środa, 22 października 2014

Tatrzańska zima dla raczkujących

Co poniektórych nastanie tatrzańskiej zimy ewidentnie cieszy - już ostrzą raki i w zamyśleniu przecierają szmatką na błysk ostrza czekanów, już snują białe marzenia. Bo zima w górach potrafi dać kopa, a bywa, że o to właśnie w górołażeniu czasem chodzi. Inni obojętnie wzruszają ramionami. Zima? Niechaj będzie i zima, trzeba, to się dostosują. A jest i grupa takich, którzy właśnie smętnie pożegnali się z Tatrami na dobrych kilka miesięcy i od paru godzin, nie przyznając się do tego przed samymi sobą, odświeżają forumowy wątek: "Czy w Chochołowskiej zakwitły już krokusiki?".
Żarty żartami. Zima potrafi od Tatr odstraszyć, niewykluczone też, że czasem jak najbardziej powinna. Ale nie tak znowu do końca. Minęły już czasy, gdy na zimę Tatry do cna pustoszały, milkły, zamierały, zapadały w wielomiesięczny sen. Zainteresowała kogoś w końcu ta dzika kraina także w wersji na tleniony blond, spowita całunem nieprzebytych i niebezpiecznych śniegów. Obecnie ruch turystyczny jest w Tatrach (mam na myśli nieco wyższe partie) zdecydowanie mniejszy zimą niż latem, wciąż możliwe jest doświadczenie samotności zimowej wędrówki. Ale zimowa turystyka tatrzańska jak najbardziej funkcjonuje i ma się dobrze. Dlaczego nie miałaby być dla nas?

Oczywiście zimy można zwyczajnie nie lubić, znam temat. Jeśli jednak jesteśmy naprawdę pieprznięci na punkcie Tatr, dysponujemy czasem i środkami na ich odwiedzenie w najbliższych miesiącach, to sama pora roku jest marną wymówką. Chyba, że lubimy tęsknić i wzdychać.

No. To to był wstęp, a teraz powoli spróbuję przejść do tego, o co mi właściwie chodzi.

Po pierwsze: spójrz wrogowi w oczy.

"Zima w górach jest przerażająca". A widziałeś ją kiedyś? Nie? To zobacz. Podejdź blisko. Do pewnej odległości nie ugryzie na pewno.

Zacznij od banałów.

Swoje letnie przygody z Tatrami też pewnie zaczynałeś ubrany tak sobie odpowiednio, przemierzając dolinne, albo te najbardziej rozdeptane i uchodzące za najłatwiejsze szlaki. Nie rozpaczaj zatem, że zimą może nie uda Ci się od razu zdobyć Rysów, czy zrealizować innych, unicestwionych przez tegoroczną pogodę letnich planów. Tatry przywdziane w zimową aurę zaczarowują na nowo. Z czasem oczywiście znów budzą niedosyt, ale początkowo pozwalają się nasycić znanymi już niby, ale oglądanymi w zupełnie innej niż dotychczas odsłonie widokami.

Oczywiście nawet przemierzając doliny, polany czy niewybitne wypiętrzenia terenu należy mieć na uwadze warunki pogodowe i zagrożenie lawinowe. Bywa, że potężne lawiny obejmują swym zasięgiem także spacerowe, położone nisko szlaki. Przy stabilnej pogodzie i sytuacji lawinowej jednak, naprawdę wiele miejsc dostępnych jest (i całkiem bezpiecznych) nawet bez sprzętu i specjalnego przygotowania. Jakkolwiek do wyskakiwania w t-shircie nie zachęcam, bo...

Zimą jest zimno.

Takie są odwieczne prawa natury, tu się nic nie poradzi. O ile w mieście narzucamy coś tam na siebie od biedy, co tam akurat wisi na wieszaku i chyżo przemykamy drogę do pracy, sklepu, czy samochodu, który nas, utrzymując w komfortowym, ciepełku dowiezie gdzie trzeba, a potem grzejemy się w domu przy kubku herbaty z nogami na kaloryferze, o tyle w górach z tym przemykaniem i szybkim znajdowaniem grzejnika może być problem. Już nie wspominając o tym, że górska zima może dać nieco bardziej popalić niż ta miejska. A o wyziębienie nawet w najbardziej płaskiej dolinie nietrudno.

Co nie znaczy, że od razu musimy się od stóp do głów poubierać w membranowe markowe ciuchy. No chyba, że nas stać i bardzo chcemy.

Na początek wystarczą: ciepłe buty - wiele osób (ja też) nosi latem zabudowane treki. Dorzućmy do tego ciepłe skarpety i możemy ruszać śmiało na zimowy górski spacer. Buty oczywiście nie zaszkodzi zaimpregnować. Co do warstw przylegających do skóry, ale także kolejnych - tu jeszcze bardziej niż latem warto polecić odzież oddychającą. To nie jest tak, że jak jest zimno, to się nie spocimy. Na podejściu, nawet łagodnym, spocimy się zawsze i dobrze jest mieć na sobie coś, co szybko wyschnie, a nie przylepi nam się do ciała i zmrozi nas do szpiku kości w czasie postoju. Niezastąpiona jest bielizna termoaktywna (getry + koszulka). Na to jakieś grubsze spodnie (np. z softshellu), na górę dodatkowa koszulka oraz polar lub softshell, no i kurtka.

Przy czym idąc i tak będziesz pewnie kombinować z górnymi warstwami odzieży, to ściągać coś z siebie, to znów zakładać. Gdy się intensywnie ruszamy, a tak bywa w górach, zwykle jest nam ciepło. Czasem ważniejsza od ochrony przed utratą ciepła jest zatem ochrona przed wiatrem, więc zdarza się, że softshell sprawdzi się lepiej niż kurtka, choć kurtkę też oczywiście należy mieć. Szokowały mnie zawsze zdjęcia ludzi porozbieranych do koszulek na śniegu, tymczasem nie ma w nich nic dziwnego, zwłaszcza, gdy dogrzewa słońce.

Poza odzieżą parę niezbędnych dodatków. Na pewno czapka. Wygodną opcją może być opaska termoaktywna, w pewnych warunkach sprawdzi się lepiej, ale nie zwalnia z posiadania czapki. Zamiast szalika, który szybko zacznie parować i dusić polecam buff. No i rękawiczki. Tu sprawa trochę bardziej zawiła, bo ręce nie grzeją się tak szybko i skutecznie od marszu jak całe ciało, a o ich zupełne zmarznięcie i szybkie odmrożenie zimą nietrudno. Na dłuższe wędrówki warto byłoby więc jednak poświęcić pewien fundusz i zakupić solidniejsze rękawice z membraną.

Nieodzowne zimą są stuptuty. Pod tą fantastyczną nazwą kryją się ochraniacze na spodnie i górną część butów, co by nam się śnieg do nogawic nie przylepiał i za cholewki nie sypał.

Jaki sprzęt? Co to czekan?! A w ogóle to o co chodzi?


Oddychamy. Na pierwsze, nieśmiałe, poglądowe i ostrożne spacery po zimowych Tatrach sprzętu nie potrzebujemy. Przyjechaliśmy pooglądać, zachwycić się tak znanymi nam górami raz jeszcze, w nowej, obcej nam dotąd sytuacji, tak trochę pogłaskać tę zimę, sprawdzić, czy z daleka na nas nie warczy. Jeśli istotnie w temacie zimy raczkujesz, a nie masz kogoś, kto by Cię stanowczo przepchnął z tego etapu na samodzielne wstawanie (w życiu rzeczywistym to grozi dysleksją :P), daruj sobie na razie wyniosłe szczyty i przełęcze. Zadowól się tym, co pospolite. Zadaj na "Tatromaniakach" po raz tysiąc siedemset osiemdziesiąty czwarty pytanie, co można zrobić bezpiecznie bez sprzętu, przyjmij to za swój plan i ten plan realizuj. Przynajmniej przez pierwsze dwa dni, dopóki nie zacznie Cię nosić i nie zachce Ci się sprawdzać, czy trochę wyżej zima też się daje głaskać i nie warczy.

Nie no, serio. Odwiedź doliny, polany, przysłopy. Pagóry takie jak Kopieniec, Nosal, Gęsia Szyja, Sarnia Skała, Grześ. Przekonaj się, czy łazikowanie zimą w ogóle sprawia Ci radość, czy Ci się podoba. Do tego sprzętu raczej nie trzeba. To, co się naprawdę może przydać, to kijki z szerszymi talerzykami. Jeśli nie masz swoich, możesz wypożyczyć.

Możesz wypożyczyć też raki i czekan, jeśli masz ochotę poćwiczyć w łatwym terenie ich używanie. Wypożyczalni jest w Zakopanem parę, pomocą w ich znalezieniu służy, jak zawsze, dobroduszny wujek Google. Jeśli masz zwykłe buty (to znaczy - nie jest to model typowo zimowy), potrzebujesz raków uniwersalnych, paskowych (choć podobno to, co teraz uchodzi za najbardziej podstawowe raki, to już raki koszykowe). Tak, czy owak, w wypożyczalni dadzą Ci takie jak trzeba. Jak to ustrojstwo się wiąże i reguluje, poczytaj wcześniej w necie, albo zapytaj przy wypożyczaniu. Po odwilży lub halnym wiele szlaków może być oblodzonych, więc niewykluczone, że nie pożałujesz zabrania ze sobą raków nawet na płaskim terenie. I miej w nosie, że ktoś robi Ci zdjęcia, gdy paradujesz w nich Kościeliską ;).

Raki są generalnie po to, aby iść pewnie po śniegu czy lodzie, nie ślizgać się. Za wyjątkiem może ich mocowania, nie ma w ich użytkowaniu nic skomplikowanego. Ot, idzie się. Dobrze tylko pamiętać, że ma się na butach kolce i stawiać nogi odrobinę szerzej, aby nie zahaczyć jedną podkutą girą o drugą i nie glebnąć, albo nie rozharatać spodni.

Czekan to już trochę inna bajka. Pomaga przy podchodzeniu po stromych stokach, schodzeniu nimi, no i umiejętnie wykorzystany może wyhamować upadek. Za mało razy w życiu miałam go w rękach, aby kogokolwiek w tej kwestii pouczać. Oglądaj filmiki, czytaj, podpatruj innych. Najlepiej - poproś kogoś, kto wygląda na oblatanego w temacie o krótkie przeszkolenie.

Ja oczywiście cały czas mam na myśli szlaki proste, względnie bezpieczne i oswajanie się ze sprzętem. Jeśli wybierasz się gdzieś wyżej/trudniej - przygotuj się solidniej.

Koszt wypożyczenia raków i czekana nie jest jakiś zatrważająco duży, z tego, co pamiętam 35 zł za komplet na dzień (przynajmniej tak zdaje mi się, że było w zeszłym sezonie). Należy liczyć się z koniecznością pozostawienia zwrotnej kaucji w wypożyczalni wysokości ok. 200 zł.


Co do plecaka?

Ano na początek, to niewiele więcej niż latem. Jakieś zapasowe szmaty do ewentualnego przebrania w schronie, gdyby coś przemokło. Obowiązkowo termos z herbatą. Trochę więcej słodyczy. Koniecznie latarka, bo zimowy zmrok może zaskoczyć nagłością (latem zresztą też warto nosić).

Nade wszystko - uważaj!

Sprawdzaj prognozę pogody, orientuj się w warunkach śniegowych. Daruj sobie wycieczkę przy kurniawie lub dużym zagrożeniu lawinowym (mordercze lawiny potrafią zwalać się nawet na asfalt do Morskiego Oka).

Pamiętaj o tym, że w śnieżnej zamieci łatwo o szybkie opadnięcie z sił, przemarznięcie, a jeszcze łatwiej o pobłądzenie, nawet na zdawałoby się prostej orientacyjnie trasie. Że śnieg zasypać może Twoje ślady, a torowanie w nim nowych jest bardzo wyczerpujące. Że pomoc, którą ewentualnie wezwiesz, może mieć również trudności z dotarciem do Ciebie, że może się okazać, iż będziesz czekać na nią wiele godzin. Że umrzeć ze zmęczenia i zimna można całkiem szybko naprawdę wszędzie.

Pomimo wszystko - spróbuj!


Zbliż się do tej zołzy zwanej tatrzańską zimą, poprzyglądaj się, podotykaj - nie strzeli focha tak od razu. Być może wrócisz do domu nieco bardziej ochoczo niż go opuszczałeś, po czym zaszywszy się pod kocem z czymś na rozgrzanie i zapomnienie, oddasz się do końca zimy dajmy na to oglądaniu seriali zamiast fantasmagoriom o górskiej turystyce. Ale o wiele bardziej prawdopodobne jest, że w przyszłym roku, w długie październikowe wieczory będziesz z zapamiętaniem i cielęcym rozmarzeniem w oczach polerował czekan. ;)

Tak czy owak. Brace yourself! The winter is already here. ;)



17 komentarzy:

  1. Bardzo fajne porady! Akurat dla tych, co to tatrzańską zimę jak na razie oglądają głównie z Warszawy i na obrazkach (no i na kamerkach oczywiście :P). Ja się powoli przymierzam, choć pewnie dotrę dopiero w przyszłym roku, no ale. Przyjemnie się czytało w każdym razie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wpis - jest co czytać :) A zimę w górach warto oswoić, nawet jak się będzie w trakcie marudzić: "co ja tutaj robię..:( " to z czasem zaczniemy doceniać czas spędzony w zaśnieżonych Tatrach ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. haha! sama prawda :) ja za każdym razem jak otwieram szafę i widze mój czekan, uśmiecham się jak głupia :D

    OdpowiedzUsuń
  4. "Niezastąpiona jest bielizna termoaktywna (getry + koszulka). Na to jakieś grubsze spodnie (np. z softshellu), na górę dodatkowa koszulka oraz polar lub softshell, no i kurtka." - W takim zestawie to ja bym się ugotował na nawet najmniejszym podejściu przez dolinę ;-)

    "Dobrze tylko pamiętać, że ma się na butach kolce i stawiać nogi odrobinę szerzej, aby nie zahaczyć jedną podkutą girą o drugą i nie glebnąć, albo nie rozharatać spodni." - Spodni, jak spodni, ale mam kolegę, który sobie przednie kolce wbił w drugą nogę. Tak, zdolny był. Trzeba uważać na początku :)

    Fajnie napisane :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Był? To co, w tętnicę udową się dźgnął tym rakiem? ;)

    Fajnie się czyta, ale czarne tło niszczy oczy ; )

    OdpowiedzUsuń
  6. wiem,że jeszcze nie ma prawdziwej zimy, tylko taka na pół gwizdka, ale przełamałam się, pochodziłam po tym śniegu,orła nie wywinęłam, chciałam iść wyżej ale bez raków się bałam, że zjade na tyłku ;-) Jesienna zima mnie nie pogryzła, fakt - mam teraz L4 ale myślę,że to przez to,że się wyrozbierałam ( bo przecież gorąco) i piłam piwo z lodówki na zewnątrz w Murowańcu :-D Także....może nie będę całą zimę siedzieć na sofie trzaskając seriale :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo dobry artykuł! Super, ze zachęcasz do odwiedzenia Tatr zimą. Ja zawsze bałam się chodzić w góry zimą, a o Tatrach nawet nie marzyłam. W tym roku jednak zaryzykowaliśmy i postanowiliśmy pojechać... nad Morskie Oko ;) O dziwo tak mnie ta wycieczka przekonała do zimy, że zaraz w tym samym tygodniu wylądowałam w Beskidzie Śląskim idąc na Klimczok. Gdyby nie to nieszczęsne Morskie Oko kolejny rok spędziłabym w zimie tylko gapiąc sie przez okno na góry. A góry pod śniegiem sa absolutnie przepiękne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam, jak na pierwszy zimowy wypad w Tatry, a było to dawno temu w lutym 2014 roku, dostałem w łąpę pożyczone raki, o czekanie nawet nie słysząc. I poszliśmy na Przełęcz Świnicką od strony Zielonego Stawu, gubiąc po drodze szlak i idąc jakimś szemranym żlebem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Może się czepiam, ale patrząc na to co wyrabiali niektórzy znajomi jak i ludzie przypadkowo spotkani na szlaku, jestem przeciwny wypożyczaniu czekana i wychodzeniu na szlaki pokroju Zawratu. NIE UMIESZ UŻYWAĆ CZEKANA - NIE IDŹ! Nie możesz tylko wiedzieć o co chodzi, masz UMIEĆ! A jak się nauczyć? Jeśli nie znajomi i kurs (nota bene, na kursie turystyki zimowej nie ma co płacić za uczenie się używania kubka, liny i ósemki jeśli ktoś już umi :)) to literatura i filmiki mogą być. Ale KONIECZNIE podparte ćwiczeniami na jakiejś oślej łączce! Hamowanie czekanem jest nieintuicyjne i samo pojęcie jak to zrobić to za mało żeby uratować sobie życie jeśli śnieg wyjedzie nam spod nóg albo stracimy równowagę. Czekan nie służy do podpierania się (dużo lepsze są przecież kijki) tylko do wyłapywania gdy coś się poplącze z nogami. To co w lato mogło by być niegroźnym potknięciem w zimę może skończyć się zasuwaniem po zmrożonym stoku wprost na skały w dolinie! No i oczywiście gdy już człowiek opanuje hamowanie każde zejście zamienia się w radosną przestrzeń do dupozjazdów :D Oczywiście straszę tylko przed wypadem w wyższe partie, wypożyczyć sprzęt i iść na Grzesia/Rakoń jak najbardziej można :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Drobne uzupełnienie:
    1. Raki są nieodzowne na śniegu twardym, na trawach i na lodzie, natomiast NIE SŁUŻĄ do chodzenia w kopnym śniegu.
    2. Kolejność użycia:
    - primo - czekan (zawsze gdy stromo),
    - secundo - czekam + raki (gdy stromo i dość twardo)
    - "tertio non datur", tj. nigdy same raki - chyba że (jak w artykule) "w Dolinie Kościeliskiej" itp. gdy jest tam gołoledź...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dodam jeszcze - INTUICJA. Nie chodziłem zima, aby zdobywać szczyty, ale aby pospacerować po ładnych górach i z nich pozjeżdżać. Wyczucie podpowiadało mi, czy dam radę. Kiedy w piękny słoneczny i mroźny dzień w Kondratowej zobaczyłem żleb prowadzący w stronę Giewontu (krzyż wyłaniał się akurat na jego wylotem), poczułem, że muszę tam iść. Zostawiłem moją ówczesną, nieco kłótliwą partnerkę w schronisku i poszedłem. Z każdym krokiem wyłaniało się więcej i więcej gór, a ja szedłem i szedłem. Dupozjazd był fascynujący, choć w śniegu były ze dwie szczeliny, tak na dwa metry głębokie, do samej trawy. Przeskoczyłem. Kiedy wróciłem (po jakichś 2 godzinach), moja pani zrobiła mi awanturę, trzasnęła drzwiczkami schroniska i wyruszyła do Zakopanego. Na Kalatówkach wpadło na nią dziecko na saneczkach i skończyło się na gipsie. Anioł Stróż działa wybiórczo. Przed wyjściem trzeba zapytać intuicję, czy jest z nami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałem dodać: to było moje pierwsze zimowe wejście.

      Usuń
    2. Miałem zero przygotowania, ale poczułem, że zimowe góry wzywają. Temu nie można się oprzeć. :)

      Usuń
  13. Artykuł idealnie dla mnie, dziękuję za porady. Do tej pory miałam do czynienia z pozostałymi trzema porami roku myśląc, że zima to nie dla mnie. może jednak warto się "przespacerować" w zimowej scenerii, tym bardziej, że do majowego weekendu śnieg raczej nie stopnieje ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam pytanie: czy na pierwszą wyprawę zimową w góry mogę ubrać spodnie narciarskie czy lepiej kupić zimowe trekkingowe i stuptuty albo ubrać zwykłe trekkingowe + bieliznę termo + stuptuty-co mi radzisz?

    OdpowiedzUsuń