wtorek, 5 marca 2019

Logika króla Juliana, czyli komentarze pod informacjami o wypadkach

Zrobiłabym screeny, ale po co? Wszyscy dobrze wiemy, jak to wygląda. Na serwis górski wpada informacja o wypadku, mijają dwie-trzy minuty, czyli idealnie tyle, aby mikrofalówka poradziła sobie z twardymi jak małe kamyczki ziarenkami kukurydzy i przerobiła je na chrupki iiiii już możemy zasiadać do lektury. Wiele nas ona nauczy o górach, to pewne. Jeszcze pewniejsze, że dostarczy nam, wprawdzie zazwyczaj wyssanej z palca, ale jakże odpornej na wątpliwości, wiedzy o uczestnikach danego zdarzenia. Na przykład, że...


Są debilami

Od tego zwykle zaczyna się litania obelg. Choć bywa, że i na tym się kończy, bo to przecież takie głębokie i mówiące samo za siebie słowo. A sam fakt jego użycia w pełni uzasadniony. Kto bowiem chciałby wieńczyć, bądź narażać swoje życie w tak bezsensowny sposób, jakim jest wypadek w górach? No proste, że tylko skończony debil! To w zasadzie wyczerpuje temat. A teraz, cytując króla Juliana, szybko opublikujmy komentarz, zanim dotrze do nas, że to bez sensu.

Co bowiem czyni z uczestnika wypadku debila?
- to, że chodzi po górach? - a czy Ty przypadkiem po nich nie chadzasz, skoro śledzisz poświęcone im portale?
- to, że chodzi po górach zimą? - no tak, to większe ryzyko, masz rację. Zapewne więc nie żywisz zbytniego podziwu dla polskich himalaistów, a Mackiewicz nie był dla Ciebie prze-kozakiem, uczącym nas, jak sięgać po swoje marzenia. Jeśli jest inaczej, to weź choć spróbuj zatrybić, co tu nie gra.
- to, że miał wypadek? - Tak, to na pewno to! A nie, czekaj.

Byli nieprzygotowani

No tak, bo wypadek z samej swojej definicji, to takie coś, co możesz stuprocentowo wykluczyć, odpowiednio się przygotowując. Jeśli tego nie robisz, to sam się o niego prosisz. A przecież wystarczy spakować co trzeba do plecaka i kiedy trzeba z niego wyjąć i już lawiny ustępują nam drogi, kamienie obierają trajektorię lotu daleką od naszych cennych łepetyn, ścieżki się wygładzają, a ponad przepaściami rozściela się ochronna siatka. Przygotowanym nic w górach nie grozi. Otwierają one przed nimi swoje potężne ramiona, wzywają po imieniu ciepłym, ojcowskim głosem, a potem, jeszcze cieplej i czulej żegnają, zapraszając na kolejny niedzielny obiadek. Żadnych niespodzianek! Jako rzecze król Julian - nie zagłębiajmy się w to zanadto.

Chodzili tam, gdzie nie trzeba

Bo trzeba chodzić po szlakach. Jeśli wypadek wydarzy się gdzieś poza nimi, przyczyna zdaje się być oczywista. Okej, i tu przez chwilę nie ironizuję, chodzenie poza szlakami niesie ze sobą nieco większe ryzyko. Szkopuł tkwi jednak w, jakże błędnym, przekonaniu, że chodzenie po szlakach nie niesie go wcale. Ergo: chodzisz po szlakach = jesteś bezpieczny. Uff. Zapoznaj się też z innymi mechanizmami obronnymi, które zapewne stosujesz, aby tak właśnie czuć się w górach. Król Julian jest z Ciebie dumny.

Powinni się ubezpieczyć

To przekonanie pojawia się zwykle w przypadku szlaków po stronie polskiej. I tu Cię może zaskoczę, ale... zapewne to zrobili. W pewnym sensie. Na pewno zdajesz sobie sprawę, że za wejście na teren parku się płaci. Mniej pewne jest, czy masz świadomość, że część kwoty za bilet odprowadzana jest do TOPR-u, chociaż pewnie obiło Ci się o uszy. A zatem każdy wchodzący do TPN-u turysta, chcąc nie chcąc, wpłaca niewielką sumkę na TOPR, mając jednocześnie nadzieję, że nigdy nie przyjdzie mu z ich usług skorzystać. Czasem komuś się to jednak zdarza i wtedy koszty akcji ratunkowej pokrywane są między innymi właśnie z tej puli. A teraz przypomnij sobie, jak działają ubezpieczenia. Czyżby... podobnie? Niewiarygodne, ale czyż nie... właściwie dokładnie tak samo? Cholera, wszystko wytłumaczyłam i król Julian nie ma komu bić brawa.

Powinni płacić z własnej kieszeni

Okej. Rozumiem, że Ty masz odłożoną na koncie pokaźną sumkę z odpowiednią liczbą zer i z uśmiechem wypłacisz ją i przekażesz swoim wybawcom, gdy dajmy na to boleśnie skręcisz nogę i utkniesz na przykład na szlaku przez Świstówkę. Jeśli tak, to wszystko spoko. Nie mam pytań.

Nie mają pokory

Bo góry tym, którzy w ową mityczną pokorę są wyposażeni, łaskawe są i przychylne. Zawsze odwdzięczają się za nią bezchmurnym niebem i w porę ostrzegają przed niebezpieczeństwem. Kto jednak pokory nie ma, biada mu. Czujny radar gór od razu wyłapuje takiego jednego z drugim i rozlicza się jak należy. Przybiłeś już piątkę z królem Julianem? No to teraz zadam Ci pytanie: gdzie kończy się pokora? Gdzie przebiega ta, ewidentna Twoim zdaniem, granica, pomiędzy turystą pokornym, a niepokornym? Niech zgadnę - zaraz za Twoimi plecami? Czy może jednak wszystkim nam trochę jej brakuje, skoro w ogóle pchamy się w ten, nieprzyjazny przecież, świat? Tak tylko pytam.



Drogi komentatorze, niezachwiany w swej nieomylności. Popcorn lubię, ale osobiście wolę go spożywać do serialu na netflixie niż do Twoich wynurzeń. W podziękowaniu zatem za wątpliwą przyjemność ich czytania, mogłabym Ci życzyć, abyś sam, na swojej własnej cennej i pokornej skórze przekonał się, jak bardzo czasem przychodzi Ci się mylić. A jednak nie przechodzi mi przez gardło (palce?) życzenie komuś wypadku. Zamiast tego życzę zatem odrobinę empatii. Całkiem fajne uczucie. A najbardziej życzę Tobie, sobie i całej ludzkości, abyś w obliczu cudzej tragedii potrafił czasem najzwyczajniej w świecie się zamknąć.


35 komentarzy:

  1. Amen :) Choć zamiast popcornu wolę fistaszki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja zaobserwowałam jeszcze jeden typ komentujących, typ górskich ORMO'wców, którzy jeszcze zanim zdarzy się wypadek wiedzą od razu kto jest debilem, kto chodzi nielegalnie, a kto łamie zasady bezpieczeństwa. Z ostracyzmem i obelżywymi komentarzami spotkałam się po dniu koleżeńskiego, legalnego szkolenia w normalnie zamkniętym zimą rejonie Karkonoskiego Parku Narodowego (mieliśmy zezwolenie). Przypadkiem w internecie znalazły się nasze zdjęcia z epitetami, począwszy od debili ślizgających się na dupach i proszących się o śmierć, po złoczyńców łamiących na pewno przepisy, którym należy powlepiać mandaty. Co ciekawe szanowni ORMOwcy patrząc na ich profile na FB z zapartym tchem śledzili przygody Mackiewicza i reszty himalajskiej ekipy. No cóż, chłopaki w Himalaje pewnie wskoczyli prosto z poziomu grzecznego chodzenia po szlakach. Zatrważająca jest też szybkość przepływu informacji i ich jakość. Pierwszego dnia działam w górach, następnego dnia przed południem pojawiają się moje zdjęcia jako "debila ślizgającego się na dupie" a wieczorem zostaję ratownikiem górskim, który jest na szkoleniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "No cóż, chłopaki w Himalaje pewnie wskoczyli prosto z poziomu grzecznego chodzenia po szlakach." - dokładnie o to mi chodziło z przywołaniem postaci Mackiewicza.

      Usuń
  3. Zabierać głos w słusznej sprawie powinni doświadczeni z tematem ludzie. Nie rozumiem komentarzy pełnych wyzwisk, pisanych przez ludzi, którzy nie chodzą po górach, nie czują tego i po prostu nie rozumieją, po co ktoś tam w ogóle poszedł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko że już pal licho tych onetowych komentatorów, którzy nie chodzą po górach. Smutne jest to, że bardzo często w temacie otwieraja paszcze w tonie opisanym w moim wpisie osoby, które po górach chodzą...

      Usuń
  4. Widzisz bo zawsze oceniamy innych przez pryzmat siebie. Przykład Mackiewicza nie trafiony- to była typowo polska akcja pod tytułem: nie mamy wszystkiego, kasy brak ale jakoś to będzie. No i tym razem sie nie udało :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, widzę że Autorka wpisu miała jednak nosa, kierując te słowa do swoich czytelników...:( Nic nie zrozumiałeś po ich przeczytaniu. Trudno. Tak bywa.

      Usuń
    2. Zdecydowanie masz rację że nic nie zrozumialem. W sumie to ratuje w Bieszczadach a nie w Tatrach więc temat i podejście zupełnie inne :) Problem polega na ludziach ktoktó idą bez żadnego przygotowania czy to na szpiglas, tarnice, wetlinska czy sarnia skale. I potem zawsze slysze że wujka cioteczny szwagier dał radę w sandalach w maju. A ściąganie turysty jest moim zasranym obowiazkiem. Dlatego piszę że takie to polskie

      Usuń
    3. Znasz szczegóły działania Mackiewicza z jakiś wiarygodnych źródeł? Czy z medialnej nagonki na Niego? Wiesz jakim dysponował doświadczeniem, sprzętem, zapleczem w czasie ostatniej wyprawy? Pytam poważnie. Bo w mojej ocenie, oceniłeś Go z w swoim komentarzu niesprawiedliwie. I stąd mój komentarz. Myślę że nie tylko Jemu, na każdym szczeblu górskich aktywności mniej lub bardziej brakuje pieniędzy. Sprzęt sam się nie wspina o czym, ratując turystów sam doskonale wiesz, pewnie lepiej ode mnie. A i kolejna sprawa: lepiej wyposażeni od Mackiewicza i bardziej doświadczeni ginęli w górach. Niestety. Pozdrawiam.

      Usuń
    4. Wystarczy przeczytać wywiad z Revol. To wszystko brzmiało jak jakiś szaleńczy amok. Ciągłe balansowanie, a właściwie permanentne przekraczanie i tak iluzorycznej granicy bezpieczeństwa. Mackiewicz pewnie czuł, że to ostatnia próba i więcej ich nie będzie. Cóż, jego wybór.
      W tym wszystkim najbardziej zadziwił mnie jednak Kurtyka, który nazwał Czapkinsa, o ile dobrze pamiętam, "ostatnim wielkim romantykiem gór". Powiedział to człowiek, który zawsze podkreślał, że dla gór nie warto stracić nawet paznokcia.(niechęć do podejmowania ekstremalnego ryzyka bardzo go odróżniała np. od Kukuczki, co spowodowało rozpad tej wybitnej pary). Tutaj mowa jednak o himalaistach, ludziach, którzy są mniej lub bardziej (zazwyczaj to drugie) świadomi stawki. Ale ostatnio pojawił się artykuł Polki pracującej w agencji turystycznej w rejonie Kazbeku. I to co na Kazbeku wyczyniają polscy turyści...Adam ma tu dużo racji.

      Usuń
    5. Z Mackiewiczem chodziło mi o to, że on reprezentował sobą wszystkie cechy potencjalnej górskiej ofiary. Szarżował, nie był wystarczająco przygotowany, świadomie ryzykowal życie. Jego się podziwia. A na innych, takich samych przecież jak on, się pluje.

      Usuń
    6. Sama daleka jestem od plucia na Mackiewicza. Po prostu dostrzegam hipokryzję i brak konsekwencji w logice komentatorów.

      Usuń
  5. Mnie niezmiennie zadziwia ten autorytatywny ton w komentarzach. Siedzi taki frustrat przed kompem i tonem największego autorytetu ocenia: grę reprezentacji w piłce nożnej, budowę autostrad, suknię ślubną księżnej Meghan, ustawę budżetową i przepisy kulinarne. Nie wiadomo tylko czy zazdrościć takiemu pewności siebie i przekonania o własnej nieomylności, czy współczuć braku samokrytyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdrościć. Takim ludziom się lepiej żyje. ;)

      Usuń
    2. Im może żyje się lepiej, ale obok nich/z nimi to już trochę gorzej :)

      Usuń
  6. Nic dodać, nic ująć. W sumie dobrze by było w odpowiedzi na przytoczone przez ciebie komentarze podawać link do tego posta - a może skłoniłby do myślenia?... Jestem naiwna?;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ruda, tekst jak zwykle świetny, z prawdą przekazaną w ironiczny sposob. Temat wazny i wielowątkowy. Myślę ze każdy kto po górach "chodzi" ma świadomość tego co powyższe - nie napisze durnych komentarzy i nikogo nie obraża przezwiskami (podstawowa chyba zasada kultury osobistej - która w internecie przez pozorna anonimowość jest jaka jest), ale mysle ze sami padamy trochę ofiarą "uogólnień" - bo sama czytając posty o wypadkach..po tym co obserwuje w górach (np. w tym roku w drodze na Rysy spotkałam Pana ok 50 + w pantoflach "kościołowych") pierwsza myslą która przychodzi mi do głowy jest właśnie to - ze to pewnie taki a'la turysta... ze się nie przygotował, jak tak można itp.... to nie to ze ludzie proszą się o wypadki (nigdy nie wiadomo na kogo trafi)- każdy chce wrocic z gor cały i zdrowy - ale niektórzy nie robią nic by na tyle na ile to możliwe by zatroszczyć się o swoje bezpieczentwo…. a później niestety obrywa się wszystkim ….

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zgadzam się, że zdarzają się w górach osoby ewidentnie nieprzygotowane. Tylko że jakoś tak nie tylko one miewają wypadki. A dopóki nie było nas obok, to nie wiemy, co się tak naprawdę stało. Ciężko też wyznaczyć granicę pomiędzy wpływem nieprzygotowania, a zwykłym pechem.

      Usuń
  8. Mi też się wydarzył wypadek w górach i zostałem przez to ostro zbesztany w komentarzach :D w czasie czytania hejtów na siebie popcorn smakuje najlepiej!

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo trafne uwagi, takie oczywiste a jednak.....Szacun !

    OdpowiedzUsuń
  10. Czemu piszesz do debili? Oni Cię nie czytają. Mają Cię gdzieś i co masz im do powiedzenia. To walka z wiatrakami. Prawdopodobnie każdego, kto chodzi po górach, bolą (mniej lub bardziej) komentarze kretynów pod informacjami o kolejny górskim wypadku. Ja jeszcze się nie nadziwiłem jak głęboka jest studnia ludzkiej znieczulicy i głupoty. Ty chyba też jeszcze nie. Wiesz co? Jeb@ć ich. Szkoda czasu na nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, niekoniecznie. Na FB jedna dziewczyna (żeby nie było - nie uważam jej za debilkę) napisała, że zmieniła zdanie pod wpływem tego tekstu.

      Usuń
  11. Ja już nauczyłem się, by komentarzy na wszelkiej maści portalach i portalikach nie czytać. Większość to trollowanie lub hejt, a dla znikomego procentu sensownych komentarzy zwyczajnie szkoda czasu, bo trzeba je przesiać i wyodrębnić z całej reszty, która jest zwyczajnie gówniana.

    OdpowiedzUsuń
  12. https://wspinanie.pl/2019/02/biala-krolowa-smierci-takie-doswiadczenie-redefiniuje-spojrzenie-na-wartosci-w-zyciu-tomek-klimczak/

    Do poczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat, jakby na przekór autorce wpisu, komentarze pod tym artykułem naprawdę warto poczytać. Dyskusja zainicjowana przez Piotra Sztabę, znanego instruktora alpinizmu, nabrała rumieńców i można z niej wyciągnąć wiele cennych wniosków. Jak np. postulat oringowania górnej części Rysy. Oczywiście wpisy są umieszczone na forum dla wspinaczy, więc nikt tam nie kwestionuje sensu wspinania. Choć i nawet tam zdarzają się komentarze "dziwne" jak np. negujące pożytki płynące z posiadania lawinowego ABC czy w kwestii zasadności użycia psów lawinowych. Pozdr

      Usuń
  13. O jak bardzo w punkt. Udało Ci się bardzo zgarbnie i niezwykle trafnie ująć to, co myśli wiele osó b czytając słynne komentarze. Mam jedynie obawy, że akurat osoby komentujące nie przeczytają i nie wezmą sobie do serca. Lub przeczytają i oburzą się co to za bzdury, przecież ONI nieomylni eksperci mają rację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzeba im wklejać ten tekst, to może przeczytają. Większość się oburzy, ale do kogoś może coś dotrze.

      Usuń
  14. Gosia fajnie napisane. Warto by dodać że takie komentarze powodują że inni w potrzebie mogą nie chcieć wzywać pomocy. Bo nikt nie chce zostać debilem itd...

    OdpowiedzUsuń
  15. Jako że podawałem kilka wątków wyżej link do poczytania, to w ramach uzupełnienia podam jeszcze ten: https://wspinanie.pl/2019/03/boguslaw-kowalski-analizuje-wypadek-lawinowy-na-rysach-z-30-stycznia-2019-roku/

    Pozdrawiam serdecznie. Oby jak najmniej wypadków w górach. Najlepiej wcale.

    OdpowiedzUsuń
  16. Komentarze często mnie rozbrajają nie tylko pod wypadkami jak napisałaś. Na grupach górskich często padają pytania o sprzęt (np. buty), a potem odpowiedź "ja mam z dec*** są dobre", lub czasami bardziej rozbudowane o hasło "używam od 5/8/160 lat" tylko nie lata użytkowania a częstotliwość ma tutaj znaczenie :P

    Polski internet jest wręcz wypchany specjalistami w każdej dziedzinie, a że góry stały się bardzo modne to w tej dziedzinie mamy wybitnych znawców na pęczki... ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Czasami wystarczy parę mądrych słów , żeby komuś otworzyć oczy .

    OdpowiedzUsuń