czwartek, 2 listopada 2017

Kazbek - najbardziej polska z niepolskich gór

Ot, góra. Jedna z wielu na Kaukazie i zdecydowanie niższa od Elbrusa. Ten drugi ma prawo być znany, bo - w zależności od tego, jakie jej granice przyjmiemy - bywa podawany jako najwyższy szczyt Europy (zdobywcy Korony Ziemi zwykle dla świętego spokoju wchodzą i na Elbrus i na Mt Blanc, jeśli ciekawi Cię ten temat, polecam książkę Artura Hajzera, TU jest jej recenzja). Kazbek jednym z diamentów Korony Ziemi nie jest na pewno, leży daleko, daleko stąd, za o wiele więcej niż siedmioma lasami, na granicy gruzińsko-rosyjskiej. Najpopularniejsza droga nań wiedzie z Gruzji, kraju raczej nie słynącego w świecie swą atrakcyjnością turystyczną (to się powoli zmienia, wciąż jednak Gruzja jest w tyle za wieloma innymi turystycznymi destynacjami), z niewielkiego miasteczka, oddalonego o trzy godziny drogi autem od stolicy. Drogi, na której wylegują się krowy, warto dodać. Podsumujmy: jakiś tam mały kraj - ciężko powiedzieć, czy jeszcze w Europie, czy już w Azji, jakaś tam góra - nie pierwsza, nie druga, ale siódma pod względem wysokości na Kaukazie, przedostatnia na liście kaukaskich pięciotysięczników.

niedziela, 29 października 2017

Preikestolen - barierek nie stwierdzono


Preikestolen to nazwa kolejnej norweskiej atrakcji turystycznej, jaką odwiedziłam minionego lata i jednocześnie kolejnego dziwacznego dzieła matki natury. Nazwa nie najłatwiejsza - w czasie przygotowań do wycieczki Bartek najczęściej przekręcał ją na "preistoklen", na co mnie aż coś swędziało w mózgu, bo nienawidzę, jak ktoś notorycznie przekręca nazwy. Tak już mam.
Nie żebym sama od razu to językowe ustrojstwo zdołała zapamiętać. Z początku mówiłam po prostu "pre-cośtam". :) Pre-i-ke-sto-len (sylabami łatwiej, mówię Wam) oznacza ambonę (choć według translatora dopiero wtedy, gdy zabierze się głoskę "i"). To bardzo trafne skojarzenie, myślę, że towarzyszące wielu osobom, które patrzą na tę nietypową skałę, zwłaszcza z dołu - czyli z poziomu wód fiordu. Angielska nazwa tego miejsca to "Pulpit Rock", co... też oznacza ambonę. :)

niedziela, 17 września 2017

Śpiwór na górskie lato - Forclaz 0° Helium - test


Link do śpiworka na stronie Decathlonu TUTAJ
Z rozrzewnieniem... tfu! Z przerażeniem wspominam swój pierwszy biwak pod chmurką. Nie było w nim może aż tyle grozy, żeby włos się jeżył na samo wspomnienie, we względnym pobliżu pobłyskiwały światła bezpiecznych pomieszczeń, ale oooo mamusiu, jaaaak ja wtedy zmarzłam!
To nie był szczególnie przemyślany biwak, to nie była szczególnie przemyślana wycieczka. Normalny człowiek, zamiarując po raz pierwszy w życiu biwakować, zapewne coś wcześniej czyta, a na podstawie lektury, coś odpowiedniego kupuje. Ja złapałam, co tam miałam w domu i władowałam do plecaka. A że miałam tylko cieniutki syntetyczny śpiwór za kilkadziesiąt złotych, z poziomem komfortu określonym na jakieś dziesięć, a może kilkanaście stopni... No, cóż, jak wspomniałam we wstępie, to była jedna z bardziej dramatycznych nocy w moim życiu.

niedziela, 3 września 2017

Kazbek. No, prrrawie Kazbek.

Zacznijmy od tego, że ja nigdy nie chciałam wchodzić na żaden Kazbek. Czasem ktoś pytał, kiedy jakieś inne góry, czasem ktoś się zagalopował i nawet życzył mi, żebym weszła gdzieś wyżej, ale mnie zupełnie nie ciągnęło, nie niosło. Mam tu te moje Tatry, a w nich jeszcze tyle do zrobienia. Raz jeden, może przez trzy minuty, pomyślałam o górach wysokich. W sumie z nudów, bo szłam akurat Połoniną Wetlińską, wiatr wiał, słońce wschodziło, a w głowie - jak to w górach podczas marszu - kołatały się różne wspomnienia, marzenia, refleksje i pomysły. I jednym z takich pomysłów, na krótką chwilkę zatrzymanym przez zwoje mózgu, były góry wysokie. Może by kiedyś spróbować? Może Kazbek? Jakieś licho wetlińskie może wie, skąd mi się uroił akurat Kazbek w tamtej chwili. Czemu nie Mt. Blanc, albo Grossglockner? Toż to bliżej, logiczniej, a Gross też podobno o wiele łatwiej. Zresztą, nieważne. I tak porzuciłam szybko tę ideę. Którego szczytu by nie miała dotyczyć, otrzymała etykietkę "może kiedyś", a w chwilę potem zabijałam nudę marszu już innymi przemyśleniami.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Kjerag, czyli noc pełna przygód (niekoniecznie fajnych)


Nasz pobyt w Norwegii miał obejmować odwiedzenie trzech najsłynniejszych atrakcji turystyczno-trekkingowych tego kraju. Każda z nich jest niczym więcej, jak ciekawą formacją skalną. Ale to w zupełności wystarczy, aby ściągnąć tłumy turystów. Bo kto by nie chciał mieć zdjęcia na skale przypominającej język, olbrzymim kamiennym pulpicie podciętym kilkusetmetrową przepaścią, czy na kamieniu tkwiącym w szczelinie skalnej? Może i ktoś by nie chciał. My akurat chcieliśmy.