niedziela, 13 grudnia 2015

10 (a nawet 11) pomysłów na szamę w górach.

źródło: Pinterest
Wychodząc w góry, musimy zapewnić sobie całodzienne wyżywienie. Nie jest to problemem, jeśli przed nami jednodniowa wycieczka, a w dodatku nie żal nam dutków na schroniskowy obiad. Do plecaka zabieramy wówczas najczęściej przygotowane poprzedniego wieczora kanapki, coś słodkiego i jest git.

Sprawa się trochę komplikuje, gdy zaszywamy się w świat gór na dłużej, zostawiając wszelakie luksusy i wygody daleko za sobą. Nawet przygotowanie kanapek urasta wówczas do rangi zadania. To raz. A dwa to to, że chcąc jednak zaoszczędzić co nieco tych naszych dutków, jedzenie musimy przynieść z sobą...


Ma być więc:

- lekkie - nie lekkie w sensie kalorycznym czy trawiennym, tylko zwyczajnie mające niewielki ciężar i zajmujące niewiele miejsca
- trwałe - w dwóch znaczeniach - po pierwsze: nie psujące się zbyt szybko, po drugie: odporne na zgniatanie i kruszenie
- wygodne do przygotowania i skonsumowania
- sycące i dodające energii
- dobrze, gdyby było też smaczne no i w miarę zdrowe


Z powyższych względów ODRADZAM:

- konserwy w puszkach - bo razem z mięsem dźwigamy opakowanie, które nawet po opustoszeniu trudno skompresować, zajmuje więc nadal dużo miejsca w plecaku
- sucharki - równie dobrze można wziąć ze sobą bułkę tartą
- miękkie owoce i warzywa - rozgnieciony banan albo pomidor omnomnom ;)
- ciastka i wafelki - z podobnych względów, co sucharki, jak też dlatego, że lepiej zainwestować w wartościowsze węglowodany
- kanapki - zrobienie zapasu na kilka dni może się skończyć w najlepszym wypadku wyrzuceniem ich, w najgorszym - rewelacjami żołądkowymi


Co zatem wydaje mi się godne POLECENIA?

(uprzedzam, że nie jestem dietetykiem, wszystkie propozycje przetestowałam jednak na sobie, a trochę po górach chodzę)

1. bułki - zamiast kanapek, przy czym lepsze od białych kajzerek będzie pieczywo pełnoziarniste

2. konserwy mięsne w plastikowych i małych opakowaniach - które spałaszujemy za jednym razem

3. kabanosy - im bardziej kiełbasa jest sucha, tym większa jest jej trwałość; kabanosy zalicza się zwykle do tych półtrwałych

4. batony muesli - wedle moich doświadczeń jednocześnie zadowalająco sycą i dają energetycznego kopniaka, no i są jedną ze smaczniejszych przekąsek

5. zwykłe batony - najlepiej wybierać te zawierające orzechy (źródło białka)

6. czekolada - raczej słodka niż gorzka, raczej z bakaliami niż bez (czekolady z nadzieniem zostawmy sobie na niziny)

7. chałwa - bomba witamin i innych wartościowych składników spożywczych, oczywiście wysoce kaloryczna, ale w górach poniekąd o to właśnie chodzi

8. suszone owoce - alternatywą dla rozsmarowanych po plecaku bananów mogą być banany w formie suchej, tutaj też warto wspomnieć o rodzynkach

9. orzechy ziemne - zawierające najwięcej białka wśród orzechów; ale na pewno nie te w puszce (po co nam w górach puszka?) i nie zanadto słone, chyba, że marzymy o tym, aby chciało nam się pić jeszcze trochę bardziej

10. ryba w puszce - wiem, że przeczę sama sobie, ale jeśli mam pewność noclegu w schronisku i tym samym natychmiastowej możliwości pozbycia się puszki, to czasem biorę jakąś makrelę w pomidorach na smaczne i pożywne śniadanko


Tym, co najbardziej pozwala na ograniczenie wagi bagażu, a jednocześnie gwarantuje świeżość potraw jest przygotowywanie ich na bazie wrzątku. Dodatkowym plusem jest zjedzenie czegoś ciepłego, co niektórym osobom dobrze robi na żołądek, a także bez wątpienia pomaga ogrzać się w zimne dni.
Wrzątek w polskich tatrzańskich schroniskach - chyba wszystkich - dostępny jest za darmo. Lubią tworzyć się do niego kolejki, nie zawsze też "pora obiadowa" łapie nas przy schronisku, dlatego coraz więcej osób nosi ze sobą kuchenki. Po słowackiej stronie zaś wrzątek to już w ogóle cenne dobro.

Do rozrobienia z gorącą wodą nadają się oczywiście wszelkie zupy i potrawy w proszku. Nie jest to zdrowy wybór, ale powiedzmy, że na klika górskich dni, zdrowe odżywianie może zejść na dalszy plan.

Wszelkie jednak gotowe "kubki" to zazwyczaj tylko proszek, parę grzanek, trochę ususzonych warzyw, pół grama klusków - nie najemy się tym. Pewna podpowiedź w tym względzie stała się dla mnie odkryciem na miarę Nobla. Do sproszkowanych zupek przyda się pożywny wypełniacz, taki, który również nada się do zjedzenia bez gotowania, jedynie zalany wrzątkiem, no i dodatkowo pod jego wpływem spęcznieje uzyskując wszelkie właściwości do napełnienia burczącego brzuszka.

Wypełniaczem tym może być chociażby owsianka błyskawiczna lub kasza kus kus.

Podobnie na ich bazie można sobie zorganizować śniadanko - ja do owsianki dodaję smakową kaszę mannę już zawierającą mleko w proszku. Do tego można wrzucić rodzynki, pokruszoną czekoladę, chałwę, orzechy... Na początku mi to nawet niebiańsko smakowało. Potem zbrzydło. Ale kopa daje skutecznego.

Najlepszym wyborem byłoby sięgnięcie po żywność liofilizowaną. Jednak nie wiem, czy wówczas bardziej nie opłacałby się schabowy albo jajecznica w schronisku ;).

To nie ma wyglądać, tylko napełnić burczący brzuszek! :)


P.S. Bardzo wiele z powyższych pomysłów zaczerpnęłam od osób poznawanych przy okazji górskich wycieczek. Z całą pewnością istnieje szereg innych praktycznych patentów na górskie jedzonko. Jeśli takowe znacie, bądźcie tak mili i podzielcie się w komentarzach :).

24 komentarze:

  1. Super lista, na pewno ułatwi mi to przygotowanie się na kolejny letni sezon z wyborem prowiantu w góry, ja zazwyczaj zadowalałem się pasztetem i kawałkiem chleba/bułki.
    A powiedz mi, chociaż sam jestem zwolennikiem wody niż coli, ale to przecież też ma "cukier", a nawet za dużo, jak oceniasz takie picie? np puszeczkę albo większą butelkę ( dbając o to aby sie nie rozlała i nie lepiła po pierwszym użyciu:P )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cola podobno zawiera też sól, która oczywiście wzmaga pragnienie (chwyt marketingowy - jeśli dalej chce nam się pić, to może kupimy następną puszkę/butelkę). Więc nie wychodzi w ostatecznym rozrachunku na dobre.

      Usuń
    2. ale wiesz, jak jest upał człowiek marzy o coli z lodem :-D

      Usuń
  2. ja zainspirowana czyims komentarzem na Tatromaniakach, niosłam na Koprowy....kotleta :-D oczywiscie z namaszczeniem zjadłam na szczycie, a raczej podziubałam, bo jak jest upał plus zmęczenie czasem mam jadłowstręt :-P Kabanosy,wiadomo;) Pasztet. Kanapki faktycznie mogą nieco się zmiąć, ale biorę. Z serem żółtym jednak bezpieczniejsze niz z wędliną. Batony- do wyboru do koloru ( fajne są małe galaretki z Decathlonu, też dają kopa) Powerade ( są tez tabletki z Isostara, można rozpuścić w wodzie z potoka)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dopowiem tylko, że w komentarzach na FB pojawiły się:
    - kaszka mleczno-ryżowa
    - suszona wołowina
    - suszone daktyle
    - i o takie coś https://www.joylent.eu/

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć:)Super blog ciągle wracam i delektuję się cudnymi zdjęciami ukochanych Tatr.W góry najczęściej biorę 10 razowych bułeczek z plastrem sera i suszoną krakowską.Noszę cały dzień i nic się nie dzieje,oczywiście ułożone na samej górze plecaka.Do picia 2 l wody i 1 l coli,która ma zastąpić kawę no i dać kopa.Dodatkowo coś słodkiego ot tak bo lubie cosik podgryść np idąc przez lasy.Pozdrawiam serdecznie,życze wiele sukcesów na górskich szlakach

    OdpowiedzUsuń
  5. Banany omnomnom XD Genialne ;) Chałwa to jeden z najlepszych pomysłów na górskie łażenie. W ogóle jedzenie w górach jest super, ponieważ bez wyrzutów sumienia mozna pałaszowac słodycze ;)
    Ja się trochę do schronisk zraziłam (ale bez przesady) po bardzo złym doświadzczeniu na Skrzycznym. Po całym dniu łażenia nie mogliśmy zjeść zaplanowanego obiadu (nie mieliśy ze sobą za wiele jedzenia), bo akurat było... wesele i nie wydawali posiłków. Na zejściu z głodu dostałam koszmarnej migreny, przez którą nie mogłam już przełknąc czegokolwiek. Po tym doświadczeniu na kolejną wycieczkę, planowaną dwudniową z noclegiem na kwaterze zabrałam zapobiegliwie... 20 bułek XD W większości schronisk takich rewelacji pewnie nie będzie (sama byłam w szoku), ale teraz już na wszelki wypadek zawsze biorę dużo jedzenia. No moze 20 bułek to przegina ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z moich doświadczeń w komponowaniu górskiego menu:

    -> ciemny chleb (krojony) z dużą ilością ziaren - zdecydowanie bardziej pożywny niż bułki w których dominuje jednak mąka pszenna i zajmuje mniej miejsca w plecaku

    -> kasza bulgur - przygotowanie zajmuje nieco więcej czasu i ciut więcej wody niż kuskus (2cz wody na 1cz kaszy, gotujesz przez 2 min pod przykryciem, potem zostawiasz przykryte na ok 15-20min żeby doszła i wchłonęła parę) ale też jest dużo bardziej pożywna. Porcja 50-70g suchej kaszy daje naprawdę solidną porcje żarełka :)

    Moim podstawowym daniem ciepłym jest "kaszotto mielonese" czyli wyżej opisana kasza bulgur + sos pomidorowy z torebki (jakiś fix do spaghetti) + mała "jednorazowa" mielonka turystyczna w tych lekkich opakowaniach. Do gotowania służy mi od lat harcerska menażka. Najpierw w większej gotuję kaszę (nie sole bo mielonka jest zwykle dość słona), po odstawieniu w mniejszej rozrabiam sos (1/3 torebki na porcję dla 1 osoby) i dorzucam mielonkę, jak się zagrzeje to przewalam do przygotowanej kaszy, mieszam wszystko razem i voila. Może nie wygląda jak z restauracji Amaro ale jest zdecydowanie pożywne.
    W innej wersji można też zrobić "kaszotto kiełbonara" czyli mielonkę zastąpić jakąś kiełbasą, ale to zwykle na pierwszą obiadokolację bo później kiełbasa może zacząć żyć własnym życiem ;)

    Do picia oczywiście herbata a w upalne dni do wody na trasę dosypuję kupiony w sklepie z suplementami dla pakerów izotonik w proszku. Sprawdza się lepiej niż tabletki musujące bo jest zdecydowanie tańszy i nie jest musujący, i lepiej niż gotowe napoje izotoniczne bo niosę sam proszek i dozuję wg własnego upodobania.

    Pomysł z chałwą kradnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bułki z żółtym serem + ziołowe dodatki jako przyprawy sprawdzają się w miejscach, gdzie mam dostęp do tradycyjnego pieca z blachą (np. chatki studenckie). Buły :P zawijam w domu w "sreberko" ;) (folia alu) i po dotarciu na nocleg mocno ogrzewam na blasze wspomnianego pieca. Ser się topi, skleja bułkowe części, zioła, przyprawy pachną na całą izbę - pyszne jedzonko, uwielbiam roztopiony, żółty ser z przyprawami :)

    OdpowiedzUsuń
  8. mleko zagęszczone w tubce

    OdpowiedzUsuń
  9. Się tak zapytam- jak wygląda sprawa z użytkowaniem palnika w Tatrach. Gonią czy dają żyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bardzo rozumiem, kto ma gonić. O ile nie rozłożysz się z palnikiem na przykład na jadalnianym stole wewnątrz schronu, to raczej nikomu przeszkadzać nie będziesz ;). Palnika używamy na dworze, w takim miejscu, żeby to było bezpieczne.

      Usuń
    2. Przepraszam nie sprecyzowałem, nie rozchodzi mi się o schroniska a o teren TPN

      Usuń
    3. To też nie bardzo ma kto gonić, chyba że świstaki ;).

      "Nie pal ognisk, tytoniu, nie używaj otwartego ognia z wyjątkiem wyznaczonych i oznakowanych miejsc."

      Hmmmm... czy palnik ustawiony na kamieniu to już otwarty ogień? Tak czy owak, papierosy ludzie jakoś palą. A przecież za każdym krzakiem kosówki nie czai się strażnik, żeby nas upomnieć za gotowanie wody.

      Usuń
  10. Przekonam się we wrześniu ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja polecam zdecydowanie gorzką czekoladę - zawiera dużo magnezu i nie są to tak "puste kalorie" jak w wypadku słodkiej :)
    Batony proteinowe także świetnie się sprawdzają.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem wegetarianką, więc trochę problemowo u mnie. Jako, że wegetarianka, to ser póki co akceptuję, więc u mnie są kanapki z serem, czasami na to pomidor, banan, jabłko (ale póki co u mnie są wyprawy jednodniowe w góry, z powrotem na kwaterę czy do schroniska), batony musli, jakieś suche herbatniki, czy wafle ryżowe. Do picia woda oraz herbata, czasami taki napój z witaminami. Izotoniki odrzuciłam, po tym jak przeczytałam skład :D Dziwne, że w górach nie ciągnie mnie na słodkie tak jak w domu, gdzie na poczekaniu umiem zjeść tabliczkę czekolady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po paru dniach w górach nie mogę patrzeć na słodycze :D

      Usuń
  13. KASZA GRYCZANA! Bierzemy darmowy wrzątek ze schroniska, zalewamy nim kaszę w menażce, menażkę zawijamy w foliówkę i następnie wrzucamy w kurtkę puchową i czekamy 20 minut :) w tym czasie na palniku smażymy cebulkę i kiełbasę/tofu

    OdpowiedzUsuń
  14. Napomniany przez autorkę przegrzebałem bloga w poszukiwaniu wskazówek co do zawartości plecaka - i widzę POWAŻNE braki. Przede wszystkim - nie ma nic o słynnych TABSACH Z BIEDRY!!! Zajrzałem już do wielu Biedr i nic o opisanych parametrach nic wpadło i w oko. Czyżby zostały wycofane??? Znalazłem jedynie w Leclercu tabsy energetyzujące Krugera. Poza tym jest isostar w tabletkach lub proszku.

    Co do soli i wody: Sól i inne mikroelementy się wypaca, a woda górska jest w nie uboga. Szczególnie woda ze stawów i potoków. Dlatego dobrze jest je uzupełniać. Zdrowit wypuścił tabletki litorsal "na upał". Wtedy można pić, a więc i nosić mniej.

    Dobrze sprawdzają mi się różne fasole w puszkach. Sycące, a ponadto rzetelnie wilgotne. Zastępują wodę.

    https://filgorblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, w poście o plecaku znalazłem coś dyskretnie o energetykach. Ale bardzo dyskretnie. :)

      Usuń
  15. Kiedyś zabierałem dużo chemii i słodyczy tak jak Ty, ale to paskudztwo naprawdę zabija, tak jak smog... powoli i ukradkiem

    Teraz biorę sprawdzony zestaw:

    piciu - kawa inka lub cykoria (zwykła kawa odwadnia)
    rano - ryż brązowy 10min, kasza kukurydziana drobna, kasza gryczana, bulgur, makaron + olej rzepak + kukurydza z puszki lub jakieś warzywko surowe (mała marchew, kalarepa, ogórek kiszony, kalafior - wytrzymują maks. 3dni w plecaku)

    9h: 2-3 morele, figi, daktyle, śliwki suszone jako dopalacze na podejściu

    10h: musli zrobione rano do pojemnika czyli płatki owsiane zalane wrzątkiem + rodzynki i żurawina i ociupinkę płatków kuku - jedyny szajs, który ostatnio staram się nieco ograniczyć.

    12-13h: 2-3 kromki pieczonego w domu chleba + olej rzepakowy z Lidla

    15-16h: 110g lekka puszka szprotów wędzonych w oliwie

    17-18: dopychacze czyli prażone pestki dyni i słonecznika

    kolacja - jak śniadanie + łuskane nasiona konopii
    piciu - herbatka + coś na spanie czyli dwa kieliszki żółądkowej gorzkiej

    no i jajo na twardo na szczycie lub na szczęście ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pięknie się czyta tego blogs! Dziękuję za porady i wyrażenie slowami tego co w mojej duszy siedzi �� Od pewnego czasu zabieram też landrynki.Gdy czuję, że opadam z sił zaczynam je ssać...niekiedy kilka pod rząd. Stały dopływ cukru przez kilkanaście minut. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Landrynki - mój mąż głodomór bez nich w górach nie może. Kabanosy - standard. Oprócz powyższych zabieram tez dżemy, miód, masło, sosy w malutkich jednorazowych opakowaniach, dostępne w supermarketach - tak około 2 łyzeczek produktu się w nich mieści, akurat, żeby położyć na bułkę na szlaku

    OdpowiedzUsuń