poniedziałek, 20 lutego 2017

Turystyka zimowa - jak się ubrać, żeby nie z(a)marznąć?

Jak jest zima, to musi być zimno. Takie są odwieczne prawa natury i wiemy o tym, jeśli nie od zawsze, to przynajmniej od kiedy liznęliśmy filmowego portfolio Barei. No i niech sobie będzie zimno - dookoła Ciebie. Bo Tobie zimno być nie musi.
Popatrz na zdjęcie. Na zdjęciu jest zima. I jestem na nim ja. A na mnie jest uśmiech. Gdybym zamarzała, to bym się tak przecież nie szczerzyła. ;)

Znajoma z pracy wybierając się ostatnio na rajd z młodzieżą, zgłosiła się do mnie z prośbą o pożyczenie jakichś odpowiednich do takiej (zimowej!) aktywności ciuchów. Czyli w jej mniemaniu - ciepłych, bardzo ciepłych. Pożyczyłam więc kilka egzemplarzy garderoby turystycznej, coby miała do wyboru, zastrzegając, że niech ją bozia broni przed zakładaniem wszystkiego na raz. Pogoda na ten dzień zapowiadała się piękna, mróz lekki. Znajoma nie chciała jednak dać wiary słowom bardziej obytej w zimowych rajdach koleżanki (nie mam na myśli siebie), że w takich warunkach idzie się czasem w jednym polarze i to zdecydowanie starcza.

I ja to rozumiem. Ba, ja to szanuję. Też bym nie wierzyła.

Zima to twój wróg! Zaraza, gangrena, franca. Pora, kiedy wszystko na chwilę umiera i my też byśmy pomarli, wcale nie na chwilę, gdybyśmy się odpowiednio prędko nie nauczyli szyć sobie ubrań (no, albo przynajmniej na nie zarabiać). Zima utrudnia nam codzienne funkcjonowanie. To przez nią ogromne wydatki na ogrzewanie, przez nią smog, przez nią maratony kataru i innych infekcji oraz liczne złamania i skręcenia kończyn dolnych. I tylko czasem, gdy akurat idziemy wyrzucić śmieci, śnieg sypie się z nieba wielkimi płatami, zaokrąglając wszystkie kanciaste kształty świata miękką czapą. Zwykle jest po prostu brzydko. Ale przecież nie wszędzie. Las zimą jest piękny, góry - zjawiskowe. No, tylko żeby na to piękno chwilę popatrzeć, zrównoważyć codzienne patrzenie na brudne od piachu chodniki widokiem dla odmiany zachwycającym, to trzeba opuścić mieszkanie czy inny przyczółek cywilizacji i centralnego ogrzewania i to na dobrych parę godzin. I jak tu uwierzyć, że w tym czasie nie zamarzniemy, skoro już gdy autobus spóźnia się dwie minuty, dostajemy na przystanku pierwszych objawów hipotermii? No jak?

A nijak. Nie uwierzysz, póki sam się nie przekonasz, sam nie spróbujesz. Niesiony ciekawością, żądzą przygody, a najprędzej - zazdrością toczącą Cię od środka na widok dziesiątek cudzych fan-ta-stycz-nych zdjęć z górskich zimowych wycieczek. Spisawszy wcześniej testament, podlawszy kwiatki na zapas i obejrzawszy uprzednio wszystkie filmy, co to je trzeba obejrzeć przed śmiercią, po prostu ubierzesz się we wszystko, co masz w szafie i wystawisz się na pastwę zimy na kilka godzin.

I zapewne Ci się to, mniej lub bardziej, spodoba. Niekoniecznie dlatego, że będzie fizycznie przyjemne, ale dlatego, że odkryjesz inne oblicze zimy. I przestaniesz jej tak bardzo nienawidzić (tudzież polubisz ją jeszcze bardziej, niż lubiłeś do tej pory ;) ).

Żebyś jednak na siebie całej zawartości szafy nie zakładał, a potem nie był zmuszony nosić jej w plecaku, jak już Ci dogrzeje i rozbierzesz się do tego polara; ale też żebyś faktycznie nie zmarzł i nie zamarzł - warto się przygotować. A po to, żebyś mógł z moją pomocą to zrobić, powstaje niniejszy tekst.

Zanim przejdziemy do konkretów, zapamiętaj sobie, że:

- Wyjście na szlak zimą na kilkanaście godzin, nawet przy mrozie lub wietrze, nie oznacza, że będzie Ci przez tych kilkanaście godzin zimno. Oczywiście zmarzniesz, jeśli zatrzymasz się na postój w zacienionym lub wietrznym miejscu, szybko zmarzną Ci dłonie, gdy tylko zdejmiesz rękawiczki, a i stopy od śniegu pod podeszwą mogą się wychładzać w szybkim tempie. W momentach jednak, w których będziesz iść - będzie Ci ciepło. O ile się oczywiście odpowiednio ubierzesz.

- Zawsze musisz być przygotowany na tak zwany kibel - czyli na to, że z jakiegoś powodu (np. wypadek - niekoniecznie poważny i niekoniecznie Twój własny, pobłądzenie, zasłabnięcie), będziesz zmuszony zatrzymać się w miejscu, w którym akurat będziesz i jakoś tam przetrwać do momentu rozwiązania sytuacji (np. nadejścia pomocy). Dlatego nawet przy pięknej, bezwietrznej pogodzie, musisz mieć ze sobą coś więcej niż polar.

- Nie musisz wydawać majątku, żeby wyposażyć się na zimę. Ubrania nie muszą mieć metek specjalistycznych firm, dobrą opcją jest też odkupywanie używanych ciuchów. Na facebooku działa prężnie grupa pod nazwą "Giełda sprzętu wspinaczkowego", gdzie poza szpejem znaleźć też można kurtki, spodnie, rękawiczki itp. w przystępnych cenach. Zerknij też na allegro i poluj na wyprzedaże w sklepach turystycznych i sportowych. Nie musisz też kupować wszystkiego na raz - zapewne w ramach pierwszej wycieczki pójdziesz na niewymagający spacer do schroniska, nie zaś od razu na cały Główny Szlak Beskidzki z biwakami po drodze. Kompletuj garderobę stopniowo, wtedy tak bardzo nie odczujesz szarpnięcia po kieszeni.

- Ten tekst tworzony jest przez dziewczynę, która zawodowo jest pedagogiem, a nie producentem odzieży technicznej i wszystko, co w nim umieszcza, opiera się wyłącznie (a jednocześnie aż) na jej własnych doświadczeniach turystycznych. Mam do czynienia jedynie z tym sprzętem i z tą odzieżą, których sama używam, być może nie znam wszystkich rozwiązań. Dzielę się własnymi doświadczeniami, bo spodziewam się, że dla wielu osób będą one przydatne. Jeśli Ty też chcesz się podzielić swoimi - okienko do komentarzy już na Ciebie czeka, a Czytelnicy korzystają nie tylko z moich tekstów, ale i z tego, co znajdują w komentarzach, więc śmiało!


A teraz po kolei... od stóp do głów :)

BUTY

Buty na zimę powinny być oczywiście wysokie, za kostkę. I nie chodzi tu o ideologię "porządnych butów", którą można napotkać latem na forach internetowych, a która głosi, że dobre buty w górę, to buty za kostkę, a kto takich nie ma, ten naraża Topr. Czy coś takiego.
Po prostu jak założysz zimą niskie buty, to napieprzy Ci się do nich śniegu. Nie ma też raczej niskich zimowych butów górskich - w sensie: nie produkują takich, a przynajmniej ja się nie spotkałam. A but zimowy powinien mieć już dość sztywną podeszwę, żeby dało się przymocować do niego raki. Dobrze więc, żebyś faktycznie nosił zimą but górski, a nie np. kozaki :). Chociaż na Regle mogą być w ostateczności i kozaki...
Buty do turystyki zimowej trzeba impregnować, najlepiej przed każdą wycieczką. Ostatnio potraktowałam swoje impregnatem z Decathlonu. Wytrzymały dwa dni grzęźnięcia po śniegu łącznie z zamoczeniem kilka razy w strumieniu. Na trzeci dzień niestety przegrały nierówną walkę z topniejącym śniegiem pod Połoniną Caryńską - skarpety miałam wilgotne. Nie wzięłam na wyjazd impregnatu, domyślam się, że spryskanie butów drugiego dnia uratowałoby sprawę.

Lifehack: do butów przydadzą się ocieplające/izolujące wkładki. Można je kupić w sklepach turystycznych. A można i w... Praktikerze (być może też w innych sklepach z tego typu wyposażeniem, ja akurat kupiłam w tym) za niecałe 5 zł. Tego typu wkładki wiszą tam na osobnym wieszaczku i domyślam się, że ktoś kto je tam umieścił, chciał umilić życie panom budowlańcom i wszystkim innym ludziom, którzy wykonują zawody, wymagające przebywania na zewnątrz. Ale w turystyce też się sprawdzają. Ja w każdym razie odczułam sporą różnicę termiczną w bucie.
Żeby używać takich wkładek, najpierw trzeba wyjąć oryginalne wkładki z butów, gdyż but z dwiema wkładkami może się zrobić za ciasny.

Lifehack2: nie musisz mieć typowo zimowych butów. Jeśli latem tuptasz po górach w wysokich trekach (czyli tak zwanych "porządnych butach";)), być może sprawdzą się one też zimą. Zadbaj jednak szczególnie o ich impregnację.

Ja używam butów firmy Salewa i chętnie pokazałabym Wam, jakiego konkretnie modelu, tyle, że nigdzie go nie mogę znaleźć. Może już go nie sprzedają. Dałam za nie sporo (niecałe 800 zł), ale chciałam mieć naprawdę porządne buty na wiele sezonów i, póki co, jestem bardzo zadowolona. Zimowe buty górskie z prawdziwego zdarzenia da się kupić trochę taniej, ale nie jakoś bardzo wiele taniej. To niestety jest wydatek.

SKARPETY

Zakładanie kilku na raz niekoniecznie ma sens. Jeśli są to zwykłe, cienkie skarpetki, to może dopiero założenie dziesiątej zrobiłoby jakąś istotną różnicę w ciepłocie stopy. Ale to z kolei nie byłoby zapewne wygodne. Lepiej założyć jedne, ale takie, które faktycznie będą grzały. Tu znów wyobraźnia nam podpowiada, że mają być grube... nooo tak, cienkie być nie powinny, ale istotniejsze jest to, z czego są zrobione. Kupując skarpety do zimowej turystyki, patrzmy na ich skład. Tym, co w skarpetach grzeje, jest wełna. 5 % wełny w skarpetach to raczej mało. 40 % to już całkiem git. Oczywiście - im więcej wełny, tym  zwykle droższe skarpety.
Takie skarpety z etykietami informującymi, ile w nich czego, znajdziesz oczywiście w sklepach turystycznych.

STUPTUTY

Stuptuty to takie ochraniacze, zakładane na buty i dolną część spodni. Składają się z paska (lub sznurka, linki itp.) przechodzącego pod butem oraz materiału owijającego łydkę (zwykle zapinanego na suwak).
Ich przeznaczeniem jest zapobieganie sypaniu się śniegu do butów (co nastąpiłoby nieuchronnie podczas brodzenia w śniegu, nawet przy wysokiej cholewce). Chronią też nogawki spodni przed zamoknięciem (lub ubrudzeniem, bo stuptuty przydają się też na błocie). Warto je impregnować.
Rzecz konieczna do uprawiania zimowej turystyki!

Ja używam stuptutów marki Quechua (takich). Chwilę po tym, jak je kupiłam, dotarła do mnie ich niechlubna legenda, jakoby miały się natychmiastowo niszczyć. Potem jednak wyjaśniło się, że te, które się niszczyły, wyglądały inaczej i najwidoczniej przerwano ich produkcję i sprzedaż, wprowadzając ulepszone. W każdym razie moje przetrwały dotychczas cztery wyjazdy i na razie wszystko z nimi ok.

SPODNIE

Wbrew pozorom, te na zimę wcale nie muszą być grube i ciepłe. W spodniach ważniejsze jest, żeby chroniły od wiatru i wilgoci. Nie szukaj więc raczej miłych w dotyku, prawie że pluszowych pantalonów, bo jak mocniej zawieje, to cała ta pluszowatość zda się na niewiele.
Ale to, że nie muszą być ciepłe, nie oznacza, że nie mogą. Na rynku jest wiele ocieplanych modeli. Po prostu nie szokuj się, gdy szukając spodni na zimę natrafisz na takie, które są cienkie, sztywne, szeleszczące i generalnie nie wzbudzają zaufania, co do kwestii, że da się w nich wytrzymać na mrozie. Powtarzam: one mają ochronić przed wiatrem i wilgocią. Ciepło pod takimi spodniami zapewniają natomiast...

GETRY

Ale nie takie bawełniane z koszyka przy kasie w h&m-ie. Getry do turystyki zimowej powinny być oddychające i ciepłe. Jeśli w czasie przymierzania w sklepie zaczynają Cię po minucie grzać w tyłek tak, że masz ochotę z nich wyskoczyć - będą grzać i na szlaku. Fajnie, gdyby, tak jak skarpety, zawierały wełnę.
Szukając getrów w sklepach internetowych, sprawdzaj kategorię "bielizna termoaktywna".

Ja obecnie używam właśnie dość cienkich spodni, pod spód wkładając solidne getry.
Spodnie kupiłam w Decathlonie za stosunkowo niewielką kasę (ok. 200 zł), ale ni cholery nie mogę ich wyczaić w internetowym sklepie. Najbardziej zbliżone do moich są te. Getry - też z Deca i też  nie widzę na stronie. W koszach w tym sklepie zimową porą zawsze leżą bardzo tanie (ok. 25 zł) getry - też są spoko, ale rozciągają się. W tym roku postawiłam na bardziej przylegające do ciała i cieplejsze (wydałam ok. 60 zł).
Jestem bardzo zadowolona z tego zestawu, jest mi ciepło, wygodnie, jedyne, co mnie wkurza, to, że nogawki spodni rozszerzają się ku dołowi (choć kupiłam je na dziale turystycznym, nie narciarskim).

Lifehack: w schronisku mogę ściągnąć spodnie i zostać w getrach (nikogo to nie dziwi, co trzeci człek tak paraduje); gdybym wybrała opcję grubych spodni bez getrów pod spodem, byłabym zmuszona kisić się w tych spodniach. ;)

Lifehack2: ja swoje spodnie piorę w impregnacie, o takim.


KOSZULKA/BIELIZNA TERMOAKTYWNA

Podczas wysiłku fizycznego dobrze jest używać odzieży oddychającej, inaczej zwanej techniczną. Wprawdzie babcie i inne ciocie wpoiły nam do głów, że nie ma nic lepszego, niż mięciutka bawełna, a cała reszta materiałów to sztucznizna, która drapie, drażni i dusi. Doświadczenie jednak pokazuje, że, no cóż, niekoniecznie. Maszerując pod górę - pocisz się. Zimą mniej niż dusznym latem, ale mniej nie znaczy, że wcale. To bardzo ważne, żeby ciuchy zapewniały wentylację, bo dzięki temu spocisz się jeszcze mniej, ale i żeby schły jak najszybciej, gdy już zamokną. A to niestety przekracza możliwości bawełny. Popatrzyłam na metki - wszelkie moje outdoorowe ciuchy zrobione są z poliestru. I takie właśnie sprawdzają się na zimowym trekkingu.
Bezpośrednio na klatę (jeszcze bardziej bezpośrednio, żeńskiej części audytorium polecam stanik sportowy zamiast zwykłego) zakładamy więc bieliznę termoaktywną, która nie tylko zapewni nam oddychalność połączoną z wysychalnością, ale i ciepełko. Nie będę tworzyć z tego osobnego lifehacka, ale ja nie wyobrażam sobie, żeby nie wpuścić bluzki-bielizny w spodnie lub w getry, co by pod wpływem tarcia plecaka nie mieć zaraz pół pleców na wierzchu.

Ja niedawno zakupiłam taką. Jest ok.

NASTĘPNA WARSTWA

Siłą rzeczy opisuję tutaj własne, subiektywne doświadczenia i przyzwyczajenia. A ja, zanim zacznę na siebie zakładać jakieś suwakowe fatałaszki, lubię mieć jeszcze coś wkładanego przez głowę - koniecznie z golfem. A konkretniej: bluzę (oczywiście też techniczną, z poliestru) lub polar. Przy słonecznej, bezwietrznej pogodzie, te właśnie dwie warstwy: bielizna i coś wkładanego przez głowę, w zupełności mi wystarczają, ubieram się cieplej dopiero na postojach.

Tego typu ubrania kupuję zawsze w Decathlonie, bo co sezon można tam znaleźć coś zgrabnego i niedrogiego. Obecnie używam na przemian różowiutkiego polara, kupionego rok temu i czarnej bluzy z tego roku.

ROZPINANY POLAR Z KAPTUREM

Późną zimą, gdy słońce operuje już naprawdę mocno, a uczucie ciepła jeszcze się pogłębia przez to, że śnieg odbija jego promienie - w górach bywa naprawdę nieomal gorąco. Widok kogoś pnącego się zaśnieżonym żlebem w samej koszulce nie powinien wtedy szokować. Najczęściej jednak potrzebujemy, nawet w czasie intensywnego marszu, warstwy dającej ciepło. I jako taka pierwsza, jeszcze nie gotująca nas w środku, ale już ciepłodajna warstwa świetnie sprawdza się polar. W przypadku pięknej słonecznej pogody i naszego intensywnego ruchu, w kurtce może nam być zdecydowanie za gorąco, w softshellu czasem też. A polar bywa optymalnym rozwiązaniem.
Sama zwykle mam ze sobą dwa polary - jeden wkładany przez głowę i jeden na suwak. Jeśli chcesz zdecydować się na tylko jeden, to wydaje mi się, że bardziej uniwersalny jest polar rozpinany i z kapturem. Gdy robi się nam zbyt ciepło, możemy go zawsze rozsunąć. Kaptur zaś sprawdza się jako dodatkowa ochrona głowy wtedy, gdy słońce nie praży. No i kaptur chroni część ciała, której czapka nie zasłoni - kark.

Ja eksploatuję już trzeci polar marki 4F. Podoba mi się ich wzornictwo, a na wyprzedażach można upolować coś taniego.

SOFTSHELL LUB CIENKA WIATROSZCZELNA KURTKA

Niezwykle ważne, nie tylko zimą, ale zimą zwłaszcza, jest noszenie ze sobą czegoś, co nie tyle da nam ciepło, ale ochroni nasze ciała przed odarciem je z tego ciepła przez wiatr. Bo wiatr w górach sobie powiać lubi. W następnym punkcie skrobnę parę słów o kurtce puchowej - na nic nam jednak w krytycznej sytuacji kurtka puchowa, jeśli nie nałożymy na nią czegoś, co zabezpieczy nas przed wiatrem. Dopóki nie wieje, albo nie jest bardzo zimno, raczej nie zakładam na siebie softa, bo w porównaniu do polara trochę krępuje ruchy i szybko robi mi się w nim za ciepło. Ale w chwilach, gdy zima pokazuje, na co ją stać, softshell jest nieoceniony. Koniecznie z kapturem.
Nie znajdzie się w tym zestawieniu nic chroniącego przed deszczem, ponieważ zimą deszcz raczej nie pada. Mam nadzieję, że wiesz, iż przed wędrówką należy sprawdzić prognozę pogody i gdyby jednak miał padać deszcz, to zabierzesz ze sobą kurtkę od deszczu lub chociaż raincut'a, albo zmienisz plany.
Zimą natomiast czasem pada śnieg. Wędrówki w gęstej zamieci raczej nie polecam, a w czasie niewielkiego opadu zaimpregnowany (uprany w impregnacie lub spryskany nim - wróć do spodni i butów, tam są linki do produktów) softshell powinien zdać egzamin.

Do niedawna używałam softa z 4F. Parę tygodni temu dostałam sofsthell od Quechuy (taki) i jego ostatnio używam. 
 
CIEPŁA KURTKA

Może się okazać, że trafisz na taką pogodę, kiedy to klimat jest zdecydowanie przeciwko nam i naprawdę JEST ZIMNO, jak na zimę przystało. Tak, że jest Ci zimno nawet wtedy, gdy idziesz, nawet ostro pod górę! Pizga, mrozi i pachnie końcem świata. W takich sytuacjach nie wygłupiamy się z żadnym grzaniem się polarkami, tylko wciągamy na siebie kurtkę. Bez dyskusji. A polarek to może sobie zostać pod spodem.
Kurtka jest potrzebna też na postojach (no i w razie sytuacji, gdybyś musiał się zatrzymać, o czym wspominałam na początku tekstu). Bo ruch zapewnia nam uczucie ciepła, ale gdy tylko przystajemy na dłuższą niż parędziesiąt sekund chwilkę, nagle przypominamy sobie, że to wciąż zima - ta sama, podczas której po mieście zasuwamy przecież nie w cienkim polarze ale w płaszczu lub kurtce właśnie.
To może być zwykła sportowa kurtka zimowa - np. narciarska. Ale polecam jednak kurtkę puchową (mam na myśli prawdziwy, gęsi puch). Nie tylko dlatego, że puch naprawdę zaskakująco grzeje, ale też dlatego, że kurtka puchowa bije na łeb każdą inną pod względem wagi. I przy okazji też kompresji - ściśnięta zajmuje minimum miejsca w plecaku. Puch niestety, obok cudownych właściwości, ma też wartą ich cenę. Kurtka puchowa to wydatek rzędu kilkuset złotych. W Decathlonie sprzedają jednak kurtki częściowo puchowe - puch jest w korpusie, rękawy wypełnione są syntetykiem. Na tanią puchówkę można też trafić w sklepach TK Maxx.
Kurtkę puchową trzeba szczególnie chronić przed wilgocią (gdyż mokry puch się zbija i niszczy; taką kurtkę pierze się skrajnie rzadko i tylko w specjalistyczny sposób), a więc w przypadku opadów zakładać na nią np. softshell. Kurtka puchowa daje dużo ciepła, ale, w zależności od modelu, może być zupełnie nieodporna na wiatr - w takim przypadku również zakładamy na kurtkę np. softshell.

Ja używam puchówki The North Face. Chyba takiej jak ta, tylko czarnej.

RĘKAWICZKI

Choć wydawałoby się, że dłonie i ich komfort nie są zanadto istotne, bo od zmarzniętych dłoni się nie choruje ani nie umiera, to... nic bardziej mylnego. Dłonie jako oddalone od centrum dowodzenia, czyli serca, części naszego organizmu, są szczególnie narażone na odmrożenia (zresztą tak, jak i stopy). A przy minusowych temperaturach, zwłaszcza połączonych z wiatrem, odmrożenie sobie paru palców wcale nie jest takie mało prawdopodobne. Druga sprawa, to ta, jak bardzo potrzebujemy dłoni. A potrzebujemy ich: żeby np. wyjąć z plecaka kurtkę, gdy robi nam się zimno, zapiąć w niej suwak, sięgnąć do kieszeni po telefon i wybrać numer, gdyby zaszła taka potrzeba. Zgrabiałe z zimna dłonie szybko stają się niewładne i prawie bezużyteczne. A zatem potrzebujemy zimą na szlaku rękawiczek i to potrzebujemy rękawiczek dobrych: grubych, solidnych, z membraną. Oczywiście w takich rękawiczkach dłonie też są średnio władne, a wykonywanie drobnych czynności manipulacyjnych mocno ograniczone. Dlatego ja praktykuję noszenie pod spodem cieniutkich rękawiczek. W razie potrzeby, ściągam na chwilę grubą rękawicę, robię co mam zrobić, po czym zakładam ją z powrotem.

Lifehack: rękawice często mają wszyte gumki, które umożliwiają zaczepienie ich na nadgarstkach - podobnie, jak noszą dzieci w przedszkolu (z tą różnicą, że dzieciom mamy przyszywają rękawiczki do kurtek). Jeśli ich nie mają - wszyj je koniecznie sam. Dzięki temu nie tylko ustrzeżesz się przed porwaniem przez wiatr zdjętej na chwilę rękawiczki, ale też będziesz mógł mieć je cały czas na wierzchu i gotowe do założenia - bo dyndające na nadgarstkach.

Ja używam rękawic z 4F, ale kupionych tak dawno, że na pewno nie znajdę ich już w internetach. Co do tych cieniutkich, "do manipulowania", to polecam takie. W kciuku i palcu wskazującym mają wszyte jakieś takie coś, dzięki czemu można w nich używać smartfona.

OCHRONA SZYI

Nie każdy jej potrzebuje, wielu osobom wystarcza to, że zapną do końca suwak w polarze, albo założą bluzę z golfem. Ja natychmiastowo byłabym chora, gdybym nie osłoniła dokładnie szyi. I pisząc "natychmiastowo" mam na myśli, że gardło rozbolałoby mnie jeszcze w czasie marszu, a na wieczór prezentowałabym sobą podręcznikowe zapalenie zatok.
Ratuję się buffami - do niedawna tymi z polaru, które co roku leżą w koszach w Deca i kosztują od paru do parunastu złotych. W tym roku pojawił się dzianinowy, grubszy, wyższy i szczelniejszy i ten  dopiero w stu procentach daje radę.

CZAPKA LUB BUFF

Przez głowę "ucieka" nam naprawdę sporo ciepła. Po co więc je skrzętnie magazynować pod getrami, polarami i tym podobnymi outdoorowymi wynalazkami, jeślibyśmy nie chronili w żaden sposób przed zimnem naszej głowy? Jeśli czapka jest dla Ciebie niewygodnym rozwiązaniem w trakcie marszu, co rozumiem i poniżej wyjaśnię, dlaczego rozumiem, to wypróbuj używanie zamiast czapki buffa.

Z wielu względów wolę czapkę. No dobra, nie z wielu, ale za to z ważnych, bo estetycznych. Wolę, jak spod czapki wylewają się moje rozpuszczone włosy, bo tak mi po prostu ładniej, niż w buffie, który zmienia moją twarz w jajo. Czy raczej uwydatnia fakt, że moja twarz jest jajem. Czapka jednak przegrywa z buffem na wielu polach. Opada na czoło - zwłaszcza, gdy naciągnę na nią kaptur, albo wręcz przeciwnie - przesuwa się ku czubkowi głowy, odsłaniając uszy (a wystawienie uszu na zimno skończyłoby się w moim przypadku dokładnie tak samo, jak wystawienie szyi). Włosy natomiast, zamiast romantycznie spływać na ramiona, włażą mi w oczy, usta, nos i generalnie irytują. Buff ucina te problemy. Czapkę najczęściej jednak i tak mam ze sobą - przy niższej temperaturze zakładam ją na buffa. Albo używam jej np. na postojach.
Na głowę można oczywiście naciągnąć kaptur i pewnie niektórym to wystarcza, tak samo jak golf w bluzie do osłony szyi. Myślę jednak, że jakieś dodatkowe ciepełko dla łepetyny warto ze sobą nosić.


Moje przykładowe zestawy w zależności od pogody (przy intensywnym wysiłku):

- Słońce, brak wiatru, temperatura około 0 - bielizna termoaktywna + polar

- Brak słońca, brak wiatru, temperatura około 0 - bielizna termoaktywna + 2 polary

- Lekki wiatr - bielizna termoaktywna + polar + softshell

- Silny wiatr - bielizna termoaktywna + 2 polary + softshell

- Brak słońca, duży mróz, brak wiatru - bielizna termoaktywna + polar + softshell

- Bardzo duży mróz lub bardzo silny wiatr lub jedno i drugie - bielizna termoaktywna + polar + kurtka puchowa + softshell



Drobnym druczkiem:
Powyższy tekst koncentruje się na odzieży. Nie porusza tematu innego wyposażenia, które może być konieczne do bezpiecznego poruszania się po górach zimą.


No, teraz to już nie masz wyjścia i musisz spróbować zimowych wędrówek. Co nie? :)



15 komentarzy:

  1. Może komuś wydać się to śmieszne, ale nie bez przyczyny w wielu alpejskich miejscowościach widać wszędzie pełną gamę barw kiedy patrzy się na doświadczonych alpinistów , a u nas - nadal - dominuje czerń.
    Być może niewiele osób zdaje sobie sprawę, ale często jest to kwestia bezpieczeństwa. Ratownicy mówią jasno - chcesz być łatwiej dostrzeżonym ze śmigłowca, czy w czasie zamieci - ubierz się w jaskrawe kolory!
    A dodatkowo będzie weselej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarny kolor nie jest taki zły zimą - świetnie kontrastuje z białym śniegiem.

      Usuń
    2. Ale z daleka niespecjalnie różni się od wystającego kamola.

      Usuń
    3. Problem w tym, że te wszystkie oczojebne ciuchy są zazwyczaj tych marek już z wyższej półki, a nie każdy może wyrzygać po tysiąc zł za każdą część garderoby... Sama nie miałabym nic przeciwko różowiutkiemu softowi, bo o ile na co dzień bym tej barwy nie przybrała, o tyle w górach pozwalam różowi na sobie gościć ;)
      No ale... nigdy nie znalazłam takiego w zadowalającej mnie cenie.

      Usuń
    4. Ja tam specjalnie na zimowe górskie wyprawy zakupiłem białe spodnie narciarskie oraz białą kurtkę puchową - do pełni szczęścia brakuje mi już tylko białego softshell'a technicznego i białych butów pod raki ;>

      I zgadzam się z Tobą w kwestii bezpieczeństwa - Straż TANAP'u łatwiej może Cię wypatrzeć w oczojebnym wdzianku, więc trzeba się kamuflować.

      Usuń
  2. Też jestem fanką kolorowych neonowych ubrań- szarobure kurtki itd. w ogóle mi się nie podobają. A jeśli dzięki temu jestem bezpieczniejsza podczas wypraw- tym lepiej dla mnie :) Wiem, że nie jest łatwo skompletować strój- największy problem miałam z butami- ostatecznie kupiłam trekkingi za kostke na nikbutik i są świetne. Wygoda to podstawa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy post !
    Moja filozofia ubierania się w góry czy ogólnie na wędrówki jest podobna, choć jednocześnie nieco inna. Kurtka, która mam zawsze w plecaku, przez cały rok, to goretex, a wynika to pewnie z faktu, że najczęściej wędruje w UK ;-) Jest bardzo lekki, podobnie jak bardzo cienka puchówka, którą też noszę ze sobą bo nie znam dnia ani godziny kiedy się przydaje. A skoro jest super lekka to mogę ją targać. Najczęściej jednak korzystam z zestawu bielizna termoaktywna + softshell, u mnie sprawdza się w większości przypadków (włączając w to angielską zimę) A i odnośnie kolorów.... Cóż, przyznaję, że mam słabość do błękitów i zieleni :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam pytanie - czym impregnować stuptuty? Swoje mam w całości zrobione z gorteksu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo prać albo pryskać. Popatrz na stronę Nikwax'a.

      Usuń
  5. Teks jak zwykle świetny. Uwaga ogólna: Czy jak ktoś jedzie w góry zima na 4 dni w roku, to opłacają mu się te inwestycje?
    Uwagi szczegółowe. Softshel zakładany na kurtkę? A co do głowy: buff czy raczej kominiarka (z polaru, w małą dziurą na środek twarzy)? Osobiście nie lubię plastiku na skórze, wolę bawełnę (czyli po prostu koszulę z baaardzo cienkiej czystej bawełny, schnie w mgnieniu oka).
    P.S. Wybierz się na Szeroką Jaworzyńską i grań Kop Liptowskich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proste, że się nie opłacają, dlatego lepiej chodzić po górach w kasku budowlanym niż wspinaczkowym. ;)

      Usuń
  6. C. d. Getry na nogi to po prostu kalesony. :) Dobre, które też chłodzą, jak jest ciepło, bywają w Lidlu (pamiętam, nie znosisz, a jak uwielbiam) po 30 zł (odzież funkcyjna). Można też kupić cienkie spodnie z polaru. Tu niestety muszę rezygnować z bawełny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Gosia, to i ja wtrącę dwa słowa. Fajny, potrzebny tekst, bo czasem można trafić na takie poradniki, po przeczytaniu których dochodzisz do wniosku: nie stac mnie na wyjazd w góry zimową porą, bo kazdy element garderoby zaczyna sie od kilku stówek. Oczywiscie na ekstremalne wyjazdy, warunki itp należaloby się zaopatrzyć zapewne w bardziej wyczynowe ciuchy, ale do turystyki rekreacyjnej w naszym klimacie to o czym piszesz jest wystarczające. Ja polecić dodatkowo moge dział piłkarski w decathlonie i koszulkę z długim rękawem (nie ma kroju damskiego) keepdry500. Fajnie opina, nie krępuje ruchów, nie czuj jej na ciele, oddycha i nie ma nieprzyjemnego uczucia mokrych pleców. Jak to się mawia robi robote :) a kosztuje 59zł. Jeśli chodzi o ochrone dłoni, to super sprawdzają sie rękawice z działu myśliwskiego rzeczonego sklepu. Sa to mitenki sibir-100, wełniane, które zarówno sprawdza się w mrozach , ale równiez jak rzygrzeje słońce dzieki możliwości, jak to w mitenkach odchylenia ochrony 4 palców. A jak wiatr chłodzi to polecam na takie rekawice załozyc goretexowe, cienkie i lekkie nakładki armii brytyjskiej, które można kupić w sklepach militarnych za naście złotych, a zapewniaja super ochrone. Pozdrawiam Piotr

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo dobry artykuł.

    Od jakiegoś czasu czytam twojego bloga i muszę szczerze przyznać, że wykonujesz świetną pracę. Jedno z lepszych miejsc tej tematyki na jakie trafiłem ;) Dobra robota!

    OdpowiedzUsuń