Dla mnie wyjazd do Norwegii bez zaliczenia tego punktu średnio by się liczył. Pierwszym, co w ogóle przyszło mi na myśl w temacie norweskiego trekkingu, był właśnie Język Trolla, czyli podłużna półka skalna, wysunięta ponad toń górskiego jeziora. No... tak naprawdę wysunięta jest ona nad kupę kamieni, a jezioro jest trochę dalej, ale na zdjęciach tego nie widać. Zresztą, mniejsza o to. Po prostu, skoro leciałam do Norwegii, to bardzo chciałam zobaczyć Trolltungę.
