środa, 22 marca 2017

Czego nauczysz się na kursie lawinowym i czy warto za to płacić?


Lawiny są bodaj najpoważniejszym zagrożeniem zimowych gór. Wprawdzie to poślizgnięcia i upadki figurują o wiele częściej od lawin w toprowskich statystykach, te jednak zdarzają się przecież i latem. No i zaopatrując się w odpowiedni sprzęt, a także zapoznając się z techniką jego używania, możemy znacznie zminimalizować ich ryzyko. W przypadku lawin ryzyko jest nam jakby odgórnie narzucone, po naszej stronie leży decyzja, czy je podejmujemy, a wszelki sprzęt raczej służy minimalizowaniu tragicznych skutków lawiny, nie zaś minimalizowaniu ryzyka jej zejścia.
A przede wszystkim - w upadku prawie zawsze pierwsze skrzypce gra czynnik ludzki, który w jakimś momencie zawiódł. Lawiny to żywioł, który ciężko zrozumieć, a jeszcze ciężej przewidzieć.

niedziela, 19 marca 2017

Lhotse. In memoriam Tadeusz Piotrowski.

 
O tym, co się wydarzyło pod Broad Peak w 2013 roku słyszeli w kraju chyba wszyscy. Nie trzeba było interesować się losami wyprawy w Karakorum, nie trzeba było interesować się górami w ogóle. W dobie błyskawicznie i wielo-kanałowo przekazywanych informacji, wiedzieliśmy o tragedii od razu, na bieżąco, gdy się jeszcze rozgrywała. Może jeszcze żyli, gdy dotarły do Polski i zalały portale informacyjne pierwsze sygnały niepokoju.

Historia nie zna precedensu. Największe dokonania Polaków w górach najwyższych przypadały na lata 70-te i 80-te ubiegłego wieku. Yup, głęboki peerel. Nie było ciągłej i błyskawicznej łączności, dziesiątek zdjęć i filmów do wglądu w internecie, animacji, dzięki którym możemy się wirtualnie przejść np. na Everest, fanpage'y himalaistów na facebooku. Ale śmierci rodaków w Himalajach i Karakorum były. Ba, mnóstwo ich było, stąd ponad dwudziestoletnia przerwa w eksploracji tych gór przez ekipy z Polski. Większość zawodników po prostu zmarła, a reszta, przygaszona tragicznymi statystykami dała sobie spokój. Nie sztuka bowiem być dobrym himalaistą. Sztuką jest być himalaistą starym.

wtorek, 7 marca 2017

Opowieści Bieszczadzkie (cz.1)

fot. Mariusz Krzyżak
Przebieg mojego tatrzańskiego love story zapewne znacie (a jeśli nie, a chcielibyście, to zawsze możecie zajrzeć do zakładki "o mnie") . Miałam 16 lat, pojechałam na wycieczkę, spojrzałam raz, spojrzałam i drugi, a potem dokumentnie przepadłam i tak mi zostało. Od tej pory - a początek moich samodzielnych wyjazdów właściwie dopiero miał nastąpić - nie jeździłam w sumie nigdzie indziej, no i przede wszystkim: w żadne inne góry niż Tatry. Powzięcie za cel wyjazdu innego miejsca byłoby dla mnie stratą czasu i pieniędzy. Czasu i pieniędzy, które mogłabym przeznaczyć na Tatry. Skoro środki były ograniczone (nadal są, ale już nie tak drastycznie), wolałam przeznaczyć je na to, co było dla mnie najważniejsze. A najważniejsze było zawsze: pojechać w Tatry. No świr, co zrobisz.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Turystyka zimowa - jak się ubrać, żeby nie z(a)marznąć?

Jak jest zima, to musi być zimno. Takie są odwieczne prawa natury i wiemy o tym, jeśli nie od zawsze, to przynajmniej od kiedy liznęliśmy filmowego portfolio Barei. No i niech sobie będzie zimno - dookoła Ciebie. Bo Tobie zimno być nie musi.
Popatrz na zdjęcie. Na zdjęciu jest zima. I jestem na nim ja. A na mnie jest uśmiech. Gdybym zamarzała, to bym się tak przecież nie szczerzyła. ;)

piątek, 10 lutego 2017

Uczucie mieszane, nie wstrząśnięte - czyli Dolina Białej Wody i niewiele więcej

Pozbywszy się wreszcie wszelakich objawów choróbsk, które przetoczyły się przez moje ciało początkiem roku, pomyślałam, że może dobrym pomysłem byłoby jeszcze w styczniu upchnąć jakiś maleńki wypad w góry. Ostatnio szybko łapię lenia i o ile zaraz po powrocie z gór jestem gotowa ogarnąć się i jechać znowu choćby nazajutrz, o tyle ten zapał obumiera z każdym kolejnym dniem, by po paru tygodniach przeistoczyć się w miłość do łózia, łóziowego ciepełka i łóziowych wygód. Nie wiem, czy to już starość, czy zmęczenie materiału, czy jeszcze jakaś inna franca. To nie to, że już nie kręcą mnie góry. Kręcą. Tylko coraz częściej mam ochotę naprawdę odpocząć w weekend, zamiast tachać ten plecak, wyrabiać kilometry, łapać urywki snu w autobusie.