niedziela, 17 września 2017

Śpiwór na górskie lato - Forclaz 0° Helium - test


Link do śpiworka na stronie Decathlonu TUTAJ
Z rozrzewnieniem... tfu! Z przerażeniem wspominam swój pierwszy biwak pod chmurką. Nie było w nim może aż tyle grozy, żeby włos się jeżył na samo wspomnienie, we względnym pobliżu pobłyskiwały światła bezpiecznych pomieszczeń, ale oooo mamusiu, jaaaak ja wtedy zmarzłam!
To nie był szczególnie przemyślany biwak, to nie była szczególnie przemyślana wycieczka. Normalny człowiek, zamiarując po raz pierwszy w życiu biwakować, zapewne coś wcześniej czyta, a na podstawie lektury, coś odpowiedniego kupuje. Ja złapałam, co tam miałam w domu i władowałam do plecaka. A że miałam tylko cieniutki syntetyczny śpiwór za kilkadziesiąt złotych, z poziomem komfortu określonym na jakieś dziesięć, a może kilkanaście stopni... No, cóż, jak wspomniałam we wstępie, to była jedna z bardziej dramatycznych nocy w moim życiu.

Od tamtej pory trochę wody w Wodogrzmotach naszego narodowego wieszcza się przelało. Zdążyłam zwątpić w możliwość komfortowego wyspania się w warunkach mocno outdoorowych, a potem na powrót w nią uwierzyć. Po doświadczeniach nocy letniej - skrajnie przykrych, uznałam, że outdoorowe spanie nie jest dla mnie, ani latem, ani tym bardziej zimą. I w ogóle wydawało mi się, że ci, co tak śpią (czy raczej nocują, bo w możliwość spania właśnie nie bardzo wierzyłam) cierpią bardzo. Gdzieś się kiedyś podzieliłam swymi wnioskami na ten temat. Na co ktoś odpisał, że eeeee taaaaam. Dobry śpiwór i wszystko jest do zrobienia.

Jasne, że nie w każdych warunkach i nie wszędzie da się spać, ale mi akurat chodziło o ciepło. A pod względem ciepła, ostatnie zdanie poprzedniego akapitu jest w zupełności prawdziwe. W dobrym śpiworze, o odpowiednich parametrach, można się wyspać nawet przy kilkunastu stopniach mrozu na zewnątrz. Tym bardziej - istnieją śpiwory zapewniające ciepło, kiedy temperatura powietrza nie spada poniżej zera. I o takim właśnie będzie ten post.

Śpiwór Forclaz 0° Helium (w nazwie kryje się link) zawitał w mojej szafie ze sprzętem górskim w wyniku współpracy z marką Quechua. Było to w momencie, gdy przymierzałam się do kupna jakiegoś śpiwora puchowego na lato. Zamierzałam rozejrzeć się za używanym śpiworem - w ten sposób udało mi się, całkiem okazyjnie, wejść w posiadanie śpiwora zimowego. Nie zagłębiałam się więc w propozycje poszczególnych producentów i specyfikacje kolejnych modeli, bo i tak nie zamierzałam kupować śpiwora w sklepie, a raczej szukać go na allegro, czy facebook-owej giełdzie. A potem z nieba spadł mi ON. Nie, nie za darmo. Za to, że go przetestuję, a efektem testów podzielę się na swoim blogu, wokół którego po czterech latach (hobbystycznej, ale jednak) pracy zgromadziłam spore grono odbiorców. I jeszcze za to, że przedstawiając te efekty - będę szczera, a więc nie musicie się obawiać bezmyślnej reklamy. :)

Śpiwór zasilił moje outdoorowe zaplecze w zimie, ale nie rzuciłam się od razu na jego testowanie (choć ochota była, wiadomo). W Bieszczadach, w czasie siarczystych mrozów, miałby pełne prawo polec, a ja zamarznąć. Debiutu doczekał się wczesną wiosną na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Potem powędrował ze mną w Tatry, spędził ze mną dziesięciodniowe wakacje w Norwegii, a pod koniec lata (czy raczej wczesną górską jesienią), jeszcze raz dostał okazję wykazać się w Tatrach.

W rogu skompresowany śpiwór,
a na podłodze namiotu materac, o którym
pisałam TUTAJ

Dlaczego ten śpiwór?

To nie było tak, że przyszła do mnie paczka-niespodzianka, a ja po jej otwarciu radośnie klasnęłam w ręce i skonstatowałam: ha, śpiwór, właśnie taki, jaki chciałam. ;) 

Wybrałam go sobie. A dlaczego?
 

Wiedziałam jedno: chcę śpiwór puchowy. Spałam kiedyś w syntetyku pożyczonym od Bartka. Ciężkie toto było, zajmowało trzy czwarte głównej komory w plecaku, a nie mogę powiedzieć, żeby w chłodne noce spało mi się w tym dobrze (on wytrzymał w tym srogą zimą, ale to jest człowiek zdolny do poświęceń). Puch jest lżejszy, puch daje się kompresować, dzięki czemu zajmuje o wiele mniej miejsca, no i puch zapewnia naprawdę fajne i miłe ciepełko. Jest materiałem naturalnym, wobec czego - no nie da się ukryć, puch jest drogi. A w dodatku delikatny. Rzeczy z puchowym wypełnieniem najlepiej jest przechowywać w stanie zdekompresowanym, uważać, co by ich nie zamoczyć, a optymalnie też nie zabrudzić, bo pranie puchu to już w ogóle wyższa szkoła jazdy (lubi się zbijać pod wpływem wilgoci w grudki i tak już zostać po wyschnięciu). Coś za coś. Ja zdecydowanie stawiam na puch.

Przy wyborze śpiwora, najważniejsze jest wzięcie pod uwagę jego zakresu temperatur. Podstawowym punktem, jaki tu powinien nas zainteresować, jest temperatura komfortu - jest to taka temperatura, przy której osoba znajdująca się w śpiworze nie powinna odczuwać zimna. Czyli ujmując rzecz inaczej - powinna się wyspać. Bo ktoś, komu zimno, raczej nie pośpi. Kolejnym progiem temperaturowym jest zazwyczaj "limit" (albo temperatura graniczna). Jeśli temperatura na zewnątrz spadnie w okolice śpiworowego limitu, to trochę zmarzniemy, ale jeszcze nie zamarzniemy. Niektórzy producenci podają też "extremum" - to taka temperatura, przy której w danym śpiworze mamy jakieś szanse przeżyć.

Oczywiście trzeba mieć na uwadze, że temperatury te są podane lekko orientacyjnie, a na to, jak w rzeczywistości będziemy się czuć w śpiworze, będą mieć wpływ też inne warunki atmosferyczne (np. wiatr), to, czy wejdziemy do niego rozgrzani, czy zziębnięci, no i to... jacy po prostu jesteśmy, bo każdy organizm ma inną tolerancję na zimno.

Szukałam śpiwora na lato, wybór temperatury komfortowej 0 stopni może więc dziwić. No tak, tylko że ja nie chciałam śpiwora, w którym będę sobie spać na działeczce po grillu. W górach, nocą, nawet w środku lata, temperatury spadające w okolice zera (czy nawet trochę poniżej) nie są żadną anomalią. A nawet jeśli przyjdzie mi spać w trochę cieplejszych warunkach, to zdecydowanie należę do tej grupy ludzi, która woli, jak im za ciepło, niż za zimno. A śpiwór zawsze można rozpiąć.


Jeśli chodzi o wybór marki, to to już wiecie. Nawiązałam współpracę barterową z decathlonową marką turystyczną. Gdybym miała sobie wybrać jakikolwiek śpiwór ze wszystkich istniejących na rynku, zapewne mój wybór padłby na innego producenta - takiego, który specjalizuje się w śpiworach. Może tym fajniej, że dostał mi się śpiwór z Decathlonu, bo test był prawdziwym testem. Ostatecznie nie do końca wiadomo, czego się spodziewać po specjalistycznym (puchowe wypełnienie i 0 stopni komfort, to jest już śpiwór dość specjalistyczny) śpiworze wypuszczonym przez markę, która właściwie nie ma jakiegoś dookreślonego profilu swoich produktów (poza tym, że są turystyczne) i sygnuje wszystko, od skarpetek i mini plecaczków mieszczących się w kieszeni, poprzez bieliznę termiczną i naczynia campingowe, po namioty i śpiwory właśnie.

Śpiwór zdekompresowany


Jak mi się go więc używało?

Namiot - wczesna wiosna

Pierwszy ciepły weekend, ciała zszokowane ilością słońca i temperaturą jego promieni. Nocą oczywiście wszystko wróciło do normy, a śpiwór dostał szansę na debiut w warunkach, pod które został stworzony - temperatura na zewnątrz zbliżała się do zera. Nooo dooobrze, trochę oddzielał mnie od niej namiot, ale w nim też upału nie było. Jak mi się spało? Rewelacyjnie.


Namiot - późna wiosna


Właściwie, to próg lata, ale wieczór był chłodny. Komuś innemu pewnie byłoby już za gorąco, ja - stworzenie ciepłolubne, pomrukując z przyjemności, zanurzyłam się w miękki śpiworek.

Tatry - lato


To ogólnie nie był szczególnie komfortowy nocleg, bo nie udało mi się schować przed wiatrem, a dodatkowo dręczyły mnie obawy, czy czasem w nocy trochę nie popada. W związku z tymi obawami, nie tylko władowałam się wraz ze śpiworem i materacem do norki, ale też rozłożyłam nad sobą płachtę (tę płachtę, tyle że zabrałam ją w góry bez stelażu, bo jest pieruńsko ciężki). Deszcz raczył nie padać, ale łopotanie poruszanego bezustannie wiatrem materiału nie dało mi spać. Zmarznąć nie zmarzłam, ale jakoś szczególnie ciepło mi też nie było. To mogło wynikać po części z ogólnego stanu psychicznego, wiatr przeszkadzał w spaniu, brak snu wpędzał w zdenerwowanie, w efekcie kręciłam się z jednego boku na drugi i wszystko mi przeszkadzało, nawet najmniejszy chłód. Inna sprawa, że idąc potem szlakiem, zauważałam tu i ówdzie podmarznięte mini-kałuże. A więc był przymrozek, temperatura komfortu została przekroczona.

Schronisko

Do spania w schronisku ten śpiwór jest generalnie za ciepły. No, chyba że mówimy o zimie i jednoczesnym braku ogrzewania albo przeciągu. Latem, gdy schroniskowa gleba pełna jest produkujących ciepło ciał, wchodzenie do środka śpiwora o temperaturze komfortu zero, to takie trochę samobójstwo. Za to jako kołdra sprawdza się wyśmienicie. Przynajmniej jak dla mnie.


Norwegia - namiot

W Norwegii byliśmy latem, ale tam lato nie rozpieszcza i cieplejszy śpiwór był jak najbardziej wskazaną częścią wyposażenia. Może nie aż tak ciepły, może te parę stopni do góry można by spokojnie przesunąć, ale, jak już wspomniałam - ja tam wolę raczej jak mi za ciepło niż za zimno (zazwyczaj jednak było mi w nim idealnie). Spaliśmy w różnych miejscach, niektóre były położone w górach, a temperatura nocami sądzę że spadała do kilku stopni (o wietrze nie wspominam, bo spaliśmy w namiocie). Zresztą nawet pod koniec wyjazdu, na campingu, w środku deszczowego dnia, wybornie było się zaszyć w naprawdę ciepły śpiwór. 



Na plaży nad Morzem Północnym
Jedyne zastrzeżenie, jakie miałam do śpiwora Forclaz 0° Helium w czasie tej wycieczki, to jego waga, która niestety przekracza kilogram. Przez ponad tydzień nosiłam wszystko, co było mi potrzebne w Norwegii (łącznie z prowiantem, bo tam jest strasznie drogo) na plecach, więc owszem, gdyby się udało urwać choćby ze sto gram, to byłoby miło. Ale nie mam co narzekać - Bartek, co by nie kupować specjalnie na ten wyjazd letniego śpiwora, nosił ze sobą, o wiele cięższy, zimowy. ;)

Tatry - późne lato


Tego noclegu trochę się bałam. Temperatura w prognozach niby była dość wysoka, a wiatr, który miał wiać, niby miał być wiatrem fenowym, a więc ciepłym, ale różnie to bywa... Rozważałam, dla świętego spokoju, spakowanie zimowego śpiwora. Zwyciężyła litość dla pleców. Noc ostatecznie była nie najgorsza - ułożyłam się w zawietrznym miejscu, a temperatura nie wykroczyła poza komfort. Przed pojedynczymi podmuchami wiatru, które czasem przewalały się przez grań, chroniła mnie dodatkowo norka. Było mi ciepło.

Jeszcze tylko zapakować to do norki i można lulać

Ogólnie stwierdzam, że podane na śpiworze zakresy temperatur są trafione i że rzeczywiście, do zera nie powinno się w nim zmarznąć - choć jeśli będzie równe zero, to i nie ma co liczyć na wybitne ciepło.

Uwagi na temat produktu:

- Na pewno nie jest to najlżejszy śpiwór puchowy o komforcie 0 stopni. Zdecydowanie da się znaleźć lżejsze innych marek (ale będą też droższe). Warto zauważyć, że jest to śpiwór z kapturem, więc ma prawo być cięższy od śpiwora, który kończy się na klatce piersiowej.


- Śpiwór jest sprzedawany w trzech rozmiarach: M, L i XL, warto zwrócić na to uwagę przy ewentualnym zakupie. Poszczególne rozmiary różnią się wagą. Ceną nie.

- Cena (549,99). Nie jest to śpiwór tani, ale to tak ogólnie patrząc, w końcu pół kafla na chodniku nie leży. Gdzieś już wrzucałam zajawkę na temat tego śpiwora i ktoś zostawił komentarz, że za te pieniądze da się znaleźć lepszy śpiwór, renomowanej marki. Obecnie, na potrzeby tego tekstu przeczesuję internety - no ja nic takiego nie znalazłam. Jeśli znajduję tańszy, to okazuje się, że syntetyk (syntetyki są w ogóle dużo tańsze), jeśli w podobnej cenie i rzeczywiście puch, to zero stopni okazuje się być limitem, a nie komfortem. Nie jestem w stanie przetrzepać wszystkich ofert, wiadomo, przejrzałam tylko kilkanaście. Ja nie znalazłam nic lepszego i tańszego, ale też nie uparłam się, żeby szukać do upadłego. Gdybym miała ograniczony budżet i parcie na zmieszczenie się w nim, to szukałabym ile wlezie i wtedy być może bym znalazła. 

Myślę, że cena to jest główny zarzut dla śpiwora Quechua - od Decathlonu zwykło się oczekiwać, że będzie taniej, dużo taniej, bo to "tylko Decathlon", a nie znana śpiworowa marka. A tu, bach, cena jak za "normalny" puchowy śpiwór. No... tylko że to jest normalny puchowy śpiwór, tyle że z sieciówki, a nie od renomowanego producenta. Nie, nie jest tani, w porównaniu do innych. Nie jest to specjalnie okazyjna cena. Być może jest za drogi, biorąc pod uwagę brak wyspecjalizowania producenta w produkcji śpiworów.

- Śpiwór się dobrze kompresuje. Jest do niego dołączony zarówno worek do noszenia i kompresowania, jak i worek siateczkowy do przechowywania w domu. Jestem szczególnie zadowolona z worka kompresyjnego, bo śpiwór bez problemu się do niego mieści (w przypadku materaca narzekałam - i wciąż narzekam! - na absurdalnie mały worek, w warunkach outdoorowych prawie nigdy nie udaje mi się wepchnąć do niego materaca), a już po władowaniu go do środka, można go nieźle ścisnąć paskami (po skompresowaniu zajmuje niewiele miejsca w plecaku). Paski się natomiast nie zacinają, nie odpruwają, można je łatwo poluzować - to też jest dla mnie megaważne, bo wyjmowanie i chowanie śpiwora odbywa się często przy użyciu zgrabiałych z zimna dłoni.


- Producent nie podaje informacji na temat sprężystości użytego do produkcji śpiwora puchu (parametr: cuin), więc ciężko porównać go do modeli innych producentów pod tym względem. Na podstawie własnych odczuć mogę napisać tyle, że dla mnie sprężystość puchu w opisywanym śpiworze jest w porządku, ale sami wiecie, że to trudno przełożyć na liczby (a im większa sprężystość, tym lepiej). Po wyjęciu z worka śpiwór przez chwilę wygląda jak smutna szmata, ale po jakiejś minucie nabiera normalnych, puchatych kształtów.


- Stosunek puchu do pierzy: 85/15, jest to proporcja odrobinę gorsza od najczęściej spotykanej 90/10.

- Do produkcji tego śpiwora użyty jest puch kaczy, który jest bardzo dobrym puchem, aczkolwiek nie tak dobrym jak puch gęsi. Od gęsiego jest nieco mniej sprężysty i nieco gorzej izoluje. To wciąż dobry puch. Ale nie najlepszy.

- Na pewno wiele osób obawia się jakości śpiwora wypuszczonego przez markę, która sprzedaje właściwie absolutnie wszystko. Wyżej już o tym wspomniałam - sama bym się obawiała i pewnie, gdybym miała na to odpowiednie środki, to raczej wybrałabym śpiwór jakiegoś producenta kojarzącego się od razu z puchem. To znaczy - tak byłoby kiedyś. Obecnie, po półroczu użytkowania śpiwora Quechua, nie mam najmniejszej ochoty czy potrzeby, aby go wymieniać na inny (no, może poza tym, że w jakiejś dalszej przyszłości pomyślę przypuszczalnie o czymś lżejszym). Nie twierdzę, że jest najlepszy. Są lepsze - są lżejsze, bardziej sprężyste, o lepszych parametrach ciepła w stosunku do wagi, jakby dobrze poszukać, to może znalazłyby się i tańsze o podobnych właściwościach. Po prostu ten jest (dla mnie) wystarczająco dobry. Jest trwały (nie widać po nim na razie żadnych śladów użytkowania), jest wygodny, jest ciepły. Jest jak najbardziej w porządku.

- Podany zakres temperatur pokrywa się z rzeczywistym odczuciem (oczywiście to jest moje odczucie, a każdy organizm ma prawo czuć się w danym śpiworze trochę inaczej).

- Producent nie podaje żadnych informacji na temat odporności na wilgoć, a zatem należy przyjąć, że materiał zewnętrzny śpiwora takiej odporności nie posiada. Niektóre śpiwory to mają.
 

- Szycie komór, jeśli dobrze rozpoznaję, wykorzystuje technikę komór H. Są to lepsze komory niż pikowane, bo szew nie przechodzi na wylot, ciepło zatem ucieka w mniejszym stopniu. Jednak są to dość duże komory, po których puch przemieszcza się luźno i bywa, że korkuje się w jednym kącie komory, w innym zaś pozostawiając pusty materiał. No nie jest to najlepsza technika szycia, nie ma co się oszukiwać.



Proszę nie traktować tego wpisu jako lizania tyłka marce, która podarowała mi dość drogą zabawkę. Przedstawione wrażenia z użytkowania są moimi szczerymi odczuciami, opartymi o własne półroczne doświadczenia. Jestem zadowolona ze śpiwora, a wady, które w nim dostrzegam, nie przeszkadzają mi w jego użytkowaniu. Starałam się jednak rzetelnie je wypunktować (brak parametru cuin, wysoka cena, puch kaczy a nie gęsi itd.). Mnie się jednak śpiwora używa bardzo dobrze i na okres letni w pełni mi on wystarcza. :)



13 komentarzy:

  1. Ok, czyli w czasie ciepłego, tatrzańskiego lata, nie powinienem zamarznąć w śpiworze o temperaturze komfortu 0 stopni.Zapas oczywiście mile widziany. I tylko ten dylemat, czy puchowy czy syntetyk, bo jednak za podobną cenę można ukraść kilka dobrych stopni różnicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w bonusie dostać paręset gram więcej do dźwigania i wypchany po brzegi plecak. Zależy co kto lubi. ;)

      Usuń
  2. Ja mam nadzieję, że tych testów będzie u Ciebie co raz więcej;) Sama kompletuję górski asortyment, w tym biwakowy, więc Twoje recenzje są dla mnie dużym ułatwianiem. "Czytam Cię"już dość trochę więc wiem, że te recenzje będą rzetelne i pro jak cały blog :) Dzięki nim taki początkujący nobek jak ja nie musi przetrząsać 3 dni internetów czy działać metodą chybił trafił (bo po przeglądaniu trzy dni internetów dalej niee wiee co kupić:-p)
    Pozdrawiam,
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie oczywiście napisanie tego tekstu było przede wszystkim wywiązaniem się z umowy, ale starałam się pisać go tak, żeby nie był jedynie odhaczeniem obowiązku, a żeby naprawdę mógł się komuś przydać. Cieszę się więc bardzo, że tak jest. :)

      Usuń
  3. Darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, więc co by nie mówić, też byłbym nieziemsko zadowolony. Jeśli już jednak trzeba wyciągnąć co nieco ze swojego portfela to jednak MZ sensowniej wziąć prosto z Chin Aegismax'a G1 lub G2 przy założeniu że ma być ekonomicznie, lub gdy zakup ma być bezkompromisowy to jednak Cum z 20% rabatem jest w tej chwili prawie że bezkonkurencyjny.
    BTW co do wiatru, zaliczyłem naprawdę sporo nocy "pod chmurką" gdy naprawdę mocno wiało i niestety łopocząca płachta/tropik w zasadzie uniemożliwia sen. Lepiej jest wówczas spać bez niczego nad głową, no ale pod warunkiem że nie spodziewamy się deszczu w środku nocy ;) BTW najgorsze są tzw. "pociągi" czyli chwile ciszy przerywane nadlatującym silnym podmuchem, a w połączeniu z gradem i burzą jest wyjątkowo nieprzyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście mi dotychczas dokuczał tylko wiatr...

      Usuń
  4. A może jakiś krótki poradnik dot. biwakowania w górach? Na przyszły sezon się przymierzam i jednak ciężko znaleźć zebrane i poukładane informacje na ten temat, wszystko rozsypane to tu to tam, albo wpisy na forach o różnej jakości, przydatności i wiarygodności. Śpiwór mam (komfort 4 stopnie, na lato zakładam że jest ok), do tego tarpa też się przymierzam, materac/mata w planach, tylko nie wiem o czym istotnym zapominam :). Na pierwszy ogień pewnie Krzyżne ze względu na kolibę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wedle życzenia - krótki - nie biwakuj w miejscach zakazanych...

      Usuń
    2. Myślę o tekście w tym stylu. Tylko ta koliba, to wiesz, że same ściany (a raczej resztki ścian), bez zadaszenia? :)

      Usuń
    3. Wiem, dlatego tarp w planach ;). U Ciebie zresztą jej najlepsze zdjęcia znalazłem w sieci (poza historycznymi jak była kompletna).

      Usuń
  5. Ruda, czy możemy niedługo spodziewać się posta o całości Orlej i Twojej ostatniej wyprawie w Bielskie? bo już się normalnie nie mogę doczekać, przebieram nogami z ekscytacji jak małe dziecko! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz na warsztacie mam Preikestolen, więc pewnie on najprędzej wskoczy na bloga. Reszta w swoim czasie też, ale to musi potrwać. :)

      Usuń
  6. I więcej z Norwegii?
    Agata

    OdpowiedzUsuń