czwartek, 27 listopada 2014

Przełęcz pod Chłopkiem - opis szlaku

Spośród tatrzańskich znakowanych ścieżek - zdecydowanie moja ulubiona przeprawa. Szlak piękny, podniebny, powietrzny, zróżnicowany, niebanalny. Dość trudny, mogący stanowić wyzwanie. Do polecenia osobom już trochę obytym z wysokogórskimi trasami - licznych kominków i bogatych widoków w dół można się przestraszyć, a lepiej tego typu drogę pokonywać jednak w miarę na spokojnie.
Opis tyczyć się będzie warunków letnich (brak śniegu i oblodzeń).

Zaczynamy w Palenicy Białczańskiej, skąd mamy niecałe dwie godziny marszu nad Morskie Oko. Znad Moka kierujemy się nad Czarny Staw pod Rysami, początkowo wzdłuż brzegu, następnie męcząco pod górę po kamiennych schodach (ok. 50 minut). Ale to chyba wszyscy wiedzą, prawda?

Zabawa zaczyna się nieco wyżej. Przy Czarnym Stawie szukamy początku zielonego szlaku, stamtąd na przełęcz będziemy mieć około 2 i pół godziny drogi. W niższych partiach szlak niczym nie zaskakuje, właściwie, to jest nawet dosyć monotonny. Wiedzie od razu dość mocno pod górę, ale po łatwym terenie - przez kosówkę i po ułożonych kamieniach. Dla mnie osobiście jest to bardzo męczący kawałek. Nie żeby potem było bardziej płasko, nie nieee... Po prostu tu jest niezbyt ciekawie, typowe podejście z widokami za plecami. Oczywiście całkiem niczego sobie widokami.



Mniej więcej wtedy, gdy Czarny Staw znika nam z oczu, chowając się za zboczami Kazalnicy, szlak zaczyna się wreszcie urozmaicać. Ścieżka zbliża się do niewielkiego, za to bardzo urokliwego wodospadziku i tam też występują pierwsze, choć jeszcze niewielkie, trudności.

Wspomniany odcinek sfotografowany w czasie zejścia.
A potem to już w ogóle robi się ciekawiej. Czeka nas podejście na Kazalnicę. Kazalnica Mięguszowiecka to zakończenie ramienia opadającego z Czarnego Mięguszowieckiego Szczytu. Stanowi odrębny wierzchołek, choć nie zawsze jest traktowana jako samodzielny szczyt. Słynie ze swych północnych imponujących i mrrrocznych ścian wyrastających ponad Czarnym Stawem. Od strony Kotła Mięguszowieckiego, czyli tamtędy właśnie, gdzie wiedzie szlak "na Chłopka", da się ją osiągnąć raczej łagodnie, ale trochę tych skałek tutaj jest. Zaczyna się scrambling - czyli do zabawy potrzebujemy pomocy kończyn górnych. I nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie to jest ten moment, w którym zapominam, że się męczę, czas płynie jakby inaczej i mogę tak sobie iść i iść, byle mnie żadne chmurzysko nie straszyło. 
Do rzeczy. Podejście na Kazalnicę charakteryzuje się mnogością występowania niezbyt długich skalnych formacji, głównie kominków. Trudne one raczej nie są, niektórym to nawet daleko do pionu, obfitują w wygodne chwyty, a gdzie ich brak - zwykle jest klamra. Pod górę, to tutaj tak trochę jak po drabinie. Więcej problemów sprawiają podczas zejścia. Tylko że... zdecydowanie jest się gdzie zwalić w razie obsuwy. Ekspozycja może nie jest taka książkowa, to nie tak, że wisimy na skałce, a obok nas zionie otchłań. Przeciwnie, widzimy pod sobą cały kawał zbocza, czasem nawet pozornie dosyć łagodnego. No. I tym właśnie zboczem możemy się poturlać. A turlanie w górach bywa szybkie, koziołkowe, zwie się lotem i zwykle kończy mało estetycznie. Także tego, tutaj wymagana wzmożona uwaga, stawianie nóg na pewnych stopniach, opieranie rąk na pewnych chwytach. I pomalutku do przodu.


Opisywany szlak słynie z braku sztucznych ułatwień. Z tym brakiem, to lekkie nadużycie - zamontowanych jest kilka klamer (liczyłam ostatnio, ale zapomniałam, chyba 7 lub 8), które faktycznie pomagają w pokonywaniu newralgicznych miejsc. Natomiast brak jest łańcuchów. Dlatego też wzrasta tutaj trudność w porównaniu do np. Rysów, czy Świnicy. Odcinki o podobnych obiektywnie trudnościach i zbliżonym prawdopodobieństwie lotu tam są obwieszone jak świąteczne drzewko. A tu nie ma nic. Zrozummy się dobrze - ja uważam, że to spoko, fajnie, że w Tatrach funkcjonują różnorodne szlaki. Jednak jeśli ktoś nie czuje się komfortowo, gdy mu obok nie dynda i nie podzwania żelastwo, to "Chłopka" niechaj sobie odpuści. Testem może być wyobrażenie sobie podejścia na inne przełęcze czy szczyty bez użycia większości łańcuchów - jeśli to wyobrażenie jest do ogarnięcia, to IMHO można próbować ten teges z "Chłopkiem". 

Po serii skałkowych przepraw docieramy do najsłynniejszego bodaj, a na pewno niecodziennie fotogenicznego miejsca na szlaku:

Działały mi kiedyś zdjęcia stąd na wyobraźnię, ojjj działały. Jeszcze jak wyczytałam, że tam się daje jakiegoś kroka nad jakąś przepaścią, to w ogóle niewyraźnie się tam widziałam. Jak na moje oko, to wygląda to tak, że ta przepaść, to jest tam, za tymi klamrami i trzeba się z niej nadludzkim wysiłkiem wydźwignąć. Rzeczywistość wygląda mniej złowrogo. Poniżej klamer jest sobie kominek, jeden z wielu, dosięgnięcie zaś klamry nie stanowi problemu. Sztuczne ułatwienie zamontowano tu po to, aby mieć się czego przytrzymać na bardzo wąskiej w tym miejscu ścieżce. Nic trudnego tu nie ma. Jest jedynie wspomniana wąskość. I bardzo hmmm... głębokie perspektywy w dół. Ale nic to, łapki na klamerki, fiku miku i już jesteśmy na szerszej i bardziej komfortowej przestrzeni.
Tak wygląda kominek poniżej klamer.
A tak wyglądam ja z poświęceniem robiąca powyższą fotę :D
(fot. Madzia Wieczna Tułaczka)


Dalej znów parę bliższych spotkań ze skałkami...

Widoki wyborne :P


No i już prawie Kazalnica...


Najbardziej "wspinaczkowe" momenty pozostawiamy za sobą (choć parę pomniejszych trafi się i dalej), teraz czekają nas nieco inne, niemniej ciekawe fragmenty szlaku. Po pierwsze - z Kazalnicy musimy przejść w ścianę Czarnego Mięgusza. Wspominałam już, że Kazalnica jest zakończeniem opadającego z niego ramienia. Musimy zatem tym ramieniem przejść. A ramię to grań. A grań, to takie dosyć wąskie coś :).

Tak przejście granią wygląda od dołu...
...tak od góry...
 ...tak z bliska...
...a tak z daleka...


Nie jest aż tak znowu bardzo wąsko, aby każde zachwianie miało się skończyć mokrą plamą kilkadziesiąt metrów niżej. Ale wrażliwa dusza może się czuć nieswojo.

Przebycie "równoważni", jak ją lubię nazywać, kończy się wejściem w zbocza Czarnego Mięguszowieckiego. Musimy je przetrawersować (czyli przejść w poprzek). Tutejsza część szlaku określana jest popularnie galeryjką. Galeryjka to przede wszystkim wąska ścieżka, z jednej strony ograniczona skalną ścianą, z drugiej podcięta zboczem. Może nie jakimś kosmicznie stromym, ale tu też polecieć się da, więc trzeba uważać, co by się za bardzo nie potykać. A najlepiej wcale. Ścieżkę pokonuje się głównie na nóżkach, ale jest parę fragmentów wymagających pomocy rąk.

 Galeryjka widziana jako wyraźna rysa z Kazalnicy Mięguszowieckiej
(można dostrzec także ludzi ją przemierzających).

Tu też galeryjka z Kazalnicy plus ogląd na wierzchołek Czarnego Mięgusza.


A poniżej już zdjęcia z samej galeryjki:




No i to w zasadzie byłoby na tyle. Przewinięcie się na przełęcz i już. Jesteśmy pod Chłopkiem.




Zejście tą samą drogą, z zachowaniem niezbędnej ostrożności. Istniał niegdyś szlak na stronę Doliny Hińczowej, jakąś ściechę z dołu daje się wypatrzeć, ALE - pomimo zachęcającej bliskości dna doliny, to jednak nie zabawa dla każdego, lepiej nie kombinować.

Z samej Przełęczy pod Chłopkiem odsłaniają się przede wszystkim całkiem ładne widoki na słowacką stronę. Można się przyjrzeć z bliska Mięguszowi Pośredniemu, który nieco zasłania Wielki. Reszta widoków... możliwe, że była ładniejsza z perspektywy podejścia. Zresztą, co kto lubi. Ja polecam ten szlak przede wszystkim ze względu na charakter drogi, którą prowadzi, jej bogatą zmienność. Powtarzam tylko, że to wycieczka dla tych, co już tu i ówdzie byli, na tym i owym się sprawdzili. Nie ze względu na jakieś konkretne trudności - bo jak masz sprawne nogi i ręce, to prawdopodobnie wejdziesz - ale ze względu na istniejące obiektywnie niebezpieczeństwo wymagające zachowania czujności. A ta jest moim zdaniem niemożliwa, gdy się czegoś panicznie boimy.



Moje relacje, a zatem i trochę więcej zdjęć TU i TU.

6 komentarzy:

  1. Dziekuje za opis...jutro o 4.00 ruszam z Palenicy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry:)Po Tatrach chodzę sama bo nikt nie podziela mojej pasji i uwielbienia dla tych gór.Proszę mi powiedzieć czy tam wysoko można zawinać się w śpiwór i przespać bezpiecznie noc,nigdy tego nie robiłam,ale chciałabym powędrować ze dwa dni nie zatrzymując się w schroniskach,poprostu nie lubię.Bardzo dziękuję:)Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy, w jakim sensie "można".
      Pod względem prawnym - nie, nie można, biwakowanie w Tatrach jest zabronione.
      Jeśli jednak pytasz, czy da się to zrobić bezpiecznie i nie masz na myśli niebezpieczeństwa dostania mandatu, to tak, da się. Aczkolwiek noce w Tatrach nawet latem są zimne, często też wieje wiatr, więc zwykły namiotowy śpiwór może nie wystarczyć, no i trzeba być dobrze zapoznanym z prognozą pogody.
      Oficjalnie nie zachęcam! Przestrzegam! Zakazuję! ;)

      Usuń
  3. Hej, super i dzięki za kolejny świetny opis szlaku. Tak sobie czytam i próbuję wyobrazić jak by się szło. Obycie mam małe ale lubię wyzwania :D Jeśli przeszliśmy bez problemów z dziećmi Kuźnice Dolina Jaworzynka Hala Gąsienicowa Czarny Staw Gąsienicowy Przełęcz Karb Zielona Dolina Gąsienicowa Hala Gąsienicowa Boczań Kuźnice to mogę się rwać z rodziną na Przełęcz pod Chłopkiem czy raczej nd drugi raz Szpiglasowa Przełęcz? Rozumiem, że Twoje propozycję to będą tylko Twoje osobiste odczucia :) tak tylko pytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, w jakim wieku dzieci, ale Chłopek to już naprawdę trudna i niebezpieczna trasa, zupełnie bez porównania do Karbu. Z dziećmi nie polecam. A i samemu może lepiej najpierw coś łatwiejszego - Szpiglasowa to dobry pomysł. :)

      Usuń
    2. Dziękuję za radę, po zapoznaniu się ponownie Twoimi opisami obu szlaków i kilkoma filmami na YT w tym sezonie udamy się na Szpiglasową Przełęcz :)

      Usuń