środa, 30 marca 2016

Rohatka - opis szlaku


W Tatrach słowackich zagęszczenie szlaków zbyt wielkie nie jest, ale ponieważ ich obszar jest dość spory, to i przy niewielkim stosunkowo zagęszczeniu - jest gdzie chodzić.
O tym, jak zacząć przygodę ze słowacką częścią Tatr, pisałam w tym tekście, sporządziłam też swego czasu spis tamtejszych spacerowych szlaków, jak też tych wciąż łatwych, ale już choćby przez swą długość i wymagania kondycyjne nie podpadających pod spacer.

Rohatki tam nigdzie nie było. Po części dlatego, że długo pozostawała ona nie odwiedzonym przeze mnie miejscem. Ale też i z tego powodu, że przejście przez Rohatkę to już zdecydowanie nie spacer. Nawet taki długi.

Jak już mnie wreszcie zaniosło w okolice Rohatki, to tak fest, że przelazłam przez nią dwa razy, dwa dni pod rząd. Miałam więc podwójną okazję do zebrania dokumentacji zdjęciowej, celem późniejszego jej opublikowania na blogu. Który to cel niniejszym osiągam, po upływie przeszło pół roku.



Rohatka (słow. Prielom) to przełęcz, dość wąska i wcięta, pomiędzy Małą Wysoką a Dziką Turnią. Znajduje się ponad Kotlinką (Dolinką) pod Rohatką, która jest odgałęzieniem Doliny Staroleśnej. Patrząc zaś od drugiej strony - ponad Doliną Świstową. Zresztą - weźcie sobie sprawdźcie na mapie. :)

Ścisłe okolice Rohatki, chociaż ona sama trochę się chowa.
Jest dokładnie w centrum zdjęcia.
Widok ze Świstowego Szczytu

Istotniejsze od dokładnego wytłumaczenia Wam, gdzie Rohatka leży, wydaje mi się nadmienienie, że jest to w całkiem bliskim sąsiedztwie Polskiego Grzebienia, przez który też przebiega szlak. A to umożliwia już zbudowanie co najmniej kilku wariantów wycieczki po tamtych rejonach, co uatrakcyjnia Rohatkę, gdyby ona sama dla kogoś atrakcyjna miała nie być.

Rohatkę, jak większość przełęczy w Tatrach udostępnionych dla ruchu turystycznego, przemierzyć można w dwie strony. Z racji tego, że sama podchodziłam na nią wyłącznie od strony Doliny Staroleśnej, tak ją i Wam przedstawię. Choć od razu zastrzegam, że to niekoniecznie jest najlepsza opcja, bowiem największe trudności są w niej pokonywane w dół. A wygodniej jest zwykle jednak pokonywać je w górę.

Dolina Staroleśna.
W lewym górnym rogu jest Mała Wysoka,
przełęcz tuż obok niej to Rohatka.

Staroleśna to kawał doliny. Ale doliny naprawdę urokliwej. Aby do niej wejść, najpierw trzeba trafić na Siodełko (słow. Hrebienok), dostępne wyasfaltowanym szlakiem ze Starego Smokowca. Od Siodełka kawalątek czerwonym szlakiem do rozwidlenia. Przy szlakowskazie idziemy w lewo. Pójście w prawo skutkowałoby dojściem do Terinki.

Za niebieskimi znakami wkraczamy do Doliny Staroleśnej, początkowo wciśniętej pomiędzy zbocza Sławkowskiego Szczytu, a Zimnowodzką Grań. Stąd do Zbójnickiej Chaty, czyli schroniska położonego prawie na końcu doliny jeszcze daleka droga (ponad 2 h). Ale to droga ładna, a i niezbyt trudna (zimowa galeria ze spaceru do Zbójnickiej Chaty tutaj).

Niektóre mapy wyszczególniają jakieś "trudniejsze miejsce" w końcowych partiach dojścia do Chaty. Jest to jednak po prostu fragment z łańcuchem, którego na dobrą sprawę można nawet nie dotknąć. Szlak po prostu przewija się przez podciętą platformę, z której na upartego idzie się trochę zwalić.

Im bliżej Zbójnickiej Chaty, tym widok poszerza się i ubogaca. Po prawej stronie wyrastają Jaworowe Szczyty, na wprost dolinę zamyka Świstowy, nieopodal niego sterczy charakterystyczny kilku-wierzchołkowy czubek Staroleśnego Szczytu (gdzieś pomiędzy nimi chowa się zresztą i nasza Rohatka), a za siebie możemy się już obejrzeć na kopułę Sławkowskiego. Generalnie widokowe mniam mniam.

Zbójnicka Chata umieszczona jest na wzgórzu, z którego jej otoczenie prezentuje się najcudniej. Staroleśna urzekła mnie pierwszy raz zimą, a latem to już nie wiem, co ze mną zrobiła. W dolinie tej jest aż 27 stawów. Letnią porą obszar ten aż migocze od jeziorek i strumyków, rozsianych po zielonym dywanie i otoczonych niebanalnymi skalnymi ścianami i grzbietami.

Już sama Zbójnicka Chata może być więc satysfakcjonującym celem wycieczki, tym razem jednak zabieram Was na Rohatkę.

Za Zbójnicką Chatą szlakiem cały czas niebieskim - innego tam nie ma, więc nie idzie się pogubić. Szlak początkowo lekko się obniża i wiedzie przez bajeczny zakątek doliny, ten pełen zieleni i szumiącej wody. Potem omija Świstowy Grzebień (potężny wał opadający spod Świstowego Szczytu, którym da się offroadowo nań wejść - relacja tutaj), a dalej robi się już z lekka księżycowo.

Podejście na Rohatkę od Doliny Staroleśnej.

Dolinka pod Rohatką jest piarżysta, kamienista, surowa. Z niej rozpoczyna się właściwe podejście na Rohatkę. Dosyć strome i w dużej mierze pokryte luźnymi kamykami, nie należy do najprzyjemniejszych, nie nastręcza też jednak trudności. Wysoko, już w pobliżu przełęczy, zwykłe schodki i kamienista ścieżka zamieniają się na chwilę parę razy w przejście po pochyłej skale. Wciąż jednak jest łatwo i przepaści brak.

Końcówka podejścia.


Ostatnie metry przed przełęczą.
Dopiero po dotarciu na przełęcz, odsłaniają się wszelkie poważniejsze trudności tego szlaku.

Z drugiej strony jest już zdecydowanie bardziej stromo. Mówiąc wprost - momentami jest pionowo. Pokonanie tych urywających się progów umożliwiają klamry, z kolei tam, gdzie mniej pionowo, ale wciąż stromo - wisi wystarczająco dużo pomocnych łańcuchów.



Tych wszystkich smaczków nie ma może bardzo dużo - jakieś kilkanaście, może ze dwadzieścia metrów. Podejrzewam zresztą, że pokonywane ku górze nie robią aż takiego wrażenia. Ale gdy idzie się w dół z ciężkim plecakiem, to jest całkiem ciekawie. Dodatkowo trzeba uważać, żeby nie zwalić niczego na głowę komuś, kto jest niżej.






Po dłuższej chwili szamotaniny z żelastwem, opuszczamy wąską i klaustrofobiczną gardziel opadającą spod przełęczy, a wychodzimy na szerokie, rozległe piarżysko.




Totalnie niewygodne przy schodzeniu (ale podejrzewam, że z drugiej strony też schodzi się nie najlepiej). Przy tej niewygodzie jeszcze... niknie wśród całego tego rumowiska ścieżka. Nie straszę pogubieniem się, bo niżej widać ją znakomicie, wiadomo więc, gdzie się kierować. Tyle że nie ma chyba jednego, uklepanego wariantu przejścia przez to grzęznące, osuwające się głazowisko. W związku z tym i o glebę łatwo i na stopę sobie coś pokaźnego zsunąć można. Doświadczyłam.


Schodzimy teraz, zboczami Małej Wysokiej, do Doliny Świstowej. Stąd widać doskonale szlak wiodący na Polski Grzebień od strony Doliny Białej Wody. Niedługo oba szlaki spotykają się.

Przebiegający obok Zmarzłego Stawu
szlak na Polski Grzebień od strony Doliny Białej Wody

No i to by było na tyle jeśli chodzi o opis Rohatki. Ponieważ jednak nie zamierzam zostawiać Cię w Dolinie Świstowej, zaproponuję, co możesz zrobić dalej:

- zejście Doliną Białej Wody - mega długie, chociaż piękne. Początkowo ścieżką wzdłuż Zmarzłego Stawu, potem obok Litworowego Stawu (chyba najbardziej rewelacyjne miejsce na trasie), stopniowo schodkami w dół z widokiem na wyniosłe szczyty, potem dalej schodkami, ale już bez widoków - bujnym lasem, a potem długo długo po prawie płaskiej nudnej ścieżce. Wyjdziesz tuż przy granicy z Polską w Łysej Polanie.

- podejście na Polski Grzebień i zejście do Doliny Wielickiej - samo podejście już bardzo krótkie. Potem zejście - trochę po skałach z łańcuchami, ale niezbyt trudno, następnie przez Dolinę Wielicką u podnóży Gerlacha do Śląskiego Domu, a dalej w dół którymś ze szlaków ku słowackiej cywilizacji. (tutaj moja relacja z wchodzenia na Polski Grzebień przez Dolinę Wielicką)


Stamtąd też możesz przyjść i, jak już gdzieś wyżej wspomniałam, może to być lepsza opcja od tej przeze mnie tu zaproponowanej, bowiem powszechnie oklepaną jest zasada pokonywania trudności pod górę. A ja Wam pokazałam... w dół.

Także wycieczkę możesz zacząć w Łysej Polanie i dotrzeć na Rohatkę od strony Doliny Białej Wody, albo też ruszyć ku Dolinie Wielickiej ze Smokowca lub Tatrzańskiej Polanki, przejść przez Polski Grzebień, no i dalej na Rohatkę. Doliną Staroleśną wówczas będziesz schodzić.

Rohatka widziana z Doliny Świstowej.

Wszystko zależy - jak zwykle gdy w grę wchodzi Słowacja - gdzie masz samochód, czy w ogóle masz samochód i czy chcesz wyleźć mniej więcej tam, skąd w góry wlazłeś, czy też nie przeszkadza Ci opuścić je gdzieś zupełnie, zuuupeeełnie indziej. :)


2 komentarze:

  1. Powiem tak :słabo mi jak pqtrzę na Rohatkę od tej groźniejszej strony :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłem tam wczoraj :)
    Warunki wczesnozimowe, ale nie wiem, co gorsze - dość jeszcze miękki śnieg czy luźny piarg... Zejście od strony Zmarzłego Stawu faktycznie wymagające.
    Zdecydowanie polecam wycieczkę ze Smokowca dookoła przez Rohatkę, Polski Grzebień z powrotem do Smokowca. Spokojnie można zrobić jako jednodniowy wypad nawet podczas wakacji po polskiej stronie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń