czwartek, 20 lipca 2017

Jak sobie nadmuchasz, tak się wyśpisz - czyli moja opinia o zabieraniu materaca w góry

Nie uwierzycie, ale kiedyś, wyjeżdżając gdzieś, musiałam mieć zaklepaną kwaterę. Łazienka mogła być w korytarzu, byleby w ogóle była. Do tego łóżko, ciepełko, trochę przestrzeni i zamek w drzwiach. Myśl o tym, że miałabym spać na polu kempingowym mnie mierziła i trochę przerażała.

Nigdy nie byłam na żadnym wyjeździe "pod namioty". Gdy dorastałam, czasem koledzy czy koleżanki rozbijali namiot pod blokiem. Graliśmy w nim w karty, siedzieliśmy, gadaliśmy. Potem niektórzy tam spali - tak, w namiotach rozbitych pod blokiem, jakkolwiek bezsensownie by to nie brzmiało. Mnie rodzice nie pozwalali, więc nie miałam okazji. Generalnie, prawie do swoich 28 urodzin, najmniej komfortową rzeczą, na jakiej spałam, było łóżko polowe. A potem ni z tego ni z owego, kimnęłam się w dziurze w wielkim kamieniu, zawinięta w cieniutki śpiworek, nocą niby jeszcze letnią, bo wczesno-wrześniową, w górach jednak zdecydowanie rześką. Iiiii jakoś to poszło: kolejne dziwaczne noclegi w kolebach, znajomość z Bartkiem, który, nie wiedzieć czemu, szczególnie upodobał sobie spanie w górach zimą, zakup zimowego śpiwora... w międzyczasie jeszcze parę wyjazdów w skałki i tam biwakowanie w namiocie. Zakochałam się w tym outdoorowym spaniu. O ile w górach bywa ono męczące - co i tak ma swój urok - o tyle w namiocie, na przykład na Jurze, wysypiam się jak dziecko. Aaaa, no i są jeszcze te jedyne w swoim rodzaju noclegi na schroniskowych podłogach. Ogólnie rzecz ujmując - im jestem starsza, w tym dziwniejszych miejscach i okolicznościach zdarza mi się kłaść spać.

Do takiego spania trzeba być oczywiście odpowiednio przygotowanym, bo o ile w niektórych schroniskach poczęstują kocem czy matą, o tyle na przełęczy czy szczycie górskim może być już z tym problem. ;)

Materacyk Quechua w kokonie.
Tu akurat pozuje razem ze śpiworem puchowym,
o którym też Wam któregoś dnia opowiem.

Do niedawna, bez względu na to, gdzie zamierzałam spać, zawsze nosiłam ze sobą zwykłą karimatę. Na lato - cieńszą, na zimę - grubszą z dodatkową warstwą izolującą. Na pomysł, aby zamienić ją na materac lub coś w tym stylu, wpadłam w ostatniego sylwestra, podpatrując znajomego, używającego maty samopompującej. No właśnie. Najpierw chciałam matę samopompującą i to ona miała być przedmiotem testów i tematem dzisiejszego posta, ale skusiłam się ostatecznie na materac, bo był sporo lżejszy, a pompowanie go miało być szybkie i proste. Jak się zatem sprawdził materacyk z Decathlonu?

Dotychczas używałam go w następujących warunkach:

- Bieszczady - zima, namiot
- Jura Krakowsko-Częstochowska - wiosna, namiot
- Tatry - lato, bez namiotu
- Schronisko - podłoga

i myślę, że mogę już o nim co nieco opowiedzieć.

Przede wszystkim, chodzi o to, że na czymś spać trzeba. Dotychczas służyły mi do tego celu karimaty, nie umiem więc oderwać się od porównań z nimi. Po kilku miesiącach użytkowania, stwierdzam, że wygoda używania materaca przewyższa wygodę używania karimat, chociaż nie jest to przewaga miażdżąca. Już wyjaśniam.

W czym materac jest lepszy od karimaty?

1. Materac można schować do plecaka, po zwinięciu jest nieduży. To jest mega ważne. Z matą przyczepioną do plecaka miałam już duuuuużo przejść. A to mi ją podziurawiły, zahaczające o nią kosówki, a to się nie mieściłam w drzwi autobusu, a to potrącałam matą ludzi idących z naprzeciwka, a to mi się poluzowała w czasie marszu i śmajtała na wszystkie strony... Grr! Poza tym, mata zdradza zamiary. Jak się idzie gdzieś wieczorem, z matą na wierzchu, to zaraz co drugi mijany człowiek pyta, czy idziesz spać na szczyt. No, może i idziesz, ale niekoniecznie masz ochotę informować o tym całą okolicę. Materac jest dyskretniejszy.

Mistrz pierwszego planu: karimata.
fot. Arek C.

2. Wygoda. Po prostu wygoda spania i leżenia, bo napompowany materac jest przyjemnie miękki.


W czym materac jest gorszy od karimaty?

1. Brak izolacji. Bo matę sobie możesz kupić z warstwą izolacyjną, a ten materac, no cóż - nie ma jej. Aczkolwiek, zawsze można sobie pod niego podłożyć np. folię NRC (tzw. koc życia). No i ja się poświęciłam, żeby sprawdzić, czy ten brak izolacji to faktycznie aż taka tragedia i zabrałam materac w zimowe Bieszczady. I przeżyłam, bez podkładania pod niego czegokolwiek, choć przyznam, że coś by się jednak przydało - tam gdzie ciało największym ciężarem przyciskało materac do podłogi namiotu, było mi trochę zimno. Ale i tak się wyspałam.

2. Proces przygotowania materaca do użycia, a potem do ponownego schowania go do plecaka. Samo dmuchanie materaca jest błyskawiczne. Kilkanaście, max dwadzieścia porządnych dmuchnięć i łózio gotowe. Trochę gorzej w drugą stronę, spuszczanie z niego powietrza zajmuje jednak chwilę. Z karimatą takich problemów - trzeba przyznać - nie ma.

3. Waga. Tu materac przegrywa niewiele, o jakieś sto/ sto-pięćdziesiąt gramów. Zależy, z którą konkretnie karimatą go porównujemy.

4. Materac może się przypadkiem przedziurawić i wtedy już nie będzie mięciutki i wygodniutki.


Okej, minusów wyszło więcej niż plusów, ale dla mnie materac i tak wygrywa. Nie dlatego, że dostałam go za darmo, tylko dlatego, że jest kompaktowy. Nie waży wiele więcej niż mata, a fakt, że da się go zwinąć i schować, daje mu plus sto do zajebistości.


Wrażenia z użytkowania w poszczególnych warunkach
  • Bieszczady - zima, namiot

    Jak już wspomniałam, było mi troszkę zimno. Jednakże bez tragedii. W porównaniu do spania na macie z warstwą izolacyjną, wcale nie było o wiele gorzej - na takiej macie też zawsze trochę marzłam i musiałam się kręcić z boku na bok, żeby zmieniać miejsce najbardziej dociskające do podłoża (np. z lewego biodra na prawe). W porównaniu do maty, było natomiast na pewno wygodniej. Trochę gorzej przedstawiała się sytuacja z chowaniem materaca do plecaka. Skostniałe od zimna ręce, zdrętwiały już całkowicie, wyciskając z materaca resztki powietrza. Ale przeżyłam tak dwa biwaki i nie wspominam ich jakoś szczególnie traumatycznie, zatem, tak, w warunkach zimowych materac Forclaz Air Quechua w gruncie rzeczy daje radę.
Jak się dobrze przyjrzycie, to we wnętrzu namiotu dostrzeżecie omawiany materac.
  • Jura Krakowsko-Częstochowska, wiosna, namiot.

    Na Jurze tej wiosny byłam dwukrotnie. Pierwszy wyjazd, to był sam początek kwietnia, niespodziewany atak wiosny, wręcz lata. Nocą sytuacja wróciła do normy i było zimno, jak na pierwszy weekend kwietnia przystało. Różnica pomiędzy tym biwakiem, a Bieszczadami była jednak oczywista - namiot nie był rozstawiony na śniegu. Tym razem materac w pełni wystarczył.
  • Kolejny wyjazd na Jurę, to już prawie lato. Oczywistym było, że materac w namiocie sprawdzi się w takich warunkach wyśmienicie. Ale pojawiła się pewna innowacja w postaci... mojego psa, ponad 30-kilogramowej labradorki, która miała spać ze mną wewnątrz ciasnego namiotu. Buka już kiedyś spała w namiocie, po tym, jak odmówiła kategorycznie nocowania w jego przedsionku. Tym razem namiot był mniejszy, a ja pieskowi naszykowałam obok siebie starą karimatę, żeby też miał komfortowo. Niestety, pies akurat tej nocy postanowił spać dokładnie pomiędzy mną a ścianką namiotu i żadnymi sposobami nie dał się odwieść od tego pomysłu. A że pies się tak od razu do snu nie układa, to chyba wie każdy psa posiadacz. Zanim się położy, to najpierw kręci się w kółko, udeptuje podłoże (choć nic to udeptywanie absolutnie nie zmienia), coś przesuwa nosem. No i ona tak kręciła się i udeptywała między innymi mój materac. Materac przetrwał bez żadnego uszczerbku, co mu się chwali.

Oto jest pies :)
  • Tatry - lato, bez namiotu.

    Mając zamiar spać w górach, bezpośrednio na podłożu, najbardziej obawiałam się trwałości materaca. Wygrał wprawdzie nierówną walkę z psimi pazurami, tyle że wtedy miałam w zanadrzu ową starą karimatę przygotowaną dla mej labradorki, w górach natomiast byłam zdana już tylko na materac. Wobec czego zdecydowanie wolałam, żeby nie pękał. I tak wzięłam ze sobą norkę na śpiwór - bo chroni od wiatru i od ewentualnego deszczu. Dlatego szykując nocleg, wsadziłam do norki również materac - był w ten sposób chroniony od bezpośredniego kontaktu z podłożem (które wprawdzie odgarnęłam z kamyków, ale ju newer noł). Było mi wygodnie i nie marzłam od podłoża.
Na tym zdjęciu głównym bohaterem jest płachta biwakowa
(tarp) Quechua ( o TAKA )
reszta biwakowych gratów jest w środku.

  • Schronisko

    Noooo tutaj to bajka! Zacznijmy od tego, że obok mnie co najmniej dwie osoby rozkładały taki sam materac. Nadmuchać go - chwila. Złożyć rano na schroniskowej podłodze - żaden problem. A spało się prawie jak na własnym łóżku.

Ogólne spostrzeżenia na temat produktu:

- Woreczek mógłby być odrobinę większy. Upchanie doń, nawet bardzo starannie zwiniętego materaca, to niełatwe zadanie.

- Nadmuchiwanie materaca naprawdę zajmuje chwilę. Problemem jest to, że producent zaleca używanie pompki, aby do środka nie dostawała się z naszym oddechem wilgoć. Kolejna rzecz do noszenia. Ja pompki nie mam, na razie nadmuchiwałam materac ustami (i ci, których widziałam w schronisku też).

- Blokada przy wentylu to dobra rzecz, gdy się materac nadmuchuje, bo nie trzeba go zatykać palcem, żeby powietrze nie uciekało. Trochę gorsza, gdy już się chce to powietrze spuścić, a pomimo przytrzymywania i odginania blokady, ona i tak się zamyka.

- Cena wydaje się być w porządku, jak za tego typu produkt. Nie jest może okazyjna, ale nie jest też wygórowana.


Ogólnie fajny element outdoorowego wyposażenia, zwłaszcza, jeśli planujemy nocleg w schronisku lub namiocie i raczej nic nie powinno nam materaca przebić. Na dzikie biwaki w dziwnych miejscach może jednak odrobinę za delikatny (a może to tylko moje przesadzone obawy). Link do materaca w internetowym sklepie Decathlonu macie TUTAJ.


A Wy, na czym śpicie, gdy nocujecie na przykład w schroniskach? Taszczycie ze sobą własną matę, czy liczycie na wypożyczenie jej na miejscu? Szczególnie ciekawa jestem doświadczeń z matami samopompującymi.

16 komentarzy:

  1. Hej ja mam pytanie do śpiwora, na jaki zakres temperatury potrzebuje śpiwór jeśli mam w planie spanie na szczycie w tatrach, wiosna-lato-jesien bez namiotu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komfort zero stopni albo nawet trochę niżej. Ja ostatnio spałam w tym że zdjęcia, on też jest z Decathlonu.

      Usuń
  2. Karimata ma dwa zasadnicze plusy jest milsza dla twarzy śpiąc na brzuchu i jak się na niej siądzie to się siedzi na karimacie a nie na glebie jak w przypadku dmuchawca. Ja mam dmuchawca nieco lżejszego niż matę ale gdy wiem że będzie w miarę równo zawsze biorę matę - bo większa i mniej upierdliwa w obsłudze. Do schroniska oczywiście dmuchawiec ale tam rzadko bywam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Karimate porzucilam conajmniej 10 lay temu. Z wiekiem czlowiek robi sie wygodny i zainwestowalam w lekką mate samopompujaca termarest. Po 10 latach uzytkowania jest jak nowa. Bardzo sobie chwale. Warto zwrocic uwage czy taka mata nie szeleści (sa takie!) i czy spiwor sie nie bedzie na niej ślizgał.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mata matą ale ten tarp (a w zasadzie jego waga) to HIT ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mega ciężkie są rurki do tego tarpa, nie brałam ich, użyłam zamiast nich kijków trekkingowych. Sama płachta jest leciutka.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Rzeczywiście podają wagę 2,6kg z masztami. Natomiast 1kg to nadal bardzo dużo jak na tarp o takich wymiarach.

      Usuń
  5. Zawsze biorę ze sobą karimatę, ale myślę o zamianie na matę samopompującą. Ewentualnie rozpatrzę materac, skoro polecasz ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Od jakiegoś czasu czytuję ten blog i nie powiem jest całkiem, całkiem - nawet na podstawie "wycieczki w Tatrach dla początkujących" ułożyłem sobie swój pierwszy 5 dniowy wypad w sierpniu w nasze Tatry. Tak się jednak zastanawiam, czy materac Forclaz Air jest naprawdę takim fantastycznym sprzętem? Przypuszczam, że nie jest to prezent od przyjaciela, a raczej souvenir wysłany w celach reklamowych. Stąd moje pytanie: Czy ktoś jeszcze z czystym sumieniem może go polecić? Jakie są Wasze opinie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wydaje mi się, bym sugerowała, że materac ten jest "takim fantastycznym sprzętem", właściwie to jak zaczęłam wymieniać jego zalety i wady w porównaniu do karimaty, to wad wyszło mi więcej. Dla mnie najważniejsze, że jest kompaktowy. Ale sama za dwa dni lecę do Norwegii i zastanawiam się intensywnie czy brać materac czy matę,bo jedno i drugie rozwiązanie ma swoje i lepsze i gorsze strony.

      Nie musisz się zastanawiać, bo w tekście jest informacja, że dostałam materac. Ale przedstawicielowi marki zależało na szczerej opinii, a nie na sztucznych pochlebstwach. Gdyby materac okazał się być do dumy, to to bym właśnie o nim napisała.

      Usuń
    2. Do dupy oczywiście. Słownik w telefonie. ;)

      Usuń
    3. Myślę, że uczciwość wobec czytelników to powinna być najważniejsza zasada przy pisaniu bloga, jeśli tego się trzymasz to gratuluję. Oni na pewno to docenią, (piszę oni ale ja również, w końcu też jestem czytelnikiem) I choć tego Ci nie życzę, to za pewne kiedyś musi się pojawić niezbyt przychylna recenzja, a ja przeczytam ją z przyjemnością. Nie dla tego, że jestem fanem hejtu, tylko dla tego, że będę mógł z czystym sumieniem zawierzyć Twojej opinii. Życzę powodzenia - Rafał Ps. A tak przy okazji myślałem, że tylko ja ostatnio cierpię na bezsenność :)

      Usuń
    4. Bezsenność dokucza mi często, ale akurat nie tej nocy. Pisało mi się dobrze, szkoda było iść spać. ;)

      p.s. decyzja podjęta, materac leci ze mną do Norwegii.

      Usuń
  7. Będę czekał na foto relację - życzę pięknych widoków, niezapomnianych warażeń i materiału na bloga

    OdpowiedzUsuń
  8. Na zwykłej karimacie nigdy nie zdarzyło mi się przespać spokojnie całej nocy - zimno i mega niewygodnie! Nigdy nie byłam fanką tego ustrojstwa, bo może i karimata lekka (choć to zależy jak gruba) to zawsze mnie irytowało kombinowanie troczenia jej do plecaka. Wizualnie też mi się nie podoba - bo optycznie powiększa bagaż (plecak) i tak jak wspomniałaś, może zdradzać zamiary. Ja obecnie też śpię na materacu dmuchanym, tylko firmy Klymit. Jest dużo lepszy komfort snu no i co najbardziej do mnie przemawia, pakuneczek spokojnie mieści się we wnętrzu plecaka :)

    OdpowiedzUsuń