łańcuchem (foto przedstawia osoby schodzące)

Lekkie trudności, coś więcej niż spacer, ale do ogarnięcia dla sprawnego turysty.





Polecany raczej do wchodzenia niż schodzenia, ponieważ wszelkie ewentualne trudności - także te zaskakujące nas - łatwiej pokonywać jest pod górę niż w dół.

W zejściu dość upierdliwy ze względu na stromiznę w górnych partiach. I małe kamyczki. Przy upadku można się sturlać.

* zielony na Zadni Granat - początkowo też wzdłuż Stawu niebieskim szlakiem tylko dalej, kawalątek żółtym obok Zmarzłego Stawu (ładne miejsce) i wreszcie docieramy do zielonego oznakowania. Zdecydowanie łatwiejszy, mniej stromy, bezpieczniejszy od żółtego na Skrajny - dlatego też bardziej polecany do schodzenia.

Trudności raczej brak ALE - miliardy małych kamyczków usuwających się spod butów, co bywa podczas zejścia denerwujące (i bolesne przy skutecznym poślizgu). Plus jest taki, że tam raczej nie ma gdzie spaść.

Mimo wszystko - ze względu na mniejszą stromiznę lepiej/łatwiej/bezpieczniej jest schodzić tym właśnie szlakiem.

Grań - czyli to, co pomiędzy Skrajnym a Zadnim:

 Wariant kierunku - od Skrajnego do Zadniego:


na szczycie Skrajnego

widok ze Skrajnego Granatu na Pańszczycę
Jeśli zaczynamy przygodę z Granatami od Skrajnego i jest to nasz "pierwszy raz gdzieś na OP"  - to, co zastajemy na górze robi na nas zapewne niemałe wrażenie. Oczywiście Zadni też oferuje fajne wysokogórskie widoki, bliskość i wyniosłość Koziego Wierchu i tak dalej. Chodzi mi jednak o otoczenie i o to, na co patrzymy, wiedząc, że czeka nas lada moment. Otóż stojąc na Skrajnym i patrząc na podejście na Pośredni (jeśli jesteśmy tam po raz pierwszy) widzimy sieczkę, coś, co przeszło przez maszynkę do mięsa, a czym podobno wiedzie szlak, zwałowisko kamieni. Dość strome i lufiaste zwałowisko.





Oczywiście jak to zwykle (choć zapewne nie zawsze) w górach bywa - nie jest tam tak strasznie, jak to się w pierwszej chwili może wydawać.

Ale po kolei. Raczej bezproblemowe zejście ze Skrajnego przy zachowaniu pewnej ostrożności do Skrajnej Sieczkowej Przełączki. Z niej opada ku Dolinie Gąsienicowej okryty ponurą sławą Żleb Drege'a. Tam też właśnie znajduje się niemniej osławiona szczelina.

Szczelina ma szerokość hmm rozpiętości średnio długich ludzkich nóg ;). Zwęża się ku dołowi. Nad nią rozpięty jest łańcuch, aby pokonywanie jej było bezpieczne. Stanowi trudność... głównie psychologiczną. No i informacja istotna dla tych, co się jej boją - można ją łatwo i bezpiecznie obejść dołem. Nie trzeba nigdzie odchodzić, szukać żadnych ścieżek. Tuż przy szczelinie skałki po prawej stronie od niej (idąc od Skrajnego) sprowadzają wygodnie jakieś dwa metry niżej. Stamtąd właśnie robione są wszystkie zdjęcia rozkraczonych osób, jakich pełno jest w internecie. No dobra, do rzeczy - skoro zlazło się w dół, to trzeba i wyleźć na górę. Tu lekka trudność, bo trzeba wyciągnąć się na głaz kończący się jak dla mnie gdzieś na wysokości żeber. I szczelinka ominięta.

Przy omijaniu jej w drodze w odwrotnym kierunku jest nawet łatwiej, bo nie trzeba podciągać się, a trochę opuścić.



Muszę się przyznać, że sama będąc na Granatach trzy razy - tyleż samo razy usłyszałam w swojej głowie coś w rodzaju "weź to omiń, skoro się da - to omiń". No i posłuchałam... Tak więc szczelinka pozostaje dla mnie takim małym potworem, za to jestem specjalistką w jej omijaniu :).

Gdy szczelina już za nami, musimy podejść na Pośredni Granat. Udział rąk - nieoceniony, czasem w celu podciągnięcia się, czasem dla asekuracji. Lufiasto. Trudności... hmmm... raczej mimo wszystko niewielkie, ogólnie sprawny człowiek nie powinien mieć tu żadnych problemów. Te mogą być związane natomiast z zaakceptowaniem przepaścistości otoczenia. Niewesoło może zrobić się przy gorszej pogodzie. Według mnie najbardziej wymagający i najniebezpieczniejszy fragment trasy (przy pokonywaniu w obie strony). 

na Pośrednim Granacie

Przejście pomiędzy Pośrednim a Zadnim już spokojniejsze. Ale wciąż z rozwagą bo tuż obok ścieżki strome trawniki. 


Widoki z Zadniego:

W odwrotnym kierunku - moje prywatne wrażenie jest takie, że trudności samej grani, gdy pokonujemy ją z Zadniego po Skrajny są podobne. Po prostu najtrudniejszy odcinek robimy w dół zamiast w górę (zejście z Pośredniego w kierunku Skrajnego).

 widok z Pośredniego na Skrajny

Co dalej?

No dobrze, załóżmy, że przewędrowaliśmy Granaty, stoimy na ostatnim z nich, pogoda jest dobra, przed nami kawał dnia do zmroku, czujemy się dobrze, no i całkiem podobało nam się to, czego tu wysoko doświadczyliśmy. Czy możemy pójść dalej Orlą Percią?

Jeśli znajdujemy się na zadnim Granacie, to przed nami relatywnie łatwy odcinek OP. W dużej mierze nawet nudny. Stąd aż do Koziego Wierchu można wyróżnić tylko dwa trudniejsze miejsca, poza nimi trasa ta to właściwie wysokogórski spacer zakończony niezbyt trudnym podejściem na Kozi. Miejsce pierwsze: Kominek pod Czarnym Mniszkiem, pokonywany w tym wariancie w dół. Kominek jest naprawdę spory i stromy, może sprawić kłopoty w zejściu. Przechodzenie go ułatwione jest łańcuchami. Pocieszenie jest takie, że znajduje się on dość niedaleko od Zadniego Granatu, więc gdyby schodzenie nim przerosło nasze możliwości - możemy się bez większego żalu wrócić. Miejsce numer dwa: fragment Żlebu Kulczyńskiego - idąc w stronę Koziego Wierchu pokonujemy go pod górę. W żlebie krucho i niepewnie, ale pod górę moim skromnym zdaniem na tym konkretnym fragmencie - raczej łatwo (zdecydowanie gorzej w dół). Stamtąd nużące rypanie po płaskim, a po pewnym czasie podejście na Kozi - pod koniec z użyciem kończyn górnych, ale bez szału. Moim zdaniem warto spróbować. Widoki z Koziego na cały świat :). Ze szczytu dość łatwe zejście do Doliny Pięciu Stawów Polskich.

Jeśli natomiast stoimy na Granacie Skrajnym i chodzi nam po głowie dalsze dreptanie po Orlej - tu sprawa jest dużo bardziej skomplikowana i wymagająca większego namysłu. Do Przełęczy Krzyżne stąd spory kawałek, trudności też niemało. Ze dwa czy trzy kominki do zejścia, bardzo mocno eksponowane wąskie ścieżki, dużo kruszyzny. Jeśli nie czujemy się pewnie, to dajmy sobie spokój.

Zawsze trzeba zwracać uwagę na pogodę i czas pozostały do zmroku. Także na to, którędy będziemy schodzić i ile to zejście nam zajmie. 

Na koniec parę różnych fotek:

 Granaty nad Czarnym Stawem Gąsienicowym

Skrajny Granat widziany z Doliny Pańszczycy
 Skrajny widziany z okolic Orlej Baszty

w lewej części zdjęcia widoczny zygzak - zielony szlak z Zadniego Granatu
(widok z okolic Koziego Wierchu)

gdzieś na Granatach...

Starałam się pisać to, co wiem na pewno i podzielić własnymi refleksjami. Mogłam się rypnąć gdzieś w opisie zdjęć, bo niektóre z nich pochodzą nawet sprzed czterech lat (choć raczej byłam ostrożna). Gdyby jednak ktoś wyłapał jakiś błąd - proszę o info.

Aha, oczywiście wszyściuteńko, co napisane powyżej - odnosi się do lata. Zimą (albo inną porą roku, gdy zalega śnieg i lód) Granaty to już zupełnie inna bajka...

43 komentarze:

  1. Tam w pewnym momencie (podczas przejścia na Pośredni? idąc wariantem zółty-Granaty-zielony) jest takie zejście w dół po dość pionowej skale od strony D5SP, po to by znaleźć się na ścieżce wiodącej dalej, na Zadni. czasem mijsca jest tylko tyle, by zaczepić czubek buta, no i tam jeden, jedyny raxz miałem dylemat czy przypadkiem nie spróbować techniki plecami do skały. Aczkolwiek wtedy "podziwiałoby" się ogrom przestrzeni nad D5SP, co nie jest zbyt dobre dla wyobraźni.... ;)

    atopos :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba zejscie na Posredniej Sieczkowej Przelaczce w kierunku Zadniego Granatu... Zgadzam sie, brak ubezpieczen, pod progiem bardzo stromy trawnik a dalej siup. Dobrze, ze nie schodziles na pupie. Gdybys zjechal i nie trafil lewa noga na jakis wystep skalny, ktorych tam prawie nie ma, tobys obejrzal sobie Buczynowa Dolinke. Niepozorne ale bardzo niebezpieczne miejsce.

      Usuń
  2. Zdjęcie "w kroku" mnie poraziło :)Jednak szlak nie jest taki trudny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam tam przedwczoraj, naprawdę warto. Szliśmy od Zadniego do Skrajnego. Zachęcił mnie do tego Twój opis tego szlaku, bo tak to bym się nie odważyła :), Wcześniej byłam na Skrajnym i widziałam zejście z Pośredniego, no to mnie trochę "zmroziło", ale potem przeczytałam Twój opis i postanowiłam spróbować no i dało się bez większych trudności, ale "szczelinkę" ominęłam, bo nie dałam rady zrobić takiego szerokiego kroku. Następnym razem na pewno dam radę:), Pozdrawiam i dziękuję za relację z wypraw, bo nie ma to jak czyta się opis szlaku widziany oczyma kobiety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie mi miło, że tekst się przydał! Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Hej, wszystkie teksty się przydają, nawet jak nikt nie pisze o tym...;-)) Pozdrówka i dzięki za fajne opisy i zdjęcia. Ewa

      Usuń
  4. Dzięki za opis trasy jedyny rzetelny i nie straszący. Przeszliśmy Granaty 6 października pogoda dopisała widoki piękne. Polecamy para wędrowników po 50-tce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny opis. Wybieram się tam w sobote 13.06.2015. Pogoda zapowiada się wyśmienita więc w górę :)
    Pozdrawiam
    Miłośnik gór

    OdpowiedzUsuń
  6. Proszę o podanie przybliżonego czasu do przejścia. W górach będę w czwartek i nie ukrywam, że opis mnie "zachęcił" do zdobycia tych gór :-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doradzam jednak zaopatrzenie się w mapę. Zawsze warto ją mieć, a zwłaszcza jeśli słabo zna się Tatry.
      Tam będą podane orientacyjne czasy.

      Usuń
  7. Super opis ;) upewnił mnie w przekonaniu że chcę tam iść i spróbuje już za 3 tyg;) oby pogoda dopisala ;) dzięki i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wiele osób korzysta z opisu, bardzo mi miło :). Dobrej pogody życzę!

      Usuń
    2. też się przymierzam pod koniec lipca okaże się czy dam radę;)

      Usuń
    3. byłem udało się obyło się bez wielkich problemów, szkoda że następny wypad w Tatry dopiero za rok, kolejny odcinek OP czeka:)

      Usuń
  8. Też przeszedłem 13 sierpnia 2015, trochę ludzi było ;-o i pogoda wspaniała.
    Gdybym wiedział dokładnie co mnie czeka pewnie bym się nie odważył ;-)
    A tak może jeszcze coś w tym roku przejdę, to jest zaraźliwe :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. 697122980, numer uzywany tylko o celow gorskichwycieczek. jestem od jesieni do kwietnia w gorach czyli dyzorna , chodze zawszeprzy tylko obrej pogodzie , chetnie zapraszam na szlak do towarzystwa ,chodze sama , a to nie jest bezpieczne . w chodza w gre zimowe szlaki takie jak przez zawrat do d5 ,swinica z gasienicowego do 5 , ze sniegiem tylko w gore i z powotem ,kasprowy -i na zachodnie np. do kondratowej na malolczniak ,zima malo czasu , mozliwe noclegi w schroniskach

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam
    Przeczytałam dokładnie opis Pani szlaku na Granaty i bardzo mnie zachęcił. Mam tylko pytanie odnośnie jednego zdjęcia które znalazłam w necie, a mianowicie chodzi o tą skalną półkę w rejonie Skrajnej Sieczkowej Przełączki. link tutaj: http://kamilfilipowski.blog.pl/2014/06/01/orla-perc/olympus-digital-camera-629/. Czy faktycznie trzeba iść taką półeczką ? Czy Pani tędy szła ? To jest nad przepaścią ? Będę ogromnie wdzięczna za odpowiedź. Ten opis szlaku napisany przez Panią jako jedyny w internecie mnie zainteresował. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, ostatni raz szłam Granatami w warunkach letnich już dawno. Tej konkretnej półeczki nie pamiętam, ale to nie znaczy, że nią nie szłam.

      Ogólnie na Granatach jest mocna ekspozycja i dużo ruchów trzeba wykonywać nad przepaścią. Nie są to jednak ruchy trudne i na pewno nie ma tam miejsc, które wymagałyby jakiejś wyjątkowo ryzykownej gimnastyki (choć oczywiście nawet zwykłe potknięcie może skutkować lotem).

      Na zdjęciu widzę malowanie szlaku, a więc pewnie jest to najprostszy wariant przejścia i kombinowanie inaczej nie przyniesie dobrego efektu. Proszę jednak pamiętać, że zdjęcia często straszą.

      Pozdrawiam, Gosia

      Usuń
  11. Też mam zdjęcia na tej półeczce, czyli fotograf stał niżej, co znaczy,że nie jest bardzo eksponowana ��

    OdpowiedzUsuń
  12. Czy w ogóle warto wybrać się na sam Zadni Granat? Sama byłabym chętna, żeby musnąć Orlej Perci ale moja współtowarzyszka już niekoniecznie. Dlatego zastanawiałam się, czy można wejść zielonym na Zadni i tym samym szlakiem zejść? Tak żeby minąć trudności, a nacieszyć się widokiem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście że tak :). Widoki ze szczytu piękne, a szlak właściwie zupełnie łatwy.

      Usuń
  13. Piękne zdjęcia i blog. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  14. Witaj Gosiu,
    czytam Cię z wielką przyjemnością i zainteresowaniem od ponad 1,5 roku - a mój pierwszy tekst przeczytany na Twoim blogu to właśnie powyższy opis Granatów. I tak gdzieś właśnie od zimy 2015 marzę o tym, żeby się na tym szlaku znaleźć. Wreszcie zanosi się na realizację moich planów - już za kilka dni wyruszamy z mężem w Tatry i będziemy tam 2 tygodnie!!!! :-) bez dzieci, 11 noclegów w schroniskach...cieszę się jak głupia, ale zarazem troszkę zaczynam się bać. Nie obawiam się wielogodzinnych męczących tras,niewygody, mozolnych podejść, skał i łańcuchów - generalnie lubię się sponiewierać,jestem raczej wysportowana i wiem, że to wszystko ogarnę. Boję się tylko dwóch rzeczy - że trafimy na syfiastą pogodę i non stop będzie lało oraz tej nieszczęsnej ekspozycji. Na to pierwsze zmartwienie chyba nawet Ty nie poradzisz, ale może zechciałabyś mi pomóc z tym drugim? Zastanawiam się, jak najlepiej zaplanować wyjścia, żeby stopniowo się z tymi przepaściami oswajać. Internet szeroko pojęty wysyła mi sprzeczne informacje - gdzieś tam piszą, że Świnica (nawet od strony świnickiej przełęczy) to dla osoby z lękiem wysokości coś absolutnie nie do przejścia za to Kościelec już spoko...z kolei na innej stronie jest to przedstawione dokładnie na odwrót. Po przeczytaniu Twojego opisu Granatów pomyślałam, że chyba nie taki diabeł straszny i dam radę...ale po zapoznaniu się z tym komentarzem z 8 stycznia o "ruchach nad przepaścią " znów zaczełam się baaardzo obawiać. Zaczynamy od Murowańca,mamy tam 5 noclegów i chcielibyśmy zrobić Kościelec, Świnicę i te Granaty właśnie - jak oceniasz te szlaki pod kątem ekspozycji? Od którego najlepiej zacząć, a gdzie najstraszniejsze lufy?
    Oczywiście nie jest to moja pierwsza górska wyprawa,mam za sobą całe Tatry Zachodnie (łącznie z Giewontem od Strążyskiej i Małołączniakiem przez Kobylarzowy Żleb,wszystkie jaskinie - tam żadnych kłopotów), Szpiglas ceprostradą z trzylatkiem na plecach, Wrota Chałubińskiego, poza tym Pieniny, Sudety, Bieszczady....czas na coś więcej i chcę tego bardzo, ale strach przed przepaściami trochę zakłóca mi radość z wyjazdu. Ufff długo wyszło, przepraszam i bardzo proszę Cię o radę
    Pozdrawiam serdecznie
    Gosia z Gdyni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, z tą Świnicą i Kościelcem to zawsze ta sama śpiewka. Jedni mówią, że Świnica to pikuś, a Kościelec to dopiero hardkor, drudzy na odwrót. Gdy ja zaczynałam, to dla mnie Kościelec był łatwiejszy. Weszłam bez strachu i większych problemów. Rozochocona parę dni później wybrałam się na Świnicę i... na szczycie siedziałam trochę przerażona tym, że jeszcze muszę zejść. Dla mnie więc Świnica trudniejsza. Ale co człowiek, to opinia, a wiem, że wiele osób chciałoby widzieć na Kościelcu łańcuchy, bo ich brak jakoś je onieśmiela.

      Ja bym zatem proponowała kolejność: Kościelec --> Świnica --> Granaty. Aczkolwiek to są już wszystko trasy o zbliżonych trudnościach i podobnej ekspozycji, a powyższa sugestia jest bardzo subiektywna.

      Usuń
  15. Wielkie dzięki za odpowiedź! Subiektywna czy nie, opinia osoby z takim doświadczeniem górskim jak Twoje, jest dla mnie bardzo cenna. Spróbujemy właśnie w tej kolejności, którą proponujesz :-)
    Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przesadzałabym z tym moim doświadczeniem. A wracając do wymienionych szczytów, to w miniony piątek byłam i na Kościelcu i na Świnicy i teraz jeszcze bardziej nie wiem, co trudniejsze, ale chyba jednak szala przechyliła się na stronę Kościelca :D.

      Usuń
    2. Ja miałam odwrotne odczucia.
      Najpierw byłam na Kościelcu i duże wrażenie na mnie zrobiła ta trasa. Z uwagi na brak łańcuchów trzeba polegać na swoich łapkach i małe doświadczenie wspinaczkowe jest bardzo przydatne. W jednym miejscu miałam sporą trudność przy schodzeniu, tuż pod szczytem jest mała półka skalna do pokonania. W górę bez problemu się wdrapałam (chociaż moja koleżanka się poddała i nie wlazła), za to w dół było gorzej. Ale po 5 min kombinowania dałam radę się zsunąć :-) To jest nawet nie tyle trudność techniczna, co psychiczna, bo przytulając się do skały nie widać, gdzie się stawia stopy, a za nami stromy stok. Nie chcę tu nikogo straszyć, bo w opisach tego szlaku nigdzie nie znalazłam wzmianki o takiej trudności, a jednak ja miała z tym problem. Tym bardzie to wskazuje, jak bardzo indywidualnie ludzie odbierają poszczególne szlaki.
      W przypadku Świnicy byłam rozczarowana łatwością szlaku. Jest on pełen żelastwa, a może tylko w dwóch miejscach łańcuchy były naprawdę przydatne (oczywiście przy pięknej pogodzie, dla człowieka dość sprawnego i bez lęku wysokości).
      Niedługo wybieram się na Granaty i mam nadzieję, że będzie super :-)

      Usuń
    3. Hej! No ładnie, to minęłysmy się na tym Kościelcu o jeden dzień - ja wdrapałam się w sobotę 27 sierpnia ( w pt po południu dopiero dotarliśmy do Murowańca z meeeega ciężkimi plecakami i starczyło już sił tylko na wiśniówkę... :P). Świnica była w niedzielę, Granaty we wtorek. Wrażenia cudowne, niezapomniane, zaś co do subiektywnych trudności trasy to zdecydowanie zgadzam się z Twoją pierwszą wersją :-) Na Kościelcu poszło mi świetnie,lęk pojawił się tylko na chwilę przy przechodzeniu tą mini-grańką na drugi wierzchołek (lufa z obu stron, tego boję się najbardziej), reszta to była czysta frajda i przyjemność. Wszyscy spotkani tego dnia ludzie mówili, że jak weszłam tutaj to Świnicę zrobię na luzie bo jest o wiele prostsza. Cóż...dla mnie okazała się trudniejsza, zwłaszcza okolice tzw wrótek i miejsce tuż przy szczycie. Natomiast obraz Granatów mam bardzo hmmm zamglony, trafiliśmy na niezbyt fajną pogodę - gęste, niskie chmury, siąpiący deszcz, mgła taka że widzialność była max 15 m. Widoków zero, ale mimo to wyprawa bardzo mi się podobała,cieszyłam się po prostu drogą,było niesamowicie pusto,cicho i spokojnie - na całej trasie spotkaliśmy 5 osób! Trudności techniczne trochę większe niż się spodziewałam z opisu, kilka miejsc takich prawie pionowych. Do szczelinki się przymierzyłam,ale jednak obeszłam ją zgodnie z Twoimi wskazówkami, za to na wspominanej we wcześniejszych komentarzach wąskiej półeczce poszło całkiem gładko. Wielkim plusem panującej tego dnia pogody było to, że ekspozycja przestała być problemem - żadnych przepaści nie było po prostu widać :-) Ale to zarazem oznacza, że muszę tam jeszcze wrócić i już się na to ogromnie cieszę!

      Usuń
  16. Bardzo szczegółowy i pomocny wpis.Dzięki Tobie wczoraj zdecydowałam się na ten szlak w opcji żółty-Granaty-zielony.Pogoda była rewelacyjna.Widoki nieziemskie. A wspomniana szczelina robi wieksze wrażenie na fotkach w necie aniżeli na żywo😊 Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. no to zobaczę to jutro ......

    OdpowiedzUsuń
  18. no i przeszliśmy....... nie powiem ,było zaskakująco z wykorzystaniem wszystkich czterech kończyn , i głowy oczywiście . Twój opis nie nastawił nas na trudności jakie napotkaliśmy.....spodziewałem się trudnego podejscia , ale wspinaczka była zaskoczeniem.... ale daliśmy radę......

    OdpowiedzUsuń
  19. Hej!
    Gosiu pomóż szybko, bardzo proszę :D

    2 tygodnie temu przeszliśmy trasę:
    Schron w Piątce - Kozia Przełęcz - zejście do Koziej Dolinki - Zadni Granat - Krzyżne - Schron w Piątce

    na jutro planujemy:

    Kuźnice - Czarny Staw Gąsiennicowy - Zadni Granat - Kozi Wierch - Schron w Piątce.

    Jak odnosisz do siebie te trasy kondycyjnie i trudnościowo?

    Z tego co czytam to łatwiejsza wydaje się być ta druga. Czy kominek pod Czarnym Mniszkiem mocno daje po dupie w zejściu?
    Dodam, że byliśmy np. na Świnicy od Zawratu, kojarzysz napewno ten kominek w drodze z tej strony? Trudność do tego pod Mniszkiem podobna?

    Pozdrawiam,
    Olga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod Mniszkiem jest wyższy chyba. Dawno tam byłam. Nie ma tam klamer, tylko łańcuchy, więc zejście jest trochę problematyczne. Ale jak macie takie trasy na koncie to nie panikowałabym.

      Usuń
    2. Dzięki za odzew :)
      Każdy "przewodnik" w necie mówi, że ten komin to jedyne problematyczne miejsce na tym odcinku. Twoim zdaniem faktycznie tak jest?

      Usuń
    3. no jeszcze fragment Żlebu Kulczyńskiego, który się tam pokonuje

      Usuń
  20. Witam!
    Przybyłem, zobaczyłem, zdobyłem. Wczoraj tj 16.09 dzieki dokładnemu opisowi zdecydowałem sie na wersję żółtym w gore i zejście czarnym. Chciałem zejść zielonym, ale jakoś go przegapiłem. Moze z tej radoch że sie udało. Szacón dla tych co czarnym ida do góry.Ludzie to lubią extrema.
    Poydrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Orla perć marzy mi się od dawna... i ciągle "coś"!
    Zachęciłaś mnie tym wpisem. Zacznę w tym roku - od Granatów.
    Dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie mogę się zdecydować. Chcielibyśmy w tym roku i zdobyć Kozi Wierch, i Granaty. Kusi jednak to, że wszystko jest tak "blisko" siebie. Zastawiam się, czy to nie za dużo jak na pierwszy raz.
    Nie wiem, czy lepiej wejść na Kozi Wierch i wtedy decydować się na Zadni Granat, a potem ew. kolejne Granaty. Czy jednak wszystkie 3 Granaty zostawić sobie na jedną wycieczkę, a Kozi Wiercg na inną wycieczkę (choć sam KW może być za mało). Jednak trasa z Granatów w stronę Koziego Wierchu wydaje mi się mniej ciekawa i chyba wolałabym pokonywać te trudności w kierunku Granatów. Mam mętlik.
    W tym roku zamierzamy iść trasy dla średniozaawansoawnych z Twojego przewodnika. Nie wiem jednak, czy całą wyprawa Granaty - Kozi Wierch, albo odwrotnie to znowu nie będzie za dużo? Będziemy dopiero po Szpiglasowym Wirchu i może po Kościelcu/Świnicy (jeszcze dokładnie nie wiem jak rozłożymy dni i trasy.
    Mam ochotę popróbować czegoś cięższego. Przewodnik dla podstawowych w zeszłym roku był za prosty, brakowało nam tego czegoś więcej. A teraz nie wiem co ważniejsze. Jak spróbuje sam KW, to pewnie na Granaty nie wejdę, bo tak blisko, to lepiej gdzieś indziej iść. I odwrotnie. Wejde na Granaty tylko, to KW pewnie odpuszczę, a tak bardzo zachwalasz ten KW... Ale mam dylematy ;-) Musiałam się pożalić, a może ktoś coś ciekawego powie. Wyruszmay za 2 tyg, mam nadzieję, że nie już nie będzie śniegu w ogóle...

    OdpowiedzUsuń
  23. Zrobiłem w tym roku grań granatów od zadniego do skrajnego. Wycieczka dostarczyła mi sporo emocji, miałem trochę trudności na grani ale przygoda przednia a widoki spektakularne. Niestety ekspozycja ryje mi jeszcze czaszkę. Łańcuch nad "przepaścią" nie jest trudny ale peszy ta prawdziwa lufa od strony buczynowej dolinki :) No i Drege zrobił na mnie duże wrażenie. Co do szlaków prowadzących na granaty to teoretycznie cięższy szlak żółty był dla mnie prostszy w zejściu ze skrajnego niż "banalny" zielony w podejściu ma zadni. Przed granatami z bardziej wymagających szlaków miałem na koncie tylko HG-Świnica-Zawrat-HG kilka lat temu i Szpiglasy za dzieciaka (kiedy to było..) Po Granatach kilka dni później zdobyłem Rysy ale ta "powietrzność" z każdej strony na Granatach zrobiła na mnie większe wrażenie. Musnąć OP - ładnie powiedziane. Pozdrawiam, Konrad

    OdpowiedzUsuń
  24. Mnie też się udało w tym roku pokonać strach przed ekspozycją! Granaty wybrałam do testowania mojej wytrzymałości na podstawie Twojego opisu. Okazuje się, że chociaż na zwykłej drabinie mam lęk wysokości, to w terenie podchodzę do sprawy zadaniowo ;) Jest skałka do przejścia, nieważne, co jest dookoła, w głowie mam tylko każdy następny krok. Chyba przez to kompletnie nie odczułam przepaści. Aż wróciłam do Twojego tekstu, bo po całej wycieczce zadni-skrajny, oświadczyłam mężowi, że to był lajcik i gdzie te przepaście w sumie były to ja nie wiem ;) Cieszy mnie to, bo oznacza, że może i całą orlą uda mi się w tym życiu przejść, a już z dołu patrząc na ten szlak zawsze płaczę ze wzruszenia, że tak pięknie. Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń