sobota, 30 lipca 2016

Ja tam jeszcze (znowu!) wrócę! - Dolina Białych Stawów, Przełęcz pod Kopą, Szalony Przechód, Szeroka Przełęcz - opis wycieczki


Tekst poniższy będzie i relacją i opisem szlaku jednocześnie.
Bo to było tak. Wakacje, lat temu trzy. Długość swojego pobytu w Tatrach uzależniałam od urlopu drugiej połówki. Ostatecznie nie wychodziło tego dużo.

Liczba pomysłów rosła odwrotnie proporcjonalnie do planowanej długości wycieczki. Chciałam zobaczyć wszystko, pójść wszędzie, odwiedzić każdy nieznany jeszcze zakątek. Dlatego właśnie na Jagnięcy Szczyt poszliśmy dosyć dziwną trasą, bo przez Szeroką Przełęcz Bielską, a że samochód stał w Zdziarze, to i tamtędy wiodła droga powrotna. Istotnie, zwiedziliśmy tego dnia niemały kawałek Tatr, wyrypa była niezła i muszę uprzedzić, że bez dobrej kondycji naprawdę nie polecam, bo i nam ledwie wystarczyło dnia.

Jak wylazłam wtedy na Szeroką Przełęcz Bielską, to zamarłam, zaniemówiłam. Za sobą zostawiłam koszmarnie upalne, uparcie mozolne podejście przez las, jakieś krzaki, w końcu przez rozległy trawnik. Nic tam, poza ową roślinnością, za bardzo nie było. Aż tu wygrzebałam się z tej trawy na przełęcz, a tam - zbawienny w tamtą pogodę wiatr i...

... chyba z pół Tatr jak na dłoni.

No, ale się żeśmy wtedy spieszyli, co już wyżej napomknęłam. Więc prawie biegiem przemierzałam te cudnie miękkie, okalane trawą ścieżki, biegiem chłonęłam widoki i w biegu łapałam w kadr kozice, których nigdy dotąd nie widziałam z tak bliska i w takiej liczebności, jak tutaj. Relacja z tamtego sprintu TU.

Postanowiłam tam wrócić, tak na spokojnie, posiedzieć, poleżeć, popatrzeć, pozachwycać się. Ale jakoś się nie składało. Cele miałam inne, niż zachwyt uprawiany w pozycji horyzontalnej, gdzieś mi się w międzyczasie urodziła WKT, a i czasem dostosowywałam się do pomysłów towarzyszy. Zeszło trzy lata.

Wreszcie, lipiec tego roku. Ostatnie trzy dni przekoczowałam wraz z Bartkiem w okolicy Zielonego Stawu Kieżmarskiego. Weszliśmy rozgrzewkowo na Jastrzębią Turnię, rekreacyjnie na Jagnięcy i w końcu na Kieżmarski. Ostatniego dnia pobytu marzyliśmy głównie o wygodach własnego łóżka, a przed łóżkiem też własnej łazienki, pozostało nam więc już tylko dojście do cywilizacji. Rozważaliśmy powrót tam, skąd przyszliśmy - czyli żółtym szlakiem do Białej Wody. I nie, żeby mi się chciało znowu iść pod górkę, ale...

Pokazuję Bartkowi na mapie, co ja tam znowu wymyśliłam. Sama zerkam w, podobnie jak przez ostatnie trzy dni niepewne, niebo. Od wczorajszego wieczora okrutnie wieje. Burość znów przewala się ponad okolicznymi szczytami. Ale chyba nie będzie padać.

Mamy kawał dnia do autobusów, na które pokupowaliśmy bilety, zatem naprawdę niespiesznie ruszamy.

A wymyśliłam, żeby zamiast do Białej Wody, zejść z gór do Zdziaru,
a przy okazji odwiedzić Tatry Bielskie :)
Od Zielonego Stawu Kieżmarskiego odchodzi, w kierunku północnym, szlak czerwony, będący ostatnim kawałkiem magistrali. Ta bowiem, tasiemiec wytyczony przez calutkie niemal Tatry, kończy się w miejscu umownej granicy pomiędzy Tatrami Wysokimi a Bielskimi - na Przełęczy pod Kopą.

Potem wprawdzie czerwona linia biegnie dalej, ale to już nie magistrala, a zresztą pokrywa się z innymi kolorami szlaków (których na powyższym screenie brakuje).

Zaczynamy tutaj - Schronisko przy Zielonym Stawie Kieżmarskim

Dziś żadnych szczytowań, choć... nie ukrywam, że chodził mi po głowie mały skok w bok. Siła wiatru w połączeniu z marną rezerwą sił we mnie, nakazały mi jednak tego dnia dać sobie spokój.

Trasa, o której tutaj opowiem jest ogólnodostępna (choć zimą - od 01.11.do 15.06. - nieczynna, jak większość szlaków na Słowacji), łatwa, nieszczególnie wymagająca kondycyjnie, bo podejścia owszem są - ale mało mordercze. Nietypowa, bo nietypowe są Tatry Bielskie, przez które przeprowadza. Stosunkowo odludna, choć to jeszcze nie są te osławione słowackie pustki - tych latem zaznałam tylko w Dolinie Jaworowej. Wciąż jednak całkiem cicha - zwłaszcza w okolicy stawów i zwłaszcza tam emanująca jakimś nierealnym spokojem. I - uwaga - piękna. Zabieram Was dziś w In-My-Humble-Opinion najpiękniejszy z tatrzańskich zakątków. Gotowi?

Szlak wkracza w las, aby okrążyć łagodnym terenem opadającą nieopodal Kozią Grań. Idąc czas jakiś lekko pod górę, wyłazimy następnie w kosówki. Za plecami świetnie widać zygzak pod Rakuskim Przechodem (też magistrala).

Noo... może na tym zdjęciu aż tak świetnie nie widać, więc wytłumaczę:
pierwsza po lewej Rakuska Czuba, obniżenie z jej prawej strony
to Rakuski Przechód, a szlak wiedzie garbem po prawej stronie od Przechodu
Kosówkami jeszcze trochę pod górę, na widoku głównie Jagnięcy, z tej strony dosyć strzelisty. Teren obniża się i płaskim spacerkiem wędrujemy przez Dolinę Białych Stawów. Przy samym szlaku będziemy mijać tych stawów dwa. Pierwszy z nich to Stręgacznik.

Stręgacznik, mały stawek w Dolinie Białych Stawów w Tatrach,
a ponad nim wschodnia grań Tatr Bielskich

Nie wiem, jak Wy, ale ja na tym zdjęciu widzę ciszę :).

Parędziesiąt kroków dalej, tuż przy szlaku, znajduje się kolejny, największy w dolinie, Wielki Biały Staw. Przy nim stoi turystyczna budka i ławeczki.

Tuż przy Wielkim Białym Stawie,
widok na Tatry Wysokie

Wielki Biały Staw, widok na Kozią Grań i Jagnięcy Szczyt
Wielki Biały Staw, a za nim dalsza część magistrali,
wyprowadzająca na - widoczną na zdjęciu -
Wyżnią Przełęcz pod Kopą

Tu zaczyna się nazewniczy galimatias, wynikający z tego, że to, co my nazywamy Wyżnią Przełęczą pod Kopą, Słowacy nazywają inaczej. Z kolei ich Vysne Kopske Sedlo, to nasz Szalony Przechód.

Wyżnia Przełęcz pod Kopą - Predne Kopske Sedlo
(Niżnia) Przełęcz pod Kopą - Kopske Sedlo
Szalony Przechód - Vysne Kopske Sedlo

My będziemy przechodzić przez nie wszystkie. Krótki odpoczynek nad stawem - posiedziałoby się dłużej, ale kruca wieje, z każdą minutą człowiek ziębnie i marzy o ruchu - i ruszamy na Wyżnią Przełęcz pod Kopą.

Zdjęcie zrobione dzień wcześniej spod Rakuskiego Przechodu.
Centralnie: Wyżnia Przełęcz Pod Kopą, po lewej stronie od niej
Koperszadzka Grań, po prawej - Kopa Bielska.
Ponad nimi (od lewej) Hawrań, Strzystarska Przełęcz, Płaczliwa Skała,
Szeroka Przełęcz (tam idziemy), Szalony Przechód (tam też),
oraz Szalony Wierch.
Wyżnia Przełęcz pod Kopą, Bielska Kopa,
Dolina Białych Stawów i nitka opisywanego
w niniejszym tekście szlaku -
widok spod Rakuskiego Przechodu, dzień wcześniej

Szlakowskaz przy Wielkim Białym Stawie

Przed nami łagodne podejście, wiadomo, zmęczyć się coś niecoś trzeba, ale bez przesady. A zresztą, zaraz będzie z górki.

Wielki Biały Staw, w tle szczyty: Kieżmarski, Łomnica, Durny
Podejście na Wyżnią Przełęcz pod Kopą,
w dole zostaje Dolina Białych Stawów
Na Wyżniej Przełęczy pod Kopą pewnie zawsze trochę wieje, bo na przełęczach lubi wiać, ale dziś, to już jest lekkie przegięcie. Cykam więc dokumentacyjne fotki i czym prędzej wieję i ja - ale w dół, ku nadziei na trochę spokoju w powietrzu.

Widok z Wyżniej Przełęczy pod Kopą na
Niżnią Przełęcz pod Kopą (albo po prostu Przełęcz pod Kopą).
Ach te nazwy!

W dole Przełęcz pod Kopą, w oddali Szalony Przechód
Nadzieja oczywiście okazuje się być tym razem przysłowiową matką głupich. Niżej też pizga, zmykamy więc szybko z wypłaszczenia w okolicy Przełęczy pod Kopą i zaczynamy piąć się w kierunku Szalonego Przechodu. Od tej pory jesteśmy już na terenie Tatr Bielskich.



Całą tę dzisiejszą trasę lubię bardzo, a dreptanie nią sprawia mi niebywałą przyjemność, ale już fragment Przełęcz pod Kopą - Szeroka Przełęcz, to dla mnie istna ekstaza. To tu gdzieś chciałam się trzy lata temu położyć i leżeć, tyle, że mi bliskość wieczora nie pozwoliła.

Teraz zaś nie pozwala mi wiatr. Bo, póki się idzie, póki ciało pozostaje w ruchu - to wszystko jest dobrze. Ale weź się tu na chwilę zatrzymaj, to zaraz zęby ci dzwonią.

Nie ma jednak tego złego... wicher przegonił chmury, dzięki czemu pogoda zrobiła się ultra-fotogeniczna. Co nie zmienia faktu, że w czysto fizycznym odczuciu, mało przyjemna.
Pulpit z Windowsa istnieje naprawdę!
Widok z podejścia na Szalony Przechód
na fragment wschodniej grani Tatr Bielskich:
Szalony Wierch i grzbiet Jatek
Tym razem widok w kierunku Tatr Wysokich:
Mały Kieżmarski, Kieżmarski, Grań Wideł, Łomnica,
a Durny był durny i się schował w chmurze ;).
W dole widać Wyżnią Przełęcz pod Kopą.
Zejście z Wyżniej Przełęczy pod Kopą
na Przełęcz pod Kopą

Jeśli miałabym wybrać jedno słowo, które opisałoby tutejszą okolicę, zawierając w sobie sedno tego, co mnie w niej przyciąga, to byłby to wyraz: miękkość. Bo tak tu właśnie jest - jakoś tak miękko. Sama przyjemność iść przez te szumiące trawy.

A zaraz Wam jeszcze pokażę, jakie widoki mnie tu przyciągają. Bo nie myślcie, że to, co było wyżej to wszystko, na co stać Szalony Przechód. ;)

Szalony Przechód. Wyłania się fragment zachodniej grani Tatr Bielskich:
Hawrań i Płaczliwa Skała
Myląca tabliczka ze słowacką nazwą. Po polsku jesteśmy na Szalonym Przechodzie.

To nie uśmiech. To wiatr wykrzywił mi twarz. ;)

Szalony Przechód od Szerokiej Przełęczy oddziela może 20-minutowy kawałek szlaku. Ścieżka trawersuje w tym miejscu zbocza Szalonego Wierchu i to jest ten moment, który na całej trasie urywa mi dupę najmocniej. Jeśli do tej pory prezentowana niniejszym wycieczka całkiem Ci się podoba i zastanawiasz się, czy sam byś się na taką nie wybrał, to coś mi mówi, że zaraz przestaniesz się zastanawiać. A niewykluczone, że zaczniesz się pakować.

Taki tam sobie widoczek. Zupełnie zwyczajny. ;)

Bartek coś poprzedniego wieczora opowiadał o przestrzeni - że jedną z rzeczy, które najbardziej lubi w górach jest przestrzeń. Mówił to, gdy siedzieliśmy skitrani za kosówką, ubrani we wszystko, co mieliśmy i próbujący się osłaniać matami przed wiatrem, w oczekiwaniu, aż pogasną światła w schronie. I mówił te słowa, odnosząc je do tamtejszej przestrzeni. Poczekaj, poczekaj - pomyślałam sobie.

Tak więc dzisiaj, stojąc na powyższym trawersiku i próbując napatrzeć się na zapas, a zarazem nie umrzeć przy tym na jaki bezdech (trochę od widoków, trochę od wiatru) wydarłam się do niego poprzez wichurę: "To jest dopiero przestrzeń, co?"

W ogóle, zastanawiałam się, jaka będzie reakcja Bartka na ten szlak. Bo, choć ogólnie sporo nas łączy, to bywa, że zachwycamy się zupełnie innymi rzeczami. Tym razem jednak, przepadł, tak jak i ja. Ba! Przepadł bardziej! Na Szerokiej Przełęczy głośno marzył, żeby mieć tutaj domek. Że już nie wspomnę o głośnych marzeniach dotyczących biwaku.

Tuż ponad Szeroką Przełęczą Bielską, widok na Płaczliwą Skałę i Hawrań
Tu stanie nasz domek. A energię będziemy czerpali z wiatru.
Na Szerokiej Przełęczy znów za bardzo nie udaje nam się posiedzieć - bo wiatr. Żegnamy się więc z widokami i schodzimy trochę niżej, gdzie rozkładamy sobie maty i ucinamy smaczną drzemkę.

Tędy będziemy schodzić


Nim jednak złapie mnie sen, łapię ja kogoś. Adokładnie to trzech ktosiów na gorącym uczynku. Ich nie zniechęcił wiatr i poszli na ten "bok", w który ja po cichu planowałam dziś skoczyć.


Napisałabym, że mam nadzieję, iż zaraziłam Was moim kręćkiem na punkcie tego miejsca, ale wtedy trochę bym skłamała. Tak naprawdę, liczę na to, że nikomu się nie spodobało, i że, gdy tam wrócę jesienią - bo tak właśnie zamierzam zrobić - będzie tam nadal względnie pusto i cicho. ;)

O Tatrach Bielskich już kiedyś dosyć szczegółowo pisałam - ciekawskich odsyłam TUTAJ.

No, dobrze, a tak serio - komu się podoba?


Nam bardzo! :)

Tatry Bielskie okiem GoPro:


15 komentarzy:

  1. Byłam miesiąc temu, CUDNIE! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko fajnie.
    Ale proszę Cię zmniejsz siłę obróbki zdjęć.Straszliwy kontrast lokalny aż gryzie w oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem za (chyba że nawalił tu aparat?)

      Usuń
    2. Oj, bo ja nie fotograf, cpykam zdjęcia kompaktem na trybie auto, a potem raz mi się tak obrobi, raz inaczej. Generalnie czasem na oryginalnych zdjęciach praktycznie nic nie widać, a ja bardzo jednak chcę coś pokazać, stąd te szaleństwa z kontrastem.

      Usuń
  3. Byłem tam parę lat temu.
    To wszystko prawda o czym tak ładnie napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdziar - Jagnięcy - Zdziar?! Przecież to pół świata do przejścia. Czytałem relację i szlak piękny, ale może póki co nie będę go pokazywał Darkowi :D Widoki świetne i chyba Bielskie przypadłyby mi do gustu, bo takie trawiaste zbocza kojarzą mi się z Bieszczadami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie piękne zdjęcia byś tam zrobił...

      Usuń
  5. Fotki super, zwłaszcza to ze schroniskiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam,

    Nie narzekajcie na zdjęcia:) Są mimo wszystko ok. Może aparat ma taki tryb HDR:) Fotki świetne i klimatyczne. Jak było z temperaturą bo widzę, że odziani byliście dość konkretnie jak na tą porę roku.
    Świetna relacja. Czekam na więcej.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. o jak milo, taki zachwyt nad pieknem Tatr przy prostym spacerze jak na poczatku zanim przeskoczylas wszelkie stopnie tatrzanskiego wtajemniczenia. W tym roku mam wakacje bez Tatr ale Twoj blog jest ich namiastka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie przestałam lubić spacerować ;)

      Usuń
  8. Witaj,
    Jak można tę trasę zmodyfikować, żeby wrócić do punktu wyjścia? gdzie najlepiej zostawić auto? Będę wdzięczny za odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No z tym zostawianiem auta, to trochę ciężko. Oczywiście możesz zostawić w Zdziarze (przy początku szlaku, jakiś kilometr od głównej ulicy, jest hotel, przy hotelu parking, nikt się nie czepia). Ale wtedy musisz wrócić tą samą drogą.

      Natomiast polecam zostawić samochód w Jaworzynie Tatrzańskiej, stamtąd przejść przez Dolinę Zadnich Koperszadów na Przełęcz pod Kopą i podejść na Szalony Przechód i Szeroką Przełęcz, zejść do Zdziaru, a stamtąd wrócić do Jaworzyny autobusem (rozkład do sprawdzenia na stronie cp.sk ).

      Ta wycieczka nie obejmuje Doliny Białych Stawów, ale od Przęłęczy pod Kopą to niedaleko, więc możesz zahaczyć.

      Usuń
  9. Bielskie zachwycają mnie swoim wyglądem od lat i ujmuję je moim aparatem we wszystkich porach roku i z różnych miejsc. Najlepiej je widzę z okien samochodu, jadąc wczesnym ranem na Słowację. W sierpniu 2015 tuż przed schroniskiem nad Zielonym Stawem Kieżmarskim dopadła nas gwałtowna burza z gradem, która popsuła nam plany wytaszczenia się na Jagnięcy. Ale całkiem się nie poddaliśmy i w mokrych butach podreptaliśmy do Doliny Białych Stawów. Byłam tam kilka razy, patrzyłam na stawy także z góry i zawsze mnie to miejsce zachwyca...

    OdpowiedzUsuń