wtorek, 28 marca 2017

Opowieści bieszczadzkie (cz.2)



To jest dalsza część relacji, której początek znajdziecie TUTAJ. :)

Nim pod Połoniną Caryńską wstał dzień, doświadczyliśmy nieplanowanej pobudki, zafundowanej nam przez tutejszą kanalię. Lisek chytrusek, którego przedstawiłam w poprzednim poście, w środku nocy próbował wyciągnąć plecak Bartka z namiotu. Co zresztą, mało brakowało, a by mu się udało. Po zawinięciu się z polanki, na której nocowaliśmy, zajrzeliśmy raz jeszcze do Koliby, by tam na spokojnie zjeść poranne papu i ogólnie ogarnąć się przed wyjściem. Na Połoninę stąd blisko, widać ją doskonale.

niedziela, 26 marca 2017

SHARE WEEK 2017, czyli czy Ruda czyta blogi?

Tytułowy Share Week to taka doroczna akcja, wymyślona przez Andrzeja Tucholskiego, mająca na celu polecanie twórców przez innych twórców. A konkretnie, w tej akcji blogerzy polecają blogerów (a youtuberzy youtuberów).

środa, 22 marca 2017

Czego nauczysz się na kursie lawinowym i czy warto za to płacić?


Lawiny są bodaj najpoważniejszym zagrożeniem zimowych gór. Wprawdzie to poślizgnięcia i upadki figurują o wiele częściej od lawin w toprowskich statystykach, te jednak zdarzają się przecież i latem. No i zaopatrując się w odpowiedni sprzęt, a także zapoznając się z techniką jego używania, możemy znacznie zminimalizować ich ryzyko. W przypadku lawin ryzyko jest nam jakby odgórnie narzucone, po naszej stronie leży decyzja, czy je podejmujemy, a wszelki sprzęt raczej służy minimalizowaniu tragicznych skutków lawiny, nie zaś minimalizowaniu ryzyka jej zejścia.
A przede wszystkim - w upadku prawie zawsze pierwsze skrzypce gra czynnik ludzki, który w jakimś momencie zawiódł. Lawiny to żywioł, który ciężko zrozumieć, a jeszcze ciężej przewidzieć.

niedziela, 19 marca 2017

Lhotse. In memoriam Tadeusz Piotrowski.

 
O tym, co się wydarzyło pod Broad Peak w 2013 roku słyszeli w kraju chyba wszyscy. Nie trzeba było interesować się losami wyprawy w Karakorum, nie trzeba było interesować się górami w ogóle. W dobie błyskawicznie i wielo-kanałowo przekazywanych informacji, wiedzieliśmy o tragedii od razu, na bieżąco, gdy się jeszcze rozgrywała. Może jeszcze żyli, gdy dotarły do Polski i zalały portale informacyjne pierwsze sygnały niepokoju.

Historia nie zna precedensu. Największe dokonania Polaków w górach najwyższych przypadały na lata 70-te i 80-te ubiegłego wieku. Yup, głęboki peerel. Nie było ciągłej i błyskawicznej łączności, dziesiątek zdjęć i filmów do wglądu w internecie, animacji, dzięki którym możemy się wirtualnie przejść np. na Everest, fanpage'y himalaistów na facebooku. Ale śmierci rodaków w Himalajach i Karakorum były. Ba, mnóstwo ich było, stąd ponad dwudziestoletnia przerwa w eksploracji tych gór przez ekipy z Polski. Większość zawodników po prostu zmarła, a reszta, przygaszona tragicznymi statystykami dała sobie spokój. Nie sztuka bowiem być dobrym himalaistą. Sztuką jest być himalaistą starym.

wtorek, 7 marca 2017

Opowieści Bieszczadzkie (cz.1)

fot. Mariusz Krzyżak
Przebieg mojego tatrzańskiego love story zapewne znacie (a jeśli nie, a chcielibyście, to zawsze możecie zajrzeć do zakładki "o mnie") . Miałam 16 lat, pojechałam na wycieczkę, spojrzałam raz, spojrzałam i drugi, a potem dokumentnie przepadłam i tak mi zostało. Od tej pory - a początek moich samodzielnych wyjazdów właściwie dopiero miał nastąpić - nie jeździłam w sumie nigdzie indziej, no i przede wszystkim: w żadne inne góry niż Tatry. Powzięcie za cel wyjazdu innego miejsca byłoby dla mnie stratą czasu i pieniędzy. Czasu i pieniędzy, które mogłabym przeznaczyć na Tatry. Skoro środki były ograniczone (nadal są, ale już nie tak drastycznie), wolałam przeznaczyć je na to, co było dla mnie najważniejsze. A najważniejsze było zawsze: pojechać w Tatry. No świr, co zrobisz.