środa, 9 sierpnia 2017

Solastranden - norweska plaża (must see jeśli lądujesz w Stavanger)

Nasz pobyt w Norwegii miał trwać aż 9 dni. Sporo, biorąc pod uwagę, że tak właściwie, to chcieliśmy wybrać się tylko w 3 miejsca. Braliśmy jednak poprawkę na pogodę, która mogła nas unieruchomić na dłużej w jakimś punkcie wycieczki, poza tym Bartek chciał w pełni wykorzystać swój urlop, no i samoloty w interesujących nas kierunkach też nie latają codziennie i nie każdego dnia mają takie same ceny (a i tak gruuubo przepłaciliśmy kupując je dopiero na miesiąc przed wycieczką, auć). Zasadniczo, chcieliśmy od razu uderzyć w stronę Lysefiordu, ponad którym wznoszą się dwie z interesujących nas atrakcji: Kjerag i Preikestolen. Tyle, że prom, którym początkowo zamierzaliśmy się tam dostać, kursuje tylko w poniedziałki, środy i piątki, a przylecieć mieliśmy we wtorek wcześnie rano. Gdzieś trzeba było spędzić cały dzień i gdzieś pod jego koniec ułożyć się do snu. W Norwegii prawo zezwala na rozbijanie namiotów wszędzie, byle by to było 150 metrów od najbliższych zabudowań. W mieście odsunąć się ponad sto metrów od budynków może być niełatwo, zresztą nie jestem do końca pewna, jak Allemannsretten ("prawo wszystkich ludzi") działa na terenach miejskich... Padło więc na plażę.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Historia pewnego zdjęcia (czyli zanim poszłam na Orlą Perć)

Początkiem wakacji, pogoda w Tatrach, z tego co pamiętam, była całkiem niezła. Tyle że ja ugrzęzłam w dość obszernym sprawozdaniu, które, chcąc nie chcąc, musiałam spłodzić. Miałam też parę innych spraw do załatwienia. A kiedy byłam już wolna i mogłam się wyrwać w góry, to pogoda się na mnie oczywiście wypięła.
Na te konkretne cztery dni miała się poprawić.
Poprawiła się na półtora. Właściwie, to mi wystarczyło.

niedziela, 23 lipca 2017

"Cała ja" Gerlinde Kaltenbrunner - recenzja (i konkurs)

Okej. Nie słyszałam nigdy o Gerlinde Kaltenbrunner. Nazwisko i postać - zupełnie mi obce. Zresztą, to nie takie dziwne, bo o himalaizmie owszem, czytam, ale głównie o tym polskim. Poza tym, kojarzę parę osobistości, no ale nie tak znowu dużo. Wikipedia podpowiada, że Gerlinde jest drugą kobietą na świecie, która zdobyła Koronę Himalajów i Karakorum, a pierwszą, która zrobiła to bez wsparcia tlenowego. No i napisała książkę, ale to wiem już nie z Wikipedii, tylko stąd, że trzymam tę książkę w rękach.

czwartek, 20 lipca 2017

Jak sobie nadmuchasz, tak się wyśpisz - czyli moja opinia o zabieraniu materaca w góry

Nie uwierzycie, ale kiedyś, wyjeżdżając gdzieś, musiałam mieć zaklepaną kwaterę. Łazienka mogła być w korytarzu, byleby w ogóle była. Do tego łóżko, ciepełko, trochę przestrzeni i zamek w drzwiach. Myśl o tym, że miałabym spać na polu kempingowym mnie mierziła i trochę przerażała.

niedziela, 9 lipca 2017

Niebezpieczeństwa gór

O grozie gór sporo się słyszy. "Góry to nie przelewki", ""góry tylko dla rozważnych" no i oczywiście jeszcze to, że  "do gór trzeba mieć POKORĘ!!!!!11111"

(Mój prześmiewczy ton wynika z okropnego wyświechtania tych słów - padają bowiem zawsze, w ilości nieprzebranej, pod każdym artykułem o wypadku górskim. I niby nie ma w nich nic kłamliwego - bo tak, pokora w górach to w sumie przydatna cecha i na pewno nie zaszkodzi kierować się tym zdaniem. Ale wraz z tymi słowami płynie niestety niesprawiedliwy zarzut, jakoby osoba, której się wypadek przydarzył, pokory nie miała. O czym oczywiście komentujący zwykle nie mają bladego pojęcia... A to już jest nie w porządku. Wypadki zdarzają się najpokorniejszym. Wypadki się po prostu zdarzają - jak to wypadki - każdemu. Brzydzę się obrażaniem ich ofiar. A komentarz pod informacją o czyjejś śmierci, brzmiący "do gór trzeba mieć pokorę" - jest niczym innym jak obrażaniem ofiary.)

Góry są terenem przysparzającym wielu zagrożeń i wymagają odpowiedzialnego podejścia. I to nie tylko szlaki słynące z trudności i mrocznych statystyk, ale w ogóle, całe góry. Dlaczego zatem góry są niebezpieczne? Ano dlatego: