sobota, 3 maja 2014

Tatry słowackie - z czym to się tak właściwie je?

Do Polski należy mniej niż 1/4 całkowitej powierzchni Tatr. Co by nie mówić - mało. Wystarczy choć trochę poznać polskie Tatry, aby zauważyć, że oferują one jedynie trzy wysokogórskie doliny (Gąsienicowa, Pięciu Stawów, Rybiego Potoku), które można - przy dobrej logistyce - obskoczyć jednego dnia, że nasze Zachodnie to też właściwie trzy większe doliny i parę pomniejszych, a Bielskich nie dostało nam się wcale.

I że "nasza" siatka szlaków turystycznych jest tak bogata, ponieważ jest bardzo gęsta, polskie szlaki sąsiadują ze sobą, krzyżują się, z jednego widać drugi. Z samego Morskiego Oka rozpocząć można 4 różne szlakowe wycieczki (Rysy, Chłopek, Szpiglas, Świstówka), z Hali Gąsienicowej co najmniej 9 (Kasprowy, Kościelec, Świnica, Liliowe, Przełęcz Świnicka, Zawrat, Kozia Przełęcz, Krzyżne, Kulczyn...), podczas, gdy dotarłszy przykładowo nad słowacki Wielicki Staw mamy tylko jedną opcję szlakową w górę (Polski Grzebień).

Szlaków mamy od groma, ale jak się spojrzy na mapę Tatr, to widać wyraźnie, że nasz kraj tylko delikatnie się w nią wgryza, pozostawiając całą resztę południowemu sąsiadowi. Osiągając polskie lub leżące na granicy szczyty podziwiamy rozległą panoramę, całe połacie gór i dolin leżących na Słowacji. I cóż - możemy wzdychać siorpiąc rzewnie nosem, możemy narzekać, jak to mamy troszeczkę w naturze, że nie podoba nam się przebieg granicy. A możemy też po prostu wybrać się w Tatry słowackie. Bo nic - od kiedy południową granicę naszego państwa możemy przekraczać w pełni swobodnie - zupełnie nic nie stoi ku temu na przeszkodzie.

Na tatrzańskich szlakach podsłuchuje się innych turystów trochę automatycznie i mimo woli - zwykle jest mniej lub bardziej tłoczno, a brak miejskiego zgiełku sprawia, że głos niesie się czysto. Parę razy już przyszło mi słyszeć coś w rodzaju: "Wybrałbym się kiedyś w te słowackie Tatry, ale tam to chyba wszędzie strasznie daleko". Poza tym - te słowackie kolosy i plątanina dolin odstraszają chyba także swoją obcością i ogromem wydającym się być na pierwszy rzut oka nie do ogarnięcia. Zniechęca chyba trochę też fakt, że to inny kraj, w którym można się pogubić. Słowacka część Tatr urasta więc czasem w opowieściach do rangi złowrogiego terytorium, na którym żyją smoki. I zioną ogniem.

Nic z tych rzeczy. Smocza Dolina się owszem znajdzie ;). Ale ogólnie - tu są Tatry i tam są Tatry, stanowią jedną całość nienaturalnie tylko podzieloną politycznie. Geograficznie rzecz ujmując - to jedna kraina i szkoda odmawiać sobie poznawania tak lwiej jej części tylko dlatego, że leży w innym kraju. Naturalnie turystyka po słowackiej stronie wygląda odrobinę inaczej - jak już wspomniałam choćby przez to, że szlaki są bardziej rozrzucone - jednak idzie się w tym wszystkim odnaleźć ;).

Przyznaję się bez bicia, że słowackich Zachodnich po prostu nie znam, jakoś nigdy mnie w nie nie zaniosło (byłam na Rohaczach, ale zdobywałam je z Chochołowskiej). Tekst będzie zatem o Wysokich.

Coby się dłużej nie rozpisywać, wtłoczę się w podpunkty ujmujące podstawowe informacje dotyczące tatrzańskiej turystyki zagranicznej:

* TRANSPORT

 - Wzdłuż Słowackich Tatr Wysokich (a także Bielskich) od Łysej Polany aż do Szczyrbskiego Jeziora wiedzie szosa zwana Drogą Wolności. Łączy ona podtarzańskie miejscowości i osady (np. Stary Smokowiec i Tatrzańska Łomnica są osadami tego samego, mocno rozciągniętego miasta, jakim są Wysokie Tatry), pozwala na dogodny transport pomiędzy wylotami dolin, z parkingów przy niej umiejscowionych biorą start rozliczne szlaki. Początkowo biegnie ona na południe, w cieniu wyniosłych szczytów Hawrania i Płaczliwej Skały, wreszcie skręca na zachód. Z trasy tej rozciągają się piękne widoki.

Tatry Bielskie (Szalony Wierch, Szeroka Przełęcz, 
Głośna Skała, Płaczliwa Skała i Hawrań) widziane z Drogi Wolności

 - Nie da się ukryć, że przy odkrywaniu Tatr po drugiej stronie granicy niezastąpiony jest własny samochód. Internety straszą, że Słowacy wymagają od kierowców posiadania tylu kamizelek, ilu jest pasażerów w aucie, dodatkowo kompletu zapasowych żarówek i innych cudów na kiju. Przepisy takie ponoć autentycznie w Słowacji obowiązują, jednak warto mieć na uwadze, że funkcjonuje coś, co zwie się Konwencją wiedeńską o ruchu drogowym i co sprawia, że obcokrajowców to nie dotyczy. Wyznawcy idei, że przezorny zawsze ubezpieczony, mogą się zaopatrzyć, nikt im nie broni. My - roztrzepańcy - jednak niejednokrotnie przekraczamy granicę bez choćby jednego euro w portfelu zapomniawszy zahaczyć o kantor, a co dopiero mówić o dodatkowych kamizelkach.

- Przekraczanie granicy - w Łysej Polanie, ale także w Jurgowie, co bywa czasem dogodniejszą opcją (przejście w Łysej Polanie znajduje się bardzo blisko szosy do Morskiego Oka i zwykle tam tłoczno). Granicę po prostu się przejeżdża, nie ma żadnych formalności.

- Parkingi - w mniejszych osadach, stanowiących punkty wyjścia szlaków mało popularnych (np. Tatrzańskie Zręby, Tatrzańska Jaworzyna, Łysa Polana, kiedyś zaparkowaliśmy za darmo także w Łomnicy Tatrzańskiej) może się udać znaleźć parking darmowy (śmiało parkujmy pod hotelami jeśli nie ma zbyt dużego tłoku, według moich doświadczeń nikt się nie czepia). Dwa lata temu darmowy był parking pod kolejką na Łomnicki Staw i Łomnicę - jednak po renowacji kolejki mogło się to zmienić. Nie ma co liczyć na darmowe parkowanie (chyba że gdzieś na dziko i w pewnym oddaleniu) w miejscach skąd biorą początek szlaki popularne jak np. na Rysy, Krywań. Zabulimy na pewno w Szczyrbskim Jeziorze, Starym Smokowcu, przy początku Doliny Kieżmarskiej. Cena parkingu - w zależności od miejsca - wynosi od 4,5 do 6 euro. Warto mieć tę walutę, choć nam udało się kiedyś zapłacić w złotówkach.

- Jeśli nie mamy samochodu - w okresie wakacyjnym na Słowację kursują autobusy firmy Strama. Inną możliwością dla niezmotoryzowanych jest łapanie stopa (sporo Polaków jedzie w letnie pogodne poranki na Słowację, można też próbować wyżebrać powrót u kogoś napotkanego w czasie wycieczki, ewentualnie tak rozplanować trasę, aby zakończyć ją po stronie polskiej), ale to takie trochę zwariowane i ryzykowne. Można natomiast umówić się z kimś przez internet - to dobre medium do poznawania ludzi o górskich pasjach i wzajemnego wspierania się.

- Dobrze zapewne mieć w Słowacji kwaterę (o sprawdzoną, niedrogą i odpowiednio położoną warto popytać na forach internetowych) - wtedy pozostaje kwestia jednorazowego dojazdu do kwatery i jednorazowego powrotu na stronę polską. Wzdłuż Drogi Wolności od Tatrzańskiej Łomnicy do Szczyrbskiego Jeziora (a także do Popradu) kursują dwie linie Elektriczki (w języku słowackim słowo to oznacza tramwaj, ale jakoś się utarło, że się go nie tłumaczy, chyba dlatego, że całkiem sympatycznie brzmi). Kolejka ta umożliwia sprawne poruszanie się pomiędzy osadami i bazami wyjściowymi.

Trasa obydwu linii Elektriczki - obrazek z Wikipedii

- W ostateczności, jeśli nijak nie możemy przebić się wgłąb Słowacji, pozostaje opcja startu z Polski. Szlak do słowackiej Doliny Białej Wody wychodzi z Łysej Polany tuż przy granicy państwa (do ŁP dostać się można busem jadącym do Moka); Doliną Białej Wody można się wybrać na Polski Grzebień, a z niego na Małą Wysoką, można też po prostu pospacerować Doliną. Bardzo blisko granicy - da się przejść "z buta", choć to dodatkowy kawałek - leży także wylot Doliny Jaworowej ładnej widokowo, z której szlak wiedzie aż na Lodową Przełęcz.

* SZLAKI

- W Słowacji wejście na teren parku (TANAP) jest darmowe. 

- Słowacy zamykają zdecydowaną większość szlaków na zimę (czyli od 1 listopada do 15 czerwca). Mówi się, że w tym okresie można dojść tylko do schronisk, ale dobrze mieć na uwadze, że też nie do wszystkich. Jedynym szczytem dostępnym legalnie zimą w słowackich Wysokich jest Skrajne Solisko. Można dojść do Terinki, czyli do Doliny Pięciu Stawów Spiskich - i to chyba najbardziej wysokogórska wycieczka, jaka jest tam zimą udostępniona. Zamkniętych jest także wiele dolin (np. wspominana wyżej Jaworowa, Białej Wody - przynajmniej od pewnego momentu - odpowiednio Polana pod Muraniem, Polana Biała Woda). O tym że szlak jest okresowo zamknięty informację można znaleźć w przewodnikach i na mapach (zwykle oznaczenie stanowi niebieska śnieżynka w czerwonym kółku). Zdaje się, że są też tabliczki na miejscu.

Krywań

- Do poruszania się po szlakach niezbędna jest oczywiście mapa i orientacja, co do trudności trasy, na jaką się wybieramy. Szlaki są oznakowane takimi samymi kolorami jak u nas (czerwony, czarny, zielony, niebieski, żółty) i tak samo jak u nas - kolor szlaku nie stanowi w żadnej mierze informacji o jego trudności. Czasy przejść podane na mapach i w przewodnikach są zatrważająco długie, ALE moim zdaniem są mocno przesadzone. A na pewno są bardziej ostrożne w stosunku do tego, jak określane są u nas. Spróbuję to zobrazować - wyobraźmy sobie, że stoimy w Polsce u wejścia do jakiejś doliny pod drogowskazem wyznaczającym kierunek i czas dojścia do schroniska. Załóżmy, że na drogowskazie owym widnieje informacja "Schronisko 2 godziny". No. To będąc na Słowacji w identycznej sytuacji, mając do pokonania identyczną trasę prawdopodobnie uświadczylibyśmy drogowskaz "Schronisko 2 godziny 30 minut" albo "2 godziny 45 minut". Przynajmniej takie ja mam wrażenie... Owszem, doliny słowackie są dłuższe (dzięki temu bardziej płaskie i mniej męcząco się nimi podchodzi), szczyty przez to odleglejsze od zabudowań, ale nie ma się co zrażać odległością, tylko wstać pewnego razu wcześnie rano i spróbować samemu, jak to z tymi słowackimi trasami jest. 

 Słowackie drogowskazy mają daszki :)

- Szlaki są - jak już wspomniałam - bardziej rozrzucone niż u nas. W stosunku do ogromu obszaru Tatr, jaki przypadł Słowacji można by pokusić się o stwierdzenie, że jest ich niewiele. Tam nie jest tak jak u nas, że dotarłszy pod schronisko mamy multum możliwości szlakowych do wyboru - z Chaty pod Rysami możemy iść tylko na Rysy, ze Śląskiego Domu tylko na Polski Grzebień (ewentualnie w bok magistralą), trochę więcej opcji stwarza startowanie z Chaty Tery'ego, ale też nie tyle co z naszego Murowańca czy Piątki. Toteż słowackie wycieczki mają nieco inny charakter - cel obiera się raczej od razu, już na parkingu, brak jest etapu przejściowego w postaci "dojdziemy pod schron i zobaczymy, co dalej".

 Staw Wielicki (zdjęcie zrobione pod Śląskim Domem)

- Zaludnienie/tłok/popularność szlaków. Znany jest pogląd, że słowackie Tatry świecą pustkami, pozwalają na samotne wędrowanie w ciszy... Ech, no może Zachodnie, nie wiem. W Wysokich nie brak turystów. Naprawdę puste, ciche i zapewniające niesłabnący strach przed niedźwiedziem są Dolina Białej Wody i Jaworowa. Bo są długie, poniekąd nudne - cele, do których prowadzą są z nich bardzo odległe, a szlaki na wiele godzin giną wśród drzew skąpiąc jakichkolwiek widoków. Ogólnie w Słowacji jest nieco luźniej niż u nas, nie ma miejsc AŻ TAK zadeptanych i rozwrzeszczanych jak nasze Morskie Oko, Kasprowy czy Kościeliska, ale szlaki na Krywań, Rysy, czy nawet Jagnięcy całkiem nieźle konkurują. Podsumowując - odrobinę luźniej, ciszej, może się zdarzyć wędrowanie w samotności (ale i w Polsce się czasem zdarza, wystarczy odbić od najpopularniejszych tras), ale z tym mitycznym spokojem, to bez przesady.

 Na Rysy!

* RATOWNICTWO

- W słowackich Tatrach akcje ratunkowe prowadzi HZS (Horska Zachranna Słuzba). Przyleci lub przyjdzie po każdego oczekującego pomocy, jak i nasz TOPR. Różnica jest taka, że HZS za swoje akcje kasuje od "klientów" opłatę. TOPR jest bowiem finansowany przez MSWiA z budżetu państwa oraz po części z biletów wstępu do TPN, nie wiem do końca jak jest z finansowaniem HZS (biletów do TANAPU w każdym razie nie ma), ale za akcje się płaci. Konieczne jest więc zapewnienie sobie UBEZPIECZENIA przed wycieczkami po Słowacji. Ubezpieczenie wykupuje się w towarzystwach ubezpieczeniowych, trzeba zaznaczyć, jaki rodzaj turystyki będzie uprawiany i że ubezpieczenie ma obejmować akcję ratunkową. Warto też wybrać dość wysoką kwotę ubezpieczenia (lot śmigłowca to nawet kilkadziesiąt tys. zł). Nie rezygnujmy z niego nawet jeśli planujemy tylko spacerować po dolinach - może nas chociażby ukąsić żmija i będziemy wymagali natychmiastowej pomocy. 

* JĘZYK

- Mówiąc zwięźle: idzie się dogadać. Mieszaniną polskiego, słowackiego, angielskiego w zależności od potrzeb. Najczęściej jest tak, że Słowacy mówią po swojemu, my po swojemu i mniej więcej rozumiemy jedni drugich. 

*ROAMING 

- Przed wyjazdem warto się zorientować u operatora, jak nasz telefon zareaguje na przekroczenie granicy. 

* TURYSTYKA POZASZLAKOWA

- Szlaków jest może w słowackiej części Tatr stosunkowo niewiele, ale nie brakuje tam szczytów na które można się wybrać, choć nie prowadzi na nie znakowana ścieżka. Do szczytów takich należą między innymi: Gerlach, Łomnica, Baranie Rogi, Lodowy Szczyt, Durny Szczyt oraz wiele innych, a aby wejście było legalne należy skorzystać z usług przewodnika. Za wycieczkę z przewodnikiem oczywiście się płaci, jest to koszt kilkuset złotych. Przewodnik może zabrać ze sobą od dwóch do czterech osób (w zależności od szczytu). Klienci są połączeni z przewodnikiem liną. Wybierając się na pozaszlaki z przewodnikiem dobrze jest mieć wysokogórskie obycie - głównie po to, aby się gdzieś psychicznie nie zablokować i aby wydana kasa nie poszła na marne. Nadludzkie umiejętności nie są konieczne. Nieoznakowane trasy nie muszą być trudniejsze od tych szlakowych, główna trudność polega tu na odnajdywaniu drogi, co jest zadaniem przewodnika. 


Łomnica i Kieżmarski Szczyt


* DOBRE PRZYGOTOWANIE

- Banał... ale pamiętajmy o sprawdzeniu prognoz pogody (mogą okazać się inne niż dla Polski). Ubierzmy się odpowiednio, spakujmy należycie plecak.

Więcej ważnych wskazówek dotyczących górskich wycieczek w tym linku.


Tutaj natomiast propozycje szlaków łatwych, spacerowych, odpowiednich dla początkujących turystów w słowackich Tatrach Wysokich. :)

A tutaj kontynuacja tematu: szlaki łatwe, ale nieco bardziej wymagające kondycyjnie. :)

25 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. no to życzę wykorzystania nowej wiedzy w praktyce ;)

      Usuń
  2. Fajny wpis :)

    "Poza tym - te słowackie kolosy (leży tam bodaj 12 szczytów wyższych od Rysów" - Zdecydowanie więcej, Chociaż wszystko zależy jaką wybitność uznajemy, że musi mieć wierzchołek, by mieć miano szczytu - http://kamiltatry.wordpress.com/o-tatrach/najwyzsze-szczyty-tatr/

    Co do transportu, to jest też opcja dojazdu do Łysej Polany, przejścia przez granicę i stamtąd słowackim autobusem dojechać w wybrane miejsce. Tych autobusów jeździ sporo. Takiej opcji chyba nie ma we wpisie :) Cenowo wychodzi praktycznie tyle samo co dojazd bezpośrednio Stramą z Zakopca na Śłowację. Jedynie zajmuje więcej czasu - wiadomo, przesiadki i lokalny autobus ma więcej przystanków.

    Też mam wrażenie, że sporą część ludzi zniechęca do odwiedzin Słowacji fakt, że to już nie Polska. Jakby tam był jakiś inny świat.

    "Wybrałbym się kiedyś w te słowackie Tatry, ale tam to chyba wszędzie strasznie daleko" - Bo jest :P Jeżeli ktoś marudzi, że Chochołowska jest nudna i ciągnie się jak flaki z olejem, to po zapoznaniu się ze słowackimi dolinami, zmieni zdanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tej opcji dojazdu nie wiedziałam.

      A co do odległości - mnie się słowackie podejścia w Wysokich jednak mniej nudzą niż Chochołowska, ale ja Chochołowskiej ogólnie nie lubię i się z tym specjalnie nie kryję. A czy długie? Powiedziałabym, że tylko trochę dłuższe - za to bardziej płaskie, więc łatwiej jest podgonić ;).

      Usuń
    2. akurat Chochołowska jest nudna jak flaki z olejem, tam się kompletnie nic nie dzieje, tak samo jak Rybiego potoku :P dopiero na końcu jakieś góry rosną :) w przeciwieństwie do fantastycznej Białej Wody, Wielickiej, Młynickiej, Furkotnej, Staroleśnej, Małej Zimnej Wody, w kórych ciągle coś się dzieje, co chwila się zmienia krajobraz, są kolejne piętra, wodospady :P

      Usuń
  3. Czytając Twój wpis zmieniam nieco swój tok myślenia... Polskie Tatry były dla mnie najwyższe, najwspanialsze itd. a ty uświadomiłaś mnie jak pięknie jest po sąsiedzkiej stronie :) dużo wyższe szczyty, jeziora i piękne widoki... ahhh człowiek tak mało wie :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do długości przejść na drogowskazach - mam zupełnie inne wrażenie. To w Polsce czasy przejść są takie hmm emeryckie. Ze schr. Ornak na Iwaniacką przełęcz 1:10? 40min max. Za to słowackie są bardziej "żwawe". Z Łysej Polany na Polski Grzebień 5:15, mi zajęło łącznie z odpoczynkami 4:45. Czyli porównywalnie. To tylko pojedyncze przykłady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcialabym sie wybrac w Tatry Slowackie latem 2016 ale nie mam zielonego pojecja od czego zaczac.Jak sobie ulozyc plan podrozy.Gdzie sie zakwaterowac zeby miec najlepsza mozliwosc latwych wycieczek dziennych po szlakach. Nie mam samochodu wiec bede musiala wszedzie dojezdzac autobusem/pociagem.

      Usuń
    2. Może wybierz po prostu rejon, w którym będziesz mieć na wyciągnięcie ręki kilka celów odpowiadających swoim możliwościom. Proponuję np. Stary Smokoviec. Stamtąd możesz iść:
      - na Sławkowski
      - do Terinki
      - do Doliny Staroleśnej
      - połączyć obydwie powyższe Doliny idąc przez Czerwoną Ławkę
      - możesz też przejść się np. na Rohatkę z niej na Polski Grzebień, powrót przez Dolinę Wielicką, a potem u podnóży Sławkowskiego magistralą znów do Smokovca (dłuuuga wycieczka)

      Wybierz jeden rejon i skup się na nim, chociaż możesz też oczywiście podjeżdżać elektriczką. Wszystko zależy od Twojej kondycji i możliwości.

      Usuń
    3. Też mam takie wrażenie, że do Słowackich czasów przejść na drogowskazach muszę zwykle dodać jeszcze jakieś 20 minut, a w Polsce podają raczej tempo spacerowe.

      Usuń
  5. Świetny, jak zawsze wpis, tylko plis - inny kontrast, bo po czytaniu białego na czarnym mam jakis koszmar przed oczami :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajnie się czytało, bardzo przydatny tekst, bardzo pozdrawiam :)
    ps. ostatni raz byłem tam w '98....muszę to nadrobić

    OdpowiedzUsuń
  7. Z tymi czasami na Słowacji to miałem podobne odczucia, z wyjątkiem Krywania

    OdpowiedzUsuń
  8. opis super i na temat , a w tatry slowackie zachodnie napewno warto zajrzec i nikt nie bedzie zalowal
    pozdr,..

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo dobry tekst. Od dawna więcej chodzę po Słowackich jak po Polskich, średnio biorąc zdecydowanie mniejsze tłumy. Do info o ubezpieczeniach dodałbym, że można je kupić w turistickich kancelariach (Tatranska Lomnica, Smokowiec, Sztrbskie Pleso, Zuberec itp) i kosztują 0,70 EU za dzień.
    A Zachodnie gorąco polecam. Wybierz się na Siwy Wierch, zobaczysz miniatury najpiękniejszych jurajskich skałek wsadzone na grzbiet górski pomiędzy kosówki. I koniecznie Pachola, widok ze szczytu powala. Pozdrawiam
    Piotr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Na Siwy Wierch już od dawna mam chrapkę, wybiorę się kiedyś na pewno :). Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Całkiem dobrą (sprawdzone) opcją jest zaparkowanie samochodu w Jaworzynie (poza sezonem przed pocztą za darmo, w sezonie na łące uniwersyteckiej obok niej, nie za darmo) lub Łysej (nie za darmo, o nie). W obu przypadkach tuż obok przystanku autobusowego, na którym zatrzymują się zarówno polskie jak i słowackie autobusy. Jak najwcześniej. Potem w autobus, dookoła Tatr i powrót z przejściem przez główną grań wedle uznania. Oczywistą zaletą jest własny pojazd cierpliwie czekający na końcu, nawet do nocy. To zresztą generalnie polecana przeze mnie metoda, może nienajlepsza na Alpy, gdzie zawsze po południu jest burza, ale w Tatrach sprawdzona wielokrotnie. Trudności logistyczne pokonywać na początku, nie zostawiać ich na koniec, tym bardziej, że komunikacja w górach działa rano (czasem absurdalnie) a nie działa wieczorem (zawsze absurdalnie). Pamiętam jak dziwnie patrzył na mnie kierowca busika z Łysej do Zakopanego, rano, kiedy jeszcze do tego wysiadłem w Zazadniej. No i jechałem tym busikiem sam, pod prąd gigantycznego korka zmierzającego w kierunku przeciwnym. A samochód już na mnie czekał w Palenicy (do późnego wieczora zresztą).

    OdpowiedzUsuń
  11. Warto wspomnieć o noclegach i gastronomii. Tu Słowacja ma duży plus - np. nocleg na kempingu w Zakopanem pamiętam w ten sposób, że przez całą noc ktoś darł mordę, odpalał auto, albo rajdy motocyklowe o 4 rano tuż za płotem. Na Słowackich kempingach cisza i spokój, pełna kultura, jak komuś nie odpowiada namiot na ogół są miejsca w hotelu. Tylko warunki potrafią być średnie, ale może w ostatnich latach się poprawiło. Jak ktoś schodzi późno z góry to też plus - sklepy otwarte do późna, a często można zapukać i otworzą. W Zakopcu wszystko pozamykane na cztery spusty albo rezerwacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie wiem...w Tatrzańskiej Kotlinie sklep do 18, natomiast w Smokovcu do 20...Tymczasem w Zakopcu Tesco do 24 a i nocnych sklepów nie brakuje...Knajpy na Słowacji też nie są czynne zbyt długo ( np do 21)

      Usuń
  12. cholera, a miałam pisać poradnik jak zorganizować wyjazd w Tatry Słowackie :-P

    OdpowiedzUsuń
  13. Ubezpieczanie!!!! Na Słowacji pomoc Horskiej Zahrannej Slużby (ichni TOPR) jest płatna!!! Koszt może być b. duży, gdy potrzebne będzie śmigło. Można się ubezpiecz przez internet na Słowacji (mam gdzieś instrukcję i adres strony, ale nie mogę znaleźć), albo w informacjach turystycznych np. w Smokovcu. Koszt - kilka złotych dziennie.

    Ale uwaga: nie wiem, czy to działa, jak się chodzi bez szlaku, jak Ty Gosiu. Na taki wypadek może lepiej ubezpieczyć się w Polsce wybierając pakiet ze sportami ekstremalnymi, który obejmuje także poszukiwania poza szlakami.

    Karta Alpenverein (austriackiego lub niemieckiego), którą można kupić w Polsce (ok 280 zł na rok) też ma śmigło w pakiecie, ale nie wiem, jak działa w Tatrach Słowackich.

    Poza tym trzeba mieć aktualną kartę EKUZ na leczenie poza granicami Polski, bo inaczej trzeba płacić za pomoc szpitalną. Karta jest bezpłatna, wyrabia się na pół roku (mając ubezpieczanie chorobowe w Polsce). Kiedyś nie miałem, wbił mi się kamień w dłoń na Otargańcach i jak wreszcie dotarłem do szpitala z Mikulaszu musiałem płacić za zszycie dłoni (40 euro). Na szczęście w Polsce dostałem zwrot, bo byłem ubezpieczy w Warcie na wyjazd.

    Więc z Słowacją trzeba uważać. Jak się coś stanie, to może to kosztować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od 3 lat opłacam Alpenverein.

      Usuń
    2. Ale dowiadywałaś się, jak to zadziała, jak spadniesz gdzieś poza szlakiem, z drogi Martina. Gdzie trzeba zadzwonić? Pod 18 300 do Horskiej Służby czy pod numer alarmowy Alpenverein?
      A kto zapłaci, jak trafisz do szpitala? Zanm opowieści o ludziach, którzy przeszli na jeden dzień na na Słowację na narty, złamali nogę i jechali taksówką do polskiego szpitala.

      Tak czy inaczej - informując gneral public o Słowacji, trzeba na to uczulić.


      P.S.
      To może spotkamy się w Alpach? Mam ochotę na Grossglocknera, nawet mam ekipę, tylko potrzeba by kogoś, kto pomoże asekurować liną. :)

      Usuń
  14. Ubezpieczyć się można na: www.union.sk
    Kłopot - instrukcja gł. po słowacku.
    Tu jest pomoc po polsku, ale trochę się pozmieniało na stronie, trzeba twórczo wykorzystać.
    http://www.bandurscy.com/2009/05/ubezpieczenie-w-slowackich-tatrach

    OdpowiedzUsuń
  15. Odnośnie oznakowania szlaków... Na Słowacji nie stosuje się koloru czarnego

    OdpowiedzUsuń